FLOSLEK - BALANCE T-ZONE: PIELĘGNACJA CERY MIESZANEJ

7/19/2018

FLOSLEK - BALANCE T-ZONE: PIELĘGNACJA CERY MIESZANEJ


Zapewne wiele z Was podobnie jak ja, zmaga się z cerą mieszaną. Przesuszone policzki z mnóstwem wyprysków i błyszcząca strefa T. Znacie to? Szczególnie latem, ten niekomfortowy "blask" daje się we znaki.  Na przeciw potrzebom tak wymagającej w pielęgnacji skórze wyszła firma Floslek, która wydała linię Balance T-ZonePrzyjrzałam się tej serii produktów do cery mieszanej i dzisiaj mam dla Was obszerną recenzję. 




Pierwsze co rzuca się w oczy, to niezwykle rześka i gustowna szata graficzna opakowań. Wygląd kosmetyków z linii Balance T-zone kojarzy mi się z powiewem świeżości, choć produkty nie mają zapachu. W nowej serii znajdują się cztery kosmetyki: glinka myjąca 2w1, peeling z kwasami AHA, krem normalizujący na dzień oraz krem korygujący na noc. Warto wspomnieć, że aż 3 z nich są produktami wegańskimi ( z wyjątkiem tego ostatniego ).
 Bardzo podoba mi się tłoczenie na opakowaniach, które widoczne jest po dokładnym przyjrzeniu się, co w połączeniu z miętowym kolorem i srebrnymi zdobieniami nadaje produktom elegancji. Przemyślane są także oznaczenia w postaci słoneczka bądź księżyca na każdym kosmetyku, co pomaga ustalić porę jego stosowania. Tak naprawdę to detale, ale moim zdaniem robią dobrą robotę. 

INSTANT DETOX 2W1 GLINKA MYJĄCA 



Glinka koalinowa o konsystencji gęstej pasty ma podwójne zastosowanie. Z jednej strony jest kosmetykiem do oczyszczania twarzy zaś z drugiej uwielbianą przez kobiety maską z glinki. Jako produkt do mycia twarzy stosowałam ją rano i wieczorem. Glinka skutecznie oczyszcza skórę z resztek makijażu i wszelkich zanieczyszczeń, a już po kilku użyciach zauważyłam, że cera zdecydowanie mniej się błyszczy. Produkt daje natychmiastowe uczucie świeżości, przy czym skóra nie jest ściągnięta.



Od lewej: glinka, peeling, krem na dzień, krem na noc

Glinkę wypróbowałam również jako maseczkę, którą stosuję 2 razy w tygodniu. Zwykle tego typu produkty zastygają do "skorupy" a tutaj miłe zaskoczenie, maseczka mimo odczekania aż 30 minut nadal była nieco mokra i choć nie lubię tego uczucia zastygnięcia to miałam wrażenie, że maska nie działa. Nic bardziej mylnego, gdyż po zmyciu jej cera była fajnie nawilżona oraz wygładzona bez uczucia ściągania. Takie efekty lubię!

Sam produkt ma sporą pojemność - 125 ml, a dzięki konsystencji pasty kosmetyk jest niezwykle wydajny. Całkiem polubiłam to podwójne zastosowanie, gdyż w cenie  ( ok. 38 zł ) jednego produktu mamy dwa. 

GOMMAGE PEELING Z KWASAMI AHA 




Jeśli czytacie mnie na bieżąco, to doskonale wiecie, że uwielbiam peelingi w żelu. Tutaj produkt wzbogacony jest o kwasy AHA, które doskonale złuszczają martwy naskórek przy czym sam zabieg jest niezwykle delikatny. Nakładamy go na zwilżoną buzię i masujemy do momentu, aż produkt zacznie się rolować. Następnie zmywamy całość wodą i gotowe. 
Zwykle peeling stosuję 2 razy w tygodniu, dlatego zaskoczyło mnie zalecenie producenta o codziennym nakładaniu produktu przez 7 dni, a dopiero następnie ograniczenie do dwóch razy/tydzień. 
Efekt tego maratonu zdecydowanie pozytywnie mnie zaskoczył - cera jest maksymalnie wygładzona i przyjemna w dotyku. 
Peeling to zdecydowanie mój faworyt z tej linii produktów, uważam, że to innowacja na naszym rodzimym rynku więc brawo Floslek! Jego opakowanie i pojemność są identyczne z glinką, cena to 30 złotych. 


