Tag

kosmetyki

Zapewne wiele z Was podobnie jak ja, zmaga się z cerą mieszaną. Przesuszone policzki z mnóstwem wyprysków i błyszcząca strefa T. Znacie to? Szczególnie latem, ten niekomfortowy “blask” daje się we znaki.  Na przeciw potrzebom tak wymagającej w pielęgnacji skórze wyszła firma Floslek, która wydała linię Balance T-ZonePrzyjrzałam się tej serii produktów do cery mieszanej i dzisiaj mam dla Was obszerną recenzję. 



Pierwsze co rzuca się w oczy, to niezwykle rześka i gustowna szata graficzna opakowań. Wygląd kosmetyków z linii Balance T-zone kojarzy mi się z powiewem świeżości, choć produkty nie mają zapachu. W nowej serii znajdują się cztery kosmetyki: glinka myjąca 2w1, peeling z kwasami AHA, krem normalizujący na dzień oraz krem korygujący na noc. Warto wspomnieć, że aż 3 z nich są produktami wegańskimi ( z wyjątkiem tego ostatniego ).
 Bardzo podoba mi się tłoczenie na opakowaniach, które widoczne jest po dokładnym przyjrzeniu się, co w połączeniu z miętowym kolorem i srebrnymi zdobieniami nadaje produktom elegancji. Przemyślane są także oznaczenia w postaci słoneczka bądź księżyca na każdym kosmetyku, co pomaga ustalić porę jego stosowania. Tak naprawdę to detale, ale moim zdaniem robią dobrą robotę. 

INSTANT DETOX 2W1 GLINKA MYJĄCA 


Glinka koalinowa o konsystencji gęstej pasty ma podwójne zastosowanie. Z jednej strony jest kosmetykiem do oczyszczania twarzy zaś z drugiej uwielbianą przez kobiety maską z glinki. Jako produkt do mycia twarzy stosowałam ją rano i wieczorem. Glinka skutecznie oczyszcza skórę z resztek makijażu i wszelkich zanieczyszczeń, a już po kilku użyciach zauważyłam, że cera zdecydowanie mniej się błyszczy. Produkt daje natychmiastowe uczucie świeżości, przy czym skóra nie jest ściągnięta.

Od lewej: glinka, peeling, krem na dzień, krem na noc

Glinkę wypróbowałam również jako maseczkę, którą stosuję 2 razy w tygodniu. Zwykle tego typu produkty zastygają do “skorupy” a tutaj miłe zaskoczenie, maseczka mimo odczekania aż 30 minut nadal była nieco mokra i choć nie lubię tego uczucia zastygnięcia to miałam wrażenie, że maska nie działa. Nic bardziej mylnego, gdyż po zmyciu jej cera była fajnie nawilżona oraz wygładzona bez uczucia ściągania. Takie efekty lubię!

Sam produkt ma sporą pojemność – 125 ml, a dzięki konsystencji pasty kosmetyk jest niezwykle wydajny. Całkiem polubiłam to podwójne zastosowanie, gdyż w cenie  ( ok. 38 zł ) jednego produktu mamy dwa. 

GOMMAGE PEELING Z KWASAMI AHA 



Jeśli czytacie mnie na bieżąco, to doskonale wiecie, że uwielbiam peelingi w żelu. Tutaj produkt wzbogacony jest o kwasy AHA, które doskonale złuszczają martwy naskórek przy czym sam zabieg jest niezwykle delikatny. Nakładamy go na zwilżoną buzię i masujemy do momentu, aż produkt zacznie się rolować. Następnie zmywamy całość wodą i gotowe. 
Zwykle peeling stosuję 2 razy w tygodniu, dlatego zaskoczyło mnie zalecenie producenta o codziennym nakładaniu produktu przez 7 dni, a dopiero następnie ograniczenie do dwóch razy/tydzień. 
Efekt tego maratonu zdecydowanie pozytywnie mnie zaskoczył – cera jest maksymalnie wygładzona i przyjemna w dotyku. 
Peeling to zdecydowanie mój faworyt z tej linii produktów, uważam, że to innowacja na naszym rodzimym rynku więc brawo Floslek! Jego opakowanie i pojemność są identyczne z glinką, cena to 30 złotych. 


