Tag

nowości

Przygotowania do wiosennego sezonu w świecie Beauty trwają w najlepsze. Marki coraz che†niej stawiają na kolor, a przez to moja lista zakupowa robi się coraz dłuższa. Kusi mnie kilka nowości jeśli chodzi o palety do makijażu, które jak wiecie uwielbiam testować. Z pewnością w najbliższym czasie testów kosmetyków kolorowych pojawi się tutaj całkiem sporo.
Muszę przyznać, że nie jestem zwolenniczką zakupów jakichkolwiek cieni do powiek w drogeriach. Na palcach jednej ręki zliczę paletki, które zrobiły na mnie jakiekolwiek wrażenie. Zdecydowanie więcej jest tych, o których ciężko powiedzieć cokolwiek dobrego. Niedawno, całkiem przypadkiem ( z klubu Wizażu ) trafiły do mnie nowości od Maybelline, z których w szczególności zainteresowała mnie paletka cieni. Czy jest warta zainteresowania?
recenzja na blogu tinaha

LEMONADE CRAZE: PIERWSZE WRAŻENIE

Muszę przyznać, że paleta na pierwszy rzut oka prezentuje się interesująco, żółty kolor opakowania skutecznie przyciąga wzrok, a przy okazji od razu widać jej zawartość. W środku znajduje się 12 cieni do powiek o zróżnicowanej gramaturze. Początkowo miałam mylne wrażenie, że cztery większe kosteczki to rozświetlacze i bronzer, jednak jak się okazało to również są cienie. Być może producent sugeruje, że będą one najcześciej używane. Kolory tworzą ciekawą kompozycję, gdyż z jednej strony dominują tutaj neutralne barwy, ale z drugiej jest kilka bardziej odważnych odcieni. Do paletki nie jest dołączony żaden pędzel ani aplikator, co rzadko zdarza się przy drogeryjnych produktach. Osobiście mi to nie przeszkadza, bo nigdy z nich nie korzystam. Paletka jest bardzo lekka, a sam plastik, z którego jest wykonana niestety nie wygląda na zbyt wytrzymały.
 
recenzja na blogu tinaha
 

LEMONADE CRAZE: KOLORY, PIGMENTACJA, SWATCHE

recenzja na blogu tinaha
Paleta złożona z 12 cieni tworzy całkiem przyjemną kompozycję. Są tu kolory, które pozwolą stworzyć zarówno dzienny makijaż jak i taki z odrobiną szaleństwa. Każdy odcień ma swoją nazwę, co uważam za świetny pomysł. Choć kolory na swatchach wypadają nienajgorzej, a w przypadku niektórych ( sugar coated, lemonade craze czy ice pop ) nawet przyzwoicie, to przy pracy pędzlami jest już gorzej. Aby wydobyć pigment trzeba nieźle się napracować nakładając nawet kilka warstw. Nie jest to więc paletka, którą zrobicie szybki i efektowny makijaż. Najlepiej ze wszystkich spisuje się tytułowy cień, ale to zdecydowanie za mało aby wywołać u mnie zachwyt ( choć za żółtym szaleje w ostatnim czasie ).
recenzja blog
 Zdaję sobie sprawę, że nie jest to paletka wysoko-półkowa, ale ciężko porównać ją choćby do marki MUR, która nie raz pokazała, że niedrogie palety mogą kryć w sobie moc. Podsumowując cienie nie są tak intensywne jak bym sobie życzyła, ale jeśli zależy Wam jedynie na dodaniu odrobiny charakteru dziennemu makijażowi to z pewnością się nie zawiedziecie.
tinaha.pl

MAYBELLINE LEMONADE CRAZE – HIT CZY KIT?

