Tag

2018

JAK ROZWIĄZAĆ PROBLEM SUCHYCH UST?

Pewnie niewiele z Was zdaje sobie sprawę, że usta to najdelikatniejsza część naszej twarzy. Cieniutki naskórek warg pozbawiony jest gruczołów potowych oraz bardzo ubogo wyposażony w gruczoły łojowe. Ta ostatnia właściwość sprawia, że naturalna ochronna warstwa lipidowa na ustach jest także wyjątkowo cienka. W dodatku nieustannie ścieramy ją, oblizując usta, jedząc czy pijąc. Z powodu niewielkiej liczby gruczołów łojowych na skórze warg, są one słabo chronione przed utratą wilgoci.

JAK DBAĆ O USTA ZIMĄ?

O usta należy więc odpowiednio dbać, nie tylko zimą ale przez cały rok. Choć niskie temperatury i mroźny wiatr szczególnie narażają je na podrażnienia, to promienie słoneczne i kosmetyki do makijażu również mają negatywny wpływ. Przez odpowiednią pielęgnację mam na myśli specjalistyczne produkty, które zawierają odpowiednie składniki nawilżające i wzmacniające barierę ochronną naskórka. Dzisiaj przedstawię Wam produkt, z którym nie rozstaję się tej zimy!
opinie
Należę do osób, które uwielbiają podkreślać usta mocnymi odcieniami jednak zdaję sobie sprawę, że na mocno wysuszonych i podrażnionych wargach żadna pomadka nie będzie wyglądać dobrze. Staram się regularnie wykonywać peeling ust, jednak na co dzień towarzyszy mi ochronny balsam do ust Erazban Protect. Niewielkich rozmiarów tubka zmieści się w nawet najmniejszej torebce, a wygodny skośny aplikator niezwykle ułatwia aplikację produktu.

ERAZABAN PROTECT – SKŁAD POMADKI OCHRONNEJ

W składzie znajdziemy masło shea, witaminę E czy olej z rokietnika. Taka kompozycja doskonale nawilża i nawadnia skórę, jak również ma właściwości kojące i regeneracyjne.  Co więcej balsam #erazabanprotect jako jedyny zawiera filtr SPF50, a więc doskonale chroni usta przed szkodliwym działaniem promieni UV oraz zapobiega powstawaniu opryszczki. Produkt został przebadany dermatologicznie i jest całkowicie bezzapachowy. Dostępny jest w aptekach stacjonarnych oraz internetowych.
Balsam bardzo odpowiada mi pod kątem nie tłustej konsystencji, sposobu aplikacji i składu produktu. Zajmuje niewiele miejsca, więc mogę mieć go zawsze przy sobie. Staram się nakładać cieniutką warstwę 3 do 4 razy dziennie. Balsam wchłania się dłuższą chwilę, jednak nie pozostawia lepkiego filmu. Efekty regularnego stosowania zauważyłam już po trzech dniach, a muszę przyznać, że dotychczas moje wargi były w bardzo kiepskim stanie. Usta nie tylko wyglądają na pełniejsze, ale są miękkie i miłe w dotyku. Produkt doskonale sprawdza się w okresie zimowym, jednak nie omieszkam zabrać go na urlop, na który wybieram się lada chwila.
Jestem ciekawa w jaki sposób pielęgnujecie swoje usta? 

Ostatnio zrobiłam generalne porządki w moich kosmetykach – zarówno tych, które są w łazience ( czyt. w użytku ) jak również znajdujących się w zapasach ( ukrytych w szafie ) i doszłam do dwóch wniosków. Po pierwsze mam zdecydowanie za dużo pootwieranych kosmetyków, a po drugie czeka na swoją kolej tyle ciekawych nowości, że koniecznie muszę coś z tym zrobić. W ten to sposób skupiłam się na wykończeniu produktów, którym do dna zostało niewiele, a ciągle odkładałam je z kąta w kąt. W ten sposób uzbierało się całkiem pokaźne denko. Wspominałam już że połowę kosmetyków, których z różnych względów przestałam używać oddałam mamie oraz przyjaciółce? Było tego na prawdę sporo, ale teraz cieszę się porządkiem i “minimalizmem”. Zapraszam więc na denko!

