Krem Aminocare - recenzja

17:26

Krem Aminocare - recenzja


Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości Polskiego dystrybutora QubikaMed miałam okazję poznać producenta kosmetyków Aminocare, którego produkty są rewolucją w dziedzinie kosmetyki. 

Do testów otrzymałam dwa kremy do twarzy oraz krem z serii luksusowej, a całość w wersji miniaturowych próbek. Do tego ulotka informacyjna oraz upominek w postaci długopisu. Z początku byłam nieco sceptycznie nastawiona, jednak po zgromadzeniu większej ilości informacji dowiedziałam się, że krem pełnowymiarowy do twarzy 30ml kosztuje w granicach 300 złotych. W końcu przyszedł czas na testy, a dzisiaj zapraszam Was na recenzję.   





Krem Aminocare  posiada właściwości silnie odmładzające, jak również antyrakowe. Zawiera jedynie naturalne składniki, bez sztucznych barwników oraz parabenów. Nie wywołuje alergii, jak również nie był testowany na zwierzętach. 





Moje wrażenia? 
Pierwszą rzecz, na którą zwróciłam uwagę to zapach, który według producenta powinien być bezwonny, a jednak jest bardzo intensywny i ... mało przyjemny. Pierwsze więc wrażenie było bardzo negatywne, ponieważ w moim odczuciu krem bardzo śmierdzi, a co więcej woń długo utrzymuje się na skórze twarzy. Jestem świadoma, że wpływ na to mają składniki, które są w pełni pochodzenia naturalnego bez sztucznych dodatków. W kremie znajdziemy między innymi wyciąg z pestek grejpfruta, olejek tamanu, aminokwasy czy zieloną herbatę. 
Struktura kremu jest bardzo gęsta i ma żółtawy odcień. Krem na lekką konsystencję, dzięki temu dobrze sprawdza się pod makijaż, równie szybko się wchłania. 
Krem stosowałam dwa razy dziennie, z rana oraz wieczorem. Niestety mała pojemność próbek nie starczyła na zbyt długie testy, stąd nie mogę teraz określić czy zauważyłam widoczne zmniejszenie pojawiających się już zmarszczek ( zaczynamy się starzeć od 20 roku życia, więc pewnie mam już . jakieś zmarszczki), jednak skóra stała się gładsza i znacznie bardziej nawilżona. Moja "kuracja" trwała zaledwie dwa tygodnie, jednak gdybym miała możliwość i wolne 300 złotych to chętnie bym ją kontynuowała, bo myślę, że rezultaty mogą być w pełni zadowalające. Już nawet przeżyłabym ten straszny zapach :)

Znacie firmę Aminocare?  Miałyście z nią do czynienia? Jak wrażenia? 
Koniecznie dajcie znać i piszcie co myślicie :)

Do zobaczenia niebawem, a tymczasem zapraszam na mój kanał na YT, dzisiaj pojawi się nowy film:) TUTAJ




Oczyszczający Peeling Sylveco

20:58

Oczyszczający Peeling Sylveco


Za oknem coraz to piękniejsza pogoda, więc najwyższy przygotować swoją skórę na promienie słoneczka. Dobrym sposobem na oczyszczenie skóry jest peeling. Dzisiaj chciałabym Wam zrecenzować peeling, który ostatnio trafił w moje ręce i jest warty, aby opowiedzieć o nim kilka słów. Mowa tutaj o oczyszczającym peelingu firmy Sylveco. 



Jest to hypoalergiczny peeling o kremowej konsystencji, który przeznaczony jest przede wszystkim do skóry przetłuszczającej się oraz z rozszerzonymi porami. W składzie znajdziemy takie naturalne składniki jak korund, skrzyp polny czy drzewo herbaciane. 
Pełny skład podany przez producenta:


Woda, Korund, Olej sojowy, Masło karite (Shea), Gliceryna, Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego, Stearynian glicerolu, Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate, Olej z pestek winogron, Ekstrakt ze skrzypu polnego, Wosk pszczeli, Alkohol cetylowy, Alkohol benzylowy, Guma ksantanowa, Kwas dehydrooctowy, Olejek z drzewa herbacianego.

Nieco martwi mnie zawartość alkoholu cetylowego oraz bezynowego - muszę poszukać na ten temat więcej informacji.




Tak czy inaczej chciałabym podzielić się z Wami swoimi wrażeniami po stosowaniu peelingu.
Jeśli chodzi o aplikację peelingu to bardzo podoba mi się kremowa konsystencja, jednak już wmasowywanie produktu daje takie wrażenie jakbym tarła skórę papierem ściernym. Więc przyznam, że delikatnie boli, czuć jak ściera się naskórek. 
Zapach jest dość intensywny, typowo zielarski bez wyczuwalnych konkretnych nut, jednak jest do zniesienia. Kojarzy mi się z górami, lasem i spa :)





Po przemyciu twarzy ciepłą wodą następuje błoga ulga, a bardzo gładziutka skóra rekompensuje delikatny dyskomfort stosowania.
Skóra nie jest też napięta, ale i tak zawsze nakładam krem nawilżający lub olejek, w zależności od pory dnia. 

