NOWOŚĆ! FLOSLEK BALANCE T-ZONE: KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI CERY MIESZANEJ

5/25/2018

NOWOŚĆ! FLOSLEK BALANCE T-ZONE: KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI CERY MIESZANEJ

Zapewne podobnie jak ja, wiele z Was ma cerę mieszaną. Przesuszone policzki z mnóstwem wyprysków i błyszcząca strefa T. Znacie to? Na przeciw potrzebom tak wymagającej w pielęgnacji skórze wyszła firma Floslek, która wydała linię Balance T-Zone. Za pośrednictwem strony urodaizdrowie.pl otrzymałam do testów całą serię i dzisiaj przychodzę do Was z niezależną i wyłącznie moją opinią o produktach po dwóch tygodniach stosowania.



Pierwsze co rzuca się w oczy, to niezwykle wiosenna i gustowna szata graficzna opakowań. Wygląd kosmetyków z linii Balance T-zone kojarzy mi się ze orzeźwieniem i zapachem mięty, jednak ( niestety ) produkty są kompletnie bezzapachowe. W nowej serii znajdują się cztery kosmetyków: glinka myjąca 2w1, peeling z kwasami AHA, krem normalizujący na dzień oraz krem korygujący na noc. Warto wspomnieć, że aż 3 z nich są produktami wegańskimi ( z wyjątkiem kremu na noc ).
 Bardzo podoba mi się tłoczenie na opakowaniach, które widoczne jest po dokładnym przyjrzeniu się, co w połączeniu z miętowym kolorem i srebrnymi zdobieniami nadaje produktom klasy. Fajne jest również oznaczenie w postaci słoneczka bądź księżyca na każdym kosmetyku, co pomaga ustalić porę jego stosowania. Tak naprawdę to detale, ale moim zdaniem robią dobrą robotę. 

INSTANT DETOX 2W1 GLINKA MYJĄCA 



Glinka koalinowa o konsystencji gęstej pasty ma podwójnym zastosowaniu. Z jednej strony kosmetykiem do oczyszczania twarzy a z drugiej tradycyjną maseczką z glinki. Jako produkt do mycia twarzy stosuję glinkę rano i wieczorem. Skutecznie oczyszcza skórę z resztek makijażu i wszelkich zanieczyszczeń, a już po kilku użyciach zauważyłam, że cera zdecydowanie mniej się błyszczy. Niestety pasta kompletnie nie nadaje się do mycia przy użyciu szczoteczki sonicznej, która jest u mnie nieodłącznym elementem pielęgnacji. Ostatecznie mam mieszane uczucia, bo z jednej strony dobrze się sprawdza, a z drugiej doczyszczenie urządzenia po zabiegu to istny koszmar. 

W tej chwili najlepsze rozwiązanie jakie przyszło mi do głowy, to mycie twarzy glinką tylko z rana, przy użyciu dłoni. Wieczorem stosuję inny kosmetyk oczyszczający, który współgra z szczoteczką. 

Od lewej: glinka, peeling, krem na dzień, krem na noc

Glinkę wypróbowałam również jako maseczkę, którą stosuję 2 razy w tygodniu. Zwykle tego typu produkty zastygają do "skorupy" a tutaj zaskoczenie, maseczka mimo odczekania do 30 minut nadal była nieco mokra i choć nie lubię tego efektu zastygania to miałam wrażenie, że maska nie działa. Nic bardziej mylnego, gdyż po zmyciu jej cera była fajnie nawilżona oraz wygładzona bez uczucia ściągania. 

Sam produkt ma sporą pojemność - 125 ml, a dzięki konsystencji pasty jednorazowe zużycie jest niewielkie. Całkiem polubiłam to podwójne zastosowanie, gdyż w cenie  ( ok. 38 zł )jednego produkty mamy dwa. 

