Nowość! Paleta Lemonade Craze od Maybelline. HIT czy KIT?

3/15/2019

Nowość! Paleta Lemonade Craze od Maybelline. HIT czy KIT?

Przygotowania do wiosennego sezonu w świecie Beauty trwają w najlepsze. Marki coraz che†niej stawiają na kolor, a przez to moja lista zakupowa robi się coraz dłuższa. Kusi mnie kilka nowości jeśli chodzi o palety do makijażu, które jak wiecie uwielbiam testować. Z pewnością w najbliższym czasie testów kosmetyków kolorowych pojawi się tutaj całkiem sporo.
Muszę przyznać, że nie jestem zwolenniczką zakupów jakichkolwiek cieni do powiek w drogeriach. Na palcach jednej ręki zliczę paletki, które zrobiły na mnie jakiekolwiek wrażenie. Zdecydowanie więcej jest tych, o których ciężko powiedzieć cokolwiek dobrego. Niedawno, całkiem przypadkiem ( z klubu Wizażu ) trafiły do mnie nowości od Maybelline, z których w szczególności zainteresowała mnie paletka cieni. Czy jest warta zainteresowania?

recenzja na blogu tinaha

LEMONADE CRAZE: PIERWSZE WRAŻENIE


Muszę przyznać, że paleta na pierwszy rzut oka prezentuje się interesująco, żółty kolor opakowania skutecznie przyciąga wzrok, a przy okazji od razu widać jej zawartość. W środku znajduje się 12 cieni do powiek o zróżnicowanej gramaturze. Początkowo miałam mylne wrażenie, że cztery większe kosteczki to rozświetlacze i bronzer, jednak jak się okazało to również są cienie. Być może producent sugeruje, że będą one najcześciej używane. Kolory tworzą ciekawą kompozycję, gdyż z jednej strony dominują tutaj neutralne barwy, ale z drugiej jest kilka bardziej odważnych odcieni. Do paletki nie jest dołączony żaden pędzel ani aplikator, co rzadko zdarza się przy drogeryjnych produktach. Osobiście mi to nie przeszkadza, bo nigdy z nich nie korzystam. Paletka jest bardzo lekka, a sam plastik, z którego jest wykonana niestety nie wygląda na zbyt wytrzymały. 

recenzja na blogu tinaha


LEMONADE CRAZE: KOLORY, PIGMENTACJA, SWATCHE

recenzja na blogu tinaha


Paleta złożona z 12 cieni tworzy całkiem przyjemną kompozycję. Są tu kolory, które pozwolą stworzyć zarówno dzienny makijaż jak i taki z odrobiną szaleństwa. Każdy odcień ma swoją nazwę, co uważam za świetny pomysł. Choć kolory na swatchach wypadają nienajgorzej, a w przypadku niektórych ( sugar coated, lemonade craze czy ice pop ) nawet przyzwoicie, to przy pracy pędzlami jest już gorzej. Aby wydobyć pigment trzeba nieźle się napracować nakładając nawet kilka warstw. Nie jest to więc paletka, którą zrobicie szybki i efektowny makijaż. Najlepiej ze wszystkich spisuje się tytułowy cień, ale to zdecydowanie za mało aby wywołać u mnie zachwyt ( choć za żółtym szaleje w ostatnim czasie ).

recenzja blog


 Zdaję sobie sprawę, że nie jest to paletka wysoko-półkowa, ale ciężko porównać ją choćby do marki MUR, która nie raz pokazała, że niedrogie palety mogą kryć w sobie moc. Podsumowując cienie nie są tak intensywne jak bym sobie życzyła, ale jeśli zależy Wam jedynie na dodaniu odrobiny charakteru dziennemu makijażowi to z pewnością się nie zawiedziecie. 

tinaha.pl

MAYBELLINE LEMONADE CRAZE - HIT CZY KIT?