KREM NORMALIZUJĄCY SPF10 



Bardzo przyjemny w użyciu krem o lekkiej konsystencji. Szybko się wchłania i dobrze sprawdza się pod makijaż. Ma wszystko czego moja skóra potrzebuje latem. Nie pozostawia lepkiego filmu więc od razu gotowy jest na nakładanie kolorówki. Wzbogacony jest o filtr SPF10, co jest dobrą wiadomością, choć bardziej ucieszyłabym się z większej ochrony. 
Co prawda od kilku miesięcy nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez serum więc na krok przed kremem nakładam booster Vichy Mineral 89. 
Kosmetyk jest warty uwagi, bo pozostawia absolutnie matowe wykończenie co przy dniach typu “no make up” jest u mnie bardzo pożądanym efektem. 
Krem ma pojemność 50 ml  ( kosztuje w granicach 30 złotych ) i troszeczkę żałuję, że nie ma zamknięcia typu klik. 

KREM KORYGUJĄCY Z KWASAMI AHA I PHA



Kosmetyk, który niestety nieco mnie rozczarował. Co prawda ma lekką, odrobinę wodnistą konsystencję i szybko się wchłania, ale od kremów na noc wymagam nieco więcej i zdecydowanie wolę bardziej treściwe produkty.  Krem daje znikome uczucie nawilżenia, które po chwili jest absolutnie niewyczuwalne,  dlatego obowiązkowo przed nim nakładam serum na bazie olejków od Resibo i w takim duecie krem jako tako się sprawdza. Czasmi też po prostu mieszam oba produkty. Niestety sam w sobie nie spełnia moich oczekiwań. Na jednym ze zdjęć wyżej możecie zobaczyć konsystencje każdego z kosmetyków – jak widzicie krem na noc na mniej zbitą konsystencję od wersji na dzień. 
Plusem są zawarte w produkcie kwasy, które delikatnie złuszczają naskórek, a dodatkowo wzmacniają mechanizmy naprawcze skóry. 
Podobnie jak krem na dzień opakowanie ma 50 ml i jest w tej samej cenie – 30 złotych. 

FLOSLEK BALANCE T-ZONE 


Ogólnie seria zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, każdy z produktów ma przyzwoity skład i stosunkowo dobrą cenę. Najbardziej do gustu przypadł mi peeling, który z czystym sercem polecam każdej z Was. Robi naprawdę dobrą robotę! Całkiem polubiłam się również z glinką, która dzięki podwójnemu zastosowaniu jest niezwykle ciekawym produktem. Niestety najmniej zachwyciły mnie oba kremy,  żaden z nich nie wywołał we mnie “wow”. W serii produktów zdecydowanie zabrakło mi toniku, który jest nieodłącznym elementem mojej codziennej pielęgnacji oraz serum, po które równie chętnie sięgam.  Podsumowując, linią Balance T-zone powinny zainteresować się osoby z cerą mieszaną, które mają problemy z błyszczeniem skóry, bo z tym radzą sobie doskonale,  a obecnie pogoda niestety bardzo temu sprzyja.  

Znacie markę Floslek? Jakie kosmetyki tej firmy koniecznie powinnam poznać?