GOMMAGE PEELING Z KWASAMI AHA 



Jeśli czytacie mnie na bieżąco, to doskonale wiecie, że uwielbiam peelingi w żelu. Tutaj produkt wzbogacony jest o kwasy AHA, które świetnie złuszczają martwy naskórek przy czym sam zabieg jest niezwykle delikatny. Nakładamy go na zwilżoną buzię i masujemy do momentu, aż produkt zacznie się rolować. Następnie zmywamy całość wodą i gotowe. 
Zwykle peeling stosuję 2 razy w tygodniu, dlatego zaskoczyło mnie zalecenie producenta o codziennym nakładaniu produktu przez 7 dni, a dopiero następnie ograniczenie do dwóch razy. 
Efekt tego maratonu zdecydowanie pozytywnie mnie zaskoczył - cera jest maksymalnie wygładzona i przyjemna w dotyku. 
Peeling to zdecydowanie mój faworyt z tej linii produktów, uważam, że to innowacja na naszym rodzinym rynku więc brawo Laboratorium Floslek. Jego opakowanie i pojemność są identyczne z glinką, cena to 30 złotych. 


KREM NORMALIZUJĄCY SPF10



Bardzo przyjemny w użyciu krem o lekkiej konsystencji. Szybko się wchłania i dobrze sprawdza się pod makijaż. Ma wszystko czego moja skóra potrzebuje wiosną. Nie pozostawia lepkiego filmu więc od razu gotowy jest na nakładanie kolorówki. Wzbogacony jest o filtr SPF10, co jest dobrą wiadomością, choć bardziej ucieszyłabym się z większej ochrony. 
Co prawda od kilku miesięcy nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez serum więc na krok przed kremem nakładam booster Vichy Mineral 89. 
Kosmetyk jest warty uwagi, bo pozostawia absolutnie matowe wykończenie co przy dniach typu "no make up" jest u mnie bardzo pożądanym efektem. 
Krem ma pojemność 50 ml  ( kosztuje w granicach 30 złotych ) i troszeczkę żałuję, że nie ma zamknięcia typu klik. 

KREM KORYGUJĄCY Z KWASAMI AHA I PHA



Kosmetyk, który niestety najbardziej mnie rozczarował. Co prawda ma lekką, nieco wodnistą konsystencję i szybko się wchłania, ale od kremów na noc wymagam nieco więcej i zdecydowanie wolę bardziej treściwe produkty.  Krem daje znikome uczucie nawilżenia, które po chwili jest absolutnie niewyczuwalne,  dlatego obowiązkowo przed nim nakładam serum na bazie olejków od Resibo i w takim duecie krem jako tako się sprawdza. Niestety sam w sobie nie spełnia moich oczekiwań. Na jednym ze zdjęć wyżej możecie zobaczyć konsystencje każdego z produktów - jak widzicie krem na noc na mniej zbitą konsystencję od wersji na dzień. 
Plusem są zawarte w produkcie kwasy, które delikatnie złuszczają naskórek, a dodatkowo wzmacniają mechanizmy naprawcze skóry. 
Podobnie jak krem na dzień opakowanie ma 50 ml i jest w tej samej cenie - 30 złotych. 

FLOSLEK BALANCE T-ZONE 


Seria zrobiła na mnie całkiem pozytywne wrażenie, każdy z produktów ma przyzwoity skład i stosunkowo dobrą cenę. Największe wrażenie zrobił na mnie peeling, który z czystym sercem polecam każdej z Was. Całkiem polubiłam się również z glinką, którą co prawda używam bez szczoteczki sonicznej ale robi dobrą robotę. Niestety najmniej zachwyciły mnie oba kremy,  żaden z nich nie wywołał we mnie "wow". W serii produktów zdecydowanie zabrakło mi toniku, który jest nieodłącznym elementem mojej codziennej pielęgnacji oraz serum, po które równie chętnie sięgam.  Podsumowując, linią Balance T-zone powinny zainteresować się osoby z cerą mieszaną, które mają problemy z błyszczeniem skóry, a obecnie pogoda niestety bardzo temu sprzyja.  

Lubicie kosmetyki firmy Floslek? 


PROSTE CZY KRĘCONE? PROSTOWNICA REMINGTON S6500

5/23/2018

PROSTE CZY KRĘCONE? PROSTOWNICA REMINGTON S6500

Jako, że moimi odbiorcami są głównie kobiety to nikogo nie zdziwi stwierdzenie, że jestem mistrzynią niezdecydowania. Nieważne czy chodzi o ważne życiowe decyzje czy wybór żelu pod prysznic. Podobnie mam z włosami, które zazwyczaj  wyglądają na kręcone, choć w mojej ocenie jest to bardziej "artystyczny nieład". Często kombinuję z nimi jak mogę: kręcę, prostuję, zaplatam w warkocze.