Stojąca na półkach drogerii paleta Lemonade Craze poza przyciągającym wzrok opakowaniem nie wyróżnia się specjalnie na tle swoich koleżanek. Mimo, że kolory są ciekawe, to niestety pigmentacja i trwałość cieni pozostawiają wiele do życzenia. W cenie obowiązującej stacjonarnie choćby w Rossmannie czyli ponad 77,99 złotych nie poleciłabym jej nikomu, jednak online jest dostępna z ułamek tej kwoty ( ok. 25 pln ), co uważam, że jest bardziej odpowiednią kwotą jaką można przeznaczyć na ten produkt.
tinaha.pl
Paletkę testowałam kilkakrotnie i w żadnym wypadku nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Zdecydowanie liczyłam na więcej intensywności i miałam nadzieję, że w ciekawym opakowaniu kryje się równie interesująca zawartość. Niestety w mojej ocenie to bardziej kit, niż hitowy produkt.
Jestem ciekawa czy macie wśród marki Maybelline swoich kosmetycznych ulubieńców? Podzielcie się koniecznie!
Ostatnio pytałam Was na moim Instagramie, czy lubicie kupować na Aliexpress i zdecydowana większość dokonała chociaż jednego zakupu, a część nawet przyznała się do regularnego buszowania po chińskim Allegro. Sama należę do tej grupy i z przyjemnością dzielę się z Wami ciekawymi upolowanymi zdobyczami. Dzisiaj opowiem Wam o kilku fajnych kobiecych gadżetach z Aliexpress.

CO WARTO KUPIĆ NA ALIEXPRESS?

Przygotowałam dla Was haul zakupowy w postaci video, który już mogliście widzieć już na moim kanale ( zapraszam do subskrybowania ), ale z pewnością część z Was nie miała okazji jeszcze go zobaczyć.

 
Produkty, które pokazałam w filmie:
– pędzelki: http://got.by/2nsvud
– opaska z uszami: http://got.by/2qmf1x
– okulary: http://got.by/2qmfh3
– rzęsy: http://got.by/2qmfho
– szczoteczka do twarzy: http://got.by/2qmf3v
– kapelusz: http://got.by/2qmf6l
– pasek: http://got.by/2q6muk
– spodnie: http://got.by/2qmf51
 

 

A wy co ostatnio upolowaliście na Aliexpress?

 

Muszę przyznać, że latem zdecydowanie więcej kupuję ubrań niż kosmetyków i nic w tym dziwnego, gdyż wyprzedaże często sięgają do 80% więc okazja goni okazję. Niezmiennie jednak w kosmetycznym świecie regularnie pojawiają się promocje, a te najbardziej popularne są jak zawsze w Rossmannie. Ostatnio jednak odpuściłam pisanie o dwóch ostatnich akcjach drogerii, gdyż w mojej ocenie były niezbyt ciekawe. Niebawem jednak zbliża się kolejna promocja 2+2, która moim zdaniem powinna Was zainteresować. Ciekawi? 
Nowa akcja drogerii Rossmann pod nazwą “Zachowaj energię lata” będzie dotyczyć produktów z kategorii pięlęgnacja włosów, ciała, ust oraz paznokci, a także wszelkich maseczek do twarzy. Pole do wyboru dość duże, a w myśl zasady 2+2 – kupujecie 4 różne produkty, a płacicie jedynie za dwa droższe. Warto więc wybierać kosmetyki o zbliżonej do siebie wartości, dzięki czemu uda Wam się zaoszczędzić znacznie więcej.  Warto przyjrzeć się zasadom akcji, która raczej nie ulega zmianie, ale warto o tym przypominać. 
Promocja będzie mieć miejsce w dniach 20-29 sierpnia 2018. Nie wiadomo jeszcze czy akcja obowiązuje tylko stacjonarnie czy także on-line, więc jak tylko uzyskam takie informacje to wrócę z aktualizacją. 
Z promocji mogą skorzystać tylko i wyłącznie posiadacze karty klubu Rossmann, czyli aplikacji, którą myślę, że większość z Was już posiada ze względu na częste zniżki przy zakupach. Niestety zakupu w promocji 2+2 gratis można dokonać tylko raz na jedno konto klubowe. 

Akcja obejmuje aż 5 kategorii ( włosy, ciało, usta, paznokcie oraz maski do twarzy ), więc skompletowanie 4 produktów nie powinno stanowić problemu. Warto podkreślić, że kosmetyki muszą mieć różne kody kreskowe, czyli np. różnić się wersją zapachową. 
Bardzo się cieszę na tę promocję, bo to doskonała okazja uzupełnić zapasy przede wszystkim masek do twarzy. Chętnie przygotuję również post o tym, co polecam kupić na zbliżającej się akcji 2+2 gratis w Rossmannie, dajcie znać w komentarzu czy macie ochotę na taki wpis. 
Słyszałyście już o nadchodzącej akcji? Wybieracie się na zakupy?
Zapewne wiele z Was podobnie jak ja, zmaga się z cerą mieszaną. Przesuszone policzki z mnóstwem wyprysków i błyszcząca strefa T. Znacie to? Szczególnie latem, ten niekomfortowy “blask” daje się we znaki.  Na przeciw potrzebom tak wymagającej w pielęgnacji skórze wyszła firma Floslek, która wydała linię Balance T-ZonePrzyjrzałam się tej serii produktów do cery mieszanej i dzisiaj mam dla Was obszerną recenzję. 