KREM NORMALIZUJĄCY SPF10 



Bardzo przyjemny w użyciu krem o lekkiej konsystencji. Szybko się wchłania i dobrze sprawdza się pod makijaż. Ma wszystko czego moja skóra potrzebuje latem. Nie pozostawia lepkiego filmu więc od razu gotowy jest na nakładanie kolorówki. Wzbogacony jest o filtr SPF10, co jest dobrą wiadomością, choć bardziej ucieszyłabym się z większej ochrony. 
Co prawda od kilku miesięcy nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez serum więc na krok przed kremem nakładam booster Vichy Mineral 89. 
Kosmetyk jest warty uwagi, bo pozostawia absolutnie matowe wykończenie co przy dniach typu "no make up" jest u mnie bardzo pożądanym efektem. 
Krem ma pojemność 50 ml  ( kosztuje w granicach 30 złotych ) i troszeczkę żałuję, że nie ma zamknięcia typu klik. 

KREM KORYGUJĄCY Z KWASAMI AHA I PHA




Kosmetyk, który niestety nieco mnie rozczarował. Co prawda ma lekką, odrobinę wodnistą konsystencję i szybko się wchłania, ale od kremów na noc wymagam nieco więcej i zdecydowanie wolę bardziej treściwe produkty.  Krem daje znikome uczucie nawilżenia, które po chwili jest absolutnie niewyczuwalne,  dlatego obowiązkowo przed nim nakładam serum na bazie olejków od Resibo i w takim duecie krem jako tako się sprawdza. Czasmi też po prostu mieszam oba produkty. Niestety sam w sobie nie spełnia moich oczekiwań. Na jednym ze zdjęć wyżej możecie zobaczyć konsystencje każdego z kosmetyków - jak widzicie krem na noc na mniej zbitą konsystencję od wersji na dzień. 
Plusem są zawarte w produkcie kwasy, które delikatnie złuszczają naskórek, a dodatkowo wzmacniają mechanizmy naprawcze skóry. 
Podobnie jak krem na dzień opakowanie ma 50 ml i jest w tej samej cenie - 30 złotych. 

FLOSLEK BALANCE T-ZONE 




Ogólnie seria zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, każdy z produktów ma przyzwoity skład i stosunkowo dobrą cenę. Najbardziej do gustu przypadł mi peeling, który z czystym sercem polecam każdej z Was. Robi naprawdę dobrą robotę! Całkiem polubiłam się również z glinką, która dzięki podwójnemu zastosowaniu jest niezwykle ciekawym produktem. Niestety najmniej zachwyciły mnie oba kremy,  żaden z nich nie wywołał we mnie "wow". W serii produktów zdecydowanie zabrakło mi toniku, który jest nieodłącznym elementem mojej codziennej pielęgnacji oraz serum, po które równie chętnie sięgam.  Podsumowując, linią Balance T-zone powinny zainteresować się osoby z cerą mieszaną, które mają problemy z błyszczeniem skóry, bo z tym radzą sobie doskonale,  a obecnie pogoda niestety bardzo temu sprzyja.  

Znacie markę Floslek? Jakie kosmetyki tej firmy koniecznie powinnam poznać?


x
Trzecia paczka ambasadorska od drogerii Noel: przegląd i pierwsze wrażenie

7/16/2018

Trzecia paczka ambasadorska od drogerii Noel: przegląd i pierwsze wrażenie

Nie mogę uwierzyć, że minęły już 3 miesiące odkąd zostałam ambasadorką drogerii Noel (drogeriaewa.pl ) i kilka dni temu trafiła do mnie ostatnia już przesyłka od sklepu. Wiem, że lubicie czytać o nowościach dlatego zapraszam Was na przegląd zawartości i pierwsze wrażenie jakie zrobiły na mnie produkty. Gotowi? 