Jeśli śledzicie moje social media to z pewnością już wiecie, że zostałam ambasadorką sklepu Neo24.pl we współpracy z marką Remington. Na czym polega moje zadanie? Testuję sprzęty, a potem albo je Wam polecam albo odradzam. Dzisiaj pod lupę biorę prostownicę Remington S6500. Jak już wspomniałam, moje włosy to istny chaos, więc świetnie nadają się do testów. 

ZALETY I WADY PROSTOWNICY 



Remington S6500 Sleek&Curl to tak naprawdę urządzenie dwufunkcyjne - oprócz prostowania możemy nim również kręcić loki. W pudełku oprócz sprzętu znajdują się dokumenty ( gwarancja aż 3 lata ), płyta  DVD z włosowymi inspiracjami oraz etui odporne na wysokie temperaturę. Prostownica ma świetny i minimalistyczny design i co najważniejsze jest leciutka, więc ręka nie męczy się przy długotrwałej stylizacji włosów. Sprzęt wyposażony jest w wyświetlacz LCD z możliwością regulacji temperatury w zakresie 150ºC - 235ºC.  Do zalet z pewnością mogę zaliczyć też obrotowy przewód oraz długie płytki prostujące ( 110 mm ).  


Prostownicę można zablokować w stanie zamkniętym, co w połączeniu z etui pozwala na spakowanie jej nawet gdy jest jeszcze gorąca. Dla zapominalskich ważna funkcja - sprzęt automatycznie wyłączy się po 60 minutach. Minusem, który zauważyłam podczas długich testów jest nadmierne nagrzewanie się konstrukcji, więc trzeba uważać.


MOJE WRAŻENIA

Uwielbiam siebie w wyprostowanych włosach, choć nieczęsto mam ochotę na długotrwałe męczenie włosów. Tutaj nie ma z tym problemu, gdyż prostownica jest gotowa do użycia w 15 sekund, a jedno pasmo włosów wystarczy przeciągnąć nagrzanymi płytkami dwa razy. Podoba mi się, że efekt końcowy jest bardzo naturalny, a włosy nie wyglądają na oklapnięte. Prostowanie całej głowy zajmuje zaledwie 10 minut, więc uważam, że to świetny wynik. 



Niestety kręcenie loków przy mojej długości wymaga więcej praktyki - w tej kwestii poradziłam sobie zdecydowanie gorzej, gdyż udało mi się podkręcić zaledwie kilka pasm. Nie obyło się tutaj bez poparzonego paluszka, gdyż tak jak wspominałam część na której znajdują się płytki dość mocno nagrzewa się również od zewnątrz. Na szczęście moje włosy z natury są "kręcone" więc w stylizacji ich zależy mi głównie na ich wyprostowaniu. Uważam jednak, że podwójna funkcjonalność sprzętu do spora zaleta.

naturalnie kręcone czy wyprostowane?

 Bardzo podoba mi się również możliwość ustawienia temperatury, dzięki czemu mogę dostosować ją do moich potrzeb.  Wszystkich poszukujących dobrego sprzętu ucieszy również fakt, że prostownica kosztuje poniżej 100 złotych i jest dostępna w sklepie Neo24.pl z darmową wysyłką! Podsumowując bardzo polubiłam się z urządzeniem od Remingtona i z pewnością częściej zobaczycie mnie w wyprostowanych włosach. 


A jak to jest z Waszymi włosami - wolicie proste czy kręcone?



PIELĘGNACJA SKÓRY PO CIĄŻY - KREM Z PAPAJĄ NA BLIZNY I ROZSTĘPY

5/20/2018

PIELĘGNACJA SKÓRY PO CIĄŻY - KREM Z PAPAJĄ NA BLIZNY I ROZSTĘPY

Ciąża to naprawdę piękny okres, ale również ogromne wyzwanie dla kobiecego ciała. Skóra, szczególnie na brzuchu niezwykle się rozciąga aby dopasować się do rozwijającego wewnątrz maluszka. Nic więc dziwnego, że powrót do figury sprzed ciąży jest niezwykle trudne. Na szczęście firmy kosmetyczne nie próżnują i na wyciągniecie ręki mamy szereg kosmetyków wspomagających redukcję rozstępów czy blizn, a także uelastycznienie skóry. Wybierając kosmetyki dużą uwagę zwracam na skład produktu, ale jestem także wzrokowcem więc liczy się także wygląd i funkcjonalność samego opakowania. Wiem, to okropne, ale kosmetyk musi do mnie przemawiać.