KĄPIEL


Moja wanna oblegana była przez najróżniejsze żele pod prysznic – nie będę ukrywać, lubię mieć wybór. Zrobiłam jednak mały detoks, aby ograniczyć ilość stojących na wannie produktów. Z całej piątki zdenkowanych żeli pod prysznic najbardziej polubiłam ten z Biolove o obłędnym zapachu brownie z pomarańczą oraz produkt marki Biały Jeleń o nietuzinkowym połączeniu buraka z …. . Ten pierwszy to raczej połączenie żelu i olejku, ale taka konsystencja jak najbardziej mi odpowiada i choć nie pieni się niemal wcale to z przyjemnością po niego sięgałam. Fitokoktajl również miał specyficzną konsytencję ale i równie ciekawy zapach. Bardzo delikatnie pielęgnował skórę i pozostawiał ją miłą w dotyku. Produkt Dove bardzo lubiłam za lekką piankową formułę i wygodne opakowanie z pompką, zaś żel Kneipp dawał fajne uczycie chłodzenia i odświeżenia co doskonale sprawdzało się latem. Kosmetyk Isana sprawdził się dobrze – zresztą jak zawsze. To tanie i przyzwoite żele. 
WŁOSY 


Latem zmieniałam kosmetyki do włosów zdecydowanie zbyt często, przez co zamiast poprawić ich kondycję jeszcze bardziej je osłabiłam, dlatego oddałam większość z nich i przerzuciłam się na produkty jednej marki. W między czasie zużyłam trzy produkty, o których warto wspomnieć. Pierwszy raz używałam peelingu do skóry głowy i muszę przyznać, że daje całkiem przyjemne efekty. Wybrałam ten marki Vianek, bo mam zaufanie do tej marki.  Choć po pierwszym użyciu nie zauważyłam żadnych rezultatów, to przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że włosy lepiej unoszą się u nasady, a co za tym idzie – lepiej się układają. 
Odżywka w sprayu Dove, którą poleciła mi ekspedientka w drogerii miała za zadanie wygładzać włosy i ułatwiać ich rozczesanie ( bo z tym zawsze mam problem ). Niestety nie zauważyłam jakichkolwiek efektów jej stosowania a jedynym plusem jest bardzo przyjemny zapach. Na koniec  oczyszczająca ampułka do skóry głowy Lador, którą ze względu na całkiem sporą pojemność podzieliłam na 3 zabiegi. Bardzo fajne uczucie chłodzenia skóry głowy i odczuwalne odświeżenie. Muszę częściej sięgać po tego typu produkty. 

DEMAKIJAŻ 


W przypadku tej kategorii mamy ciekawe zestawienie – duży i tani płyn micelarny Bielenda oraz mały i drogi dwufazowy płyn Dermedic. Ten pierwszy o cudownym zapachu zielonej herbaty sprawdzał mi się rewelacyjnie i długo cieszyłam się jego obecnością. Nie podrażnił oczu i całkiem dobrze zmywał moje kolorowe makijaże. Drugi zaś wystarczył zaledwie na 2 tygodnie i choć spisywał się równie poprawnie to niestety zostawiał lepki film na skórze, czego nie za bardzo lubię. Po Bielendę chętnie sięgnę ponownie i z czystym sumieniem mogę Wam ten płyn polecić. 