x
Latem nie ma niczego lepszego ( oczywiście poza słońcem ) niż dostęp do świeżych, sezonowych owoców. Ja w szczególności uwielbiam truskawki, borówki, czereśnie oraz jeżyny. Na całe szczęście kosmetyki w moich ulubionych smakach dostępne są przez cały rok. Dzisiaj opowiem Wam o naprawdę bajecznie pachnącym produkcie, który błyskawicznie skradł moje serce. Zainteresowani? 
TRUSKAWKOWY PEELING OH!TOMI
Wiem, że nie każdy lubi zapach kawy więc dzisiejszy produkt zdecydowanie Was zainteresuje. Ja sama jestem ogromną fanką kawowych kosmetyków, ale wiosną i latem mam ochotę na coś świeżego. Scruby marki Oh!Tomi z kolekcji Dreams dostępne są w 9 soczystych zapachach, z których na początek wybrałam truskawkę. Peelingi oprócz nietuzinkowej szaty graficznej cechują się bardzo krótkimi i konkretnymi składami oraz nie są testowane na zwierzętach
Poniżej skład z objaśnieniami:
Sucrose ( cukier ), Butyrospermum Parkii Butter ( masło shea ), Vitis Vinifera Seed Oil ( olej z pestek winogron ), Parfum ( substancja zapachowa ), Lecithin ( Lecytyna ), Ascorbyl Palmitate ( witamina C ), Helianthus Annuus Seed Oil ( olej z nasion słonecznika ), Tocopherol ( witamina E ), Aqua, CI 16255.
Nie znajdziemy w nim żadnych SLSów! Przyjemnie prawda?
Wspominałam już, że peelingi robione są ręczne?
WYGLĄD, ZAPACH, KONSYSTENCJA
Jestem oczarowana opakowaniem, które zdecydowanie wyróżnia się na tle innych produktów. Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam motyw jednorożca, a w połączeniu z cukierkowo-pastelowymi kolorami kupuje mnie totalnie. Zdaje sobie sprawę, że produktów nie ocenia się po wyglądzie, ale musicie przyznać, że ładne opakowanie na spory wpływ na to czy sięgniemy po dany produkt czy też nie. Słoiczek ma pojemność 250 gram i co ważne, po otwarciu termin przydatności to 3 miesiące. 
Wspominałam już, że peeling pachnie obłędnie? Konsystencja jest gęsta, gruboziarnista, a kolor intensywnie czerwony. Wszystko mocno przypomina truskawki, aż czasami mam ochotę skosztować odrobinę. Bardzo cieszy mnie fakt, że całość jest zbita – nie nazbyt lejąca ani sypka, bo niestety miałam już przypadki nieumyślnego wywalenia peelingu do kąpieli. 
DZIAŁANIE I EFEKTY STOSOWANIA PEELINGU
Dzięki swej zbitej konsystencji produkt jest wydajny, wystarczy odrobina na każdą partię ciała, którą chcemy poddać zabiegowi. Peeling ma całkiem spore drobiny, więc raczej należy do tych intensywnie wpływających na skórę. Kosmetyk zwykle aplikuję podczas wieczornej kąpieli na mokre ciało, wmasowując drobinki kolistymi ruchami, po czym zostawiam na chwilkę a następnie spłukuję. Efekty widoczne są natychmiast po kąpieli, gdyż skóra jest zdecydowanie zmiękczona i przyjemna w dotyku, a regularne ( 2 razy w tygodniu ) stosowanie dodatkowo ją ujędrnia. Dzięki zawartemu w peelingu masłu shea, skóra jest odpowiednio nawilżona, a witaminy dodatkowo ją odżywiają. Zapach utrzymuje się jeszcze długo po aplikacji. 
CZY WARTO KUPIĆ PEELING OH!TOMI?

To moje pierwsze spotkanie z OH!TOMI i czuję się absolutnie przekonana by sięgnąć po kolejne produkty tej marki – a jest w czym wybierać: masła, pianki do mycia czy sole do kąpieli. Ceny jak za tak dobre składy są przystępne – dla przykładu peeling kosztuje w granicach 59 złotych. Bardzo cieszy mnie fakt, że za całą tak piękną szatą graficzną stoi naprawdę dobry produkt – takie połączenie wygląd + zawartość sprawiają, że chcę więcej i więcej. Tylko na co się zdecydować?
Nie będzie łatwo, tym bardziej że mam dla siebie i dla Was kod rabatowy -10% na całą ofertę sklepu ohtomi.pl, ważny do 31.07.2018! Wpisujcie przy zamówieniu “tinahaoficjalnie” i cieszcie się zniżką!