A wy jakich peelingów używacie i możecie polecić? Chętnie wypróbuję coś nowego.

Czekam na Wasze komentarze.

Skarpetki SPA - recenzja i wrażenia

21:54

Skarpetki SPA - recenzja i wrażenia

      Wczoraj prezentowałam Wam zawartość najnowszego ShinyBoxa, a dzisiaj chciałabym napisać Wam moje wrażenia po przetestowaniu skarpetek SPA firmy Exclusive Cosmetics. Początkowo myślałam, że są to skarpety złuszczające, czyli wiecie, takie, po których schodzi skóra i mamy gładziutkie stopy, a jednak okazało się, że to jest zwykła maska na stopy. 



Skarpetki czyli dwa worki na stopy z wewnętrzną warstwą nawilżającą należy założyć na stopy wcześniej umyte i wysuszone i pozostawić na ok 20 minut. Zgodnie z tym zaleceniem po wieczornej kąpieli zasiadłam przez TV i oglądałam program Celebrity Splash, podczas kiedy na moje stopy powędrowały worki:)



Jeśli chodzi o samo przygotowanie i założenie to banał, Żadnej filozofii i skomplikowanych instrukcji. Zapach "preparatu" nawilżającego bardzo przyjemny i świeży. Skarpetki na stopach sprawiały wrażenie uczucia chłodzenia, więc cały zabieg był bardzo przyjemny. Po ściągnięciu worków odczekałam trochę, po czym wsmarowałam pozostałą wydzielinę w stopy.



Cena takiego zabiegu to 15 zł, a według producenta należy zapewniać sobie taki relax dwa razy w miesiącu. 

Moje wrażenia są bardzo pozytywne, bo minęło już kilkanaście godzin, a moje stopy dalej są bardzo  gładkie. Nawilżenia jako takiego już nie odczuwam, ale postaram się systematycznie smarować kremem do stóp. Mam nadzieję, że to przyjemne uczucie gładkości utrzyma się przez dłuższy czas. Szkoda tylko, że to jednak nie typ skarpet złuszczających - ale takie na pewno zaserwuję sobie na wiosnę. 



Lubicie tego typu produkty?
Dajcie znać, jakie są Wasze ulubione sposoby na nawilżanie i SPA dla stóp :)

Shinybox Girl on Fire - zawartość i recenzja

16:52

Shinybox Girl on Fire - zawartość i recenzja


      Wczoraj w moje ręce trafiło najnowsze, marcowe pudełko Shinybox zatytułowane Girl on Fire. Tym razem kurier był u mnie nieco później niż zwykle, stąd zanim nagrałam film zdążyła się zrobić szarówka za oknem. Stąd miałam cały wieczór na zapoznanie się z zawartością i dzisiaj przybywam do Was, aby opowiedzieć słów kilka na temat produktów, które znalazły się w pudełku. 



     Przyznam szczerze, że długo zastanawiałam się nad tym, skąd pomysł na nazwę. Doszłam do wniosku, że to zapewne z okazji Dnia Kobiet, który obchodzony był kilka dni temu. Oczekiwania były więc spore, w końcu to Nasze święto. Liczyłam na powtórkę świetnych kosmetyków, które były w poprzednim miesiącu. Jednak po zapoznaniu zawartością pudełka zaczęłam się zastanawiać, czy nazwa nie pasuje do zawartości czy odwrotnie. Pierwsze wrażenie było słabiutkie. Pudełko otwierałam na żywo - film jest już na kanale. Zapraszam do oglądania: 


Teraz przyszedł czas na kilka słów na temat zawartości pudełka. W tym miesiącu znalazło się 5 produktów pełnowymiarowy ( w tym jeden gratis ) oraz jeden kosmetyk w wersji mini. Poza kosmetykami znalazły się oczywiście ulotki oraz rabaty do sklepów. 



Pierwszym kosmetykiem, który znalazł się w boxie był Wodoodporny Eyeliner w pisaku Etre Belle. Sklepowa wartość to 38 zł, czyli całkiem sporo. W sumie bardzo się ucieszyłam, bo jestem na etapie poszukiwania idealnego eyelinera. Końcówka jest nieco gruba, ale miałam nadzieję, że nie sprawi to problemów. Niestety już po pierwszym użyciu cała fascynacja minęła. Kredka, bo to bardziej zwykła miękka kredka a nie eyeliner bardzo słabo rysuje kreski. Aby uzyskać ładny czarny odcień trzeba kilkakrotnie przejechać pisakiem, przez co namalowanie precyzyjnej kreski graniczy z cudem.
Tak więc eyeliner to niestety pomyłka. 




Następnym kosmetykiem z pudełka jest Biała Glinka firmy Mokosh Cosmetics. Cena sklepowa  to 23 zł / 200 ml. Bardzo podoba mi się to, że produkt jest 100% naturalny oraz pochodzi z Polski. Bardzo lubię tego typu produkty, bo mają wiele zastosowań. Lubię robić maseczki z użyciem białej glinki, więc kosmetyk trafiony i na pewno się przyda. Mam nadzieję, że sprawdzi się jak glinki innych firm.



