HUDA BEAUTY: CORAL OBSESSION: RECENZJA, MAKIJAŻE, SWATCHE

6/20/2018

HUDA BEAUTY: CORAL OBSESSION: RECENZJA, MAKIJAŻE, SWATCHE



Mam wrażenie, ilość posiadanych przeze mnie paletek do makijażu już dawno przekroczyła zapotrzebowanie statystycznej kobiety. Nie wiem czy to już podchodzi pod obsesję, ale w ostatnim czasie mam ochotę na więcej i więcej. Do tej pory nie byłam zwolenniczką wydawania dużo pieniędzy na jeden produkt, ale miałam chęć posiadania choć jednej paletki Huda Beauty w końcu wzięła górę. Do zakupu przymierzałam się dobre dwa miesiące i w końcu promocja -20% na całą markę w sklepie Cult Beauty przekonała mnie do zakupu.



Wspominałam już, że byłam zdecydowana na konkretną paletkę? Dokładniej mowa o Huda Beauty Obsessions Mauve, ale kiedy weszłam na stronę sklepu moim oczom ukazała się ONA, pięknie nasycona ciepłymi kolorami paleta - Coral Obsessions, której w PL jeszcze nie ma. To była miłość od pierwszego wejrzenia, więc bez wahania dokonałam zakupu. Obiecałam sobie jednak, że i Mauve w końcu trafi w moje ręce. 


HUDA BEAUTY - CORAL OBSESSION: OPAKOWANIE, KOLORY, PIGMENTACJA




Paletka zamknięta jest w niewielkich rozmiarów kartonowe opakowanie zamykane na magnesik ( który swoją drogą trzyma niezawodnie ), wyposażona w lusterko. Kryje w sobie 9 absolutnie pięknych odcieni w ciepłej tonacji. ( muszę przyznać, że zanim trafiła w moje ręce wyobrażałam sobie ją nieco większą ). Kolory są intensywne i (zaskakująco?) mocno napigmentowane, z czego aż 7 to maty, a 2 to błyszczące a'la foliowe cienie. 



CORAL OBSESSIONS: SWATCHE



Swatche mówią same za siebie, kolory są absolutnie boskie i pigmentacja robi naprawdę spore wrażenie. Warto dodać, że nie używałam do ich zrobienia żadnej bazy, a aplikacja odbyła się za pomocą palca - na sucho. Cienie można również bez problemu aplikować na mocno, gdyby brakowało Wam intensywności. Zazwyczaj do nakładania używam tanich pędzli z Aliexpress, a cienie blendują się i łączą bez najmniejszego oporu. Nie również problemu z osypywaniem się. 


PALETA HUDA BEAUTY: MAKIJAŻ







Nie ukrywam, że lubię kiedy na oku dużo się dzieje i choć nie jestem profesjonalistką to uwielbiam bawić się z kolorami. Paletka daje naprawdę ogrom możliwości i spore pole do popisu, więc na obecną chwilę jeszcze się poznajemy.  Naprawdę ciężko mi zdecydować, który kolor jest moim ulubionym. 



Podsumowując Coral Obsessions świetnie wpisuje się w aktualne trendy w makijażu, paletka jest niewielka ale niesamowicie naładowana kolorami o niezwykle intensywnej pigmentacji. Jeśli lubicie makijaż w ciepłych tonach to stanowczo Wam ją polecam. Uwierzcie, można nią zdziałać cuda! 

Co sądzicie o tej paletce? Lubicie markę Huda Beauty?



5 URODZINY BLOGA + ROZDANIE DLA WAS

6/17/2018

5 URODZINY BLOGA + ROZDANIE DLA WAS

Czerwiec jak co roku jest bardzo ważnym miesiącem dla mojego bloga, w tym miesiącu obchodzi on urodziny. Nie mogę uwierzyć, że działam w sieci już 5 lat! To chyba najbardziej wytrwały projekt w moim życiu i wciąż nie mam dość. 



