PROSTE CZY KRĘCONE? PROSTOWNICA REMINGTON S6500

11:36

PROSTE CZY KRĘCONE? PROSTOWNICA REMINGTON S6500

Jako, że moimi odbiorcami są głównie kobiety to nikogo nie zdziwi stwierdzenie, że jestem mistrzynią niezdecydowania. Nieważne czy chodzi o ważne życiowe decyzje czy wybór żelu pod prysznic. Podobnie mam z włosami, które zazwyczaj  wyglądają na kręcone, choć w mojej ocenie jest to bardziej "artystyczny nieład". Często kombinuję z nimi jak mogę: kręcę, prostuję, zaplatam w warkocze.



Jeśli śledzicie moje social media to z pewnością już wiecie, że zostałam ambasadorką sklepu Neo24.pl we współpracy z marką Remington. Na czym polega moje zadanie? Testuję sprzęty, a potem albo je Wam polecam albo odradzam. Dzisiaj pod lupę biorę prostownicę Remington S6500. Jak już wspomniałam, moje włosy to istny chaos, więc świetnie nadają się do testów. 

ZALETY I WADY PROSTOWNICY 



Remington S6500 Sleek&Curl to tak naprawdę urządzenie dwufunkcyjne - oprócz prostowania możemy nim również kręcić loki. W pudełku oprócz sprzętu znajdują się dokumenty ( gwarancja aż 3 lata ), płyta  DVD z włosowymi inspiracjami oraz etui odporne na wysokie temperaturę. Prostownica ma świetny i minimalistyczny design i co najważniejsze jest leciutka, więc ręka nie męczy się przy długotrwałej stylizacji włosów. Sprzęt wyposażony jest w wyświetlacz LCD z możliwością regulacji temperatury w zakresie 150ºC - 235ºC.  Do zalet z pewnością mogę zaliczyć też obrotowy przewód oraz długie płytki prostujące ( 110 mm ).  


Prostownicę można zablokować w stanie zamkniętym, co w połączeniu z etui pozwala na spakowanie jej nawet gdy jest jeszcze gorąca. Dla zapominalskich ważna funkcja - sprzęt automatycznie wyłączy się po 60 minutach. Minusem, który zauważyłam podczas długich testów jest nadmierne nagrzewanie się konstrukcji, więc trzeba uważać.


MOJE WRAŻENIA

Uwielbiam siebie w wyprostowanych włosach, choć nieczęsto mam ochotę na długotrwałe męczenie włosów. Tutaj nie ma z tym problemu, gdyż prostownica jest gotowa do użycia w 15 sekund, a jedno pasmo włosów wystarczy przeciągnąć nagrzanymi płytkami dwa razy. Podoba mi się, że efekt końcowy jest bardzo naturalny, a włosy nie wyglądają na oklapnięte. Prostowanie całej głowy zajmuje zaledwie 10 minut, więc uważam, że to świetny wynik. 



Niestety kręcenie loków przy mojej długości wymaga więcej praktyki - w tej kwestii poradziłam sobie zdecydowanie gorzej, gdyż udało mi się podkręcić zaledwie kilka pasm. Nie obyło się tutaj bez poparzonego paluszka, gdyż tak jak wspominałam część na której znajdują się płytki dość mocno nagrzewa się również od zewnątrz. Na szczęście moje włosy z natury są "kręcone" więc w stylizacji ich zależy mi głównie na ich wyprostowaniu. Uważam jednak, że podwójna funkcjonalność sprzętu do spora zaleta.

naturalnie kręcone czy wyprostowane?

 Bardzo podoba mi się również możliwość ustawienia temperatury, dzięki czemu mogę dostosować ją do moich potrzeb.  Wszystkich poszukujących dobrego sprzętu ucieszy również fakt, że prostownica kosztuje poniżej 100 złotych i jest dostępna w sklepie Neo24.pl z darmową wysyłką! Podsumowując bardzo polubiłam się z urządzeniem od Remingtona i z pewnością częściej zobaczycie mnie w wyprostowanych włosach. 


A jak to jest z Waszymi włosami - wolicie proste czy kręcone?