PURE Papaya Care, to marka, której głównym składnikiem jest owoc papai będący źródłem witaminy C, minerałów oraz enzymów. Krem Papaya Renew ma za zadanie zniwelować wszelkie blizny i rozstępy, o które w ciąży nie trudno. Warto wspomnieć, że jest to produkt wegański i nie zawiera oleju mineralnego oraz palmowego, siarczanów, parabenów czy silikonów. Skoro jesteśmy już przy składzie to warto wspomnieć o tych najbardziej drogocennych: gotu kola czyli wąkrota azjatycka łagodzi stany zapalne, wspomaga produkcję kolagenu typu I, hamuje akumulację tkanki bliznowatej, minimalizuje powstawanie blizn), rumianek ( działa kojąco i łagodząco), olej tamanu (przyśpiesza gojenie i wspiera proces odnowy naskórka ) oraz oleje: makadamia, z dzikiej róży czy migdałowygłęboko nawilżają skórę i tworzą warstwę ochronną, bogate w witaminę E i kwasy tłuszczowe, wspierają proces regeneracji naskórka). Zainteresowanych pełnym składem ( a ten jest bardzo dobry! ) odsyłam na stronę Helfy.pl, gdzie dostępny jest w cenie 69 złotych.  



Krem zamknięty jest w czarnej tubie ( 100 ml ) o matowym wykończeniu i przyjemnej dla oka szacie graficznej. Konsystencja jest niezbyt gęsta, szybko się wchłania i nie pozostawia lepkiego filmu. Niestety zapach kosmetyku nie przypadł mi do gustu i na złość jest dość intensywny i długo się utrzymuje. Po aplikacji kremu odczuwalne jest przyjemne uczucie chłodzenia. Na plus oceniam również wydajność kremu gdyż przy stosowaniu wyłącznie na brzuch spokojnie wystarczy na kilka miesięcy. 



Należę do osób, które wolą zapobiegać niż leczyć więc przez całą ciążę przykładałam sporo uwagi do pielęgnacji ciała ze szczególnym naciskiem na partie brzucha, biust oraz uda. Systematyczność sprawiła, że po porodzie nie miałam większych problemów z rozstępami czy bliznami, Polecam więc sięgnąć po specjalistyczny krem już na początku ciąży, gdyż produkt ma również właściwości ujędrniające co z pewnością ułatwi skórze powrót do swoich rozmiarów po porodzie. 



Jestem ciekawa czy dla Was skład ma kluczowe znaczenie przy wyborze kosmetyków?

Jak pielęgnować intensywnie czerwone włosy?

5/18/2018

Jak pielęgnować intensywnie czerwone włosy?

Czerwień na głowie niemal stała się moją wizytówką, ludzie zazwyczaj mnie kojarzą właśnie po kolorze włosów. Ten wyrazisty odcień towarzyszy mi nieustannie od 3 lat i jeszcze się nie znudził, choć czasem mam ochotę zaszaleć odrobinę bardziej. Nie ma dnia, żebym nie słyszała pozytywnego komentarza na ich temat. Często pytacie mnie również jakiej farby używam, więc napisałam o tym osobny wpis. Niestety za pięknie wyglądającymi włosami stoi masa pracy, bo kolor niestety szybko się wypłukuje więc farbowanie odbywa się dość często. Jak możecie się domyśleć robie wszystko aby utrzymać je w miarę dobrej kondycji.





Pielęgnacja włosów farbowanych na czerwono jest podwójnie trudna - z jednej strony ważne jest ich odżywienie i nawilżenie a z drugiej to nieustanna walka o utrzymanie intensywności koloru możliwie jak najdłużej. Kilku fryzjerów stanowczo odradzało mi ognisty odcień gdyż nie dość, że moje włosy są wysoko-porowate to dodatkowo są kręcone więc kolor nie chce się ich trzymać. Ja jednak uwielbiam siebie w takim wydaniu więc stosuję przeróżne kosmetyki, aby podwójnie o nie zadbać.