Na wstępie pragnę podziękować Wam za obecność, każdą aktywność i wsparcie, to dzięki Wam wiem, że to co robię ma sens. Najchętniej podzieliłabym się z Wami tortem, ale niestety online jest to niemożliwe więc mam dla Was rozdanie z bardzo piękną i wartościową nagrodą. Szczegóły znajdziecie na końcu posta. 


Przez 5 lat mojego działania w blogosferze przeżyłam mnóstwo blogerskich przygód, poznałam ogrom ludzi i przetestowałam całą masę kosmetyków. Wiele się w moim życiu zmieniło, bardzo wiele się nauczyłam a blogowanie stało się moim sposobem na życie. Jeśli umknęła Wam ta informacja to wróciłam na Youtube gdzie regularnie dodaję filmy, a na bieżąco z moja codziennością będziecie śledząc mnie na Instagramie


Czas na najbardziej wyczekiwany punkt dzisiejszego wpisu czyli prezent dla Was w postaci rozdania!
Do zgarnięcia jest ekskluzywny zestaw: zegarek Bowery White Grey + dodatkowy pasek Mesh Rose Gold, a całość ma wartość ponad 560 złotych!



Rozdanie odbywa się na MOIM INSTAGRAMIE, a jedynymi warunkami udziału jest obserwacja mojego profilu i odpowiedź na pytanie konkursowe wraz z oznaczeniem dwóch przyjaciółek, które koniecznie muszą dowiedzieć się o zabawie. Szczegóły znajdziecie klikając w zdjęcie konkursowe. 




Jakie blogi najchętniej czytacie? 
Ciekawa jestem również Waszych ulubionych tematów na blogach?


DENKO PIELĘGNACYJNE: KWIECIEŃ / MAJ 2018

6/15/2018

DENKO PIELĘGNACYJNE: KWIECIEŃ / MAJ 2018



Projekt Denko to zdecydowanie jeden z Waszych ulubionych tematów na moim blogu i bardzo mnie to cieszy, bo lubię pisać zbiorowe recenzje, a puste opakowania świadczą o tym, że miałam wystarczająco sporo czasu na wyrobienie sobie opinii o produktach. Wiem, że zabrzmi do dość dziwnie, ale bardzo mnie cieszy, gdy dobijam do dna danego kosmetyku, bo przy ilości produktów, które trafiają w moje ręce mogłabym mieć całą masę pootwieranych kosmetyków, więc brawo dla mnie za wytrwałość! Dzisiejsze zestawienie poświęcone jest wyłącznie pielęgnacji, także nie przedłużając zapraszam do dalszej części. 


WŁOSY



W tej kategorii otwartych kosmetyków mam zdecydowanie za dużo, więc skupiłam się na kilku produktach, których zużycie było największe i udało się wykończyć trzy produkty. 
Duet od Equilibra: szampon oraz odżywka o bardzo przystępnym składzie ( 98% pochodzenia naturalnego ) i wysokim stężeniu aloesu ( aż 20%).  Niestety przekonałam się, że aloes nie do końca dobrze wpływa na moje włosy. Co prawda oba produkty były przyjemne w użyciu, dobrze oczyszczały zarówno skórę głowy jak i same włosy, ale czegoś mi zabrakło do zachwytu. Moje włosy są wysoko-porowate i bardzo przesuszone ze względu na częste farbowanie i jak widać, aloes nie jest tym, czego aktualnie im potrzeba. Nie mniej jednak oba produkty nie miały na nie negatywnego wpływu, więc ogólna ocena jest na plus. 
Serum Syoss z linii SalonPlex wszyscy doskonale znają. Do mnie trafił w ramach prezentu, bo pewnie sama nie sięgnęłabym po niego w sklepie. Na plus zdecydowanie zasługuje opakowanie z wygodną pompką i gęsta, wydajna konsystencja. Dobrze oceniam także działanie na włosy: dobrze zabezpiecza końcówki, wygładza je bez obciążania. Niestety nie zauważyłam poprawy kondycji włosów, na czym zależało mi najbardziej. Efekt krótkotrwały, utrzymujący się do kolejnego mycia więc nie sięgnę po kolejne opakowanie. 

