8/14/2018

Czy kosmetyki mineralne są idealnym rozwiązaniem na lato?

Latem, kiedy temperatury na zewnątrz przekraczają 30 stopni staram się ograniczyć mój makijaż niemal do zera. Niestety przy takich tropikach nie ma opcji aby utrzymał się on dłużej niż 2-3 godziny, więc generalnie dochodzę do wniosku, że nie ma sensu się denerwować i spędzać dodatkowej godziny przed lustrem. Bywają dni, gdy wyjście bez makijażu nie stanowi dla mnie problemu, ale zdarzają się sytuacje, kiedy jest on absolutnie koniecznością. Zaczęłam więc szukać rozwiązania i spotkałam się z opinią, że całkiem nieźle radzą sobie kosmetyki mineralne i wiele z blogerek latem w szczególności sięga tylko i wyłącznie po takie produkty do makijażu. Nie byłabym sobą, gdybym tego nie sprawdziła. Jak więc poradziły sobie kosmetyki mineralne Lily Lolo w starciu z moją wybredną cerą i tropikami panującymi na dworze? 




Nie ukrywam, że kosmetyki mineralne to dla mnie czarna magia, więc kierowałam się dwoma kryteriami: opinią w internecie oraz wyglądem opakowań. Do testów wybrałam więc produkty marki Lily Lolo, których designem zachwycam się od dłuższego czasu. Konkretnie w moje ręce trafiły: podkład, puder, zestaw do konturowania, cienie a także pędzel kabuki, więc wszystko co potrzebuję do dziennego makijażu. 




LILY LOLO: PODKŁAD MINERALNY



Mój kolor to China Doll, który jest maksymalnie jasnym odcieniem beżu w neutralnych tonach. Początkowo ciężko było mi się przestawić z tradycyjnego płynnego podkładu na ten w formie sypkiej, jednak sama aplikacja przy pomocy pędzla kabuki to czysta przyjemność. Jak go używam? Odrobinę podkładu przesypuję do zakrętki opakowania, następnie okrężnymi ruchami nabieram produkt na pędzel, delikatnie otrzepuję z nadmiaru i wcieram w buzię zaczynając od środka. 

Przy jednej warstwie efekt jest bardzo naturalny, a krycie delikatne. Z każdą kolejną warstwą stopniujemy krycie, choć w moim przypadku dwie są wystarczające. Uwaga! Praca z podkładem wymagacie cierpliwości, gdyż produkt potrzebuje dobrych kilkunastu minut aby w pełni zgrać się z cerą. Początkowo sama nie byłam pewna czy widać jakąś różnicę, jednak kilka chwil wystarczyło aby efekt był widoczny. Warto dodać, że podkład wzbogacony jest o SPF15, więc zapewnia dodatkowe zabezpieczenie przed promieniami słonecznymi. 



SATYNOWY PUDER MINERALNY 

Tutaj w ramach odskoku od mocno matujących produktów wybrałam puder Flawless Silk o satynowym wykończeniu. Jego konsystencja jest absolutnie rewelacyjna, drobniuteńko zmielona i milutka w dotyku. Puder nie wchodzi w zmarszczki, a wręcz ładnie wygładza cerę dając bardzo naturalny efekt. Aplikuję go zwykle pędzelkiem omiatając twarz - tutaj wybieram największy z mojej kolekcji bądź ponownie sięgam po kabuki. Puder ma pojemność 4,5 grama co choć nie brzmi tak okazale to uwierzcie mi, że jest go na prawdę sporo. Zamknięty jest w bardzo wygodnym w użytkowaniu słoiczku ze specjalnym zabezpieczeniem przed niepożądanym wysypaniem się produktu. Cechuje go bardzo przyzwoity skład, w którym nie znajdziemy substancji chemicznych, talku ani konserwantów. Kolor jest uniwersalny dla każdego typu skóry.



CIENIE MINERALNE LILY LOLO


Doskonale wiecie, że to mój konik więc nie mogłam odmówić sobie przyjemności przetestowania sypkich cieni mineralnych. Wybrałam trzy kolory kierując się zdjęciami poglądowymi. Niestety w rzeczywistości odcienie nieco odbiegają od tego co widziałam na stronie - choć zieleń ( Pixie Sparkle ) mnie nie zawiodła. Jest niezwykle nasycona i pięknie się mieni. Pozostałe dwa kolory odrobinę mnie zawiodły -  Choc Fudge Cake okazał się być brązem z fioletową poświatą w formie drobinek, które niestety przy blendowaniu są ledwo zauważalne, a w przypadku Golden Lilac mamy do czynienia bardziej z szarością niż fioletem. Cienie mają pojemność 3,5 grama i są zamknięte w maleńkich uroczych słoiczkach. Większość dostępnych odcieni to raczej spokojne kolory, które spodobają się każdej lubiącej delikatne makijaże kobiecie. 



ZESTAW DO KONTUROWANIA 

Niewielkich rozmiarów paletka Sculp&Glow skrywa w sobie dwa produkty do konturowania Bronzer ma odcień bardzo neutralny - nie wpadający ani w ciepłe ani chłodne tony, a przy okazji cechuje go przyzwoita pigmentacja. Trzeba więc nakładać go ostrożnie, aby nie przesadzić. Rozświetlacz w złotej tonacji można aplikować w niewielkiej ilości do dziennego makijażu albo dołożyć odrobinę więcej w celu uzyskania efektu "glow". Opakowanie wykonane jest z trwałego plastiku i ma lusterko, które przydaje się w podróży. 


JAK SPRAWDZIŁY SIĘ KOSMETYKI MINERALNE? 

Ku mojemu zaskoczeniu kosmetyki mineralne spisały się bardzo dobrze. Do ideału niestety odrobinę im zabrakło, ale jak na te warunki pogodowe to i tak jestem niesamowicie dumna. Na wstępie dodam, że nie używałam dodatkowo żadnej bazy. Podkład nie spływał z twarzy mimo tropikalnych upałów, a bronzer i rozświetlacz wyglądały równie dobrze jak zaraz po aplikacji. Po kilku godzinach makijaż wymagał użycia bibułek matujących bądź drobnego przypudrowania, ale mimo wszystko utrzymał się w ryzach przez cały dzień.  Nie obwiniam absolutnie pudru, bo uważam, że spisał się świetnie. 
Jedynie wobec cieni mam kilka zastrzeżeń, ale raczej ze względu na odcienie. Po skończonym makijażu zawsze delikatnie spryskiwałam twarz wodą różaną. 

Podsumowując nie przesadzę, jeśli powiem, że jestem oczarowana produktami mineralnymi od Lily Lolo. Piękne opakowania skrywają rewelacyjną zawartość, która jest obecnie moim numerem jeden w makijażu latem.  Z pewnością na dłużej zostanie ze mną podkład, puder oraz zestaw do konturowania, a po cienie chętnie sięgnę od czasu do czasu. 

Lubicie stosować kosmetyki mineralne? Jakie są Wasze sposoby na utrzymanie makijażu latem?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz