Category

MAKIJAŻ

Trendy w makijażu zmienia ją się czasem tak szybko, że ciężko za nimi nadążyć. Jednak jest kilka takich elementów, które są ponadczasowe i nigdy nie wychodzą z mody. Jednym z nich jest konturowanie twarzy i choć wydaje się prostą sprawą to jednak nie jednej kobiecie przysparza wielu problemów. Często pojawiają się pytania: jak dobrze wykonturować twarz, jakich produktów używać i która metoda apliakcji będzie dla nas odpowiednia? W dzisiejszym wpisie postaram się nieco rozjaśnić tą tematykę, ale na wstępie dodam – nie ma jednej i idealnej metody na konturowanie twarzy.

konturowanie twarzy - aplikacja produktów
fot. Adobe Stock

KONTUROWANIE TWARZY – OD CZEGO ZACZĄĆ?

Oglądasz tutorial konturowania twarzy na Youtube, kupujesz polecane w filmie kosmetyki i kiedy kończysz swój idealny makijaż okazuje się… że wyglądasz co najmniej dziwnie. Dlaczego? Idealne odwzorowanie tego co zobaczysz na filmie nie jest dobrym pomysłem. Zanim zabierzesz się za konturowanie twarzy musisz ustalić jaki kształt ma Twoja buzia. To ważne, ze względu na to, że inaczej będziesz nakładać produkty w przypadku twarzy okrągłej a inaczej w przypadku owalnej czy kwadratowej. Jeśli buzia jest typu pierwszego czyli okrągła to Twoim celem jest jej optyczne wydłużenie i wyszczuplenie. W przypadku drugiego typu problemem jest brak podkreślonych policzków, więc na tym warto się przede wszystkim skupić. Twarz kwadratowa wymaga “wygładzenia” konturu, dlatego z aplikacją produktów skupiamy się przy linii żuchwy. Potrzebujesz zobrazowania? Zobacz jak konturować twarz na sucho!

konturowanie twarzy - kształty
Autor: Thinkstockphotos.com

KONTUROWANIE TWARZY – CZEGO POTRZEBUJESZ?

Jeśli jesteś początkująca w kwestii konturowania twarzy to najlepszym wyjściem będzie zakup gotowej palety. Wówczas będziesz mieć pewność, że poszczególne produkty będą ze sobą współgrać. Co ważne, nie rzucaj się na głęboką wodę i na początek wybierz produkty aplikowane na sucho. Standardowo paletki do makijażu twarzy zawierają bronzer w jednym bądź dwóch odcieniach, rozświetlacz i ewentualnie róż. Gdybym miała coś polecić to zdecydowanie Ready4Selfie od Pupa Milano, którą polecałam Wam nie raz! Gdy z biegiem czasu poczujesz się na siłach możesz mieszać ze sobą produkty różnych firm, testować różne kombinacje. Wiele marek oferuje pojedyncze bronzery czy rozświetlacze, więc wybór jest ogromny! Nie zapominaj, że kosmetyki to nie wszystko, a do konturowania twarzy potrzebować będziesz także odpowiednich pędzli. Do bronzera na początek najlepiej sprawdzi się ścięty i puchaty, zaś do rozświetlacza w kształcie wachlarza. Do różu wybierz pędzel podobny jak do blendowania cieni, ale większy.

KONTUROWANIE TWARZY – NA SUCHO CZY NA MOKRO?

Jak już wcześniej wspomniałam, jeśli dopiero zaczynasz swoją przygodę z konturowaniem zdecydowanie lepszym wyborem będą kosmetyki suche. Są zdecydowanie łatwiejsze w aplikacji i przyjemniejsze w nauce. Konturowanie zawsze można rozpocząć od nałożenia niewielkiej ilości produktu i stopniować jego intensywność. Przy produktach na mokro jest już nieco trudniej i technika ta wymaga zdecydowanie większego poziomu umiejętności, aby na koniec nie zostać z plamą na twarzy. Profesjonalne makijażystki łączą te dwie techniki, dzięki temu całość wygląda super naturalnie a jednocześnie zachowując trwałość przez wiele godzin.

