Tag

Lifestyle

Już od dłuższego czasu się zastanawiam gdzie oni są? Dlaczego wszyscy ich mają, a ja nie? Czy jest coś ze mną nie tak? A może nie jestem wystarczająco dobra aby ktoś mnie znienawidził? 
  Pewnie każdy z Was myśli – “ale idiotka“, ale ja po prostu jestem zdziwiona, że na moim blogu nie ma żadnych znienawidzonych komentarzy. Każdy komentarz czytam, w miarę możliwości odpisuję, odwdzięczam się, broń Boże nie usuwam. Szukałam nawet w SPAMIE, bezskutecznie, tam znalazłam faktycznie jedynie spamerskie zagraniczne komentarze…pewnie jakieś wirusy, więc niech sobie siedzą, tam gdzie są.  Przecież hejterzy to nieodłączna część internetu i blogerów. Są wszędzie i zawsze mają najwięcej do powiedzenia. Uważnie śledzą swoje ofiary i zrobią wszystko, aby uprzykrzyć im każdy dzień. Znajdą i wytyczą najmniejszy błąd, skrytykują wszystko co robimy.
 Kto ukradł moich hejterów? Dlaczego nikt mi nie powie, że coś jest nie tak. Że zdjęcia, które dodałam są brzydkie, że jestem gruba, beznadziejna i w ogóle po co ja to pisze? Że rzygać się chce, jak się czyta moje posty? Jedynym moim sukcesem w tej dziedzinie to nominacja do outfitu miesiąca na niemodnych polkach. No i co z tego? Autorki bloga, które wrzuciły moje zdjęcie i dodały lekko krytyczny opis, że w niby w piżamie po mieście biegam to dla mnie za mało! Na całe (nie)szczęście nie wygrałam “plebiscytu”. Czyli co, nie jest ze mną aż tak źle?
Dlaczego mi tak zależy? Tak naprawdę chciałabym się z tym zmierzyć, machnąć na to ręką, podziękować za zainteresowanie i grzecznie odpisać: w dupie to mam. Ale tak to jest, pojawia się jeden hejter a potem ich liczba rośnie jak grzyby po deszczu. I jaki z tego morał? Haters make me famous. 


I na koniec tylko dodam, że zazdroszczę Wam tych złych opinii. Moim zdaniem one bardziej motywują, niż gnębią, więc nie przejmujcie się!




A wy, macie swoich hejterów?