Stojąca na półkach drogerii paleta Lemonade Craze poza przyciągającym wzrok opakowaniem nie wyróżnia się specjalnie na tle swoich koleżanek. Mimo, że kolory są ciekawe, to niestety pigmentacja i trwałość cieni pozostawiają wiele do życzenia. W cenie obowiązującej stacjonarnie choćby w Rossmannie czyli ponad 77,99 złotych nie poleciłabym jej nikomu, jednak online jest dostępna z ułamek tej kwoty ( ok. 25 pln ), co uważam, że jest bardziej odpowiednią kwotą jaką można przeznaczyć na ten produkt. 

tinaha.pl

Paletkę testowałam kilkakrotnie i w żadnym wypadku nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Zdecydowanie liczyłam na więcej intensywności i miałam nadzieję, że w ciekawym opakowaniu kryje się równie interesująca zawartość. Niestety w mojej ocenie to bardziej kit, niż hitowy produkt.


Jestem ciekawa czy macie wśród marki Maybelline swoich kosmetycznych ulubieńców? Podzielcie się koniecznie!
I LOVE BOX - EDYCJA WALENTYNKOWA

3/07/2019

I LOVE BOX - EDYCJA WALENTYNKOWA

Luty minął mi w tym roku wyjątkowo szybko, począwszy od spontanicznego urlopu na Djerbie, poprzez przeziębienie aż po ogrom spraw do nadrobienia. Ostatecznie niewiele działo się na blogu, więc przybywam dzisiaj z jednym z najbardziej ekscytujących tematów - kosmetyczne pudełka niespodzianki. Dzisiaj pod lupę wezmę walentynkową zawartość I love box. 


I LOVE BOX - EDYCJA WALENTYNKOWA - ZAWARTOŚĆ

Box premium od I love box w edycji walentynkowej zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. Począwszy od kuferka kosmetycznego, który nie tylko pięknie wygląda ale będzie praktycznym gadżetem, poprzez zestaw miniatur od Signature, który w moim przypadku przywołał tropikalne wspomnienia uwodzicielskim zapachem. Nawet ze świecą się polubiłam!
Dużym zaskoczeniem była pomadka w płynie Semilac, której kolor mogłam wybrać - więc nie było mowy o nietrafionym odcieniu. Zdecydowałam się na numer 005, który jest pięknym nudziakowym kolorem. Następnie perfumetka od prześlicznie wyglądającym flakoniku. Pojemność 25 ml będzie w sam raz do torebki. Z marką Saphir mam styczność po raz pierwszy, ale już wiem, że nie ostatni. Kubek z uroczym motywem Mini Mouse od marki Dajar był świetnie trafionym gadżetem. Dumnie gości w moim studio. Generalnie z zawartości jestem bardzo zadowolona. 

Poniżej unboxing dla lubiących treści w formie video:


KONIECZNIE PRZECZYTAJ: CZY I LOVE BOX JEST WARTE ZAKUPU?


Cena boxa w wersji premium to koszt z 89,99 złotych z darmową przesyłką, a wartość produktów, które znalazły się w środku to aż 186 pln. Przebitka myślę, że na dobrym poziomie, tym bardziej, że każdy z produktów już poszedł w ruch! 



Już 10 marca rusza sprzedaż kolejnej edycji i z tego co udało mi się ustalić ponownie będą dostępne dwie wersje pudełka - standard 69,99 zł oraz premium 89,99 zł - obie w bardzo ograniczonej ilości. Polecam śledzić Fanpage oraz Instagram marki I love box, gdzie niebawem pojawią się szczegóły dotyczące marcowej edycji!

EDIT! BOX MARCOWY JUŻ W SPRZEDAŻY!



Muszę przyznać, że od dawna nie czułam takiej ekscytacji na myśl o kosmetycznym pudełku!
Lubicie pudełka niespodzianki? 
Michael Kors - król zegarków modowych?

3/01/2019

Michael Kors - król zegarków modowych?