Przyznać się, kto regularnie wykonuje peeling ciała? Kojarzycie markę Oh!Tomi?
Projekt Denko to zdecydowanie jeden z Waszych ulubionych tematów na moim blogu i bardzo mnie to cieszy, bo lubię pisać zbiorowe recenzje, a puste opakowania świadczą o tym, że miałam wystarczająco sporo czasu na wyrobienie sobie opinii o produktach. Wiem, że zabrzmi do dość dziwnie, ale bardzo mnie cieszy, gdy dobijam do dna danego kosmetyku, bo przy ilości produktów, które trafiają w moje ręce mogłabym mieć całą masę pootwieranych kosmetyków, więc brawo dla mnie za wytrwałość! Dzisiejsze zestawienie poświęcone jest wyłącznie pielęgnacji, także nie przedłużając zapraszam do dalszej części. 
WŁOSY



W tej kategorii otwartych kosmetyków mam zdecydowanie za dużo, więc skupiłam się na kilku produktach, których zużycie było największe i udało się wykończyć trzy produkty. 
Duet od Equilibra: szampon oraz odżywka o bardzo przystępnym składzie ( 98% pochodzenia naturalnego ) i wysokim stężeniu aloesu ( aż 20%).  Niestety przekonałam się, że aloes nie do końca dobrze wpływa na moje włosy. Co prawda oba produkty były przyjemne w użyciu, dobrze oczyszczały zarówno skórę głowy jak i same włosy, ale czegoś mi zabrakło do zachwytu. Moje włosy są wysoko-porowate i bardzo przesuszone ze względu na częste farbowanie i jak widać, aloes nie jest tym, czego aktualnie im potrzeba. Nie mniej jednak oba produkty nie miały na nie negatywnego wpływu, więc ogólna ocena jest na plus. 
Serum Syoss z linii SalonPlex wszyscy doskonale znają. Do mnie trafił w ramach prezentu, bo pewnie sama nie sięgnęłabym po niego w sklepie. Na plus zdecydowanie zasługuje opakowanie z wygodną pompką i gęsta, wydajna konsystencja. Dobrze oceniam także działanie na włosy: dobrze zabezpiecza końcówki, wygładza je bez obciążania. Niestety nie zauważyłam poprawy kondycji włosów, na czym zależało mi najbardziej. Efekt krótkotrwały, utrzymujący się do kolejnego mycia więc nie sięgnę po kolejne opakowanie. 
KĄPIEL 



W tej kategorii produkty zużyłam masowo, bo lubię bąbelki i pięknie pachnącą kąpiel, a przy tym wszystkim nie lubię przepłacać. Na pierwszy rzut płyn do kąpieli Isana z wyciągiem z kwiatu wiśni, którego plusy to przede wszystkim wielkie opakowanie i niska cena. Dodatkowo ładnie pachnie, delikatnie zmiękcza wodę i uprzyjemnia kąpiel. Nigdy sobie go nie żałuję, bo po prostu lubię pianę. Tej samej firmy często sięgam po żele pod prysznic – tym razem padło na zapach mango z wodą kokosową, jeden z moich ulubionych. Podobnie jak płyn jest niedrogi i ma absolutnie piękną woń. Cóż dodać – bardzo go lubię i często po niego sięgam. Kolejny żel to limitowany jednorożec od Balea, który jak myślę jest zagranicznym odpowiednikiem Isany. Jego cena jest równie przystępna ale nie jest już tak łatwo dostępny. Ładnie pachnie ale niestety zapach szybko się ulatnia i poza ładnym opakowaniem nie za bardzo mnie zachwycił. Trzeci żel trafił do mnie w kampanii Zmysłowy Duet od Le Petit Marseillais. Nie wiem czemu, ale opakowanie jakoś do mnie nie przemawia, jego kształt jest mało poręczny i wydaje się być nieco męski. Zapach za to bardzo polubiłam – śródziemnomorski granat pachnie naprawdę wiosennie. Ogólnie to jeden z tych żeli, który niczym specjalnie się nie wyróżnia, ale na wiosnę jak najbardziej go polecam. 
CIAŁO 