Kolejnym produktem, również 100% naturalnym jest olejek awokado od Delawell. Olejek można stosować na twarz, ciało oraz włosy. Cena w sklepie to ok. 22 zł / 30 ml.  Kolejny typ produktu, który bardzo lubię. Do tej pory miałam okazję testować głównie oleje arganowe, więc awokado to nowość. Jestem ciekawa i chętnie przetestuję. Olejek znajduje się w szklanej buteleczce z typowym dla tego typu kosmetyków aplikatorem. Jest to bardzo wygodne i poręczne, więc jak najbardziej na plus.



Następny produkt, który znalazł się w pudełku to maska na stopy w formie skarpetek SPA. Produkt marki Exclusive Cosmetics. Cena sklepowa to ok 15 zł. Jestem ciekawa jak się sprawdzę, dzisiaj planuję założyć je po kąpieli. Zastanawiam się, czy są to typowo złuszczające skarpety czy po prostu maska nawilżająca. Wszystko się okaże wieczorem. 



Ostatnim pełnowymiarowym produktem, który jest oznaczony jako GRATIS jest mydło w kostce Dave. Cóż, wiele na ten temat nie powiem, bo po prostu nie używam mydeł w kostce. W lutym też było mydełko, które oddałam mamie. To może zostawię i czasem zmiękczę wodę podczas kąpieli. Jedyne co mnie urzeka w tym mydełku to śliczny zapach. Cena sklepowa to 6 zł. 



Produktem mini, który był w pudełku jest krem do stylizacji włosów Goldwell. Krem zawiera jakąś super formułę, dzięki czemu po stylizacji włosów można swobodnie zmienić look czyli włosy nie powinny być sztywne itp. Zazwyczaj nie używam tego typu produktów, więc zapewne oddam mężowi. Fajnie, że jest w wersji mini, więc może przyda się w podróży. Cena za pełny produkt to 57 zł, więc zaskakująco dużo. 



No i tyle w kwestii pudełka, Dajcie znać jak Wam podoba się zawartość. Jedynym 
plusem jest fakt, że tym razem wszyscy otrzymali jednakową zawartość, a nie jak w poprzednim miesiącu, że było kilka różnych wersji i było sporo dyskusji na ten temat. 



To tyle na dzisiaj, do usłyszenia niebawem!

Balsam pod prysznic Nivea - recenzja + wyniki rozdania

17:53

Balsam pod prysznic Nivea - recenzja + wyniki rozdania


    Przepraszam, że w ostatnim czasie nieco zaniedbałam bloga, ale dużo się działo. Najpierw egzaminy...potem obrona ( Jestę Inżynierę ), a potem świętowanie i wakacje w Egipcie. Od razu po powrocie (w środę nad ranem) zaczęłam staż absolwencki w agencji reklamowej i tak naprawdę dopiero dzisiaj mam czas usiąść i wziąć się za rozpakowywanie walizek. Post dotyczący urlopu pojawi się niebawem, dzisiaj przychodzę z recenzją nowości w moich kosmetykach, która na rynku jest już od jakiegoś czasu. 

    


    Balsam pod prysznic Nivea, to produkt, który od pierwszej reklamy w telewizji wzbudził moje zainteresowanie i choć bardzo chciałam go wypróbować, jakoś nigdy nie było okazji. Ostatnio podczas pakowania znalazłam mini wersję tego produktu, którą kiedyś dostałam podczas współpracy z drogerią internetową StrefaUrody.pl więc postanowiłam ją wziąć ze sobą na urlop. 
Przyznam szczerze, że nie do końca wierzyłam w rewolucyjne działanie balsamu w połączeniu z wodą, aczkolwiek uznałam, że zapewne działa jak odżywka do włosów. 








    Kosmetyk jest bardzo wydajny, gdyż w połączeniu z wodą dobrze się rozprowadza i nie potrzebna jest duża ilość produktu. Jeśli chodzi o zapach, to jest dość neutralny, bez wyczuwalnego dominującego zapachu. W mojej ocenie sprawuje się naprawdę nieźle, jestem bardzo zadowolona z poziomu nawilżenia skóry. Według mnie to świetny produkt, który w pełni może zastąpić tradycyjny balsam na wyjazdach lub gdy po prostu nie mamy zbyt wiele czasu, aby aplikować i czekać na wchłonięcie się tradycyjnego balsamu czy masła do ciała. Na pewno kupię pełno-wymiarowy produkt, kiedy tylko zużyję ten. Wersja mini świetnie sprawdziła się na wyjeździe!



Na koniec jeszcze nieco przesunięte wyniki rozdania, które organizowane było w lutym. 
Miło jest mi poinformować, że zwycięzcą zostaje .......



Komentarz bardzo długi więc umieściłam tylko fragment. Serdecznie gratuluję i czekam na kontakt!:)

Zapraszam jeszcze na vloga z podróży do Egiptu, przygotowanie, lot i cała podróż.