Moda w dzisiejszych czasach nie ogranicza się tylko i wyłącznie do ubrań czy obuwia, ale duże znaczenie mają również dodatkowe elementy. Firmowy smartfon a może sygnowana znanym nazwiskiem biżuteria - to tylko przykłady wyznaczników, którymi określani są prawdziwi fashioniści. Czasem z pozoru zwykła stylizacja może nabrać charakteru dzięki dodatkom. ( nic więc dziwnego, że kobiety tak kochają biżuterię ). Dużą rolę ogrywają zegarki, które mino postępu technologicznego nadal są na szczycie popularności zarówno u kobiet jak i u mężczyzn. Noszenie zegarka jest niejako przywiązaniem do tradycji ale umówmy się, taki dodatek naprawdę dodaje klasy, zwłaszcza gdy jest firmowy.




MICHAEL KORS SYMBOLEM LUKSUSU?

Marka Michael Kors istniejąca na rynku od ponad 30 lat jest powszechnie znana i ceniona, dlatego nic dziwnego, że mnóstwo kobiet marzy o posiadaniu choćby najmniejszej rzeczy sygnowanej logotypem MK. Firma kojarzona jest przede wszystkim z odzieżą oraz galanterią, ale na swoim koncie ma również wysokiej klasy biżuterię oraz zegarki.

MK będący obecnie jednym z najbardziej cenionych projektantów wypracował sobie zasłużoną renomę na rynku zegarmistrzowskim. Ogromny wybór modeli, niebanalny design i najwyższej jakości mechanizm to tylko z niektórych cech określających zegarki tej marki. Kolekcje projektanta doskonale łączą klasykę z nowoczesnością gdyż na koncie projektanta są najlepiej sprzedające się smartwatche na rynku. Spektrum możliwości zamkniętych pod prostym designem to luksus, który stosunkowo jest niedrogi. Co prawda, zakup jednego z topowych modeli smartwatcha to koszt w granicach półtorej tysiąca złotych, ale nadal jest to przystępna cena.



WYBÓR ZEGARKA, CZYM KIEROWAĆ SIĘ PRZY ZAKUPIE?

Jeśli decydujemy się na "inwestycję" w zegarek, warto kierować się zdrowym rozsądkiem, a nie chwilowym zachwytem. W moim przypadku głównym kryterium jest uniwersalność, dlatego raczej nie wybrałabym zegarka zdobionego kwiatkami czy innymi dekoracjami, które być może teraz mi się podobają, ale za rok uznam to za tandetę. Lubię minimalizm, dlatego mój wybór padł na coś prostego, ale posiadającego w sobie to coś.
Kolor zegarka również ma znaczenie - złoty czy srebrny? Osobiście, srebrne zegarki kojarzą mi się z typowo męskimi, a w moich zasobach zdecydowanie więcej mam biżuterii złotej, więc odpowiedź jest prosta.



Nigdy tego nie ukrywałam, jestem gadżeciarą, a wiec posiadanie zwykłego zegarka byłoby w moim przypadku całkowicie nie na miejscu. Uwielbiam połączenie klasyki z nowoczesnością dlatego na szczycie moich zakupowych marzeń stoi smartwatch Michael Kors MKT5045, który jest dokładnie tym co lubię. Jest niezwykle elegancki i  minimalistyczny, a jego wnętrze kryje w sobie sporo funkcji.


MICHAEL KORS - JAK NIE DAĆ SIĘ OSZUKAĆ?

Pisałam już artykuł o tym, jak uniknąć zakupu podróbki w przypadku kosmetyków, więc pozwolę sobie tutaj powtórzyć najważniejszą zasadę. Zawsze, ale to absolutnie zawsze sprawdź sklep, w którym kupujesz produkty Michael Kors. W przypadku zegarków jest kilka autoryzowanych sprzedawców, którzy dają ci 100% gwarancji autentyczności oferowanych produktów.