OCZYSZCZANIE TWARZY



Marki Holika Holika nie muszę raczej nikomu przedstawiać, gdyż znana jest z rewelacyjnego w działaniu żelu aloesowego o szerokim zastosowaniu. Z przyjemnością kupiłam do testów również żel do mycia twarzy z tej samej serii licząc na podobny stopień zadowolenia. Niestety w przypadku tego produktu zapach aloesu jest ledwo wyczuwalny, a kosmetyk niewiele zdziałał na mojej wymagającej buzi. Cera po myciu była raczej napięta i wymagała natychmiastowego nawilżenia. Niestety nie wrócę do tego produktu. Całkiem inaczej spisał się żel mikro-złuszczający Nuxe, który za sprawą drobinek nie tylko oczyszczał ale również delikatnie peelingował skórę. Bardzo przyjemny w użyciu, skóra po myciu była bardzo miękka i wygładzona, a sam zapach produktu bardzo ładny. W duecie z żelem używałam także toniku z serii Aquabella, oba produkty są przeznaczone do cery mieszanej i mają właściwości matujące skórę. Kosmetyk sprawdzał się bardzo dobrze, miał przyjemny zapach i jedną niestety dużą wadę – brak atomizera. Tonik przelewałam więc do innej buteleczki. 

PIELĘGNACJA TWARZY



Nie wiem jak to się stało, że uchowały się tylko dwa opakowania po produktach do twarzy. Na pierwszy rzut nowość od Vichy – booster Mineral 89 oparty na wodzie termalnej. Serum to daje umiarkowany poziom nawilżenia, więc nie polubi się z cerą suchą. Osobiście go polubiłam, ale nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia żebym sięgnęła po niego ponownie. Krem na noc Authority Dr. Irena Eris to pierwszy kosmetyk tej marki w mojej pielęgnacji, jednak samo opakowanie było zbyt małe, żebym mogła wyrazić jaką głębszą opinię. Tak czy inaczej nie wywołał u mnie efektu wow. 
PIELĘGNACJA CIAŁA


W tej kategorii miałam tyle bubli, że teraz żałuje, że je wyrzuciłam bo może warto było o nich napisać. Do denka udało mi się doprowadzić jedno masło do ciała od beTheSkyGirl o boskim zapachu i bardzo gęstej oraz treściwej konsystencji. Dodatkowo kosmetyk miał drobinki więc skóra była nie tylko nawilżona ale również rozświetlona. Taki efekt latem był bardzo wskazany!  Drugi produkt to peeling do stóp Biolove o wspaniałym zapachu zielonej herbaty. Zamawiając go byłam pewna, że jest do całego ciała – ale dobrze się stało, bo brakowało mi produktu stricte do stóp. Do codziennej pielęgnacji sprawdzał się przyzwoicie, jednak nie jest to kosmetyk, który działa cuda za jednym razem. 
Uff, kosmetyków było całkiem sporo, ale jakoś szybko poszło. W denkowych wpisach mówię o produktach bardzo ogólnie, jeśli któryś z nich urzekł mnie wyjątkowo to zwykle poświęcam mu osobny post. Jestem ciekawa czy znacie któryś z kosmetyków, o którym pisałam w dzisiejszym wpisie? 



Często pytacie mnie jakich kosmetyków używam na co dzień. Kiedyś pisałam Wam o mojej porannej pielęgnacji po koreańsku, dlatego dzisiaj skupię się na kosmetykach, których używam wieczorem. Kto śledzi mnie na bierząco doskonale Wie, że lubię mocne makijaże, więc produktom do demakijażu i oczyszczania wysoko stawiam poprzeczkę. Jak więc wygląda moje wieczorna rutyna? Zapraszam na zbiorową recenzję kosmetyków, które aktualnie testuję.



KONIECZNIE PRZECZYTAJ: PORANNA PIELĘGNACJA PO KOREAŃSKU 

WSTĘPNY DEMAKIJAŻ 


Wieczorną pielęgnację zaczynam od zmycia makijażu oczu, brwi oraz ust. W tym celu sięgam po dwufazowy płyn Hydrain3 od Dermedic, który dzięki niewielkim rozmiarom opakowania towarzyszy mi we wszystkich wakacyjnych wyjazdach. Płyn micelarny świetnie radzi sobie ze zmyciem nawet mocnych i kolorowych makijaży bez potrzeby pocierania wacikiem. Ma delikatny, ledwo wyczuwalny zapach, który absolutnie mi nie przeszkadza. Opakowanie ma minimalistyczny design oraz zamknięcie na klik, które sprawdza się bardzo dobrze w tego typu produktach. 


