Tag

biały jeleń

Ostatnio zrobiłam generalne porządki w moich kosmetykach – zarówno tych, które są w łazience ( czyt. w użytku ) jak również znajdujących się w zapasach ( ukrytych w szafie ) i doszłam do dwóch wniosków. Po pierwsze mam zdecydowanie za dużo pootwieranych kosmetyków, a po drugie czeka na swoją kolej tyle ciekawych nowości, że koniecznie muszę coś z tym zrobić. W ten to sposób skupiłam się na wykończeniu produktów, którym do dna zostało niewiele, a ciągle odkładałam je z kąta w kąt. W ten sposób uzbierało się całkiem pokaźne denko. Wspominałam już że połowę kosmetyków, których z różnych względów przestałam używać oddałam mamie oraz przyjaciółce? Było tego na prawdę sporo, ale teraz cieszę się porządkiem i “minimalizmem”. Zapraszam więc na denko!

DENKO KOSMETYCZNE: KĄPIEL

 
 
Moja wanna oblegana była przez najróżniejsze żele pod prysznic – nie będę ukrywać, lubię mieć wybór. Zrobiłam jednak mały detoks, aby ograniczyć ilość stojących na wannie produktów. Z całej piątki zdenkowanych żeli pod prysznic najbardziej polubiłam ten z Biolove o obłędnym zapachu brownie z pomarańczą oraz produkt marki Biały Jeleń o nietuzinkowym połączeniu buraka z …. . Ten pierwszy to raczej połączenie żelu i olejku, ale taka konsystencja jak najbardziej mi odpowiada i choć nie pieni się niemal wcale to z przyjemnością po niego sięgałam. Fitokoktajl również miał specyficzną konsytencję ale i równie ciekawy zapach. Bardzo delikatnie pielęgnował skórę i pozostawiał ją miłą w dotyku. Produkt Dove bardzo lubiłam za lekką piankową formułę i wygodne opakowanie z pompką, zaś żel Kneipp dawał fajne uczycie chłodzenia i odświeżenia co doskonale sprawdzało się latem. Kosmetyk Isana sprawdził się dobrze – zresztą jak zawsze. To tanie i przyzwoite żele.

DENKO KOSMETYCZNE: WŁOSY 

 
 
Latem zmieniałam kosmetyki do włosów zdecydowanie zbyt często, przez co zamiast poprawić ich kondycję jeszcze bardziej je osłabiłam, dlatego oddałam większość z nich i przerzuciłam się na produkty jednej marki. W między czasie zużyłam trzy produkty, o których warto wspomnieć. Pierwszy raz używałam peelingu do skóry głowy i muszę przyznać, że daje całkiem przyjemne efekty. Wybrałam ten marki Vianek, bo mam zaufanie do tej marki.  Choć po pierwszym użyciu nie zauważyłam żadnych rezultatów, to przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że włosy lepiej unoszą się u nasady, a co za tym idzie – lepiej się układają.
Odżywka w sprayu Dove, którą poleciła mi ekspedientka w drogerii miała za zadanie wygładzać włosy i ułatwiać ich rozczesanie ( bo z tym zawsze mam problem ). Niestety nie zauważyłam jakichkolwiek efektów jej stosowania a jedynym plusem jest bardzo przyjemny zapach. Na koniec  oczyszczająca ampułka do skóry głowy Lador, którą ze względu na całkiem sporą pojemność podzieliłam na 3 zabiegi. Bardzo fajne uczucie chłodzenia skóry głowy i odczuwalne odświeżenie. Muszę częściej sięgać po tego typu produkty.
 

DENKO: DEMAKIJAŻ 

 
 
W przypadku tej kategorii mamy ciekawe zestawienie – duży i tani płyn micelarny Bielenda oraz mały i drogi dwufazowy płyn Dermedic. Ten pierwszy o cudownym zapachu zielonej herbaty sprawdzał mi się rewelacyjnie i długo cieszyłam się jego obecnością. Nie podrażnił oczu i całkiem dobrze zmywał moje kolorowe makijaże. Drugi zaś wystarczył zaledwie na 2 tygodnie i choć spisywał się równie poprawnie to niestety zostawiał lepki film na skórze, czego nie za bardzo lubię. Po Bielendę chętnie sięgnę ponownie i z czystym sumieniem mogę Wam ten płyn polecić.
 