   Jak zapewne można się domyślić dzisiejszy post będzie dotyczył świata jakim jest dzień wszystkich świętych lub dzień zmarłych. Jak kto woli. ( na Halloween nie napisałam nic bo nie miałam weny, czasu, pomysłu i przerażającego makijażu a do tego na blogach było o tym pełno dlatego też postanowiłam sobie odpuścić.)  Wracając do tematu chce na wstępie powiedzieć, że post nie ma na celu obrażenia nikogo ani żadnych poglądów. Dzisiaj chce jedynie powiedzieć co ja o tym myślę i jak ja to wszystko widzę. Jeśli jesteście ciekawi to zapraszam do czytania.
   Jestem osobą wierzącą, mam bliskich, których nie ma tutaj z nami jednak nienawidzę chodzić na cmentarz – szczególnie dzisiaj ( post zaczęłam pisać 1 listopada jednak z braku internetu całość się wydłużyła ). Dla mnie to co się dzisiaj dzieje na cmentarzach i przed nimi to jedna wielka parodia. Tłumy ludzi, którzy chyba wierzą w to, że ktoś ich ocenia i rozlicza z tego jakie “dary” przynieśli swoim bliskim. Grób to nie choinka, nie trzeba wielkich wieńców ( które i tak ukradną) i  setek zniczy. I do tego te banalne komentarze “Patrz jaki marny wieniec, to pewnie ciotka Monika, ona zawsze żałowała kasy” albo “Patrz jaki ekstra wieniec pewnie z dwie stówy kosztował, ciekawe gdzie zamawiali?” albo co lepsze ” Ten duży znicz to pewnie wujek Janek kupił, a te małe to nie wiem pewnie Darek i Olką, razem jest sześć to pewnie dziadka Staszka jeszcze nie było“. Dla mnie to jest totalnie żałosne, ale ostatnio widziałam świetne rozwiązanie kwestii “kto przyniósł” – znicze z brokatową dedykacją. ” Kochanej babci Jan i Alina Kowalscy“. Szczęka mi opadła jak to zobaczyłam, ale przynajmniej nie ukradną. Jeszcze bardziej mnie zdziwiło zainteresowanie ludzi tymi “modelami” zniczy, co będzie dalej… Z melodyjką ulubioną piosenką czy może będzie można nagrać pozdrowienia? Po co ten cały przepych ja się pytam?
   Idąc dalej nasuwa się kolejny wątek – po co wybieramy się na cmentarz? Z tego co miałam okazję nie raz zaobserwować to poza modlitwą nad grobami idziemy z dwóch powodów: po pierwsze – tego dnia są tam wszyscy, dlatego jeśli nie miałaś czasu odwiedzić rodziny i zapytać ciotki czy pomalowała mieszkanie to jest to idealna okazja. Od dziecka nienawidziłam, kiedy idąc z rodzicami po cmentarzu co dwa kroki zjawiał się ktoś znajomy, z którym rodzice musieli zamienić kilka zdań i tak po pięć minut na każdego co prowadziło, że wizyta na cmentarzu zajmowała nie godzinę a trzy a do tego odwiedzenie zmarłej babci schodziło na drugi plan. Druga grupa ludzi (głównie kobiet ) wybiera się na cmentarz aby pochwalić się nowym płaszczem z norek, drogimi kozaczkami. Pewnie w necie nie raz ktoś zamieszczał zdjęcia takich wystrojonych pań – nazywając to modą cmentarną, ale niestety taka jest rzeczywistość. Pierwszy listopada to nie Fashion Day Poland. 
  Nie chcę tutaj być mega krytyczna jeśli chodzi o to święto, ale jeszcze jedna rzecz nie pozwala mi zakończyć wpisu w tym momencie. A mianowicie: marketing. Co roku dla wielu osób święto zmarłych to najbardziej dochodowy dzień w roku. Stąd ta cała szopka z coraz to nowszymi modelami zniczy itp. Niestety ale to jest walka o biznes, o najbardziej korzystne miejsce na stoisko. Konkurencja nie śpi! Na koniec bezkonkurencyjną rzeczą w święto zmarłych jest stoisko z zabawkami, watą cukrową i losami. Widziałam to już kilkakrotnie i nigdy nie zrozumiem jakim trzeba być debilem, żeby sprzedawać takie rzeczy w takim dniu i takim miejscu. 

A jakie są Wasze odczucia na temat 1 listopada? Może są rzeczy, o których nie wspomniałam? 
ps. Wyniki rozdania w kolejnym poście.
ps2. Przepraszam za brak zdjęć, ale nie miałam pomysłu jakie mogły by się znaleźć przy okazji tego postu. 
A jakie są Wasze odczucia na temat 1 listopada? Może są rzeczy, o których nie wspomniałam?
Kiedyś byłam blondynką – byłam głupia, jeszcze wcześniej czarne włosy – emo, teraz ruda – wredna. Już na pierwszy rzut potrafisz mnie ocenić. Nie zamieniłeś ze mną ani jednego zdania, a już wiesz o mnie wszystko. Znasz mnie bardziej, niż ja sama. Twoje niezawodne źródło informacji to osoby, które mnie nie lubią, mają wyrobione o mnie zdanie. Mówią ci o mnie rzeczy niesłychane a ty kodujesz w swojej główce i klikasz zapisz. Nie potrzebujesz więcej wiedzieć, bo już wiesz, że jestem nie warta poznania. Po co się przełamywać, skoro inni uważają to i owo. I w taki oto sposób tracisz swoje zdanie.  Jeszcze chwila i nie będziesz miał nic do powiedzenia.
Uwielbiam to, że czasami od obcej osoby mogę usłyszeć o sobie takie rzeczy, których nawet ja nie umiałabym sobie wyobrazić.
Uwielbiam to, że idąc korytarzem ludzie zżerają mnie wzrokiem, cicho coś mówiąc, śmiejąc się.
Uwielbiam, kiedy obrabiasz mi dupę za moimi plecami, a potem udajesz, że trzymasz moją stronę.