OCZYSZCZANIE OLEJKIEM


Zanim przejdę do mycia twarzy żelem nakłam odrobinę olejku do demakijażu Resibo i okrężnymi ruchami masuję skórę, po czym spłukuję go letnią wodą. Ten kosmetyk doskonale rozpuszcza makijaż twarzy i przygotowuje cerę do dalszego oczyszczania. Olejek cechuje się rewelacyjnym składem, pięknie wyglądającym opakowaniem z pompką i  dość specyficznym zapachem, który niestety nie każdemu przypadnie do gustu. W zestawie z olejkiem jest ściereczka, jednak ja używam jednorazowych bawełnianych ręczniczków, które można dostać w każdej drogerii. Olejek ma rewelacyjną szatę graficzną i wygodne opakowanie z pompką. 

DOGŁĘBNE OCZYSZCZANIE


Ostatnio w przyjemnością sięgam po żel z namiastką peelingu marki Nuxe z linii Aquabella. Produkt, jak i cała seria kosmetyków jest przeznaczona do cery mieszanej. Żel bardzo ładnie oczyszcza i wygładza skórę złuszczając martwy naskórek, a także usuwa nadmiar sebum. Ma delikatny, ledwo wyczuwalny zapach. Stosuję go nie tylko wieczorem, ale również rano. Skóra jest gładziutka i nie ma nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Żel zamknięty jest w tubce z zamknięciem na klik, z którym często mam problemy przy otwieraniu ( zatrzask trzyma cholernie mocno ).

PRZYWRÓCENIE pH 
Zawsze, ale to absolutnie zawsze po spłukaniu twarzy wodą nakładam tonik. Od dłuższego czasu wybieram produkty z atomizerem, dlatego też obecnie testowany tonik-esencję od Nuxe przelewam do innej buteleczki, z którą aplikacja jest po prostu wygodniejsza. Kosmetyk również pochodzi z linii Aquabella i poza przywracaniem właściwego pH skóry zapewnia ukojenie, odświeżenie a także działa zwężająco na pory. Efekt po dłuższym czasie autentycznie jest zauważalny. 
NAWILŻAJĄCY BOOST
Już od dłuższego czasu nie wyobrażam sobie pielęgnacji ( zwłaszcza wieczornej ) bez serum. Całkiem długo jest ze mną rewelacyjny produkt od Resibo, który ma konsystencję olejku i przez to nakładam go dosłownie odrobinkę ( niestety długo się wchłania ) bądź mieszam z kremem na noc ( w celu przyśpieszenia wieczornej rutyny ). Serum niesamowicie zmiękcza skórę i daje na prawdę treściwy poziom nawilżenia. Zamknięty jest w szklanym opakowaniu z pipetą, dzięki czemu bez problemu kontroluję ilość nakładanego serum. 

NA KONIEC KREM 

Zdarza się tak, że z braku czasu moja pielęgnacja kończy się na serum, które i tak jest ogromną dawką nawilżenia lub po prostu łączę ze sobą dwa produkty. Ostatnio sięgam po krem z tej samej linii co tonik czy żel czyli Aquabella od Nuxe, którego konsystencja odpowiada mi bardziej w porannej pielęgnacji. Jest to właściwie emulsja matująca do cery mieszanej, ale według producenta sprawdza się zarówno na dzień jak i na noc. Nie do końca jestem zadowolona z opakowania gdyż z jednej strony ma fajną pompkę więc jest wygodnie i higienicznie a z drugiej nie jestem w stanie kontrolować ile produktu jeszcze zostało. 
Obecnie jestem bardzo zadowolona ze stanu swojej cery, nawet pory wydają się być jakieś mniejsze. Oczywiście od czasu do czasu wyskoczy jakiś nieprzyjaciel ale to już ze względu na hormony i kobiece sprawy dlatego  ogólny stan oceniam pozytywnie. 
Jestem ciekawa jakich kosmetyków obecnie używacie w swojej wieczornej pielęgnacji? 
Z blogowaniem poza pisaniem tesktów czy wrzuceniem zdjęć wiąże się całkiem sporo wydarzeń oraz eventów. Co roku odbywają się ogromne konferencje takie jak Meet Beauty czy See Bloggers , na które jeżdzę setki kilometrów z ogromną przyjemnością. Na takich wydarzeniach zwykle są tysiące ludzi z Internetowej branży – mniej lub bardziej znanych, a po takich spotkaniach zawsze wracam do domu z głową pełną pomysłów oraz sporym zapasem wiedzy i motywacji. Niestety przy tak ogromnej liczbie uczestników brakuje mi jednego – integracji, o którą zdecydowanie łatwiej na kilkunastoosobowych spotkaniach blogerek. Tutaj jest czas na ploteczki, wymianę doświadczeń oraz jeszcze więcej ploteczek. Niestety we Wrocławiu od bardzo dawna nie było okazji do spotkania w kameralnym gronie, dlatego zamiast czekać aż coś się pojawi – sama wzięłam się za organizację. I tak powstało BeautyWRO.