Jestem ciekawa czy w Waszym codziennym makijażu jest miejsce na konturowanie twarzy?

Mogłoby się wydawać, że w swojej kolekcji mam już tak wiele paletek do makijażu, że nie ma takiego odcienia, którego bym w nich nie znalazła. Nie zmienia to jednak faktu, że każda kolejna nowość cholernie mnie kusi i zwykle kończy się tym, że tak czy inaczej muszę znaleźć dla niej miejsce w swojej toaletce. Choć ogromnie sobie cenię palety z wyższej półki tj. ABH czy Huda Beauty, to uwielbiam szukać perełek wśród tańszych zamienników. Dziś zapraszam na recenzję nowej palety – Eveline Angel Dream, której kolory doskonale sprawdzą się w jesiennych makijażach.

EVELINE ANGEL DREAM – PLUSY I MINUSY

Zacznę od opakowania, które z jednej strony bardzo mi się podoba pod względem wizualnym, zaś z drugiej uważam, że jest zbyt duże gabarytowo. Mam na myśli fakt, że cienie zajmują niewielką powierzchnię opakowania, przez co do podróżnej kosmetyczki raczej się nie zmieści. Wielka szkoda, bo cienie mają piękne kolory. Na plus zasługuje jednak jakość wykonania samego opakowania, sposobu otwierania ( magnez ) i lusterko. Dołączona jest także pacynka – u mnie poszła od razu w kosz. Myślę, że pod tym kątem marka Eveline mogła zdecydować się na pędzelek. Pigmentacja również jest na całkiem dobrym poziomie, choć niektóre odcienie nieco się osypują. W palecie znajdują się zarówno matowe jak i błyszczące cienie, a kombinacja kolorów pozwala uzyskać zarówno delikatny, dzienny makijaż jak również coś z pazurem. Aby wzmocnić nasycenie kolorów oraz trwałość wykonanego makeupu niezbędne jest użycie dodatkowo bazy pod cienie, co jednak nie jest niczym zaskakującym w przypadku paletek drogeryjnych.

eveline angel dream recenzja
paletka eveline angel dream

EVELINE ANGEL DREAM – SWATCHE I MAKIJAŻ

Paletkę testuję od ponad miesiąca sięgając po nią regularnie. Polubiłam się z kolorami będącymi jej zawartością. Pracuje się nią dobrze, choć jak już wcześniej wspomniałam cienie, zwłaszcza niektóre nieco się osypują. Blendowanie nie sprawia większych problemów, a kolory dobrze łączą się ze sobą. Moja powieka jest opadająca i nie trzyma dobrze cieni, więc absolutną koniecznością jest użycie dodatkowo bazy pod cienie.
Więcej moich makijaży znajdziecie na moim kanale youtube.

eveline angel dream swatche
angel dream swatche


WARTO PRZECZYTAĆ: HUDA BEAUTY – CORAL OBSESSION: RECENZJA, SWATCHE, MAKIJAŻE

paleta drogeryjna makijaż eveline angel dream

PALETKA ANGEL DREAM – DLA KOGO?

Jako, że cienie w palecie Angel Dream to głównie brązy, a więc najbardziej uniwersalne kolory to tak naprawdę sprawdzi się ona u każdego. Szczególnie będą ładnie podkreślać zielony kolor tęczówki. Cena paletki to ok 45 złotych, więc można powiedzieć, że jest bardzo przystępna. Niestety minusem jest jej sporych rozmiarów opakowanie. Jeśli więc dysponujecie niewielką ilością miejsca bądź trzymacie tego rodzaju produkty w kosmetyczce to nie koniecznie będzie to dobry wybór.