Jesteś mi całkiem obcy i niech już tak pozostanie. Może lepiej abyśmy się nie poznali?
Pamiętaj – jestem ruda, więc mogę okazać się bardziej wredna niż słyszałeś!

bluza, spódniczka – Primark
Okulary, torebka – klik 
Czy Wy również byliście w sytuacji, gdy obgadywały Was całkiem obce Wam osoby?
Słyszeliście rzeczy o Was, które nigdy nie miały miejsca? 
“Byłam i świetnie się bawiłam” – tak pokrótce mogłabym skomentować mój udział w spotkaniu dolnośląskich blogerek, które odbyło się kilka dni temu ( 27/09 ) w Stalbet Cafe&Pub we Wrocławiu. Na całe szczęście znałam dwie blogerki, które również brały udział, a kilka nowych poznałam tuż przed spotkaniem, dlatego też odbyło się bez napięcia ani stresu. Wraz z naszym wejściem ( mimo minimalnego spóźnienia ) przełamały się pierwsze lody i atmosfera od razu stała się bardzo luźna. Przyczyniła się do tego również obsługa kawiarni, która przywitała Nas napojami i półmiskami pysznych owoców. Mimo, że każda z Nas miała coś do powiedzenia to musiałyśmy się nieco powstrzymywać i grzecznie słuchać zaproszonych gości.( śmiech! ) Na początku odbyła się prezentacja firmy i kosmetyków Mary Kay, która zakończyła się pokazem pielęgnacji twarzy i makijażu, w którym udział wzięła jedna z blogerek. Następnie o swoich kosmetykach opowiedziały dziewczyny z Vipera, oczywiście w tym przypadku również odbył się pokazowy makijaż, na którym zakończyła się część prezentacyjna.

Już po dwóch godzinach od rozpoczęcia spotkania czułam się, jakbym znała się z wszystkimi dziewczynami od lat, ponieważ atmosfera była tak luźna, że bez skrępowania mogłyśmy gadać o wszystkim i o dziwo kosmetycznych tematów było niewiele. Dobrze, że w pewnym momencie Pani z obsługi podała pyszne kanapeczki, dzięki którym nie zagadałyśmy się na śmierć a atmosfera nieco się uspokoiła i ucichła. Nie odbyło się również bez prezentów od sponsorów, których było nie mało. Zanim jednak pokażę Wam je wszystkie to chciałabym podziękować organizatorce Natalii za przygotowania tak wspaniałego spotkania. ( oby takich więcej! )

koszulka I&G DIY FOR YOU

 Teraz pokażę Wam wszystkie wspaniałości, jakie otrzymałam od sponsorów spotkania. Niestety nie wszystko trafiło 100% w mój gust lub po prostu pewnych rzeczy nie używam ( np. lakiery do paznokci ), więc będziecie mogli wkrótce spodziewać się jakiegoś kosmetycznego rozdania – bądźcie czujni!

Poza morzem kosmetyków otrzymałam również śliczną sukienkę, jednakże rozmiar 36 ani trochę nie pasuje do mnie, noszącej 42, dlatego też sukienka pójdzie na sprzedaż abym mogła kupić jakieś nowe kosmetyki lub po prostu wrzucę ją jako nagrodę do rozdania dla Was. 