PIELĘGNACJA SKÓRY PO CIĄŻY - KREM Z PAPAJĄ NA BLIZNY I ROZSTĘPY

18:32

PIELĘGNACJA SKÓRY PO CIĄŻY - KREM Z PAPAJĄ NA BLIZNY I ROZSTĘPY

Ciąża to naprawdę piękny okres, ale również ogromne wyzwanie dla kobiecego ciała. Skóra, szczególnie na brzuchu niezwykle się rozciąga aby dopasować się do rozwijającego wewnątrz maluszka. Nic więc dziwnego, że powrót do figury sprzed ciąży jest niezwykle trudne. Na szczęście firmy kosmetyczne nie próżnują i na wyciągniecie ręki mamy szereg kosmetyków wspomagających redukcję rozstępów czy blizn, a także uelastycznienie skóry. Wybierając kosmetyki dużą uwagę zwracam na skład produktu, ale jestem także wzrokowcem więc liczy się także wygląd i funkcjonalność samego opakowania. Wiem, to okropne, ale kosmetyk musi do mnie przemawiać.



PURE Papaya Care, to marka, której głównym składnikiem jest owoc papai będący źródłem witaminy C, minerałów oraz enzymów. Krem Papaya Renew ma za zadanie zniwelować wszelkie blizny i rozstępy, o które w ciąży nie trudno. Warto wspomnieć, że jest to produkt wegański i nie zawiera oleju mineralnego oraz palmowego, siarczanów, parabenów czy silikonów. Skoro jesteśmy już przy składzie to warto wspomnieć o tych najbardziej drogocennych: gotu kola czyli wąkrota azjatycka łagodzi stany zapalne, wspomaga produkcję kolagenu typu I, hamuje akumulację tkanki bliznowatej, minimalizuje powstawanie blizn), rumianek ( działa kojąco i łagodząco), olej tamanu (przyśpiesza gojenie i wspiera proces odnowy naskórka ) oraz oleje: makadamia, z dzikiej róży czy migdałowygłęboko nawilżają skórę i tworzą warstwę ochronną, bogate w witaminę E i kwasy tłuszczowe, wspierają proces regeneracji naskórka). Zainteresowanych pełnym składem ( a ten jest bardzo dobry! ) odsyłam na stronę Helfy.pl, gdzie dostępny jest w cenie 69 złotych.  



Krem zamknięty jest w czarnej tubie ( 100 ml ) o matowym wykończeniu i przyjemnej dla oka szacie graficznej. Konsystencja jest niezbyt gęsta, szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiego filmu. Niestety zapach kosmetyku nie przypadł mi do gustu i na złość jest dość intensywny i długo się utrzymuje. Po aplikacji kremu odczuwalne jest przyjemne uczucie chłodzenia. Na plus oceniam również wydajność kremu gdyż przy stosowaniu wyłącznie na brzuch spokojnie wystarczy na kilka miesięcy. 



Należę do osób, które wolą zapobiegać niż leczyć więc przez całą ciążę przykładałam sporo uwagi do pielęgnacji ciała ze szczególnym naciskiem na partie brzucha, biust oraz uda. Systematyczność sprawiła, że po porodzie nie miałam większych problemów z rozstępami czy bliznami, Polecam więc sięgnąć po specjalistyczny krem już na początku ciąży, gdyż produkt ma również właściwości ujędrniające co z pewnością ułatwi skórze powrót do swoich rozmiarów po porodzie. 



Jestem ciekawa czy dla Was skład ma kluczowe znaczenie przy wyborze kosmetyków?

Jak pielęgnować intensywnie czerwone włosy?

14:16

Jak pielęgnować intensywnie czerwone włosy?

Czerwień na głowie niemal stała się moją wizytówką, ludzie zazwyczaj mnie kojarzą właśnie po kolorze włosów. Ten wyrazisty odcień towarzyszy mi nieustannie od 3 lat i jeszcze się nie znudził, choć czasem mam ochotę zaszaleć odrobinę bardziej. Nie ma dnia, żebym nie słyszała pozytywnego komentarza na ich temat. Często pytacie mnie również jakiej farby używam, więc napisałam o tym osobny wpis. Niestety za pięknie wyglądającymi włosami stoi masa pracy, bo kolor niestety szybko się wypłukuje więc farbowanie odbywa się dość często. Jak możecie się domyśleć robie wszystko aby utrzymać je w miarę dobrej kondycji.