Rekomendowanym przeze mnie sklepem jest zegarek.net, który w swojej ofercie ma nie tylko zegarki MK, ale również innych światowych marek. To absolutnie najbardziej podstawowa zasada w przypadku zakupu jakichkolwiek produktów renomowanych marek, więc nie warto ryzykować - w sieci pełno jest sklepów z podejrzanie niskimi cenami, na których widok powinna zapalić się w głowie czerwona lampka. Decydując się na oryginalny zegarek MK można być pewnym, że jest to towarzysz na długie lata.


W zwyczaju mam, że dążę do wyznaczonych celów, dlatego mam nadzieję, że jeszcze w tym roku na mojej ręce zagości zegarek MK. Jestem ciekawa, jakie jest Wasze zdanie w temacie marki? Może na Waszej liście marzeń są jakieś produkty sygnowane logotypem Michael Kors?
TANIO VS. DROGO - KREDKI DO BRWI: ESSENCE, WIIBO, MAYBELLINE, NABLA

2/25/2019

TANIO VS. DROGO - KREDKI DO BRWI: ESSENCE, WIIBO, MAYBELLINE, NABLA

Choć pomady od dłuższego czasu plasują się na pierwszej pozycji popularności wśród produktów do brwi to jednak osobiście o wiele chętniej sięgam po tradycyjną kredkę. Ostatnio robiąc porządki w swojej toaletce natrafiłam na całkiem pokaźną ilość produktów do brwi, w tym 4 kredki. Aż trzy z nich są w niemal nienaruszonym stanie, dlaczego? Bo kupione były pod wpływem chwili, na promocji bez wcześniejszej analizy. Jako, że każda z nich jest na swój sposób inna, a ponadto różni się ceną postanowiłam stworzyć zestawienie porównawcze. Od najtańszej do najdroższej. 

wibo, essence, maybelline, nabla



1. ESSENCE SUPERLAST 24H


kredka do brwi


Zestawienie zaczniemy od najtańszej kredki, a właściwie pomady w kredce czyli Essence Superlast 24H, której cena waha się w granicach 9-12 złotych. Opakowanie to z jednej strony  wysuwana pomada, z drugiej zaś gumowa szczoteczka o przedziwnym wyglądzie oraz ukryta wewnątrz opakowania temperówka ( za do duży plus ). Na minus niestety zasługuje kolorystyka - ta ograniczona jest do 3 odcieni - blond, brąz, ciemny brąz. To sprawia, że naprawdę trzeba mieć fart, aby dobrać kolor idealnie. Końcówka kredki jest zaokrąglona, a sama konsystencja odrobine zbyt za twarda i pozostawiająca grudki. Szczoteczka niestety jest ... ciężka w obyciu. Osobiście nie rozumiem jej działania. Mój kolor to 20 - brown i niestety jest zdecydowanie za ciepłym odcieniem. Choć kredka jest całkiem tania, to raczej nie znalazłam tutaj zbyt wiele zalet aby wypróbować ciemniejszą wersję. 

Szczoteczki od lewej: Nabla, Maybelline, Wibo, Essence



2. WIBO FEATHER BROW CREATOR



Kredka zamknięta jest w smukłym opakowaniu i wraz z niską ceną ( 15-16 złotych ) to jedyne jej zalety. Z jednej strony mamy precyzyjny rysik o zaokrąglonej końcówce i cholernie twardej konsystencji, a z drugiej szczoteczkę, która wygląda bardzo tandetnie. Wibo Feather Brow Creator dostępna jest w zaledwie dwóch odcieniach - soft brown oraz dark brown. Ja posiadam jaśniejszą wersję, która ma jeszcze gorszy odcień od poprzednika. 

Od lewej: Nabla, Maybelline, Wibo, Essence

3. MAYBELLINE TOTAL TEMPTATION 



Kredka od Maybelline choć do najtańszych nie należy ( jej cena w Rossmannie to 37,99 pln ) to naprawdę warta jej swojej ceny. Po pierwsze końcówka, która jest ścięta w bardzo przemyślany sposób, dzięki czemu pracuje się nią bardzo wygodnie. Z drugiej strony szczoteczka, która jest zaokrąglona i choć początkowo nie byłam do niej przekonana to sprawdza się naprawdę dobrze. Kredka dostępna jest w trzech odcieniach: Soft Brown, Medium Brown oraz Deep Brown. W tym przypadku mam na stanie tę ostatnią i jest to idealny dla mnie kolor. Muszę przyznać, że przed bardzo długi czas była dla mnie niezastąpiona.  