Jakiś czas temu firma JOICO ( która ma najlepszy olejek do włosów ever ) sprezentowała mi  niespodziankę - kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji włosów farbowanych na czerwono. Przyznam szczerze, że byłam bardzo zaskoczona, bo nawet nie podejrzewałam, że istnieją tak specjalistyczne produkty. Zestaw z linii Color Infuse Red składa się z szamponu oraz odżywki, ale w przesyłce znalazłam także najnowszy olejek dwufazowy Luster Lock z serii K-Pak Color Therapy. Dzisiaj przygotowałam Wam recenzję tego trio po miesiącu stosowania. 


Zarówno szampon jak i odżywka zamknięte są w dużych butlach ( 300 ml ) z otwarciem typu klik. Szata graficzna utrzymana jest w intensywnej czerwieni co z pewnością wyróżnia je na tle innych kosmetyków. Produkty mają gęstą konsystencję o mocno-bordowym kolorze a także niezwykle przyjemnej woni z dominującą nutą wiśni. Ahh cudowny jest ten zapach!




Jak stosuję kosmetyki?

Aplikowanie szamponu nieróżni się niczym od tradycyjnego mycia głowy z tym wyjątkiem, że zostawiamy produkt na włosach na 2-3 minuty i dopiero spłukujemy. W identyczny sposób nakładam odżywkę, jednak w tym przypadku skupiam się na długości włosów od ucha, aż do końcówek. Warto wspomnieć, że produkt nie ma działania koloryzującego więc nie ma obaw o zafarbowanie skóry głowy czy twarzy. Nie zalecane jest używania produktów na brwiach czy rzęsach. Zestawu używam średnio 2 razy w tygodniu bo z taką częstotliwością myję włosy.




Jakie działanie ma linia Color Infuse Red?

Zadaniem podstawowym produktów jest utrzymanie koloru i w tej kwestii jestem w pełni zadowolona. Dzięki obu kosmetykom odkładam farbowanie w czasie, przez co nie narażam ich na szkodliwe działanie składników farby. Całe szczęście moje włosy rosną w zaskakująco żółwim tempie, więc z odrostami również nie mam problemu. Oczywiście utrzymanie czerwieni to nie wszystko, bo liczy się też nawilżenie i wygładzenie struktury włosów. Po czym poznaję, że odżywka dobrze się sprawdza? Moje włosy rozczesują się bez większych problemów - a uwierzcie, że to nie takie oczywiste.




Duży wpływ na kondycję moich włosów mają także olejki, których używam po każdym myciu. Obecnie stosuję Luster Lock, czyli dwufazowy produkt o wygodnym aplikatorze w formie sprayu, dzięki czemu rozprowadza się szybko i równomiernie. Już po kilku użyciach zauważyłam, że włosy odzyskały blask i stały się przyjemniejsze w dotyku. Spray ma w sobie kilka drogocennych składników aktywnych, takich jak: olejek manketti oraz arganowy, witaminę E, mieszankę wartościowych peptydów, filtry UV czy argininę. 
Muszę przyznać, że produkty miały nie łatwe zadanie, bo przez moje ręce przewinęła się cała masa kosmetyków do włosów więc moje oczekiwania są naprawdę wysokie. 

Podsumowując, zarówno zestaw szampon + odżywka jak i dwufazowy olejek oceniam bardzo pozytywnie i dziękuję marce Joico za możliwość zapoznania się z tymi produktami i co najważniejsze wsparcia mojej walki o intensywny kolor.  Więcej informacji o produktach znajdziecie na stronie producenta. 

Jestem ciekawa czy znacie firmę Joico? Jeśli tak, to koniecznie dajcie znać jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk tej marki!