Pierwsze co rzuca się w oczy, to niezwykle rześka i gustowna szata graficzna opakowań. Wygląd kosmetyków z linii Balance T-zone kojarzy mi się z powiewem świeżości, choć produkty nie mają zapachu. W nowej serii znajdują się cztery kosmetyki: glinka myjąca 2w1, peeling z kwasami AHA, krem normalizujący na dzień oraz krem korygujący na noc. Warto wspomnieć, że aż 3 z nich są produktami wegańskimi ( z wyjątkiem tego ostatniego ).
 Bardzo podoba mi się tłoczenie na opakowaniach, które widoczne jest po dokładnym przyjrzeniu się, co w połączeniu z miętowym kolorem i srebrnymi zdobieniami nadaje produktom elegancji. Przemyślane są także oznaczenia w postaci słoneczka bądź księżyca na każdym kosmetyku, co pomaga ustalić porę jego stosowania. Tak naprawdę to detale, ale moim zdaniem robią dobrą robotę. 

INSTANT DETOX 2W1 GLINKA MYJĄCA 


Glinka koalinowa o konsystencji gęstej pasty ma podwójne zastosowanie. Z jednej strony jest kosmetykiem do oczyszczania twarzy zaś z drugiej uwielbianą przez kobiety maską z glinki. Jako produkt do mycia twarzy stosowałam ją rano i wieczorem. Glinka skutecznie oczyszcza skórę z resztek makijażu i wszelkich zanieczyszczeń, a już po kilku użyciach zauważyłam, że cera zdecydowanie mniej się błyszczy. Produkt daje natychmiastowe uczucie świeżości, przy czym skóra nie jest ściągnięta.

Od lewej: glinka, peeling, krem na dzień, krem na noc

Glinkę wypróbowałam również jako maseczkę, którą stosuję 2 razy w tygodniu. Zwykle tego typu produkty zastygają do “skorupy” a tutaj miłe zaskoczenie, maseczka mimo odczekania aż 30 minut nadal była nieco mokra i choć nie lubię tego uczucia zastygnięcia to miałam wrażenie, że maska nie działa. Nic bardziej mylnego, gdyż po zmyciu jej cera była fajnie nawilżona oraz wygładzona bez uczucia ściągania. Takie efekty lubię!

Sam produkt ma sporą pojemność – 125 ml, a dzięki konsystencji pasty kosmetyk jest niezwykle wydajny. Całkiem polubiłam to podwójne zastosowanie, gdyż w cenie  ( ok. 38 zł ) jednego produktu mamy dwa. 

GOMMAGE PEELING Z KWASAMI AHA 



Jeśli czytacie mnie na bieżąco, to doskonale wiecie, że uwielbiam peelingi w żelu. Tutaj produkt wzbogacony jest o kwasy AHA, które doskonale złuszczają martwy naskórek przy czym sam zabieg jest niezwykle delikatny. Nakładamy go na zwilżoną buzię i masujemy do momentu, aż produkt zacznie się rolować. Następnie zmywamy całość wodą i gotowe. 
Zwykle peeling stosuję 2 razy w tygodniu, dlatego zaskoczyło mnie zalecenie producenta o codziennym nakładaniu produktu przez 7 dni, a dopiero następnie ograniczenie do dwóch razy/tydzień. 
Efekt tego maratonu zdecydowanie pozytywnie mnie zaskoczył – cera jest maksymalnie wygładzona i przyjemna w dotyku. 
Peeling to zdecydowanie mój faworyt z tej linii produktów, uważam, że to innowacja na naszym rodzimym rynku więc brawo Floslek! Jego opakowanie i pojemność są identyczne z glinką, cena to 30 złotych. 