4. NABLA BROW DIVINE



Ostatnia pozycja w zestawieniu, kredka marki Nabla, której cena waha się w granicach 52-55 złotych. Zamknięta jest w smukłym opakowaniu całkiem podobnym konstrukcyjnie do Wibo, ale w bardziej eleganckim wydaniu. W tym przypadku do wyboru jest aż 5 odcieni i niestety nic nie mówiących nazwach: Venus, Mercury, Neptune, Jupiter, Uranus. Z jednej strony znajduje się bardzo smukła końcówka o średnio twardej konsystencji, z drugiej zaś genialna szczoteczka. ( porównywalna do kredek z ABH ). Kredką pracuję się przyjemnie, a odcień - w moim przypadku Neptune jest idealnie do mnie dopasowany. Jest odrobinę cieplejszy od poprzednika, ale zdecydowanie chłodniejszy od Wibo czy Essemce. Tak idealnie wyważony. 


Od góry: Essence, Wibo, Maybelline, Nabla

KTÓRA KREDKA JEST NAJLEPSZA? 


Nie zawsze najtańsze znaczy gorsze, a najdroższe niezastąpione. Choć kredka z Nabli jest naprawdę świetna, to jej cena już niekoniecznie. Dwie najtańsze kredki okazały się być niewypałem ze względu na zbyt ciepły odcień, a najlepszą i najbardziej polecaną przeze mnie jest kredka Maybelline. Myślę, że warto polować na promocje w drogeriach online lub stacjonarnie na -55%, które zapewne w kwietniu pojawi się w Rossmannie. 


Jestem ciekawa czego aktualnie używacie do stylizacji brwi? Chętnie poznam Waszych ulubieńców w tej kategorii! 


Zarabianie na blogu - gdzie szukać ofert współpracy?

2/18/2019

Zarabianie na blogu - gdzie szukać ofert współpracy?

Zarabianie na blogu to u wielu blogerów nadal temat tabu i myślę, że choć większość z internetowych twórców chciałaby mieć korzyści ze swojej działaności to jednak nadal nie wie jak się za to zabrać. Często zastanawiają się czy to już dobry moment na nawiązanie współpracy z marką albo zastanawiają się jak wycenić swoją pracę. Blogując od niemal 6 lat doskonale wiem, że zarabianie na blogu jest możliwe dlatego postanowiłam podzielić się z Wami serią wpisów w tym temacie. Na początek postanowiłam opowiedzieć nieco o platformach umożliwiających nawiązanie kontaktu z markami poprzez odpowiedź na konkretne oferty. Oczywiście najlepszą formą współpracy jest ta, kiedy to firma wychodzi z propozycją skierowaną konkretnie do danego blogera. Otwarty nabór na reklamowe działania jest idealny dla tych, którzy takich ofert jeszcze nie otrzymują bądź nie są gotowi aby samemu wyjść z propozycją. 

JAK ZARABIAĆ NA  BLOGU?




1. REACHABLOGGER

Jest to platforma, w której zarejestrowana jestem od niemal samych początków jej istnienia czyli ładnych kilka lat. Pojawia się tam kilka ofert dziennie, z różnych kategorii tematycznych. Często są to propozycje bardzo nisko budżetowe bądź na zasadzie barteru. Serwis pobiera 15% prowizji z wynagrodzenia blogera, a rozliczenie odbywa się poprzez umowę i rachunek. Firmy mają także wgląd w katalog zarejestrowanych na platformie blogów i mogą przesyłać bezpośrednią ofertę do konkretnych influencerów. Na swoim koncie mam ponad 30 zrealizowanych kampanii zarówno blogowych jak i na instagramie czy youtube. Po wykonaniu zlecenia i akceptacji przez klienta pieniądze od razu są gotowe do wypłaty.