Podsumowując. Marka Eveline ma wiele kosmetycznych perełek i paleta Angel Dream mogłaby być jedną z nich gdyby nie kilka mocnych minusów. Jestem ciekawa jaka jest Wasza opinia na jej temat?

Przygotowania do wiosennego sezonu w świecie Beauty trwają w najlepsze. Marki coraz che†niej stawiają na kolor, a przez to moja lista zakupowa robi się coraz dłuższa. Kusi mnie kilka nowości jeśli chodzi o palety do makijażu, które jak wiecie uwielbiam testować. Z pewnością w najbliższym czasie testów kosmetyków kolorowych pojawi się tutaj całkiem sporo.
Muszę przyznać, że nie jestem zwolenniczką zakupów jakichkolwiek cieni do powiek w drogeriach. Na palcach jednej ręki zliczę paletki, które zrobiły na mnie jakiekolwiek wrażenie. Zdecydowanie więcej jest tych, o których ciężko powiedzieć cokolwiek dobrego. Niedawno, całkiem przypadkiem ( z klubu Wizażu ) trafiły do mnie nowości od Maybelline, z których w szczególności zainteresowała mnie paletka cieni. Czy jest warta zainteresowania?
recenzja na blogu tinaha

LEMONADE CRAZE: PIERWSZE WRAŻENIE

Muszę przyznać, że paleta na pierwszy rzut oka prezentuje się interesująco, żółty kolor opakowania skutecznie przyciąga wzrok, a przy okazji od razu widać jej zawartość. W środku znajduje się 12 cieni do powiek o zróżnicowanej gramaturze. Początkowo miałam mylne wrażenie, że cztery większe kosteczki to rozświetlacze i bronzer, jednak jak się okazało to również są cienie. Być może producent sugeruje, że będą one najcześciej używane. Kolory tworzą ciekawą kompozycję, gdyż z jednej strony dominują tutaj neutralne barwy, ale z drugiej jest kilka bardziej odważnych odcieni. Do paletki nie jest dołączony żaden pędzel ani aplikator, co rzadko zdarza się przy drogeryjnych produktach. Osobiście mi to nie przeszkadza, bo nigdy z nich nie korzystam. Paletka jest bardzo lekka, a sam plastik, z którego jest wykonana niestety nie wygląda na zbyt wytrzymały.
 
recenzja na blogu tinaha
 

LEMONADE CRAZE: KOLORY, PIGMENTACJA, SWATCHE

recenzja na blogu tinaha
Paleta złożona z 12 cieni tworzy całkiem przyjemną kompozycję. Są tu kolory, które pozwolą stworzyć zarówno dzienny makijaż jak i taki z odrobiną szaleństwa. Każdy odcień ma swoją nazwę, co uważam za świetny pomysł. Choć kolory na swatchach wypadają nienajgorzej, a w przypadku niektórych ( sugar coated, lemonade craze czy ice pop ) nawet przyzwoicie, to przy pracy pędzlami jest już gorzej. Aby wydobyć pigment trzeba nieźle się napracować nakładając nawet kilka warstw. Nie jest to więc paletka, którą zrobicie szybki i efektowny makijaż. Najlepiej ze wszystkich spisuje się tytułowy cień, ale to zdecydowanie za mało aby wywołać u mnie zachwyt ( choć za żółtym szaleje w ostatnim czasie ).
recenzja blog
 Zdaję sobie sprawę, że nie jest to paletka wysoko-półkowa, ale ciężko porównać ją choćby do marki MUR, która nie raz pokazała, że niedrogie palety mogą kryć w sobie moc. Podsumowując cienie nie są tak intensywne jak bym sobie życzyła, ale jeśli zależy Wam jedynie na dodaniu odrobiny charakteru dziennemu makijażowi to z pewnością się nie zawiedziecie.
tinaha.pl

MAYBELLINE LEMONADE CRAZE – HIT CZY KIT?