KREM NORMALIZUJĄCY SPF10 



Bardzo przyjemny w użyciu krem o lekkiej konsystencji. Szybko się wchłania i dobrze sprawdza się pod makijaż. Ma wszystko czego moja skóra potrzebuje latem. Nie pozostawia lepkiego filmu więc od razu gotowy jest na nakładanie kolorówki. Wzbogacony jest o filtr SPF10, co jest dobrą wiadomością, choć bardziej ucieszyłabym się z większej ochrony. 
Co prawda od kilku miesięcy nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez serum więc na krok przed kremem nakładam booster Vichy Mineral 89. 
Kosmetyk jest warty uwagi, bo pozostawia absolutnie matowe wykończenie co przy dniach typu “no make up” jest u mnie bardzo pożądanym efektem. 
Krem ma pojemność 50 ml  ( kosztuje w granicach 30 złotych ) i troszeczkę żałuję, że nie ma zamknięcia typu klik. 

KREM KORYGUJĄCY Z KWASAMI AHA I PHA



Kosmetyk, który niestety nieco mnie rozczarował. Co prawda ma lekką, odrobinę wodnistą konsystencję i szybko się wchłania, ale od kremów na noc wymagam nieco więcej i zdecydowanie wolę bardziej treściwe produkty.  Krem daje znikome uczucie nawilżenia, które po chwili jest absolutnie niewyczuwalne,  dlatego obowiązkowo przed nim nakładam serum na bazie olejków od Resibo i w takim duecie krem jako tako się sprawdza. Czasmi też po prostu mieszam oba produkty. Niestety sam w sobie nie spełnia moich oczekiwań. Na jednym ze zdjęć wyżej możecie zobaczyć konsystencje każdego z kosmetyków – jak widzicie krem na noc na mniej zbitą konsystencję od wersji na dzień. 
Plusem są zawarte w produkcie kwasy, które delikatnie złuszczają naskórek, a dodatkowo wzmacniają mechanizmy naprawcze skóry. 
Podobnie jak krem na dzień opakowanie ma 50 ml i jest w tej samej cenie – 30 złotych. 

FLOSLEK BALANCE T-ZONE 


Ogólnie seria zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, każdy z produktów ma przyzwoity skład i stosunkowo dobrą cenę. Najbardziej do gustu przypadł mi peeling, który z czystym sercem polecam każdej z Was. Robi naprawdę dobrą robotę! Całkiem polubiłam się również z glinką, która dzięki podwójnemu zastosowaniu jest niezwykle ciekawym produktem. Niestety najmniej zachwyciły mnie oba kremy,  żaden z nich nie wywołał we mnie “wow”. W serii produktów zdecydowanie zabrakło mi toniku, który jest nieodłącznym elementem mojej codziennej pielęgnacji oraz serum, po które równie chętnie sięgam.  Podsumowując, linią Balance T-zone powinny zainteresować się osoby z cerą mieszaną, które mają problemy z błyszczeniem skóry, bo z tym radzą sobie doskonale,  a obecnie pogoda niestety bardzo temu sprzyja.  

Znacie markę Floslek? Jakie kosmetyki tej firmy koniecznie powinnam poznać?

x
Uwielbiam brać udział w akcjach, dzięki którym poznaję nowości kosmetyczne, bo tworzę tutaj miejsce pełne rzetelnych recenzji i wiem, że ufacie moim wyborom. W ubiegłym miesiącu informowałam Was, że zostałam ambasadorką sieci drogerii Noel i kilka dni temu wpadła w moje ręce kolejna przesyłka od sklepu. Moje zadanie to przede wszystkim testowanie kosmetyków i zdanie Wam relacji – czy produkty są ciekawe i warte uwagi czy wręcz odwrotnie. Openbox oczywiście miał już miejsce na moim Instastory, a dzisiejszy wpis będzie także wstępną recenzją, gdyż postanowiłam bliżej zapoznać się z kosmetykami.  Jesteście ciekawi zawartości? 




W przesyłce znalazłam aż 6 produktów, w tym kosmetyki zarówno do pielęgnacji jak i makijażu, a także akcesoria. Drogeria Noel postanowiła sprawić również małą niespodziankę mojemu mężowi w postaci nowego zapachu STR8 – AHEAD. Perfumy mają niezwykle elegancki flakon – czerń i złoto, genialne połączenie kolorów i w mojej ocenie wygląda to po prostu seksownie. Sam zapach jest świeży oraz niezwykle męski – bardzo mi się podoba i cieszę się, że tak będzie teraz pachnieć mój mężczyzna.  



