Tag

hybrydowy

Odkąd zostałam mamą w moim życiu zaszło wiele zmian. Musiałam przystosować się do nowego trybu życia oraz do nowych obowiązków. Mogłoby się wydawać, że skoro nie pracuję, to mam mnóstwo czasu na domowe czynności i na rozwijanie swoich pasji. Niestety prawda jest taka, że opieka nad synkiem to syzyfowa praca. Jak tylko uda mi się zrobić porządek to zaraz mój łobuz z powrotem narozrabia. Gdy w końcu przychodzi czas na drzemkę to ja zamiast odpoczywać … znowu sprzątam. Całe szczęście od kilku tygodni mam pomocnika, który sporą część roboty wykonuje za mnie! Czas przedstawić Wam najlepszego przyjaciela perfekcyjnej Pani domu – odkurzacz hybrydowy Grey. 
 
 

MAMIBOT – HYBRYDOWY ROBOT SPRZĄTAJACY GREY

CZY TO SPRZĘT DLA MNIE?

Z pewnością wiele z Was zastanawia się – czy to sprzęt odpowiedni dla mnie? Myślę, że po przeczytaniu tego wpisu będziecie znały odpowiedź. Ja również początkowo miałam obawy – czy samojedny odkurzacz sprawdzi się w moim mieszkaniu, w którym nie brakuje leżących na podłodze kloców, a na 56 metrowej przestrzeni jest sporo zakamarków. Już sobie wyobrażałam, jak odkurzacz jeździ w kółko tracąc orientację przez rozrzucone zabawki Franciszka. Nic bardziej mylnego. Odkurzacz Grey ma funkcję mapowania, dzięki czemu doskonale zna układ mojego mieszkania i wie, które miejsca już odwiedził, a gdzie trzeba jeszcze posprzątać. Korzystając z dedykowanej aplikacji WeBack mogę podglądać na jakim etapie pracy jest Grey oraz zmieniać ustawienia. Ponadto mam możliwość planowania sprzątania oraz uruchomienia urządzenia nawet będąc poza domem. Sprzętem kierować mogę również tradycyjnie – przy użyciu pilota dołączonego do zestawu. Grey doskonale radzi sobie zarówno na panelach jak i kafelkach, a progi między pomieszczeniami nie stanowią dla niego problemu. Co więcej jest na tyle cichy, że bez problemu może pracować kiedy Franciszek śpi.
Gdybym miała porównać go do innego sprzętu, który jest u mnie absolutnie niezbędny to była by to zmywarka. Dlaczego? Kiedy mamy dwa, trzy talerze do umycia, to spokojnie można zrobić to ręcznie, ale kiedy przychodzi do zmycia całej stołowej zastawy i jeszcze kilku garnków to zmywarka jest nieocenioną pomocą. Podobnie jest w przypadku odkurzacza samojezdnego – gdy do sprzątnięcia jest rozsypany cukier to łapiemy za miotłę, ale gdy trzeba ogarnąć całe mieszkanie to w ruch idzie sprzęt, który zrobi to za nas.

GREY TO COŚ WIĘCEJ NIŻ ZWYKŁY ODKURZACZ

Należę do osób, które z odkurzaniem nie mają większych problemów, jednak kiedy przychodzi czas na mycie podłóg to szukam miliona wymówek aby tego nie robić. Niestety przy małym dziecku oraz psie to czynność, którą trzeba wykonywać niemal codziennie. Całe szczęście Grey będący odkurzaczem hybrydowym łączy funkcje odkurzania oraz mycia i wykonuje je…jednocześnie! Dzięki temu jego praca jest maksymalnie wydajna, a ja mam oszczędzam sporo czasu ( i nerwów ). Mogę leżeć na kanapie pracując na komputerze i obserwować postępy sprzątania.  Odkurzacz na jednym ładowaniu może pracować do 120 minut, a jeden napełniony pojemnik z wodą pozwoli na umycie ok. 100m2 podłogi. Patrzenie na to jak pracuje to czysta przyjemność.