KĄPIEL 



W tej kategorii produkty zużyłam masowo, bo lubię bąbelki i pięknie pachnącą kąpiel, a przy tym wszystkim nie lubię przepłacać. Na pierwszy rzut płyn do kąpieli Isana z wyciągiem z kwiatu wiśni, którego plusy to przede wszystkim wielkie opakowanie i niska cena. Dodatkowo ładnie pachnie, delikatnie zmiękcza wodę i uprzyjemnia kąpiel. Nigdy sobie go nie żałuję, bo po prostu lubię pianę. Tej samej firmy często sięgam po żele pod prysznic - tym razem padło na zapach mango z wodą kokosową, jeden z moich ulubionych. Podobnie jak płyn jest niedrogi i ma absolutnie piękną woń. Cóż dodać - bardzo go lubię i często po niego sięgam. Kolejny żel to limitowany jednorożec od Balea, który jak myślę jest zagranicznym odpowiednikiem Isany. Jego cena jest równie przystępna ale nie jest już tak łatwo dostępny. Ładnie pachnie ale niestety zapach szybko się ulatnia i poza ładnym opakowaniem nie za bardzo mnie zachwycił. Trzeci żel trafił do mnie w kampanii Zmysłowy Duet od Le Petit Marseillais. Nie wiem czemu, ale opakowanie jakoś do mnie nie przemawia, jego kształt jest mało poręczny i wydaje się być nieco męski. Zapach za to bardzo polubiłam - śródziemnomorski granat pachnie naprawdę wiosennie. Ogólnie to jeden z tych żeli, który niczym specjalnie się nie wyróżnia, ale na wiosnę jak najbardziej go polecam. 


CIAŁO 



Sama się dziwię, że znalazły się tutaj tylko dwa produkty - nie jestem pewna czy czasem nie umknęło mi jakieś opakowanie. Przechodząc do konkretów - na początek mój wiosenny hit - mus do ciała od Nivea. Uwielbiam jego świeży zapach zielonego ogórka i herbaty matcha. Konsystencja lekka, szybko się wchłania i daje odpowiedni poziom nawilżenia. Przeznaczony do suchej skóry choć jak dla mnie sprawdzi się u każdego. Dzięki piankowej konsystencji produkt jest bardzo wydajny, choć wielkość opakowania na to nie wskazuje. Drugi kosmetyk to również jeden z moim ulubionych, co w przypadku antyperspirantów nie małe wyróżnienie. Stick Mineral Touch od Dove ma bardzo przyjemny zapach i radzi sobie z ochroną przed potem zdecydowanie lepiej od konkurencji. Nie jest idealny, ale umiarkowanie dobry. To moje trzecie opakowanie i póki co, nie znalazłam lepszego. 


TWARZ



Pielęgnacja twarzy zmienia się u mnie w zależności od potrzeb i pory roku. Zestaw Japoński Rytuał od Marion gościł u mnie głównie zimną, a duet płyn do mycia twarzy oraz tonik to tylko jego część. 
Oba produkty bardzo przypadły mi do gustu, szczególnie tonik, z którym bardzo się polubiłam. Bardzo cenię sobie atomizery w tego typu produktach, bo sprawia on, że kosmetyk jest niezwykle wydajny, a aplikacja jest przyjemna i dokładna. Żel dobrze sprawdzał się do codziennego oczyszczania twarzy, nie miał jednak wpływu na poprawę kondycji mojej cery. Na plus szata graficzna, która jest naprawdę przyjemna dla oka. Myślę, że cała seria to krok w kierunku koreańskiej pielęgnacji ale po naszemu. Krem na noc od Clinique, wraz z całym zestawem Moisture Surge był moim prezentem świątecznym. Niestety produkty miały różną pojemność, więc obecnie został mi tylko krem na dzień. Krem na noc miał lekką, odrobinę żelową konsystencję, dzięki czemu błyskawicznie się wchłaniał. Bardzo polubiłam poziom nawilżenia jaki dawał krem, nie czułam lepkiego filmu na skórze. Myślę jednak, że zima nie była idealną porą roku na tak lekkie konsystencje, więc z przyjemnością powrócę do tego zestawu latem. 