Stojąca na półkach drogerii paleta Lemonade Craze poza przyciągającym wzrok opakowaniem nie wyróżnia się specjalnie na tle swoich koleżanek. Mimo, że kolory są ciekawe, to niestety pigmentacja i trwałość cieni pozostawiają wiele do życzenia. W cenie obowiązującej stacjonarnie choćby w Rossmannie czyli ponad 77,99 złotych nie poleciłabym jej nikomu, jednak online jest dostępna z ułamek tej kwoty ( ok. 25 pln ), co uważam, że jest bardziej odpowiednią kwotą jaką można przeznaczyć na ten produkt.
tinaha.pl
Paletkę testowałam kilkakrotnie i w żadnym wypadku nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Zdecydowanie liczyłam na więcej intensywności i miałam nadzieję, że w ciekawym opakowaniu kryje się równie interesująca zawartość. Niestety w mojej ocenie to bardziej kit, niż hitowy produkt.
Jestem ciekawa czy macie wśród marki Maybelline swoich kosmetycznych ulubieńców? Podzielcie się koniecznie!
Choć pomady od dłuższego czasu plasują się na pierwszej pozycji popularności wśród produktów do brwi to jednak osobiście o wiele chętniej sięgam po tradycyjną kredkę. Ostatnio robiąc porządki w swojej toaletce natrafiłam na całkiem pokaźną ilość produktów do brwi, w tym 4 kredki. Aż trzy z nich są w niemal nienaruszonym stanie, dlaczego? Bo kupione były pod wpływem chwili, na promocji bez wcześniejszej analizy. Jako, że każda z nich jest na swój sposób inna, a ponadto różni się ceną postanowiłam stworzyć zestawienie porównawcze. Od najtańszej do najdroższej.
wibo, essence, maybelline, nabla

1. ESSENCE SUPERLAST 24H

 
kredka do brwi
 
 
Zestawienie zaczniemy od najtańszej kredki, a właściwie pomady w kredce czyli Essence Superlast 24H, której cena waha się w granicach 9-12 złotych. Opakowanie to z jednej strony  wysuwana pomada, z drugiej zaś gumowa szczoteczka o przedziwnym wyglądzie oraz ukryta wewnątrz opakowania temperówka ( za do duży plus ). Na minus niestety zasługuje kolorystyka – ta ograniczona jest do 3 odcieni – blond, brąz, ciemny brąz. To sprawia, że naprawdę trzeba mieć fart, aby dobrać kolor idealnie. Końcówka kredki jest zaokrąglona, a sama konsystencja odrobine zbyt za twarda i pozostawiająca grudki. Szczoteczka niestety jest … ciężka w obyciu. Osobiście nie rozumiem jej działania. Mój kolor to 20 – brown i niestety jest zdecydowanie za ciepłym odcieniem. Choć kredka jest całkiem tania, to raczej nie znalazłam tutaj zbyt wiele zalet aby wypróbować ciemniejszą wersję.
Szczoteczki od lewej: Nabla, Maybelline, Wibo, Essence

2. WIBO FEATHER BROW CREATOR

 
 
Kredka zamknięta jest w smukłym opakowaniu i wraz z niską ceną ( 15-16 złotych ) to jedyne jej zalety. Z jednej strony mamy precyzyjny rysik o zaokrąglonej końcówce i cholernie twardej konsystencji, a z drugiej szczoteczkę, która wygląda bardzo tandetnie. Wibo Feather Brow Creator dostępna jest w zaledwie dwóch odcieniach – soft brown oraz dark brown. Ja posiadam jaśniejszą wersję, która ma jeszcze gorszy odcień od poprzednika.
Od lewej: Nabla, Maybelline, Wibo, Essence

3. MAYBELLINE TOTAL TEMPTATION 

 
 