Trzecia paczka ambasadorki drogerii Noel to 6 produktów, w tym 5 kosmetyków oraz kobiecy gadżet. Wśród produktów znalazły się zarówno te do pielęgnacji jak i makijażu, ale także jeden męski kosmetyk. 

BIELENDA CC CREAM BODY PERFECTOR 10w1



Produkt bardzo intrygujący, który jak obiecuje producent pełni wiele funkcji: maskuje niedoskonałości, wyrównuje koloryt skóry, rozświetla czy neutralizuje zaczerwienienia oraz pajączki. Nie ukrywam, że kiedy to wszystko przeczytałam patrzyłam na produkt z niedowierzaniem, więc od razu zabrałam się za testy i .... byłam bardzo zaskoczona. Krem naprawdę sprawia, że skóra wygląda zdecydowanie lepiej. Takie połączenie photoshopa i samoopalacza w jednym, ale w pozytywnym znaczeniu. Myślę, że poddam ten krem intensywniejszym testom i wrócę do Was z obszerną recenzją, ale w pierwszym wrażeniu wypadł naprawdę nieźle. 


AA HYDRO SORBET 



Nazwa kosmetyku przywodzi mi na myśl wakacyjną przekąskę czy deser, jednak w tym bardzo zgrabnym plastikowym słoiczku ukryty jest krem z przeznaczeniem do cery normalnej. Kosmetyk ma lekką konsystencję, delikatny zapach i stosunkowo szybko się wchłania, jednak na dłuższą metę nie jestem przekonana czy sprawdzi się przy mojej mieszanej cerze, która nie ukrywam jest cholernie wymagająca. 


DR IRENA ERIS AUTHORITY



Kosmetyki tej marki interesowały mnie od dłuższego czasu, a krem na noc właśnie mi się skończył więc produkt trafiony w punkt. Nie ukrywam, że mam wobec duże oczekiwania. Bardzo podoba mi się szata graficzna, która sprawia wrażenie luksusu i elegancji. Uwielbiam dobrze wyglądające produkty. Konsystencja jest niezbyt treściwa a zapach odrobinę zbyt sztucznie perfumowany. Ogólnie krem pierwsze wrażenie zrobił całkiem dobre, ale na pełną ocenę potrzebuje zdecydowanie więcej czasu. 

NIVEA MEN ŻEL DO GOLENIA



Ten produkt bardzo ciężko będzie mi ocenić, szczególnie, że mój mąż nie używa tego rodzaju kosmetyków. W sieci można znaleźć wiele różnych trików z użyciem produktów do golenia, więc zapewne znajdę dla niego zastosowanie, w najgorszym przypadku oddam komuś z rodziny.


VIPERA ART&SCIENCE MASCARA



Musze przyznać, że nie do końca wiem skąd taki pomysł na nazwę tuszu do rzęs, więc skupię się na tym co ważne. Szczoteczka jest silikonowa, włoski zwężają się ku końcowi. Ten kształt pozwala bez problemu dotrzeć w kąciki oka. Maskara daje naturalny, dzienny efekt podkręconych rzecz bez większego wow. Nie jest to produkt, który spektakularnie wydłuży i podkreśli rzęsy. 


TOP CHOICE SILICONE SPONGE



Silikonowa gąbeczka do aplikacji podkładu, o której swego czasu ( w okolicach premiery ) było dość głośno. Pamiętam nawet, że zamówiłam oryginalną za granicą ale nigdy do mnie nie dotarła, więc chętnie sprawdzę na własnej skórze jak się sprawdza. Muszę przyznać, że jeszcze jej nie używałam, ale jeśli będzie warta uwagi to pokażę ją Wam w teście na żywo. 





Jak widać zawartość przesyłki bardzo różnorodna i żadnego z produktów nie miałam okazji wcześniej używać, więc przyjemność testowania podwójna. Lubicie takie kosmetyczne prezenty?