Pielęgnacja włosów farbowanych na czerwono jest podwójnie trudna - z jednej strony ważne jest ich odżywienie i nawilżenie a z drugiej to nieustanna walka o utrzymanie intensywności koloru możliwie jak najdłużej. Kilku fryzjerów stanowczo odradzało mi ognisty odcień gdyż nie dość, że moje włosy są wysoko-porowate to dodatkowo są kręcone więc kolor nie chce się ich trzymać. Ja jednak uwielbiam siebie w takim wydaniu więc stosuję przeróżne kosmetyki, aby podwójnie o nie zadbać.



Jakiś czas temu firma JOICO ( która ma najlepszy olejek do włosów ever ) sprezentowała mi  niespodziankę - kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji włosów farbowanych na czerwono. Przyznam szczerze, że byłam bardzo zaskoczona, bo nawet nie podejrzewałam, że istnieją tak specjalistyczne produkty. Zestaw z linii Color Infuse Red składa się z szamponu oraz odżywki, ale w przesyłce znalazłam także najnowszy olejek dwufazowy Luster Lock z serii K-Pak Color Therapy. Dzisiaj przygotowałam Wam recenzję tego trio po miesiącu stosowania. 


Zarówno szampon jak i odżywka zamknięte są w dużych butlach ( 300 ml ) z otwarciem typu klik. Szata graficzna utrzymana jest w intensywnej czerwieni co z pewnością wyróżnia je na tle innych kosmetyków. Produkty mają gęstą konsystencję o mocno-bordowym kolorze a także niezwykle przyjemnej woni z dominującą nutą wiśni. Ahh cudowny jest ten zapach!




Jak stosuję kosmetyki?

Aplikowanie szamponu nieróżni się niczym od tradycyjnego mycia głowy z tym wyjątkiem, że zostawiamy produkt na włosach na 2-3 minuty i dopiero spłukujemy. W identyczny sposób nakładam odżywkę, jednak w tym przypadku skupiam się na długości włosów od ucha, aż do końcówek. Warto wspomnieć, że produkt nie ma działania koloryzującego więc nie ma obaw o zafarbowanie skóry głowy czy twarzy. Nie zalecane jest używania produktów na brwiach czy rzęsach. Zestawu używam średnio 2 razy w tygodniu bo z taką częstotliwością myję włosy.




Jakie działanie ma linia Color Infuse Red?

Zadaniem podstawowym produktów jest utrzymanie koloru i w tej kwestii jestem w pełni zadowolona. Dzięki obu kosmetykom odkładam farbowanie w czasie, przez co nie narażam ich na szkodliwe działanie składników farby. Całe szczęście moje włosy rosną w zaskakująco żółwim tempie, więc z odrostami również nie mam problemu. Oczywiście utrzymanie czerwieni to nie wszystko, bo liczy się też nawilżenie i wygładzenie struktury włosów. Po czym poznaję, że odżywka dobrze się sprawdza? Moje włosy rozczesują się bez większych problemów - a uwierzcie, że to nie takie oczywiste.




Duży wpływ na kondycję moich włosów mają także olejki, których używam po każdym myciu. Obecnie stosuję Luster Lock, czyli dwufazowy produkt o wygodnym aplikatorze w formie sprayu, dzięki czemu rozprowadza się szybko i równomiernie. Już po kilku użyciach zauważyłam, że włosy odzyskały blask i stały się przyjemniejsze w dotyku. Spray ma w sobie kilka drogocennych składników aktywnych, takich jak: olejek manketti oraz arganowy, witaminę E, mieszankę wartościowych peptydów, filtry UV czy argininę. 
Muszę przyznać, że produkty miały nie łatwe zadanie, bo przez moje ręce przewinęła się cała masa kosmetyków do włosów więc moje oczekiwania są naprawdę wysokie. 

Podsumowując, zarówno zestaw szampon + odżywka jak i dwufazowy olejek oceniam bardzo pozytywnie i dziękuję marce Joico za możliwość zapoznania się z tymi produktami i co najważniejsze wsparcia mojej walki o intensywny kolor.  Więcej informacji o produktach znajdziecie na stronie producenta. 

Jestem ciekawa czy znacie firmę Joico? Jeśli tak, to koniecznie dajcie znać jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk tej marki!