Muszę przyznać ze mam małą obsesje na punkcie pędzli do makijażu i widząc kolejny do kolekcji bardzo się ucieszyłam. W moje ręce trafił pędzel skośny do konturowania marki Donegal z kolekcji Jungle.  Ma bardzo ładny cieniowany trzonek w pastelowych odcieniach i  niezbyt gęste ale miękkie syntetyczne włosie. Przyjemnie się nim pracuje, ale nie wywarł na mnie większego wrażenia. Pędzel przeznaczony jest nie tylko do bronzera, ale również do różu. 
Myślę, że będzie dobry dla początkujących i niezbyt wymagających pasjonatek makijażu, bo nie da się nim zrobić “krzywdy”.

Uwielbiam testować kolorówkę i pod tym względem drogeria mnie nie zawiodła bo w przesyłce znalazły się aż dwa kosmetyki do makijażu. Pierwszy z nich to podkład PAESE z jedwabiem Long Cover w kolorze 01N, czyli najjaśniejszym z gamy beżów. Fluid zamknięty jest w szklanym opakowaniu o pojemności 30 ml. Zaskoczył mnie aplikator, który jest w formie pacynki, ale póki co takie rozwiązanie się sprawdza i jest całkiem wygodne. Krycie określiłabym jako lekkie w kierunku średniego, choć można je budować bez efektu maski. Trwałość oceniam całkiem pozytywnie bo co prawda podkład nie wytrzymał całego dnia w idealnym stanie, ale miał naprawdę trudne warunki – sami wiecie jakie upały panują na dworze. Z pewnością dam mu się jeszcze wykazać. 




Drugi produkt z kolorówki to maskara Multilashes z czynnikiem stymulującym wzrost rzęs – produkt marki Joanna, który ma podwójne działanie. Połączenie dwóch funkcji wydaje się być bardzo intrygujące – chyba że ktoś tak jak ja nie używa codziennie tej samej maskary. W takim przypadku ciężko o prawidłowe działanie serum, a mniemam ze systematyczność jest tutaj kluczem. 



Skupie się wiec na samej maskarze, a właściwie na jej szczoteczce, która jest silikonowa i wydaje się być nie pozorna, ale całkiem dobrze radzi sobie z rozdzieleniem rzęs i przy dwóch warstwach efekt końcowy jest zadowalający. Spróbuje poddać ją intensywniejszym testom aby ocenić czy faktycznie ma działanie stymulujące wzrost włosków. W tej chwili uważam, ze kosmetyk warty zainteresowania. 




W pielęgnacji zaskoczył mnie krem do rąk SAITO SPA a właściwie jego pojemność, bo to aż 150 ml. Zwykle moje kosmetyki do pielęgnacji do dłoni mają niewielkie – torebkowe opakowania, więc ten zagości na łazienkowej półce. Zapach to połączenie gruszki i kiwi, które jest dość zaskakujące aczkolwiek bardzo przyjemne. Krem daje odpowiednie nawilżenie, szybko się wchłania. Potraktowałam ten produkt trochę jak balsam, bo przy stosowaniu wyłącznie na dłonie stałby u mnie w nieskończoność. W składzie znajdziemy m.in masło Shea, oliwę z oliwek czy ekstrakt z aloesu więc działanie na skórę jest bardzo przyjemne. 



Drugi produkt intryguje nie tylko swoją nazwą ale również zapachem. Fitokoktajl do mycia ciała marki Biały Jeleń, to nic innego jak żel pod prysznic będący kosmetykiem w pełni wegańskim. Ma działanie regeneracyjne i dedykowany jest skórze wrażliwej. Skład jest bardzo przystępny z gliceryną na drugim miejscu. Zapach to połączenie bakłażana oraz buraka i uwierzcie mi – pachnie zaskakująco..ładnie, wręcz obłędnie! Bardzo przyjemnie oczyszcza skórę i pozostawia ją gładką, a woń odczuwalna jest na skórze nawet następnego dnia. Oj, polubiłam się z tym kosmetykiem. 



To już cała zawartość majowej paczki ambasadorskiej, jeśli ciekawi Was jak wypadła kolorówka w testach na żywo to odsyłam Was na mój Instagram, gdzie w wyróżnionych relacjach testuję zarówno podkład jak i maskarę. Z całej przesyłki najbardziej urzekł mnie ten fitokoktajl marki Biały Jeleń oraz wspomniany już kosmetyk Paese, choć każdy z produktów znajdzie u mnie zastosowanie. W zakupach przez Internet fajne jest to, że jest po prostu taniej, więc jeśli nie znacie jeszcze drogerii Noel to koniecznie zapoznajcie się z jej asortymentem. 