Sama się dziwię, że znalazły się tutaj tylko dwa produkty – nie jestem pewna czy czasem nie umknęło mi jakieś opakowanie. Przechodząc do konkretów – na początek mój wiosenny hit – mus do ciała od Nivea. Uwielbiam jego świeży zapach zielonego ogórka i herbaty matcha. Konsystencja lekka, szybko się wchłania i daje odpowiedni poziom nawilżenia. Przeznaczony do suchej skóry choć jak dla mnie sprawdzi się u każdego. Dzięki piankowej konsystencji produkt jest bardzo wydajny, choć wielkość opakowania na to nie wskazuje. Drugi kosmetyk to również jeden z moim ulubionych, co w przypadku antyperspirantów nie małe wyróżnienie. Stick Mineral Touch od Dove ma bardzo przyjemny zapach i radzi sobie z ochroną przed potem zdecydowanie lepiej od konkurencji. Nie jest idealny, ale umiarkowanie dobry. To moje trzecie opakowanie i póki co, nie znalazłam lepszego. 
TWARZ



Pielęgnacja twarzy zmienia się u mnie w zależności od potrzeb i pory roku. Zestaw Japoński Rytuał od Marion gościł u mnie głównie zimną, a duet płyn do mycia twarzy oraz tonik to tylko jego część. 
Oba produkty bardzo przypadły mi do gustu, szczególnie tonik, z którym bardzo się polubiłam. Bardzo cenię sobie atomizery w tego typu produktach, bo sprawia on, że kosmetyk jest niezwykle wydajny, a aplikacja jest przyjemna i dokładna. Żel dobrze sprawdzał się do codziennego oczyszczania twarzy, nie miał jednak wpływu na poprawę kondycji mojej cery. Na plus szata graficzna, która jest naprawdę przyjemna dla oka. Myślę, że cała seria to krok w kierunku koreańskiej pielęgnacji ale po naszemu. Krem na noc od Clinique, wraz z całym zestawem Moisture Surge był moim prezentem świątecznym. Niestety produkty miały różną pojemność, więc obecnie został mi tylko krem na dzień. Krem na noc miał lekką, odrobinę żelową konsystencję, dzięki czemu błyskawicznie się wchłaniał. Bardzo polubiłam poziom nawilżenia jaki dawał krem, nie czułam lepkiego filmu na skórze. Myślę jednak, że zima nie była idealną porą roku na tak lekkie konsystencje, więc z przyjemnością powrócę do tego zestawu latem. 
Cztery kategorie i sporo ciekawych produktów za nami, jestem ciekawa, czy znacie któryś z nich? Muszę zrobić selekcję w kolorówce, szczególnie zwrócić uwagę jak długo dane produkty są ze mną. Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawy, że nie należy używać przeterminowanych kosmetyków. Mam nadzieję, że niebawem opowiem Wam więcej o terminach przydatności konkretnych produktów. 
Lubicie czytać denka? 
Muszę Wam się przyznać, że wiosna to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Wszystko budzi się do życia, robi się kolorowo a ja czuję jakąś wewnętrzną dawkę motywacji. Po prostu lubię kiedy jest ciepło, ale nie zbyt gorąco. Pogoda w sam raz dla mnie. Dzisiaj zapraszam was na podsumowanie kwietnia w postaci ulubieńców. Jak co miesiąc prezentuję Wam zestawienie kosmetyków, których używałam najczęściej bądź zrobiły na mnie wyjątkowe wrażenie.



MAKIJAŻ 
Nie ukrywajmy, kwiecień pod względem produktów do makijażu należał do Rossmanna i promocji -55%. Co prawda nie poszalałam podczas wyprzedaży, ale kupiłam kilka ciekawych kosmetyków, z których aż dwa okazały się prawdziwymi hitami.

EVELINE VOLUMIX FIBERLAST


Maskara ze szczoteczką silikonową o bardzo nietypowym kształcie. Jest zaokrąglona i włoski ma tylko na jednej linii, przez co wydaje się być mała i bardzo nie winna. Nic bardziej mylnego, gdyż pięknie rozdziela rzęsy i bez problemu dociera w kąciki oka. Sam w sobie tusz nie skleja włosków i nie jest zbyt mokry, więc nie odbija się na powiece. Uwielbiam ją nie tylko za efekt jaki daje maskara, ale także jej cena sprawia, że to prawdziwa perełka.