WAKACYJNA KOSMETYCZKA: 5 NIEZBĘDNIKÓW, KTÓRYCH NIE MOŻE W NIEJ ZABRAKNĄĆ

7/13/2018

WAKACYJNA KOSMETYCZKA: 5 NIEZBĘDNIKÓW, KTÓRYCH NIE MOŻE W NIEJ ZABRAKNĄĆ


Wakacje kojarzą mi się przede wszystkim z wyjazdami, plażowaniem i morskimi kąpielami. Zanim jednak wybierzemy się na podbój morskich fal warto odpowiednio się przygotować. Pakowanie ciuchów wydaje się być pestką w porównaniu do prób zmieszczenia kosmetyków w damską kosmetyczkę. Nie zależnie jak dużą kupimy to zawsze z ledwością ją dopinamy od nadmiaru produktów. Często jednak zapominamy o absolutnie podstawowych rzeczach, bez których Nasz urlop z przyjemności może zamienić się w koszmar. Skupię się dzisiaj nie na tym co oczywiste, ale na kilku produktach, które uratują nas w nieprzewidzianych sytuacjach. 



1. TABLETKI PRZECIWBÓLOWE

Nie ma nic gorszego niż niespodziewany atak bólu głowy czy zęba, więc nieodłącznym elementem kosmetyczki powinny być podstawowe i zaufane tabletki przeciwbólowe. Zajmują naprawdę niewiele miejsca, a potrafią być prawdziwym wybawieniem.  


2. PLASTRY 

Podczas urlopu oprócz plażowania zwykle dużo spacerujemy lub po prostu zwiedzamy, więc wygodne obuwie to podstawa. Niestety nowe buty lubią zrobić psikusa, więc aby nie popsuć sobie wycieczki warto mieć pod ręką plastry opatrunkowe czy te na odciski. Dzięki temu nawet dalekie wyprawy nie są nam straszne. 



3. SACHOL AFTIGEL 

Nowe miejsca to także nowe smaki, a wraz z nimi mogą pojawić się nieprzyjemności w jamie ustnej czyli afty. Ból jaki towarzyszy przy jedzeniu może skutecznie zniechęcić nas do smakowania nowości. Na takie przypadki warto w kosmetyczce mieć Sachol Aftigel, który błyskawicznie rozprawi się z problemem. Mała tubka z bardzo precyzyjnym aplikatorem i bardzo dobrym składem natychmiast izoluje zmianę powstałą w jamie ustnej oraz przyśpiesza proces odnowy nabłonka. Aby odczuć ulgę wystarczy nanieść 1-2 krople w miejsce bólu i odczekać chwilkę aż utworzy się wartswa ochronna. Czynność można optymalnie powtarzać do 3 razy na dobę. Mimo niewielkich rozmiarów żel jest bardzo wydajny i niezastąpiony w przypadku nie tylko aft ale również innych dolegliwości w jamie ustnej. 

4.  PRODUKTY PO OPALANIU 

Podczas plażowania staramy się złapać jak najwięcej promieni słonecznych, które przekładają się na piękną opaleniznę. Niestety po całym dniu spędzonym na słońcu możemy wieczorem odczuwać skutki w postaci zaczerwienionej i piekącej skóry dlatego też absolutnie w kosmetyczce wakacyjnej nie może zabraknąć produktów z aloesem, który doskonale łagodzi podrażnienia i daje kojące uczucie chłodzenia. Ja wybieram kosmetyki w żelu, bo są lekkie i dają natychmiastowy efekt. 



5. CHUSTECZKI NAWILŻANE

Produkty tak oczywisty, jednak bardzo często o nim zapominamy. Ja zwykle wybieram chusteczki dla dzieci gdyż są delikatne i mają przyzwoity skład. Są nie tylko doskonałym sposobem na odświeżenie i schłodzenie się ale także przydają się w nagłych przypadkach. 


*wpis zawiera link sponsorowany


Jestem ciekawa czego nie może zabraknąć w waszej kosmetyczce na wszelki wypadek? 
Oświetlenie podłogowe, które urozmaici Twój dom

7/10/2018

Oświetlenie podłogowe, które urozmaici Twój dom


Detale w naszych wnętrzach potrafią sprawić, że aranżacje nabierają indywidualnego charakteru. Domowe przestrzenie stają się bezpieczną przystanią, czy też azylem, do którego chętnie się wraca. Trudno się dziwić tak szerokiej ofercie rynkowej, jeśli pod uwagę brać dekoracje. Zapomnijmy jednak na chwilę o typowych ozdobach, natomiast skupmy swoją uwagę na oświetleniu, które nie dość, że niesie ze sobą walory użytkowe, to i może stanowić cudowną ozdobę naszych pomieszczeń. 