Który z kosmetyków najbardziej Was zaciekawił? 



Blogowanie ma zdecydowanie więcej zalet niż wad, a jedną z nich ( w kategorii blogów urodowych ) jest testowanie nowości kosmetycznych. W tym przypadku spotkał mnie jednak większy zaszczyt, gdyż zostałam wybrana na ambasadorkę sieci drogerii Noel, którą mam nadzieję, że znacie. Jest mi bardzo miło, że mój blog i praca, którą w niego wkładam została doceniona. Co miesiąc będę dzielić się z Wami nowościami w ofercie sklepu. Gotowi? 
Warto wspomnieć, że asortyment drogerii jest bardzo bogaty, a ceny baaardzo kuszące, więc jeśli ciekawi jesteście bieżących promocji to zaglądajcie na fanpage sklepów Noel
Jak tylko przyszła do mnie paczka ambasadorska to pokazałam Wam jej zawartość na moim Instastories ( polecam śledzić mój Instagram ), więc nawet nie pomyślałam o zrobieniu zdjęcia w pełnej okazałości – a wyglądała bardzo… regionalnie! 
PERFECTA RYŻOWE MLECZKO – LOTION 

Linia AZJAtica jest dla mnie absolutną nowością, a połączenie mleczka i lotionu brzmi zachęcająco. Produkt ma dwojakie zastosowanie – jako produkt do demakijażu bądź do mycia oczu i  twarzy. Opakowanie jest duże i ma pompkę – więc brawo Perfecta! 

SHECELL SERUM LIFTNGUJĄCO-PRZECIWZMARSZCZKOWE 



Marka i jej produkty są dla mnie całkowitą nowością, a wiecie, że lubię odkrywać nieznane. W okresie wiosennym uwielbiam stosować serum po intensywnym dniu więc produkt trafiony w punkt. Uwielbiam zawartość kolagenu w kosmetykach i uważam go za niezbędny w pielęgnacji po 25 roku życia. 

PIERRE RENE SKIN BALANCE FLUID FOUNDATION 



Produkt, o którym czytałam wiele pozytywnych recenzji w blogosferze więc oczy mi się zaświeciły na jego widok. Uwielbiam testować kolorówkę i przy okazji trochę przy tym pogadać więc spodziewajcie się jego testu na żywo na moim kanale youtube. ( nie zapomnijcie zostawić subskrypcji ). Kolor w moim przypadku to Champagne, czyli coś w sam raz dla bladziochów. 

RIMMEL WONER’FULL MASCARA



Nie ukrywam, że mój ostatni tusz do rzęs od Rimmela z tej lini ( ten różowy ) stał się rozczarowaniem roku. W przypadku tej maskary szczoteczka wygląda świetnie, gdyż jest spora i sprawia wrażenie dobrze rozdzielającej, a co najważniejsze nie nabrała zbyt wiele tuszu więc mam nadzieję, że sprawdzi się u mnie!

VIS PLANTIS PEELING CUKROWO-SOLNY



Jeśli śledzicie mojego bloga to doskonale wiecie, że maseczki i peelingi to moje ulubione domowe zabiegi więc po każdą nowość ochoczo sięgam. Tutaj mam też nieznaną mi wcześniej markę, więc ciekawość jest podwójna. Dotychczas miałam okazję używać peelingów albo cukrowych albo solnych – tutaj mamy połączenie tych dwóch składników, więc czuję się mocno zaintrygowana.
DORCO MASZYNKA SHAI3 HONEY


Fajnie, że w paczce znalazła się maszynka do golenia, bo przyznam szczerze, że w tej kategorii zwykle wrzucam ten sam produkt do koszyka nie zwracając uwagi na inne przez co nie poznaję też nowości. Zostałam zapewniona, że maszynka sprawdza się lepiej od wiodącej na rynku marki więc z przyjemnością się o tym przekonam. 
Tupię nóżkami na myśl o nadchodzących testach, ale nie ukrywam, że czeka na mnie tyle nowości ( byłam w końcu na MB ), że nie wiem za co się zabrać.  Przy okazji zaopatrzyłam się w nową lustrzankę, więc zdjęcia z tego wpisu są efektem pierwszych testów tego sprzętu – dajcie znać czy jakość jest w porządku? 
Ściskam.