Jak możecie się domyśleć,  BeautyWRO to połączenie tego o czym piszę z miejscem, w którym mieszkam. W ostatnią niedzielę lipca spotkało się więc 15 wspaniałych dziewczyn tworzących swoje blogi w kategoriach uroda, moda czy lifestyle. W swoich niezwykle klimatycznych wnętrzach przy wielkim okrągłym stole ugościł nas BLT & taps, który także zadbał o nasze podniebienie serwując napoje, pyszne przekąski i ( dietetyczną of’ course ) pizzę.

Mimo, że przed spotkaniem nie znałam się z większością dziewczyn to od samego początku atmosfera była niesamowita, bo przecież łączy nas ta sama pasja. Nie zabrakło ploteczek, wymiany doświadczeń odnośnie prowadzenia bloga czy nawiązywania współprac jak i dalekosiężnych blogowych planów i marzeń. Zastanawiałyśmy się jak to jest być fejmem, dlaczego nie każda współpraca jest warta świeczki a nawet co sprawia, że popularność niektórych blogerek znacznie przewyższa jakość prowadzonych przez nie blogów.

Nie zabrakło też części edukacyjnej – tym razem ściśle związanej z kosmetykami oraz pielęgnacją. Odwiedziła nas marka BasicLab, która oprócz prezentacji swoich kultowych produktów oraz nowości w ofercie opowiedziała o tym, jak prawidłowo pielęgnować włosy, a także jakie błędy są przy tym popełniane najczęściej. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak nieludzko traktuję moje włosy! ( teraz dbam o nie należycie i niebawem mam nadzieję opowiem Wam więcej w tym temacie )
Gościł u nas również przedstawiciel kosmetycznego pudełka Chillbox – Michał, który opowiedział Nam o nowym modelu współpracy z blogerami. Mam nadzieję, że wspólne działania z dziewczynami okażą się owocne!
Swoją obecnością zaszczyciły Nas również przedstawicielki Instytutu Piękna Kamadari, które przy pomocy urządzenia o nazwie Skin Analyzer wykonały badanie skóry sprawdzając poziom nawilżenia oraz elastyczności skóry, a także pozwoliły obejrzeć swoją cerę w 3D.
Nie małą atrakcją dla dziewczyn były również upominki od firm, których do spotkania dołączyło aż 40 ( czterdzieści! ), także uczestniczki wyszły z BeautyWRO z siatami pełnymi kosmetycznych nowości i kobiecych gadżetów. Dziewczyny nie kryły swojego zdziwienia i zadowolenia z ogromu prezentów, co widzę czytając relacje z wydarzenia na ich blogach.

Uczestniczki: Tina ( organizatorka ), Natalia ( współorganizatorka ), Karolina, Magdalena, Justyna, JoannaPaulinaEwa,  JulitaDominika, Natalia, EwelinaAsia, Ania oraz Ewa.
Nie było to pierwsze organizowane przeze mnie spotkanie blogerek, ale BeautyWRO zdecydowanie wygrało wszystko. Nie ukrywam, że od strony organizacyjnej wymagało to wiele czasu, cierpliwości i zaangażowania, ale czuję się niesamowicie zmotywowana aby powtórzyć ten sukces, kto wie, może na większą skalę? Zdecydowanie brakuje takich akcji na dolnym śląsku – co było widać po ilości zgłoszeń. Mam nadzieję, że przy kolejnej edycji będę mogła zaprosić więcej osób. Na koniec chciałabym jeszcze podziękować Natalii za współorganizację oraz wszystkim firmom, które miały swój wkład w BeautyWRO,  a także Blt & taps za wspaniałą gościnę!