Lampa na podłodze? Mobilna, estetyczna i ciekawa



Lampy podłogowe nie są nowością na rynku, jednak nie wybieramy ich w pierwszej kolejności, a szkoda! Mogą z powodzeniem spełniać rolę oświetlenia bocznego, maksymalnie funkcjonalnego, ale i być świetlną dekoracją, w której walory praktyczne schodzą na dalszy plan. Jeśli dobrze zaplanujemy oświetlenie swojego wnętrza, to również nic nie stoi na przeszkodzie, by podłogowa konstrukcja lampy zastępowała standardowe oświetlenie główne. 

Atutem jest to, że można ją ustawić tak w małym, skromnym i minimalistycznie urządzonym pokoiku, jak i w przepastnych salonach, długich korytarzach, a nawet wielkich jadalniach. Cecha uniwersalności, a przy tym mobilności odgrywa pierwsze skrzypce. Z kolei różnorodność projektów, od tych zwyczajnych, maksymalnie praktycznych i wygodnych w użytkowaniu, poprzez designerskie, ale wpisujące się w klimat wielu wnętrz, a skończywszy na tych najbardziej wymyślnych, pozwala na dopasowanie lampy podłogowej, do niemalże każdego domostwa, i każdych gustów. Spójrzmy na ofertę Azzardo.com.pl i przekonajmy się o mnogości zastosowań. 



Charakter lampom podłogowym nadaje im specyficzna estetyka. Mimo wszystko nie są to bowiem rozłożyste i mocno rozbudowane konstrukcje, choć ze względu na swoje rozmiary potrzebują ciut więcej miejsca na podłodze. Ta estetyka zostaje zamknięta w wysokiej podstawie, z jednej bądź kilku smukłych nóżek, z umieszczonym na końcu kloszem. Tylko albo aż tyle, by urozmaicić każde pomieszczenie. 

Praktyczne wskazówki

Choć liczba elementów składających się na mobilną lampę podłogową jest raczej niewielka, to jednak podstawa, na której opiera się cała konstrukcja, zwykle zajmuje sporo miejsca i może być stosunkowo ciężka. Z tego względu należy wygospodarować miejsce dla lampy podłogowej, by nie przytłoczyła wnętrza, ale i nie zginęła w tłumie mebli czy dodatków. 



Do eleganckich, a nawet luksusowo urządzonych pomieszczeń, doskonale nadają się lampy z kloszami wieńczącymi smukłą nóżkę, z ukrytym przewodem, ale zachowanym swobodnym dostępem do włącznika. W nowoczesnych wnętrzach, pośród industrialnych czy loftowych aranżacji, a także wszędzie tam, gdzie chcemy dodać kontrastu, warto postawić na charakterystyczny Tripod, czyli lampę podłogową na trzech nogach. 

A co zrobić, gdy zechcemy zmodyfikować wystrój i dotychczasowa lampa przestanie pasować? Wystarczy zmienić klosz, barwę czy moc światła, a do tego spróbować innego umiejscowienia dla lampy. I gotowe! 


*artykuł sponsorowany
PODKŁADY DLA JASNEJ CERY: PRZEGLĄD, SWATCHE, RECENZJE

7/05/2018

PODKŁADY DLA JASNEJ CERY: PRZEGLĄD, SWATCHE, RECENZJE

Zawsze sobie powtarzam, że kosmetyków ( szczególnie kolorowych ) nigdy dość, ale przygotowując się do dzisiejszego wpisu uświadomiłam sobie, że mam stanowczo za dużo podkładów ( aż 12! ). Co więcej używam nałogowo tylko kilku z nich, więc wcale nie potrzebuję aż takiej ilości. Jestem posiadaczką jasnej, wręcz bladej cery dlatego doskonale wiem, że znalezienie odpowiedniego koloru nie jest łatwym zadaniem. Przygotowałam dla Was zestawienie posiadanych przeze mnie podkładów wraz z analizą porównawczą odcieni oraz krótką recenzją. Jakież było moje zdziwienie, gdy zestawiałam ze sobą kolory, które niekiedy drastycznie się miedzy sobą różniły a używane w pojedynkę sprawiają wrażenie idealnie dobrych. Przechodzimy do konkretów, gotowi?