Kosmetyczni ulubieńcy kwietnia ( 2018 )

5/16/2018

Kosmetyczni ulubieńcy kwietnia ( 2018 )

Muszę Wam się przyznać, że wiosna to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Wszystko budzi się do życia, robi się kolorowo a ja czuję jakąś wewnętrzną dawkę motywacji. Po prostu lubię kiedy jest ciepło, ale nie zbyt gorąco. Pogoda w sam raz dla mnie. Dzisiaj zapraszam was na podsumowanie kwietnia w postaci ulubieńców. Jak co miesiąc prezentuję Wam zestawienie kosmetyków, których używałam najczęściej bądź zrobiły na mnie wyjątkowe wrażenie.




MAKIJAŻ 
Nie ukrywajmy, kwiecień pod względem produktów do makijażu należał do Rossmanna i promocji -55%. Co prawda nie poszalałam podczas wyprzedaży, ale kupiłam kilka ciekawych kosmetyków, z których aż dwa okazały się prawdziwymi hitami.


EVELINE VOLUMIX FIBERLAST



Maskara ze szczoteczką silikonową o bardzo nietypowym kształcie. Jest zaokrąglona i włoski ma tylko na jednej linii, przez co wydaje się być mała i bardzo nie winna. Nic bardziej mylnego, gdyż pięknie rozdziela rzęsy i bez problemu dociera w kąciki oka. Sam w sobie tusz nie skleja włosków i nie jest zbyt mokry, więc nie odbija się na powiece. Uwielbiam ją nie tylko za efekt jaki daje maskara, ale także jej cena sprawia, że to prawdziwa perełka.


LOVELY PEACH DESIRE



Ta niewielkich rozmiarów paletka o niestety dość kiepskim wykonaniu opakowania skrywa w sobie 7 doskonale skomponowanych cieni w ciepłych barwach. Kolory nie tylko są piękne, ale mają niesamowitą pigmentację i świetnie się nimi pracuje. Niestety niektóre z nich nieco się osypują, ale dla mnie to nie problem. Paletka kosztuje w granicach 20 złotych i doskonale sprawdza się w podróżnej kosmetyczce.


PIELĘGNACJA 


Jak zawsze w tej kategorii sporo się dzieje na moim blogu, więc nie mogło zabraknąć w zestawieniu kilku produktów, po które sięgałam najczęściej w ubiegłym miesiącu.



LOVE YOUR BODY PEELING


Moja skóra uwielbia kawę dlatego z przyjemnością sięgam po nią w kosmetykach. W tym przypadku oprócz rewelacyjnego działania mamy obłędny kokosowy zapach. To jest tak niesamowite połączenie, że gdybym mogła to używałabym go non stop! Co prawda wanna po kąpieli wygląda jak po jakiejś katastrofie, ale wygładzona i miękka skóra wynagradza wszystko.


VICHY MINERAL 89 


Ostatnio nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgnacji bez serum, ale nie każde nadaje się pod makijaż, dlatego bardzo polubiłam się z nowością Vichy. Ma lekką wodnistą konsystencję i całkiem przyzwoity skład. Działa tak jak lubię - szybko i konkretnie. Najchętniej sięgam po niego rano po dokładnym oczyszczeniu twarzy. Ma sporą pojemność i jest niesamowicie wydajny, więc zdecydowanie warto w niego zainwestować.



BIOLOVE HAIR OIL



Olejowanie włosów przed myciem rozpoczęłam stosunkowo niedawno właśnie przy użyciu tego olejku i jestem niezwykle zadowolona z efektów. Kosmetyk nie tylko bajecznie pachnie, ale swietnie radzi sobie z moimi przesuszonymi włosami. Przede wszystkim końcówki są lepiej nawilżone i dzięki czemu fryzura lepiej się układa. Stosuję go dwa razy w tygodniu na 30 minut przed kąpielą.

BIELENDA MGIEŁKA KOKOS & ALOES




Wiosną i latem zamieniam ciężkie perfumy na lżejsze odpowiedniki. W tym przypadku mgiełka nie tylko ma piękny, świeży zapach, ale działa także odświeżająco i tonizująco. Uwielbiam sięgać po nią w trakcie upalnego dnia, bo daje fajne uczucie chłodzenia. Jestem ciekawa reszty produktów z linii hydra care. 


Jestem ciekawa jakie kosmetyki podbiły Wasze serca w minionym miesiącu, a może znacie któryś z moich ulubieńców? Czekam na Wasz komentarze!