 

DENKO: OCZYSZCZANIE TWARZY

 
 
 
Marki Holika Holika nie muszę raczej nikomu przedstawiać, gdyż znana jest z rewelacyjnego w działaniu żelu aloesowego o szerokim zastosowaniu. Z przyjemnością kupiłam do testów również żel do mycia twarzy z tej samej serii licząc na podobny stopień zadowolenia. Niestety w przypadku tego produktu zapach aloesu jest ledwo wyczuwalny, a kosmetyk niewiele zdziałał na mojej wymagającej buzi. Cera po myciu była raczej napięta i wymagała natychmiastowego nawilżenia. Niestety nie wrócę do tego produktu. Całkiem inaczej spisał się żel mikro-złuszczający Nuxe, który za sprawą drobinek nie tylko oczyszczał ale również delikatnie peelingował skórę. Bardzo przyjemny w użyciu, skóra po myciu była bardzo miękka i wygładzona, a sam zapach produktu bardzo ładny. W duecie z żelem używałam także toniku z serii Aquabella, oba produkty są przeznaczone do cery mieszanej i mają właściwości matujące skórę. Kosmetyk sprawdzał się bardzo dobrze, miał przyjemny zapach i jedną niestety dużą wadę – brak atomizera. Tonik przelewałam więc do innej buteleczki.
 

DENKO: PIELĘGNACJA TWARZY

 
 
 
Nie wiem jak to się stało, że uchowały się tylko dwa opakowania po produktach do twarzy. Na pierwszy rzut nowość od Vichy – booster Mineral 89 oparty na wodzie termalnej. Serum to daje umiarkowany poziom nawilżenia, więc nie polubi się z cerą suchą. Osobiście go polubiłam, ale nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia żebym sięgnęła po niego ponownie. Krem na noc Authority Dr. Irena Eris to pierwszy kosmetyk tej marki w mojej pielęgnacji, jednak samo opakowanie było zbyt małe, żebym mogła wyrazić jaką głębszą opinię. Tak czy inaczej nie wywołał u mnie efektu wow.

DENKO: PIELĘGNACJA CIAŁA

 
 
W tej kategorii miałam tyle bubli, że teraz żałuje, że je wyrzuciłam bo może warto było o nich napisać. Do denka udało mi się doprowadzić jedno masło do ciała od beTheSkyGirl o boskim zapachu i bardzo gęstej oraz treściwej konsystencji. Dodatkowo kosmetyk miał drobinki więc skóra była nie tylko nawilżona ale również rozświetlona. Taki efekt latem był bardzo wskazany!  Drugi produkt to peeling do stóp Biolove o wspaniałym zapachu zielonej herbaty. Zamawiając go byłam pewna, że jest do całego ciała – ale dobrze się stało, bo brakowało mi produktu stricte do stóp. Do codziennej pielęgnacji sprawdzał się przyzwoicie, jednak nie jest to kosmetyk, który działa cuda za jednym razem.
Uff, kosmetyków było całkiem sporo, ale jakoś szybko poszło. W denkowych wpisach mówię o produktach bardzo ogólnie, jeśli któryś z nich urzekł mnie wyjątkowo to zwykle poświęcam mu osobny post. Jestem ciekawa czy znacie któryś z kosmetyków, o którym pisałam w dzisiejszym wpisie? 
 
 
 
Uwielbiam brać udział w akcjach, dzięki którym poznaję nowości kosmetyczne, bo tworzę tutaj miejsce pełne rzetelnych recenzji i wiem, że ufacie moim wyborom. W ubiegłym miesiącu informowałam Was, że zostałam ambasadorką sieci drogerii Noel i kilka dni temu wpadła w moje ręce kolejna przesyłka od sklepu. Moje zadanie to przede wszystkim testowanie kosmetyków i zdanie Wam relacji – czy produkty są ciekawe i warte uwagi czy wręcz odwrotnie. Openbox oczywiście miał już miejsce na moim Instastory, a dzisiejszy wpis będzie także wstępną recenzją, gdyż postanowiłam bliżej zapoznać się z kosmetykami.  Jesteście ciekawi zawartości? 




W przesyłce znalazłam aż 6 produktów, w tym kosmetyki zarówno do pielęgnacji jak i makijażu, a także akcesoria. Drogeria Noel postanowiła sprawić również małą niespodziankę mojemu mężowi w postaci nowego zapachu STR8 – AHEAD. Perfumy mają niezwykle elegancki flakon – czerń i złoto, genialne połączenie kolorów i w mojej ocenie wygląda to po prostu seksownie. Sam zapach jest świeży oraz niezwykle męski – bardzo mi się podoba i cieszę się, że tak będzie teraz pachnieć mój mężczyzna.  