ŁATWO DOSTĘPNE PODKŁADY 

Na pierwszy rzut podkłady marek, z których dostępnością raczej nie ma problemu gdyż znajdziemy je stacjonarnie w niemal każdym Rossmannie. Zaczynając od lewej mamy tutaj: Maybelline Affinitone ( 03 light sand beige ), Maybelline Superstay 24 ( 05 light beige ), Bourjois 123Perfect ( 51 Vanilla ) oraz SinSkin MustHave Ultralight Serum Foundation ( C10 Light Nude ). Muszę przyznać, że robiąc swatche doznałam małego szoku - jeśli chodzi o odcienie,  a jednocześnie utwierdziłam się w przekonaniu, że podkład, po który sięgam najczęściej ( SinSkin ) prezentuje się najlepiej. 



Affinitone ma średnie krycie, ale plus za duży wybór odcieni i przystępną cenę. Nieco przeszkadza mi jego konsystencja - jest lejąca, a nakrętka denerwuje mnie przy każdym użyciu. Podkład ładnie wtapia się w skórę zachowując lekkość. Ma w sobie mikro-drobinki, które dają delikatny efekt rozświetlenia i musze przyznać, że ostatnio podoba mi się ten efekt. Mój odcień nie jest najjaśniejszym dostępnym kolorem. Superstay zaś jest bardzo gęstym podkładem o mocniejszym kryciu i ciężkiej strukturze - wybieram go więc na większe wyjścia. Kolor na twarzy pięknie się dopasowuje, na ręce zaś wygląda... różowo! Minusem jest mały wybór odcieni. Wykończenie ma w pełni matowe i nie daje efektu maski.  Jeśli chodzi o Bourjois to chyba nie ma osoby, która nie zna/nie używała 123 Perfect. U mnie był to absolutny ulubieniec przez bardzo długi okres czasu, ale ten najjaśniejszy odcień jest odrobine za ciemny - jednak tak bardzo go lubiłam, że udawałam, że tego nie widzę. Nie jestem pewna - ale wydaje mi się, że wprowadzono numerek 50 - który powinien być w sam raz, ale jeszcze go nie testowałam/ nie widziałam w sklepach. Po podkład SinSkin sięgnęłam podczas promocji Rossmanna bo zarówno produkt jak i marka była nowością a ceny standardowe są dość wysokie. Od tej pory to mój faworyt - szczególnie latem bo posiada filtr SPF25, a często mam w zwyczaju zapomnieć o tym kroku w pielęgnacji. Podkład występuje w dwóch wersjach - do cery suchej i normalnej oraz tłustej i mieszanej i wybór odcieni jest przyzwoity. 





KOREAŃSKIE KREMY BB

Latem lubię sięgać po lżejsze zamienniki podkładów i tak się złożyło, że wszystkie trzy tego typu produky w mojej kolekcji są azjatyckich marek - dwa kremy od Skin79 ( Dark Panda oraz Orange ) oraz jedna z moich nowości Missha M Perfect Cover ( no.13 ).  Sięgam po nie, gdy zależy mi na lekkim makijażu bądź gdy nie mam zbyt dużo czasu na malowanie. 


Zacznę od kremu Orange Skin79, który jest ze mną najdłużej i choć mam go w mini wersji, to nie miałam nigdy potrzeby aby sięgnąć po większą tubkę. Odcień jest stosunkowo jasny, ale nie na tyle aby polubiły się z nim bladziochy. Ma przyzwoite krycie i trwałość, nie jest ciężkim produktem. Nakładam go sporadycznie w niewielkich ilościach, bo jest bardzo wydajny. Kolejny krem od Skin79 - Dark Panda ma nieco jaśniejszy odcień  ( zdecydowanie lepszy! ) i niesamowicie go polubiłam, choć wykończenie ma rozświetlające - a raczej błyszczące. Bez przypudrowania wygląda dość kiepsko, chyba, że ktoś lubi taki efekt. Jest tańszy od poprzednika i często można dorwać go na promocji. Minusem są kolory - tylko 3 i to w różnych wersjach wykończeniowych. Jako trzeci i stosunkowo najnowszy w mojej kolekcji Missha M Perfect Cover, którego krycie oceniam nisko, podobnie jak skład, który niesamowicie mnie zapycha. Duży plus za przemyślane opakowanie oraz kolor ( no. 13 ), który naprawdę jest blady przez duże B. Jego cena w stosunku do pojemności jest przyzwoita, choć 50 ml produktu to według mnie zbyt dużo. 