2. WHITEPRESS 

Druga z większych platform umożliwiających nawiązanie współpracy na blogu czy innych kanałach social media. Plusem serwisu jest całkiem niezłe wsparcie techniczne, zaś minusem fakt, że trzeba samemu rozliczyć się z zarobionych pieniędzy co może okazać się nieco skomplikowanie. W tym przypadku prowizja pobierana jest od reklamodawców. Choć pojawia się całkiem sporo ofert współpracy, niewiele dochodzi do skutku. Na swoim koncie mam w granicy 10 zakończonych kampanii. Po wykonaniu zlecenia i akceptacji przez klienta pieniądze od razu są gotowe do wypłaty.



3. BRANDBUDDIES

Platforma, której działania nadal nie do końca rozumiem. Pojawia się tam wiele ofert płatnych oraz barterowych skierowanych głównie do użytkowników Instagrama. Zgłoszenie się do danej kampanii kosztuje "wirtualne żółwiki", które możecie otrzymać ( np. za udział w kampanii ) lub... kupić, a więc jeśli często zgłaszacie swój udział bez skutku w końcu zmuszeni jesteście zapłacić za kolejne żółwiki niezbędne do zgłoszeń. Osobiście zaliczyłam tam trzy współprace, więc doświadczenie mam raczej średnie. 


KONIECZNIE PRZECZYTAJ: JAK ZOSTAĆ TESTEREM I DOSTAWAĆ PRODUKTY ZA DARMO?


4. INDAHASH

Jest to aplikacja oferująca kampanie na Instagramie oraz Facebooku ( z naciskiem na to pierwsze ). Stawka ustalana jest odgórnie, więc od razu wiesz na ile wyceniany jest twój profil. Są również oferty barterowe bądź zniżki i niestety tych drugich jest coraz więcej. W skrócie. otrzymujesz zniżkę za produkt w zamian za jego prezentację na swoim kanale SM. W mojej ocenie to poniżej barteru, chyba że wskoczy zniżka na najnowszego Iphone. Mam tu zrealizowanych kilka płatnych kampanii i całość odbywa się na bardzo jasnych warunkach. 



5. SOCIALTAG

Na tym portalu jestem zarejestrowana najkrócej i mam najgorsze doświadczenia. Choć pojawia się całkiem sporo ciekawych kampanii, to udało mi się zaliczyć tylko jedną...a na wynagrodzenie czekam już drugi miesiąc. Podobnie jak przy poprzedniku, z góry jest wyliczona stawka, którą można otrzymać za każdą kampanię. W chwili obecnej jest to kwota brutto, więc trzeba odliczyć VAT. 

6. FAMESHOP

Zwany sklepem dla Influencerów, czyli oferujący produkt za zdjęcie na Instagramie. Pojawia się tu sporo różnorodnych ofert, a warunkiem udziału jest posiadanie publicznego profilu, którego obserwuje minimum 5000 osób.  Od czasu do czasu tam zaglądam, zgłaszam się do różnych akcji choć nie jestem zwolenniczką współprac na zasadzie barteru. 

Pojawia się coraz więcej nowych " raczkujących " portali, z którymi jeszcze nie miałam przyjemności współpracować jak np. Alimero czy DDOB. 


Dróg do podjęcia współpracy z markami jest całkiem sporo, choć całkiem inaczej jest w przypadku bezpośredniego kontaktu z daną firmą czy agencją. Wówczas wynegocjowanie lepszych warunków jest zwyczajnie prostsze. Warto jednak zapoznać się z powyższymi platformami, które z pewnością pozwolą Wam nabrać doświadczenia i przyjrzeć się jak to wszystko wygląda w praktyce. 

Jestem ciekawa czy czytające mnie osoby, to również blogerzy, a jeśli tak to czy w swojej blogowej karierze zaliczyliście już pierwsza płatną kampanię?