CZĘŚĆ II – UPOMINKI 


Sfotografowanie wszystkich prezentów, jakie otrzymałam od partnerów BeautyWRO było nie lada wyzwaniem, bo jak już wspominałam było ich aż 40! Podjęłam również próbę ujęcia wszystkiego w jednym kadrze – po wielu staraniach udało się! Zapraszam więc na przegląd prezentów ze spotkania:

 BasicLab || Buna Cosmetics

AA Cosmetics || Vasco Nails 

Bielenda || Mediheal 

Instytut Piękna Kamadari || Shefoot 

 APN Cosmetics || MarokoSklep





 Luba Group || Vis Plantis || Blanx 


Annabelle Minerals || Helfy.pl

Marion || Nutka || Dermedic


Dodatkowo TeaClub przekazała zestawy herbat, HairSPA turban, ale tylko jedną sztukę na 15 osób,  Cukrówki krówki, ale się nie załapałam,  Anna Cosmetics – zestawy kosmetyków, ale dla mnie brakło,  a Chillbox prześle pudełka:)

Miałyście okazję uczestniczyć kiedyś w spotkaniu blogerek? 


Dwa razy musiałam się zastanowić nad tytułem, gdyż początkowo widniał w nim marzec, a przecież jest maj. Niesamowite jak szybko mija mi ostatnio czas. Czasem tydzień tak szybko ucieka i  często dużo się dzieje, więc nie jestem w stanie pisać Wam o wszystkim, przeplatając jeszcze bieżące recenzje.  Postanowiłam stworzyć taki “miesięcznik”, w którym na początku każdego miesiąca będzie pojawiać się wpis z podsumowaniem poprzedniego. Oczywiście jeśli lubicie być ze mną na bieżąco to zapraszam na mój Instagram gdzie często gadam do Was na stories i dziele się nowinkami. 



Kwiecień rozpoczęłam od rodzinnego wypadu nad morze w związku z Wielkanocą. Już od dawna robimy wszystko żeby nie siedzieć przy stole w żadne święta. Tym razem padło na Międzyzdroje, czyli dokładnie tak samo jak w ubiegłym roku. To moja pierwsza wizyta nad polskim morzem w tym roku i mam nadzieje nie ostatnia. Dużo spacerowania, pierwsze lody z budki i wszystko z zachowaniem rodzinnej atmosfery. Nie wiem jak u Was, ale mi takie spędzanie świąt zdecydowanie się podoba. 



W kwietniu również na dobre wróciłam do regularnego nagrywania filmów, wiec jeśli jeszcze mnie nie subskrybujecie to serdecznie Was do tego zachęcam. Dzięki temu ze w nowym mieszkaniu mam drugie piętro to mogłam pozwolić sobie na zorganizowanie małego studia nagrań i planu zdjęciowego ( o czym możecie przeczytać tutaj ). To naprawdę ułatwia sprawę, bo nie muszę za każdym razem wszystkiego rozkładać i przygotowywać tylko mam to na wyciągnięcie ręki. 



W ubiegłym miesiącu odbyła się również największa konferencja dla blogerów Meet Beauty na której oczywiście nie mogło mnie zabraknąć! ( to już trzeci raz! ) W stolicy spędziłam cały weekend wraz z mężem, synkiem i dziewczynami ( Mademoiselle Magdalene oraz Blankita – pozdrawiam serdecznie! ). Wzięłam udział w kilku świetnych warsztatach i wykładach, nawiązałam znajomosci z nowymi markami oraz odkryłam w sobie potencjał na blogerkę modowa. Niebawem zaprezentuje Wam jedna z moich warszawskich stylizacji, a tymczasem relację z wizyty w stolicy obejrzycie na moim kanale. 