SZCZEGÓŁOWE RECENZJE:


MISSHA M PERFECT COVER RECENZJA ORAZ TEST NA ŻYWO



PODKŁADY JASNE TYLKO Z NAZWY?

Ostatnia grupa podkładów to głównie polskie marki, z wyjątkiem Catrice i Deborah. Łączy je również ograniczona dostępność stacjonarna, zwykle kupicie je tylko na firmowych stoiskach bądź przy odrobinie szczęścia - w drogerii Hebe. Od lewej: Deborah 24ORE Perfect ( 0 fair vanilla ), Paese Long Cover ( 01 porcelana ), Catrice HD Liquid ( 010 Light Beige), Pierre Rene Skin Balance ( Champagne ) oraz Pierre Rene Matte Active (02 Porcelain ).




Zacznijmy po kolei, podkład 24ORE Deborah to moja pierwsza styczność z marką i nie zrobił na mnie większego wrażenia, głównie przez odcień, który jest odrobinę zbyt różowy. Przy okazji nie wyróżnia się szczególnie ani trwałością ani kryciem więc nie sięgam po niego zbyt często. Podoba mi się za to efekt jaki daje na skórze - fajny mat i wygładzenie. Nie zbiera się również w załamaniach.
Podkład Long Cover Paese testuję dopiero od kilku tygodni i muszę przyznać, że mimo trudnych warunków pogodowych całkiem daje radę. Zarówno odcień ( bardzo jasny ) jak i wykończenie jest fajne, krycie przy dwóch-trzech warstwach również przyzwoite. Bardzo pomysłowy aplikator w postaci szpatułki - wygodnie się z nim pracuje. Niestety ściera się niesamowicie szybko - choć przy tych temperaturach żaden podkład nie radzi sobie idealnie. Catrice HD Liquid to chyba najbardziej kultowy produkt ostatniego roku, którego jedni nienawidzą, drudzy uwielbiają. Ja początkowo średnio polubiłam się z jego lejącą się konsystencją i pipetą -  o czym już Wam pisałam, ale ostatnio wróciłam do niego i muszę go pochwalić za wytrzymałość - dał radę lepiej niż poprzednicy podczas gdy żar lał się z nieba. Podkład Skin Balance podobnie jak poprzednik odbił się sporym echem w blogosferze i tutaj w dużej mierze padały zachwyty. Na plus mogę ocenić jedynie odcień oraz ładne opakowanie. Niestety podkład ma tendencję do podkreślania suchych skórek, więc do suchej cery nie nadaje się kompletnie. Jestem posiadaczką przetłuszczającej się strefy T i niestety również w moim przypadku skóra wyglądała na przesuszoną. Nie odrzucam całkowicie tego produktu, napewno spróbuję do niego wrócić bliżej jesieni. Pierre Rene Matte Activ to jedyny podkład, którego nie testowałam na twarzy - dlaczego? Wystarczy spojrzeć na ten odcień, który z porcelaną niewiele ma wspólnego. 






Podsumowując - moim faworytem jest podkład SinSkin, którego używam ostatnio non stop. Nie zawiódł mnie na żadnej imprezie czy podczas mega upałów. Z zaufaniem sięgam również po Catrice HD Liquid oraz Long Cover Paese. Niestety żaden z podkładów nie ma typowo żółtych tonów i troszczkę mi tego brakuje w produktach drogeryjnych. 

Jestem ciekawa, czy znacie któryś z zaprezentowanych kosmetyków oraz jakiego podkładu używacie aktualnie?