Cztery kategorie i sporo ciekawych produktów za nami, jestem ciekawa, czy znacie któryś z nich? Muszę zrobić selekcję w kolorówce, szczególnie zwrócić uwagę jak długo dane produkty są ze mną. Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawy, że nie należy używać przeterminowanych kosmetyków. Mam nadzieję, że niebawem opowiem Wam więcej o terminach przydatności konkretnych produktów. 
Lubicie czytać denka? 


Co robić gdy szafa pęka w szwach, a nowe kolekcje kuszą?

6/11/2018

Co robić gdy szafa pęka w szwach, a nowe kolekcje kuszą?

Odkąd zostałam mamą zmieniło się u mnie bardzo wiele, ale jedno pozostało takie samo - nadal uwielbiam zakupy. Niestety chodzenie po galerii z wózkiem nie należy do najwygodniejszych, dlatego większość ubrań zamawiam online. Jest bardzo wygodna opcja, a przy okazji ceny często są dużo niższe. Moja szafa niestety nie jest bez dna, dlatego dzisiaj opowiem Wam o moim sposobie, dzięki któremu nigdy nie mam za dużo ciuchów, zawsze mam się w co ubrać i co nie co przy tym zarobię. 



Średnio raz na dwa miesiące robię pełny przegląd szafy, dzięki czemu doskonale wiem, w których ubraniach chodzę na okrągło, a po które sięgam bardzo rzadko. W ten sposób robię selekcję i zostawiam tylko te ciuchy, które faktycznie będę nosić. Resztę przygotowuję do sprzedaży. Często mam tak, że kupuje coś pod wpływem chwili a później okazuje się, że kompletnie dana rzecz do mnie nie pasuje więc nie ma sensu trzymać jej na siłę. 


JAK SPRZEDAJĘ UBRANIA ONLINE?

1. Każdą rzecz piorę, dokładnie sprawdzam i oceniam jej stan. 

2. Fotografuję każde ubranie - najlepiej na sobie, a jeśli nie mam takiej możliwości to tworzę kompozycję na podłodze. Uwierzcie - dobre zdjęcia to 80% sukcesu w sprzedaży. Warto zadbać o ogólną estetykę i czyste tło. 

3. Opisuję dokładnie ubranie zaznaczając rozmiar, wymiary, wszelkie wady i zalety oraz określam cenę. Przy wycenie zawsze biorę pod uwagę to jaką kwotę zapłaciłam oraz ogólny stan. Musicie mieć na uwadze, że ubranie jest używane, a kupujący musi opłacić jeszcze wysyłkę więc łączna kwota musi nadal atrakcyjna. 

Stron, na których wystawić możecie swoje ubrania jest całkiem sporo. Ja często korzystam z allegro.pl, szafa.pl bądź vinted.pl 

Właśnie ruszyła moja wyprzedaż szafy - zapraszam tutaj zainteresowanych!

4. Bardziej atrakcyjne rzeczy wystawiam pojedynczo, a przy tych mniej wartościowych tworzę zestawy/ komplety ubrań czyli sporo ciuchów w niskiej cenie. 




5. Na sprzedaży i zapłacie przez kupującego moje zadanie się nie kończy. Przede mną ważny etap - pakuję paczkę i biegnę na pocztę.... tak było dawno temu. 