Kredka od Maybelline choć do najtańszych nie należy ( jej cena w Rossmannie to 37,99 pln ) to naprawdę warta jej swojej ceny. Po pierwsze końcówka, która jest ścięta w bardzo przemyślany sposób, dzięki czemu pracuje się nią bardzo wygodnie. Z drugiej strony szczoteczka, która jest zaokrąglona i choć początkowo nie byłam do niej przekonana to sprawdza się naprawdę dobrze. Kredka dostępna jest w trzech odcieniach: Soft Brown, Medium Brown oraz Deep Brown. W tym przypadku mam na stanie tę ostatnią i jest to idealny dla mnie kolor. Muszę przyznać, że przed bardzo długi czas była dla mnie niezastąpiona.

4. NABLA BROW DIVINE

 
 
Ostatnia pozycja w zestawieniu, kredka marki Nabla, której cena waha się w granicach 52-55 złotych. Zamknięta jest w smukłym opakowaniu całkiem podobnym konstrukcyjnie do Wibo, ale w bardziej eleganckim wydaniu. W tym przypadku do wyboru jest aż 5 odcieni i niestety nic nie mówiących nazwach: Venus, Mercury, Neptune, Jupiter, Uranus. Z jednej strony znajduje się bardzo smukła końcówka o średnio twardej konsystencji, z drugiej zaś genialna szczoteczka. ( porównywalna do kredek z ABH ). Kredką pracuję się przyjemnie, a odcień – w moim przypadku Neptune jest idealnie do mnie dopasowany. Jest odrobinę cieplejszy od poprzednika, ale zdecydowanie chłodniejszy od Wibo czy Essemce. Tak idealnie wyważony.
Od góry: Essence, Wibo, Maybelline, Nabla

KTÓRA KREDKA JEST NAJLEPSZA? 

 
Nie zawsze najtańsze znaczy gorsze, a najdroższe niezastąpione. Choć kredka z Nabli jest naprawdę świetna, to jej cena już niekoniecznie. Dwie najtańsze kredki okazały się być niewypałem ze względu na zbyt ciepły odcień, a najlepszą i najbardziej polecaną przeze mnie jest kredka Maybelline. Myślę, że warto polować na promocje w drogeriach online lub stacjonarnie na -55%, które zapewne w kwietniu pojawi się w Rossmannie.
 
 
Jestem ciekawa czego aktualnie używacie do stylizacji brwi? Chętnie poznam Waszych ulubieńców w tej kategorii! 
 
 
Zakupy w Internecie to czysta przyjemność i wygoda, jednak w przypadku markowych produktów trzeba niezwykle uważać aby nie zostać oszukanym. Często naprawdę ciężko odróżnić oryginał od repliki, dlatego w dzisiejszym wpisie chce pokazać Wam w jaki sposób możecie rozpoznać podrobioną paletkę marki Huda Beauty. Ciekawa jestem, czy patrząc na poniższe zdjęcie jesteście w stanie rozpoznać oryginał?

1. ŹRÓDŁO ZAKUPU 

 
Pierwsza i najbardziej oczywista zasada, jednak część kupujących popełnia ten błąd. Decydując się na zakup paletki, nie tylko od Huda Beauty ale również innych drogich marek warto wybrać autoryzowanego sprzedawce. W Polsce marka dostępna jest na wyłączność w Sephorze, choć ja osobiście swoją paletę zamawiałam na Cult Beauty.  Czas oczekiwania jest nieco dłuższy, ale pod względem cenowym jest korzystniej. Coś za coś. Zdecydowanie nie polecam zakupu paletki na portalach typu allegro czy olx. No chyba, że używaną z paragonem.

2. PODEJRZANIE NISKA CENA 

 
Kupując online lubimy oszczędzać, wiec szukamy najlepszych okazji cenowych. Sama staram się korzystać z wszelkich rabatów, ale kiedy widzę podejrzanie niską cenę zapala mi się czerwona lampka. Tobie również powinna! Podobnie jak już wspomniałam w poprzednim punkcie, na allegro znajdziecie pełno produktów Huda w śmiesznie niskich cenach – są to podróbki sprowadzane z Aliexpress. Sama na potrzeby tego wpisu sprowadziłam z Chin paletę Amethyst Obssesions. ( nie podlinkuję Wam jej ). 
 