Na początku miesiąca wspominałam Wam, że postanowiłam nagradzać najaktywniejszych czytelników prezentem niespodzianką. Jestem bardzo wdzięczna za wszystkie komentarze i aktywności zarówno tutaj na blogu, jak i na kanale czy w SM. Nie ukrywam, że na czele stanęły dwie czytelniczki więc decyzja była bardzo trudna… jednak w danym miesiącu mogę nagrodzić tylko jedną osobę i jest nią Honorata Osowska! Mam nadzieję, że nadal ze mną zostaniesz! Rusza kolejny miesiąc i szykuję już kolejną nagrodę. ( Pani Zdzisławo była pani bardzo aktywna w tym miesiącu więc będę mieć to na uwadze ). Mam nadzieję, że więcej z Was dołączy do zabawy – szczegóły znajdziecie na moim fanpage.



W ubiegłym miesiącu spotkały mnie dwie bardzo miłe niespodzianki – po pierwsze zostałam ambasadorką sieci drogerii Noel, a po drugie były wyniki rekrutacji na See Bloggers i po raz kolejny wezmę udział w tym genialnym wydarzeniu ( 22-23 czerwca, Łódź ).



Podsumowując, kwiecień był bardzo intensywnym miesiącem, a coraz piękniejsza pogoda z oknem daje niesamowitą motywację do działania, ale też skłania do spacerów i korzystania ze słoneczka, więc zdarzają się dni kiedy całkowicie odcinam się od Internetu i cieszę się chwilą. W czerwcu świętuję 5-cio lecie! Ale to zleciało, chyba muszę przygotować z tej okazji jakąś extra niespodziankę dla Was. Kto chętny?



Oficjalnie mogę stwierdzić że zima odeszła na dobre, a słoneczna pogoda zdecydowanie bardziej mi odpowiada. Marzec przyniósł w moje ręce całkiem sporo nowości, a nowo poznane marki zachwycały mnie jedna po drugiej. Dzisiaj przygotowałam dla Was ulubieńców marca, których znalazły się zarówno hity mojego makijażu jak i pięknie pachnące produkty do pielęgnacji. Zapraszam!

PIELĘGNACJA


Ostatnio coraz wnikliwiej analizuję składy i starannie dobieram kosmetyki, których używam, ale z drugiej strony trafia do mnie coraz więcej ciekawych produktów. Poznaję nowe marki, które zaskakują mnie jakością i działaniem.
BIOLOVE BORÓWKOWY MUS DO CIAŁA 


Marka Biolove zaskakuje mnie z każdym nowo-odkrytym produktem. Kosmetyki mają na prawdę dobre składy a ich zapachy wręcz uzależniają. Mus do ciała stał się moją wielką miłością od pierwszego użycia.  Mus w kontakcie ze skórą zamienia się w olejek więc zdecydowanie polecam go stosować na wieczór, po relaksującej kąpieli, gdyż wchłania się dobre kilkanaście minut.  Gwarantuję Wam, że zakochacie się w tym zapachu!
BIOLOVE ŻELE POD PRYSZNIC



Na początku urzekł mnie zapach borówkowy, a potem równie mocno zachwycił mnie brownie z pomarańczą czyli jak to mówie “delicjowy”. Bardzo podoba mi się zarówno formuła żeli, która jest bardziej oleista i mniej się pieni,  jak i skład, który pozbawiony jest wysuszających skórę silikonów, parabenów czy SLSów. Żele delikatnie oczyszczają i pozostawiają przyjemny zapach. No i czy ta szata graficzna jest jest przepiękna?
JOICO K-PAK RESTORATIVE STYLING OIL


Olejek jest jednem z pierwszych kosmetyków tej marki w mojej łazience. Już po pierwszym użyciu przeczuwałam hit i nie myliłam się. Ma przyjemny zapach i co najważniejsze rewelacyjnie ujarzmia moje bardzo przesuszone włosy. Nakładam go po myciu ( szampon i odżywka z serii K-PAK ) skupiając się głównie na końcówkach. Włosy z łatwością się rozczesują a końcówki są dociążone przez co lepiej się układają. Wszystkie drogeryjne olejki nie umywają się do tego. 
Obecnie mam go w wersji miniaturowej i choć jest bardzo wydajny to z pewnością sięgnę po większe opakowanie.