Muszę przyznać ze mam małą obsesje na punkcie pędzli do makijażu i widząc kolejny do kolekcji bardzo się ucieszyłam. W moje ręce trafił pędzel skośny do konturowania marki Donegal z kolekcji Jungle.  Ma bardzo ładny cieniowany trzonek w pastelowych odcieniach i  niezbyt gęste ale miękkie syntetyczne włosie. Przyjemnie się nim pracuje, ale nie wywarł na mnie większego wrażenia. Pędzel przeznaczony jest nie tylko do bronzera, ale również do różu. 
Myślę, że będzie dobry dla początkujących i niezbyt wymagających pasjonatek makijażu, bo nie da się nim zrobić “krzywdy”.

Uwielbiam testować kolorówkę i pod tym względem drogeria mnie nie zawiodła bo w przesyłce znalazły się aż dwa kosmetyki do makijażu. Pierwszy z nich to podkład PAESE z jedwabiem Long Cover w kolorze 01N, czyli najjaśniejszym z gamy beżów. Fluid zamknięty jest w szklanym opakowaniu o pojemności 30 ml. Zaskoczył mnie aplikator, który jest w formie pacynki, ale póki co takie rozwiązanie się sprawdza i jest całkiem wygodne. Krycie określiłabym jako lekkie w kierunku średniego, choć można je budować bez efektu maski. Trwałość oceniam całkiem pozytywnie bo co prawda podkład nie wytrzymał całego dnia w idealnym stanie, ale miał naprawdę trudne warunki – sami wiecie jakie upały panują na dworze. Z pewnością dam mu się jeszcze wykazać. 




Drugi produkt z kolorówki to maskara Multilashes z czynnikiem stymulującym wzrost rzęs – produkt marki Joanna, który ma podwójne działanie. Połączenie dwóch funkcji wydaje się być bardzo intrygujące – chyba że ktoś tak jak ja nie używa codziennie tej samej maskary. W takim przypadku ciężko o prawidłowe działanie serum, a mniemam ze systematyczność jest tutaj kluczem. 



Skupie się wiec na samej maskarze, a właściwie na jej szczoteczce, która jest silikonowa i wydaje się być nie pozorna, ale całkiem dobrze radzi sobie z rozdzieleniem rzęs i przy dwóch warstwach efekt końcowy jest zadowalający. Spróbuje poddać ją intensywniejszym testom aby ocenić czy faktycznie ma działanie stymulujące wzrost włosków. W tej chwili uważam, ze kosmetyk warty zainteresowania. 




W pielęgnacji zaskoczył mnie krem do rąk SAITO SPA a właściwie jego pojemność, bo to aż 150 ml. Zwykle moje kosmetyki do pielęgnacji do dłoni mają niewielkie – torebkowe opakowania, więc ten zagości na łazienkowej półce. Zapach to połączenie gruszki i kiwi, które jest dość zaskakujące aczkolwiek bardzo przyjemne. Krem daje odpowiednie nawilżenie, szybko się wchłania. Potraktowałam ten produkt trochę jak balsam, bo przy stosowaniu wyłącznie na dłonie stałby u mnie w nieskończoność. W składzie znajdziemy m.in masło Shea, oliwę z oliwek czy ekstrakt z aloesu więc działanie na skórę jest bardzo przyjemne. 



Drugi produkt intryguje nie tylko swoją nazwą ale również zapachem. Fitokoktajl do mycia ciała marki Biały Jeleń, to nic innego jak żel pod prysznic będący kosmetykiem w pełni wegańskim. Ma działanie regeneracyjne i dedykowany jest skórze wrażliwej. Skład jest bardzo przystępny z gliceryną na drugim miejscu. Zapach to połączenie bakłażana oraz buraka i uwierzcie mi – pachnie zaskakująco..ładnie, wręcz obłędnie! Bardzo przyjemnie oczyszcza skórę i pozostawia ją gładką, a woń odczuwalna jest na skórze nawet następnego dnia. Oj, polubiłam się z tym kosmetykiem. 



To już cała zawartość majowej paczki ambasadorskiej, jeśli ciekawi Was jak wypadła kolorówka w testach na żywo to odsyłam Was na mój Instagram, gdzie w wyróżnionych relacjach testuję zarówno podkład jak i maskarę. Z całej przesyłki najbardziej urzekł mnie ten fitokoktajl marki Biały Jeleń oraz wspomniany już kosmetyk Paese, choć każdy z produktów znajdzie u mnie zastosowanie. W zakupach przez Internet fajne jest to, że jest po prostu taniej, więc jeśli nie znacie jeszcze drogerii Noel to koniecznie zapoznajcie się z jej asortymentem. 



Który z kosmetyków najbardziej Was zaciekawił?