 
 

3. WYGLĄD OPAKOWANIA

 
Choć na pierwszy rzut oka paletki wyglądają podobnie, to jednak różni je kilka detali. Mimo że napisy są całkiem dobrze odwzorowane to grafika już niekoniecznie. Niektóre elementy znajdujące się na wierzchu powinny być błyszczące, a sprawiają jedynie wrażenie brokatowych. Palety zamykane są na magnes, jednak w przypadku podróbki od razu w oczy rzuca się jego umiejscowienie, podczas gdy w oryginalnej palecie jest on nie widoczny.
Po lewej podróbka, po prawej oryginał 

4. KOLORY I PIGMENTACJA 

 
Co prawda porównuję dwie różne kolorystycznie palety, jednak wpisując w grafice Google nazwę palety znajdziecie zdjęcia kolorów i różnicę widać od razu. W oryginalnej palecie Amethyst kolory są dość stonowane, a w podróbce bardziej intensywne, co jednak nie przekłada się na pigmentację. Aby zrobić swatche naprawdę musiałam wykazać się siłą i kilka razy potrzeć palcem po danym kolorze, aby na ręce było go dobrze widać. Przy oryginalnej palecie nie ma z tym najmniejszego problemu, gdyż wystarczy delikatne muśniecie aby wydobyć pełnię koloru. Ogromną różnicę widać przy foliowych cieniach, które w przypadku podróby wyglądają na tandetnie brokatowe.

5. TYŁ OPAKOWANIA, KOD KRESKOWY 

 
Choć treść w przypadku obu paletek jest identyczna to jednak widać różnice w czcionkach, układzie tekstu. Na oryginalnej palecie wszystkie napisy są umieszczone na naklejce, zaś w przypadku podróbki całość jest nadrukowana na opakowaniu. Warto przyjrzeć się dodatkowemu kodowaniu, którego brakuje na podrobionej palecie.
Nie wiem, czy wiedzieliście ale skanując kod kreskowy powinniście przejść na stronę danego produktu, zaś wpisując go w google w wyniku wyszukiwania otrzymać dany produkt jak na tacy. Tak dzieje się w przypadku oryginalnego produktu. Przy replice widać, że ktoś próbował zrobić to dobrze, bo przekierowuje nas na stronę Hudy jednak do całkiem innego kosmetyków. Podejrzewam, że ten sam kod kreskowy znajduje się na wielu produktach.
Oczywistym jest fakt, że najbezpieczniej kupywać nowe produkty z autoryzowanych sklepów. Zdaję sobie jednak sprawę, że czasem może zdarzyć się okazja, np. ktoś wystawił używaną paletę na Allegro. Sama czasem sprzedaje kosmetyki, które kupuję wyłącznie do testów. Kupując paletę Huda z niepewnego źródła możecie sprawdzić jej oryginalność za pomocą powyższych wskazówek. Mam nadzieję, że post okaże się dla Was pomocny. Jeśli macie ochotę, abym stworzyła podobny wpis odnośnie innych produktów to koniecznie dajcie znać!
Nikogo raczej nie zdziwi fakt, że uwielbiam kosmetyki .. zwłaszcza te do makijażu. Jak to mówią ‘Kosmetyki do makijażu się używa, a nie zużywa’. Uwielbiam cieszyć nimi oko i zwyczajnie lubię mieć wybór kiedy siadam do makijażu. Jednocześnie nie jestem zwolenniczką wydawania fortuny na jeden produkt. Nie zliczę ile razy przekonałam się, że tańsze nie oznacza gorsze, a w moich zasobach kosmetycznych znajduje się mnóstwo perełek, które kosztowały grosze.
recenzja na blogu + swatche
Utwierdzona w przekonaniu ‘skoro nie widać różnicy to po co przepłacać’ raczej nigdy nie wydałam więcej niż 100 złotych na jeden produkt do makijażu. Doszłam jednak do wniosku, że tak naprawdę… wcale nie mam porównania, bo skąd mogę wiedzieć czy aby te droższe produkty nie są lepsze, skoro nie mam z nimi styczności. W ten sposób trafiła w moje ręce paleta Anastasia Beverly Hills – Modern Renaissance, która cena waha się w granicach 219 złotych. Do tanich więc nie należy.