LOVELY PEACH DESIRE

Ta niewielkich rozmiarów paletka o niestety dość kiepskim wykonaniu opakowania skrywa w sobie 7 doskonale skomponowanych cieni w ciepłych barwach. Kolory nie tylko są piękne, ale mają niesamowitą pigmentację i świetnie się nimi pracuje. Niestety niektóre z nich nieco się osypują, ale dla mnie to nie problem. Paletka kosztuje w granicach 20 złotych i doskonale sprawdza się w podróżnej kosmetyczce.

PIELĘGNACJA 


Jak zawsze w tej kategorii sporo się dzieje na moim blogu, więc nie mogło zabraknąć w zestawieniu kilku produktów, po które sięgałam najczęściej w ubiegłym miesiącu.

LOVE YOUR BODY PEELING
Moja skóra uwielbia kawę dlatego z przyjemnością sięgam po nią w kosmetykach. W tym przypadku oprócz rewelacyjnego działania mamy obłędny kokosowy zapach. To jest tak niesamowite połączenie, że gdybym mogła to używałabym go non stop! Co prawda wanna po kąpieli wygląda jak po jakiejś katastrofie, ale wygładzona i miękka skóra wynagradza wszystko.
VICHY MINERAL 89 

Ostatnio nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgnacji bez serum, ale nie każde nadaje się pod makijaż, dlatego bardzo polubiłam się z nowością Vichy. Ma lekką wodnistą konsystencję i całkiem przyzwoity skład. Działa tak jak lubię – szybko i konkretnie. Najchętniej sięgam po niego rano po dokładnym oczyszczeniu twarzy. Ma sporą pojemność i jest niesamowicie wydajny, więc zdecydowanie warto w niego zainwestować.


BIOLOVE HAIR OIL

Olejowanie włosów przed myciem rozpoczęłam stosunkowo niedawno właśnie przy użyciu tego olejku i jestem niezwykle zadowolona z efektów. Kosmetyk nie tylko bajecznie pachnie, ale swietnie radzi sobie z moimi przesuszonymi włosami. Przede wszystkim końcówki są lepiej nawilżone i dzięki czemu fryzura lepiej się układa. Stosuję go dwa razy w tygodniu na 30 minut przed kąpielą.
BIELENDA MGIEŁKA KOKOS & ALOES



Wiosną i latem zamieniam ciężkie perfumy na lżejsze odpowiedniki. W tym przypadku mgiełka nie tylko ma piękny, świeży zapach, ale działa także odświeżająco i tonizująco. Uwielbiam sięgać po nią w trakcie upalnego dnia, bo daje fajne uczucie chłodzenia. Jestem ciekawa reszty produktów z linii hydra care. 
Jestem ciekawa jakie kosmetyki podbiły Wasze serca w minionym miesiącu, a może znacie któryś z moich ulubieńców? Czekam na Wasz komentarze!
Nikogo chyba nie zdziwi fakt, że uwielbiam kosmetyki, ale kiedy trafiają w moje ręce w formie niespodzianki to radość jest podwójna. Nowości Delia Cosmetics to prawdziwy raj dla perfekcyjnych brwi. Marka wprowadziła bowiem szereg produktów, dzięki któremu każda z Was znajdzie idealny dla siebie. Zapraszam Was dzisiaj na przegląd kosmetyków do koloryzacji i stylizacji brwi. 

W wielkiej przesyłce od marki Delia znalazłam wszystkie możliwe produkty do brwi w każdym dostępnym odcieniu. Obecnie hitem mojego makijażu brwi jest pomada – ale z przyjemnością sięgnę po inne kosmetyki, aby uzyskać inny efekt stylizacji. 
ŻELOWY KOREKTOR DO BRWI Z KERATYNĄ 


Cel: stylizacja brwi, delikatna koloryzacja
Cechy szczególne: żelowa konsystencja, nie barwi skóry
Użycie: codzienne 
Efekt: naturalny, delikatne podkreślenie
Dostępne kolory: brąz, czarny 

KREMOWA MASKARA DO BRWI



Cel: stylizuje, nadaje kolor
Cechy szczególne: mała szczoteczka, bezproblemowy demakijaż
Użycie: codzienne
Efekt: naturalny, podkreślony
Dostępne kolory: brąz, czarny, grafit