Kosmetyczni ulubieńcy kwietnia ( 2018 )

17:13

Kosmetyczni ulubieńcy kwietnia ( 2018 )

Muszę Wam się przyznać, że wiosna to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Wszystko budzi się do życia, robi się kolorowo a ja czuję jakąś wewnętrzną dawkę motywacji. Po prostu lubię kiedy jest ciepło, ale nie zbyt gorąco. Pogoda w sam raz dla mnie. Dzisiaj zapraszam was na podsumowanie kwietnia w postaci ulubieńców. Jak co miesiąc prezentuję Wam zestawienie kosmetyków, których używałam najczęściej bądź zrobiły na mnie wyjątkowe wrażenie.




MAKIJAŻ 
Nie ukrywajmy, kwiecień pod względem produktów do makijażu należał do Rossmanna i promocji -55%. Co prawda nie poszalałam podczas wyprzedaży, ale kupiłam kilka ciekawych kosmetyków, z których aż dwa okazały się prawdziwymi hitami.


EVELINE VOLUMIX FIBERLAST



Maskara ze szczoteczką silikonową o bardzo nietypowym kształcie. Jest zaokrąglona i włoski ma tylko na jednej linii, przez co wydaje się być mała i bardzo nie winna. Nic bardziej mylnego, gdyż pięknie rozdziela rzęsy i bez problemu dociera w kąciki oka. Sam w sobie tusz nie skleja włosków i nie jest zbyt mokry, więc nie odbija się na powiece. Uwielbiam ją nie tylko za efekt jaki daje maskara, ale także jej cena sprawia, że to prawdziwa perełka.


LOVELY PEACH DESIRE



Ta niewielkich rozmiarów paletka o niestety dość kiepskim wykonaniu opakowania skrywa w sobie 7 doskonale skomponowanych cieni w ciepłych barwach. Kolory nie tylko są piękne, ale mają niesamowitą pigmentację i świetnie się nimi pracuje. Niestety niektóre z nich nieco się osypują, ale dla mnie to nie problem. Paletka kosztuje w granicach 20 złotych i doskonale sprawdza się w podróżnej kosmetyczce.


PIELĘGNACJA 


Jak zawsze w tej kategorii sporo się dzieje na moim blogu, więc nie mogło zabraknąć w zestawieniu kilku produktów, po które sięgałam najczęściej w ubiegłym miesiącu.



LOVE YOUR BODY PEELING


Moja skóra uwielbia kawę dlatego z przyjemnością sięgam po nią w kosmetykach. W tym przypadku oprócz rewelacyjnego działania mamy obłędny kokosowy zapach. To jest tak niesamowite połączenie, że gdybym mogła to używałabym go non stop! Co prawda wanna po kąpieli wygląda jak po jakiejś katastrofie, ale wygładzona i miękka skóra wynagradza wszystko.


VICHY MINERAL 89 


Ostatnio nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgnacji bez serum, ale nie każde nadaje się pod makijaż, dlatego bardzo polubiłam się z nowością Vichy. Ma lekką wodnistą konsystencję i całkiem przyzwoity skład. Działa tak jak lubię - szybko i konkretnie. Najchętniej sięgam po niego rano po dokładnym oczyszczeniu twarzy. Ma sporą pojemność i jest niesamowicie wydajny, więc zdecydowanie warto w niego zainwestować.



BIOLOVE HAIR OIL



Olejowanie włosów przed myciem rozpoczęłam stosunkowo niedawno właśnie przy użyciu tego olejku i jestem niezwykle zadowolona z efektów. Kosmetyk nie tylko bajecznie pachnie, ale swietnie radzi sobie z moimi przesuszonymi włosami. Przede wszystkim końcówki są lepiej nawilżone i dzięki czemu fryzura lepiej się układa. Stosuję go dwa razy w tygodniu na 30 minut przed kąpielą.

BIELENDA MGIEŁKA KOKOS & ALOES




Wiosną i latem zamieniam ciężkie perfumy na lżejsze odpowiedniki. W tym przypadku mgiełka nie tylko ma piękny, świeży zapach, ale działa także odświeżająco i tonizująco. Uwielbiam sięgać po nią w trakcie upalnego dnia, bo daje fajne uczucie chłodzenia. Jestem ciekawa reszty produktów z linii hydra care. 


Jestem ciekawa jakie kosmetyki podbiły Wasze serca w minionym miesiącu, a może znacie któryś z moich ulubieńców? Czekam na Wasz komentarze!