Mam nadzieję, że recenzja, zdjęcia jak i cały dzisiejszy wpis jest wyczerpujący:)
 A wy, lubicie spotkania blogerek? Kiedykolwiek mieliście okazję uczestniczyć? Jakie są Wasze odczucia na ten temat? Czy myślicie, że to dobry sposób reklamowania się firm?

To tyle na dziś, dziękuję za uwagę i do usłyszenia wkrótce!

Dzisiaj przybywam do Was z kolejną dawką zdjęć z wyjazdu, tym razem będzie to miks zdjęć, ponieważ ciężko mi przypisać je do konkretnych tematów. Jest to drugi z trzech wpisów na temat podróży poślubnej, najlepsze zostawiam na koniec, ale póki co nie zdradzę Wam co to będzie. 
Po powrocie miałam również okazję uczestniczyć w spotkaniu dolnośląskich blogerek, które było chyba najlepsze ze wszystkich dotychczas, w których miałam możliwość wzięcia udziału. To wszystko za sprawą świetnej atmosfery i super dziewczynom, które poznałam i mam nadzieję, że nasza znajomość na spotkaniu się nie skończy:) Ale cała relacja już lada chwila na blogu…no dobra lada dzień! Bądźcie cierpliwi 🙂 
Wracając do tematu zdjęć to chciałam z góry przeprosić za głupie miny, brak makijażu i okropną fryzurę. W końcu byłam na wakacjach a nie w pracy, a do tego pogoda nie pozwoliłaby utrzymać się mojemu makijażowi. Jeśli chodzi o włosy to woda w Tunezji jest na tyle beznadziejna, że tona maseczek na włosy nie była w stanie sobie z nią poradzić i moje włosy w połączeniu z chlorowaną wodą w basenie wyglądały jak widać^^ A zdjęcia, mój wygląd, miny to totalny spontan. Nic tutaj nie było stylizowane, ustawiane, chciałam Wam pokazać rąbek prywatnego “nie blogowego” życia. Za koszulki dziękuję sklepowi I&G DIY FOR YOU ( ręcznie malowane koszulki i spodenki DIY ). 

To wszystko na dzisiaj, do usłyszenia wkrótce!

To był cudowny tydzień, który jak zapewne wiecie spędziłam w Tunezji mianując wyjazd “podróżą poślubną”. Wielka szkoda, że czas, który spędzamy w pełni szczęścia leci tak szybko, a po wszystkim zostają nam tylko piękne zdjęcia i niezapomniane wspomnienia. Jako, że mój blog to moje terytorium, to postanowiłam podzielić się z Wami cząstką mojego wyjazdu, jaką są zdjęcia. Jednak aby nie zasypać Was ogromem fotografii to podzielę całość na kilka wpisów. Dzisiaj zacznę od najbardziej emocjonującej i ekscytującej rzeczy jaką zrobiłam w przeciągu ostatnich kilku lat. Konkretnej był to lot paralotnią ( parasai nad morzem. Coś wspaniałego, czego nie zapomnę do końca życia. Mimo, że mam lęk wysokości to spróbowałam i nie żałuję. Nawet się nie bałam, aż do czasu kiedy nie czułam gruntu pod nogami. Jednak piękny widok był idealną rekompensatą i szybko zapomniałam o strachu. Żałuję tylko, że telefon mi się popsuł i nie mogłam tego wszystkiego pokazać z góry, wolałam sama być uwieczniona na zdjęciach. Nimi właśnie dzisiaj się z Wami podzielę. 

Na koniec dodam tylko, że to było chyba najlepiej wydane niecałe dwieście złotych ostatnimi czasy. Polecam każdemu, kto będzie miał okazję spróbować i pokonać swój strach.
Na dzisiaj to wszystko, jutro wracam z kolejną porcją zdjęć!