DOVE MINERAL TOUCH 





To jest pierwszy antyperspirant, który kiedykolwiek pojawił się w ulubieńcach a ja w kwestii ochrony przed potem mam ogromne wymagania. Fakt, że to moje 3 opakowanie świadczy o tym, że na prawdę go lubię. Bardzo podoba mi się też jego zapach, który jest świeży i nie drażniący i autentycznie się utrzymuje, niwelując przy tym inne – nieprzyjemne zapachy.

MAKIJAŻ 


W tej kategorii zdecydowanie trudniej mnie zadowolić a zimą niezbyt często sięgałam po nowości. W mroźnym okresie stawiałam przede wszystkim na lekkie, dzienne makijaże bez szaleństw. ( Nie martwcie się, podczas promocji w Rossmannie nadrobiłam kolorowe zaległości! )

MAYBELLINE TOTAL TEMPTATION MASCARA



Maskara jak i cała linia Total Temptation zachwyciła mnie już samą szatą graficzną, która utrzymana się w bladym różu połączonym z czernią. Sam tusz do rzęs ma kilka istotnych dla mnie cech: nie skleja rzęs, ładnie je rozczesuje i  nie odbija się na powiece. Szczoteczka jest duża i ma włoski umieszczone dość gęsto więc z łatwością dociera do kącików oka. Warto jednak nie oceniać maskary po pierwszym użyciu i nieco ją przesuszyć – pracuje się z nią wtedy zdecydowanie lepiej. 
MAYBELLINE  TOTAL TEMPTATION BROW DEFINER PENCIL 




Jestem ogromną fanką pomad do brwi, ale ta kredka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Świetnie ujarzmia włoski i świetnie nadaje się do dziennego makijażu. Końcówka jest wyprofilowana, więc wyrysowanie konturu nie stanowi problemu, a kredka gładko sunie po brwi. Z drugiej strony znajduje się szczoteczka o dość nietypowym kształcie, która ładnie rozczesuje włoski. Kredka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie i z chęcią sięgam po nią przy codziennym makijażu, gdyż jej użycie zajmuje niewiele czasu a efekt jest bardzo naturalny.
BOURJOIS VOLUME REVEAL MASCARA


Jestem wymagająca jeśli chodzi o tusze do rzęs, więc sama się zdziwiłam kiedy aż dwie maskary zachwyciły mnie w tak krótkim czasie. Nie zrobiła dobrego pierwszego wrażenia, ale nauczona doświadczeniem dałam jej kilka dni i zrobiłam drugie podejście. Formuła tuszu zdecydowanie się poprawiła i od tej spisuje się rewelacyjnie. Doskonale rozdziela i rozczesuje rzęsy tworząc piękny wachlarz. Efekt jak na moje krótkie włoski powalający. 
PAESE PUDER RYŻOWY Z EKSTRAKTEM Z MROŻONEGO WINA 


Nowa wersja mojego ulubionego pudru, w którym nie wyczuwam różnicy – jest tak samo dobry jak był zawsze. Opakowanie jest spore, cena przystępna a jakość na prawdę dobra. Mam mieszaną cerę, a bibułek matujących nosić nie lubię więc zależy mi na dobrym wykończeniu makijażu, którego w ciągu dnia nie będę musiała poprawiać. Puder spełnia moje wszystkie oczekiwania, nie zapycha mnie i daje ładny efekt na skórze. Cóż chcieć więcej?
Muszę Wam powiedzieć, że w już mam ochotę napisać post z ulubieńcami kwietnia bo jest tyle produktów, które ostatnio polubiłam, ale wstrzymam się do końca miesiąca. 
Jestem ciekawa czy znacie któryś z moich ulubieńców i czy zgadzacie się z moją opinią!
Ściskam!