Kultowy podkład od Pierre Rene: Skin Balance Cover - recenzja, swatche oraz makijaż

16:00

Kultowy podkład od Pierre Rene: Skin Balance Cover - recenzja, swatche oraz makijaż

Przygotowując się do dzisiejszego wpisu zdałam sobie sprawę, że bardzo rzadko piszę tutaj o kolorówce, a sama chętnie szukam tego tematu na innych blogach. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, bo testuję cały ogrom kosmetyków do makijażu. O bohaterze dzisiejszego postu słyszałam same super alternatywy i miałam ogromną ochotę go kupić, ale patrząc na moje zapasy w toaletce odkładałam to ciagle na później. 



Wspominałam Wam już, że zostałam ambasadorką sieci drogerii Noel i w pierwszej przesyłce ambasadorskiej znalazłam właśnie go... kultowy już podkład Skin Balance Cover od Pierre Rene. Poddałam go intensywnym testom i dzisiaj mam dla Was pełną recenzję. Czy faktycznie jest czym się zachwycać? 



Zacznę od cech podstawowych produktu. Podkład Skin Balance Cover zamknięty jest szklanym opakowaniu z pompką, a sama szata graficzna jest stonowana i typowa dla marki Pierre Rene. Według producenta jest to wodoodporny podkład o mocnym kryciu. Mój kolor to 20. Champagne, czyli stosunkowo jasna wanilia bez dominacji ani żółtych ani różowych tonów. Pojemność to klasyczne 30 ml. Konsystencja fluidu jest lekka, niezbyt gęsta a samo krycie jest dość słabe, powiedziałabym, że lekkie w kierunku średniego. Warto dodać, że po ostatnio wykonanych badaniach moja cera okazała się być przesuszona choć zwykle mam problemy z błyszczeniem w strefie T.  Dodatkowo ostatnio zmagam się z niedoskonałościami i skłonnością do zapychania porów. 

od góry: świeża warstwa, po 5 minutach

Pierwsze wrażenie podkład zrobił całkiem dobre, bo sam kolor jest w punkt dla mojej cery i produkt utlenia się w niewielkim stopniu. Nieźle się nim pracuje zarówno pędzlem jak i gąbeczką, choć ma niestety tendencję do smużenia się, więc najlepiej stemplować go właśnie gąbką. Niestety zawiodłam się na obiecywanym przez producenta kryciu - które przy jednej "dziennej" warstwie jest naprawdę kiepskie. Dopiero po nałożeniu kolejnej udało się co nie co zakryć. Warto dodać, że podkład potrzebuje kilku minut do zastygnięcia, więc trzeba uważać aby przypadkiem nie rozmazać go palcem. Poniższe zdjęcia prezentują podkład zaraz po aplikacji ( po lewej ) oraz po przypudrowaniu i wykończeniu makijażu ( po prawej ). Jak widać kosmetyk niebywale podkreśla suche skórki i celowo też nie użyłam korektora.  


Na powyższych zdjęciach pod podkład nałożyłam nową bazę L'oreal Infallible wygładzająco - zwężającą pory, a całość przypudrowałam pudrem ryżowym Ecocera. Kolejnego dnia postanowiłam nałożyć podkład bez bazy, jednak efekt podkreślenia suchych skórek i wszelkich mankamentów był identyczny. Dodam też, że specjalnie wieczór wcześniej wykonałam solidny peeling twarzy. 



Powyżej możecie zobaczyć podkład po 6 godzinach od aplikacji. Niestety na minus oceniam nie tylko krycie, ale także trwałość bo makijaż po kilku godzinach nie prezentował się nawet umiarkowanie dobrze, było po prostu źle. Plusem jest to, że podkład nie zapycha skóry, a sam makijaż nie ciemnieje w ciagu dnia.



Podsumowując nie skreślam całkowicie tego podkładu, ale uważam, że nie nadaje się do suchej skóry. Z pewnością lepiej sprawdzi się u cer mieszanych w kierunku tłustej więc nie dziwię się, że wiele z Was jest z niego zadowolona. Na plus zdecydowanie zasługuje odcień, który w moim przypadku wpasował się świetne, ale poza nim dostępnych jest jeszcze 9 innych jasnych kolorów. W dobrej cenie znajdziecie go online w drogerii Noel.  Kto z Was się skusi?