MAMIBOT GREY – DESIGN, CENA, DOSTĘPNOŚĆ

Jestem osobą, która szczególnie zwraca uwagę na detale, więc nie mogę wspomnieć o designie odkurzacza Grey – jest on wykonany ze świetnej jakości materiałów, a kolorystyka utrzymana w szarościach co doskonale wpasowuje się w moje wnętrza. Stacja dokująca jest niewielkich rozmiarów i wraz z odkurzaczem mieszczą się pod pufą, która stoi w przedpokoju. Dzięki temu ani mój synek, ani pies nie interesują się sprzętem zbyt intensywnie. Nie jestem specem od technicznych aspektów tego typu sprzętów, więc odsyłam Was na stronę producenta Mamibot, gdzie znajdziecie wszelkie niezbędne informacje, a także możecie kupić Grey’a ( także na raty ).  Dodatkowo wpisując przy zamówieniu kod TINAHA otrzymacie dodatkowy rabat!
Muszę przyznać, że nigdy bym nie pomyślała, że będę tak mocno zachwycona tego typu sprzętem, szczególnie, że ceny podobnych odkurzaczy konkurencyjnych marek przyprawiają o zawrót głowy. Grey kosztuje niecałe 1500 złotych, co dla jednych może być nadal sporo, ale w mojej opinii to doskonała inwestycja, a przyjemność “nie sprzątania” jest warta każdej złotówki.
Jestem ciekawa Waszej opinii na temat tak zaawansowanych technologicznie rozwiązań w domowym zaciszu – jesteście na tak, czy wolicie tradycyjne rozwiązania?


Lakiery hybrydowe podbiły seria milionów kobiet na całym świecie i nie trudno się temu dziwić, gdyż idealnym manicure możemy cieszyć się przez kilka tygodni. Moim paznokciom hybrydy towarzyszą blisko dwa lata i od zawsze robię je w domowym zaciszu ucząc się metodą prób i błędów. Nigdy jednak nie pomyślałam, żeby dzielić się tym tematem na blogu ( gdyż ekspertem nie jestem 😉 ), aczkolwiek zauważyłam, że jest on bardzo popularny i chętnie czytany, dlatego postanowiłam, że i ja pokażę swoje pazurki. 
Wspominałam już, że nie jestem mistrzem robótek ręcznych? Więc proszę o taryfę ulgową, gdyż mistrzowskich dzieł sztuki na pazurach nie zaprezentuję. Nie będzie to też żaden tutorial, a raczej prezentacja mojego najnowszego koloru od NeoNail, który podbił moje serce w połączeniu ze zwariowanymi naklejkami. Desert Rose, bo o tym kolorze mowa jest według mnie hitem tej jesieni, uwielbiam ten nudziakowy odcień z nutką różu. W ostatnim czasie bardzo często towarzyszył moim paznokciom, a dzisiaj postanowiłam go nieco ubarwić. 

MANICURE OD A DO Z

Jak każdy manicure hybrydowy zaczynam od przygotowania płytki paznokcia poprzez zmatowienie jej bloczkiem polerskim, następnie przemywam płykę cleanerem. Następnie nakładam minimalną ilość primera bezkwasowego, dla lepszej przyczepności lakierów. Po odczekaniu kilkunastu sekund nakładam pierwszą warstwę – Hard Base i utwardzam w mojej starej lampie UV ok 2 minut. Planuję zmianę lampy na ledową, pisałam o niej w moich świątecznych marzeniach tutaj:




Po bazie czas na kolor, piękny Desert Rose od NeoNail, który już przy pierwszej warstwie daje pełne krycie, jednak ja zawsze nakładam dwie cieniutkie warstwy, od tak dla pewności. Na tym kroku mogłabym przejść do finału czyli nałożyć top, jednak ja postanowiłam mojemu nudziakowi nadać niebo koloru w postaci kolorowych naklejek. Nie chciałam jednak przesadzić, więc nałożyłam je w przypadkowej kombinacji na dwa paznokcie. Uważam, że jest to fajne połączenie klasycznego koloru z nieco zwariowanymi motywami. 



Naklejki nałożyłam na lepką warstwę koloru zaraz po wyciągnięciu z lampy i przykryłam ostatnią warstwą – Hard Top i utwardzam po raz ostatni w lampie. Dzięki wzmocnionemu działaniu topu nie tylko naklejki ale również cały manicure będzie trzymał się jak należy. Na koniec nałożyłam oliwkę na paznokcie, jednak jej opakowanie jest w takim stanie, że strach pokazać. Koniecznie muszę nabyć nową 🙂 




Nie wiem jak Wam, ale mi bardzo spodobało się takie połączenie, a tym bardziej, że nie jestem mistrzem malunków ręcznych to naklejki zrobiły dobrą robotę. Muszę koniecznie nabyć więcej wzorów, może nie tylko takich zwariowanych. 
Koniecznie dajcie znać, co lubicie nosić na swoich pazurach i jaki kolor jest waszym hitem!