ANASTASIA BEVERLY HILLS – MODERN RENAISSANCE

recenzja na blogu + swatche
Nie będzie to recenzja na zasadzie “wydałam kupę kasy, więc Wam polecę, abyście i wy się wykosztowali”. Nie jestem posiadaczką tej paletki, a jedynie użyczyłam ją na dwa miesiące w celu przetestowania i recenzowania, a właśnie także przekonania się czy jest mi potrzebna. ( Dziękuję Prawie Idealna za tę możliwość! ) Czy zdecyduję się na jej zakup?
Nigdy nie mówiłam, że paleta Modern Renaissance mi się nie podoba, wręcz odwrotnie – ta kolorystyka jest totalnie w moim stylu. Nie byłam jednak świadoma, że za wysoką ceną stoi taka jakość, z którą muszę przyznać nigdy nie miałam do czynienia. Jeśli o jakiejkolwiek palecie, którą recenzowałam napisałam ( bądź powiedziałam ), że pigmentacja jest super, to w przypadku tej paletki chyba zabraknie skali, aby sprawiedliwie ją ocenić. Zacznijmy jednak od początku …

OPAKOWANIE PALETY ABH

Paleta o minimalistycznym designie i welurowym wykończeniu w odcieniu fioletu. Wygląda całkiem niepozornie, więc całkiem nie luksusowo. Zamykana na magnes, wyposażona w lusterko. Od razu czuć, że wykonanie jest na wysokim poziomie i nic zaraz się nie rozpadnie.

Zachęcam do zaglądania na mój Instagram, gdzie codziennie publikuję zdjęcia i inspiruję. 

KOLORY, PIGMENTACJA, SWATCHE

 
Paleta zawiera 14 cieni – większość w ciepłej tonacji. Znajdują się tutaj klasyczne brązy, rudości, burgundy i cudownie wykańczające makijaż odcienie złota. Pigmentacja, jak już wspomniałam zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Ponadto cienie są niesamowicie aksamitne w dotyku, cudownie się nimi pracuje i wykazują zdecydowanie lepszą trwałość nawet na opadającej powiece.

MOJA OPINIA

 
Myślę, że po przeczytaniu poprzednich akapitów nie zdziwi nikogo fakt, że paleta ABH skradła moje serce i jest obecnie na czele mojej listy zakupowej. Mimo, że w moich zasobach znajduje się niemalże 20 palet cieni o szerokiej gamie odcieni to jednak te cienie mają w sobie coś wyjątkowego. Praca z nimi to absolutna przyjemność, a przemyślana kolorystyka pozwala na stworzenie zarówno dziennego jak i wieczorowego makijażu, ale także daje mi się wyszaleć! ( wiecie, że lubię kombinować i szaleć z kolorami )
Myślę, że po tak intensywnych testach jestem w stanie wydać ponad 200 złotych na paletkę, co zwykle jest dla mnie zawrotną kwotą jak za kosmetyk. Nie mniej jednak po konsultacji z Asią ( Prawie Idealna ) doszłam do wniosku, że zdecyduję się na inną paletę z kolekcji ABH, aby móc przetestować coś absolutnie nowego, jednocześnie niemając obaw o jakość.

Jak myślicie, którą paletkę Anastasi Beverly Hills wybiorę?