Znalazłam zdecydowanie wygodniejsze rozwiązanie - stronę furgonetka.pl, dzięki której w kilku prostych krokach wycenię koszt przesyłki a następnie zamówię kuriera, który odbierze paczkę bezpośrednio ode mnie. Na stronie dostępnych jest aż 10 firm kurierskich, takich jak DHL, DPD, UPS czy Inpost, więc nie mam problemu z wybraniem najkorzystniejszej dla mnie oferty. 
Nadawanie paczek nigdy nie było tak wygodne, a to wszystko nawet 70% taniej i bez wychodzenia z domu. Na hasło "newuser" dodatkowo zniżka 10%. 

5. Teraz mogę cieszyć się zarobionymi pieniędzmi i samemu poszukiwać kolejnych ubraniowych perełek. 




KUPOWANIE UŻYWANYCH UBRAŃ TO NIE WSTYD

Sprzedawanie ubrań w sieci jest trochę jak wizyta w second handzie, a ja bardzo lubię łowy w lumpeksach. Już dawno minęły czasu, w których kupowanie używanych ciuchów było obciachem. Często nie tylko sprzedaję ale i kupuję ubrania online, dzięki czemu moja garderoba się nieustannie zmienia, a ciuchy nie zdążą mi się znudzić. Przy okazji można trafić na perełki ubraniowe, których nikt w okolicy nie ma, a często mam wrażenie, że we wszystkich sieciówkach jest to samo. 

Jestem ciekawa waszej opinii na ten temat. Lubicie kupować ubrania online, a może same robicie wyprzedaż szafy w sieci? 
NEESS: BAZA DO HYBRYD PEEL OFF - HIT CZY KIT?

6/09/2018

NEESS: BAZA DO HYBRYD PEEL OFF - HIT CZY KIT?


Czytając mojego bloga doskonale wiecie, że jestem fanką lakierów hybrydowych. Co prawda nie jestem mistrzem wzorów, jednak bardzo sobie cenię trwałość i odporność tego rodzaju manicure. Rzadko ulegam reklamom, ale muszę przyznać, że kiedy usłyszałam o nowej bazie peel off od Neess ciekawość wzięła górę. Marka prowadziła swoje warsztaty na tegorocznym Meet Beauty, podczas których mogłam zaznajomić się z produktem i jego zaletami ( o wadach przecież się nie mówi ). Bazę znalazłam również wśród upominków z konferencji, więc postanowiłam bliżej jej się przyjrzeć i nie ukrywajmy - poddałam ją intensywnym testom. Dzisiaj zebrałam moje wszystkie uwagi w całość i zapraszam Was na recenzję tej (nie ukrywajmy) rewolucyjnej bazy. Jak myślicie, będzie hit czy kit?




BAZA PEEL OFF - JAK TO DZIAŁA?

Nie ma co ukrywać - baza,  która przy zachowaniu trwałości hybryd (według producenta 14 dni) ściąga się bez użycia acetonu w kilka chwil wydaje się być prawdziwą rewolucją w manicure. 
Warto po krótce przyjrzeć się sposobie, w jaki należy ją aplikować:

1. Przecieramy paznokcie cleanerem, nie matowimy płytki paznokcia;
2. Nakładamy cienką warstwę uwzględniając wolny brzeg, nie utwardzamy w lampie;
3. Po minucie nakładamy drugą nieco grubszą warstwę i ponownie czekamy 60s;
4. Nakładamy dowolny kolorowy lakier hybrydowy i utwardzamy jak zwykle;
5. Zabezpieczamy paznokieć topem i utwardzamy jak zawsze.

Ściąganie różni się znacznie od tradycyjnych hybryd, a zarazem jest proste i szybkie. Do usunięcia hybryd potrzebujemy wyłącznie drewnianego patyczka bądź radełka, którym podważamy lakier z brzegu paznokcia, całość odchodzi bez większego problemu. Przemywamy cleanerem i koniec. 
W ten sposób unikamy ingerencji acetonu oraz konieczności piłowania płytki paznokcia, co z pewnością wydaje się być doskonałym rozwiązanie, bo oszczędzamy przy tym sporo czasu. Warto dodać, że baza przeznaczona jest wyłącznie dla krótkich paznokci.