POMADA DO BRWI



Cel: stylizuje, nadaje kolor
Cechy szczególne: przedłużona trwałość, dwustronny pędzelek w zestawie
Użycie: codzienne
Efekt: “instagramowy”, podkreślony
Dostępne kolory: jasny brąz, ciemny brąz, grafit

HENNA DO BRWI W KREMIE



Cel: koloryzacja
Cechy szczególne: łatwa w użyciu, dwuskładnikowy produkt, aplikator w zestawie, opakowanie wystarczy na 15 aplikacji
Użycie: trwałość do 14 dni
Efekt: krycie w zależności od czasu farbowania
Dostępne kolory:  ciemny brąz, czarny, grafit
HENNA DO BRWI TRADYCYJNA 


Cel: koloryzacja
Cechy szczególne: łatwa w użyciu, dwuskładnikowy produkt ( proszek i aktywator )
Użycie: trwałość do 14 dni
Efekt: krycie w zależności od czasu farbowania
Dostępne kolory:  brąz, czarny, grafit

JEDNOSKŁADNIKOWA EKSPRESOWA HENNA DO BRWI


Cel: koloryzacja
Cechy szczególne: łatwa w użyciu, gotowa do użycia
Użycie: trwałość do 14 dni
Efekt: krycie w zależności od czasu farbowania
Dostępne kolory:  brąz, czarny


ŻELOWA HENNA DO BRWI I RZĘS 



Cel: koloryzacja
Cechy szczególne: żelowa konsystencja, do brwi i rzęs, aplikator w zestawie
Użycie: trwałość do 14 dni
Efekt: krycie w zależności od czasu farbowania
Dostępne kolory:  ciemny brąz, czarny, grafit


ZESTAW DO STYLIZACJI BRWI 
Cel: stylizacja, koloryzacja
Cechy szczególne: w zestawie wosk i dwa cienie, dwustronny aplikator, wbudowane lusterko
Użycie: codzienne
Efekt: krycie można stopniować
Dostępne kolory:  jeden rodzaj



PĘSETA ZE STALI NIERDZEWNEJ 

SERUM NA WZROST RZĘS I BRWI

Cel: wzrost rzęs i brwi
Cechy szczególne: brak przeciwwskazań do noszenia soczewek, pogrubia i nabłyszcza
Użycie: codziennie, po demakijażu
Efekt: widoczny już po 15 dniach



Nie ukrywam, że najbardziej ciekawi mnie pomada oraz maskara do brwi bo będę mieć porównanie do innych marek, ale z chęcią też poznam henny gdyż nigdy nie używałam tego rodzaju produktów. Oczywiście nie jestem w stanie zużyć wszystkich kosmetyków sama – spodziewajcie się więc rozdania w najbliższym czasie. Co najbardziej Was zaciekawiło?


Dzisiaj przychodzę do Was z czymś innym, choć nie do końca nowym, bowiem powrót do Youtube planowałam już od dawna. Ciągle jednak brakowało mi takiego małego bodźca motywacyjnego. Udało się w końcu wyodrębnić miejsce dla mojego domowego studia, dzięki czemu cały mój sprzęt może stać rozłożony i nikomu nie przeszkadza. Z przyjemnością mogę zaprosić Was na jeden z pierwszych filmów na moim kanale.
Zachęcam do subskrybowania oraz zostawienia motywacyjnej łapki w górę!

Temat przewodni: Chat MakeUp, czyli dzienny makijaż, testy nowości w mojej kolorówce i poranna pogadanka. 


Kosmetyki, których użyłam do dzisiejszego makijażu:

TWARZ:

Baza L’oreal infaillible Pore Refining Primer
Podkład Sinskin Must Have Ultralight Serum Foundation C10 Light Nude
Korektor Maybelline Instant Age Rewind Fair Clair
Puder sypki ryżowy Moia
Paleta do konturowania Pupa Milano Ready4Selfie 001

Usta:

Pomadka Rouge Velvet the Lipstick Bourjois Paris nr. 01

Oczy:

Paletka Flawless 4 – Make Up Revolution
Pomada Wibo kolor Soft Brown
Maskara Mystik Warsaw Longevity