ZALETY  STOSOWANIA BAZY PEEL OFF

1. Nie do końca wiem czy można uznać to za plus, ale trwałość ( w moim przypadku ) lakierów zaaplikowanych na bazę peel off jest porównywalna do zwykłej hybrydy. Uznaję to za zaletę, bo spodziewałam się gorszego wyniku. Średnio jest to dwa tygodnie, choć w tym czasie zdarzały się małe odpryski. Testowałam ją zarówno z lakierami Neessa jak i innymi markami. 

2. Ściąganie hybryd to zdecydowanie największa zaleta, dzieje się to szybko i bez zbędnych produktów tj. aceton. W większości przypadków udało mi się ściągnąć cały paznokieć, a cały zabieg jest bezbolesny i bezzapachowy. 




JAKIE WADY MA BAZA PEEL OFF?


1.  Konsystencja bazy szybko zastyga/gęstnieje, więc po każdym użyciu trzeba zakręcić buteleczkę, niestety ja nie mam tego zwyczaju, gdyż zwykle robię to dopiero po skończeniu całego manicure. Podobnie jest z jej aplikacją - trzeba robić to szybko i konkretnie, poprawki raczej nie wchodzą w grę. 

2.  Baza zaaplikowana na paznokciach zostawia mocno lepką warstwę i jeśli nie nałożymy idealnie równo na nią koloru/topu to przylega do niej każdy pyłek czy kurz. U mnie niestety ten problem pojawił się za każdym razem, nie jestem mistrzem w malowaniu pod skórki. 

3.  Przyczepność bazy, jak i całego manicure to jedna wielka niewiadoma. Po kilku dniach na krawędziach ( szczególnie przy długich paznokciach ) można zauważyć minimalna szparę. Oczywiście, jeśli nie będziemy przy tym dłubać to paznokieć będzie się trzymać...ale niestety w tej szparce gromadzi się brud i bakterie. ( Mam nadzieje, że widzicie to na zdjęciach, choć nie chciałam dawać zbliżenia bo to totalnie nieestetyczne.) Niestety jest to powód, przez który nie zamierzam dalej używać bazy peel off.


Góra: manicure dzień 16., paznokcie od dołu - spójrzcie na ten osad pomiędzy paznokciem a bazą,
Dół: stan paznokci po usunięciu hybryd, zdjęte hybrydy ( widzicie ten brud? )

4. Ściąganie hybryd co prawda jest szybkie i proste, ale niestety ma negatywny wpływ na płytkę paznokcia, która jak możecie zobaczyć jest poważnie uszkodzona. Co prawda przedstawiciel zapewnia, że to nic groźnego, ale mam wobec tego poważne obiekcje. Za każdym razem zmuszona jestem do zmatowienia płytki blokiem polerskim, bo sam cleaner nie jest w stanie zneutralizować lepkiej warstwy, która pozostaje po bazie. 

5. Baza nie nadaje się do długich paznokci, gdyż jak byśmy nie zabezpieczyli brzegu to robią się odpryski. Miałam tego świadomość, więc to taki niewielki minus - po prostu nie jest to produkt dla każdego. 


PODSUMOWANIE 

Bazy peel off nie nazwałabym rewolucją, ale dobrym krokiem w jej stronę. Jest to produkt, który ma w sobie jakiś pomysł, ale nie do końca jest to przemyślane i skuteczne. Myślę, że dla osób o bardzo krótkich paznokciach taka baza może mieć sens, gdyż nie powinno być problemu ze zbierającymi się brudami między płytką a produktem, co u mnie odstraszyło najbardziej. Na obecną chwilę nie skreślam całkowicie tej bazy, ale sam swoim paznokciom nieco odpocząć ( używałam jej 3 razy pod rząd ). Może wrócę do niej, gdy znudzą mi się moje długie szpony. 


Miałyście okazję wypróbować tę nowość od Neessa? Ciekawa jestem waszych spostrzeżeń. 

Ściskam!