Category

Uncategorized

Swego czasu idąc do perfumerii dokonywałam zakupu kierując się przede wszystkim preferencjami zapachowymi i wizualnymi ( fotogeniczny flakon to postawa ). Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, pewnie jak wiele z Was, że perfumy perfumom nie równe. Woda toaletowa czy woda perfumowana, jakieś nic nie mówiące skróty EDP, EDT – można się pogubić, prawda?
Udało mi się zebrać najważniejsze informacje w jedną całość i w tym wpisie wszystko ( po ludzku ) Wam wyjaśnię.

Woda toaletowa czy woda perfumowana?

KTÓRE PERFUMY TO NAPRAWDĘ PERFUMY?

Co śmieszne, na wszystkie zapachy dostępne w perfumeriach czy choćby w osiedlowej drogerii mówi się po prostu perfumy. Tak naprawdę niewielki ich odłamek można określić tym stwierdzeniem. Który? Prawdziwe perfumy ( parfum ) to te, w których kompozycja zapachowa zawiera minimum 20% ( do 43% ) olejków eterycznych. Zwykle nie są od tak dostępne w sprzedaży, ponieważ to produkt niezwykle ekskluzywny i cholernie drogi. Na resztę mieszanki zapachowej składają się substancje homogenizujące, środki wzmacniające oraz rozpuszczalnik np. etanol.

woda toaletowa czy perfumowana

WODA TOALETOWA CZY WODA PERFUMOWANA?

Oto jest pytanie! Wiele osób nie widzi kompletnie żadnej różnicy między tymi określeniami, więc często są traktowane jako synonimy. To błąd.
Jedne z nich będą pachnieć dłużej i intensywniej. W czym tkwi różnica?
Znów wracamy do kompozycji zapachowej i zawartym w niej procencie olejków eterycznych.
Woda perfumowana oznaczana na flakonie skrótem EDP ( eau de parfum ) zawiera ich od 10 do 20%. Jest to z jednej strony droższa opcja, ale chętnie wybierana przez kobiety / mężczyzn, którym zależy na długo utrzymującym się intensywnym zapachu.
Woda toaletowa, w skrócie EDT ( eau de toilette) to najpopularniejszy typ perfum. W składzie znajdziemy stężenie olejków eterycznych na poziomie 5 do 10 procent, więc w zapach będzie utrzymywał się nieco krócej, ale nadal stosunkowo długo.

Co ciekawe, często w sprzedaży dostępna jest jedynie wersja EDT danego zapachu, jednak jeśli znajdziecie również EDP to warto dołożyć kilka złotych, bo trwalsze perfumy starczą Wam po prostu na dłużej.

W męskim dziale możecie spotkać się również z nazwą woda kolońska, więc wspomnę po krótce, że zawartość olejków eterycznych w jej przypadku to 3-5% więc bardzo niewiele.

Woda toaletowa czy perfumowana

WARTO PRZECZYTAĆ: JAK OSZCZĘDZAĆ NA ZAKUPACH ONLINE?

ZAWSZE KUPUJ ORYGINALNE PERFUMY

Myślę, że wszelkie kwestie dotyczące rozróżnienia typów zapachów zostały wyjaśnione. Warto na koniec przypomnieć jeszcze jedną niezwykle istotną kwestię. Nieważne, na który rodzaj perfum się zdecydujecie ważne aby był on oryginalny. Tylko wtedy macie pewność, że to co napisane na opakowaniu znajduje się w środku. Kupując online warto zdecydować się na perfumerie oferujące 100% oryginalne produkty, jak np. Douglas.pl.

Jestem ciekawa jaki zapach obecnie króluje w Waszej łazience oraz czy zwracacie uwagę jaki rodzaj perfum kupujecie?

Lato kojarzy mi się nie tylko ze słońcem, szumem morza czy tonami zjedzonych lodów, ale także z wyprzedażami. Nie da się ukryć, że okres wakacyjny to doskonały czas na uzupełnienie garderoby. Ubrania, które zaledwie miesiąc wcześniej kosztowały krocie możemy upolować w obniżkach nawet do 80%, warto więc działać długoterminowo – gdyż oprócz sezonowych kolekcji, w super cenach kupimy również odzież jesienną czy zimową. W tym szaleństwie zakupowym nie trudno o nie przemyślane zakupy, dlatego przygotowałam dla Was kilka wskazówek, dzięki którym zastanowicie się dwa razy zanim dokonacie kolejnego zakupu.
 
 
 
 
1. KUPUJ TYLKO UBRANIA W SWOIM ROZMIARZE

 

 
Znalazłaś wymarzone spodnie w super cenie, jednak są na Ciebie za małe? Pierwsza myśl – napewno schudnę! Nie! Nie kupuj rzeczy, których rozmiar nie jest dla Ciebie odpowiedni. Podczas wyprzedaży najtrudniej zrobić zakupy osobom noszącym popularne rozmiary nie tylko ubrań ale również butów.  Nie warto inwestować pieniędzy w to, czego nie będziesz w stanie ubrać od razu. O ile nieco luźniejsza marynarka jeszcze może wyglądać modnie, to już odrobinę zbyt obcisła bluzka nie będzie prezentować się dobrze. Zbędne są również złudzenia, że daną rzecz oddasz do krawcowej – uwierz mi, nie będzie chciało Ci się tego robić, więc wydane pieniądze będą kurzyć się w szafie. 
 
 
 

 

2. KUPUJ TO, CO BĘDZIE PASOWAŁO DO RESZTY TWOICH RZECZY

 

 

 

Nawet jeśli bardzo podoba się Ci dana rzecz, to zastanów się przed zakupem czy będziesz miała z czym ją zestawić. Nie ma chyba nic gorszego, niż moment, w którym stajesz przed swoją szafą i dochodzisz do wniosku, że Twoja nowa bluzka nie pasuje kompletnie do niczego. Co innego, jeśli kompletujesz od nowa swoją garderobę. Wyprzedaże to świetna okazja do upolowania perełek, ale nie sprawi Ci przyjemności, jeśli kupione pod wpływem chwili ubrania będą kurzyć się w szafie. Jeśli nie jesteś pewna czy będziesz miała z czym ją zestawić to zrezygnuj z zakupu. Z pewnością jeszcze znajdziesz inne rzeczy w super cenach, które z pewnością będą pasować do Twojej szafy.
 
Wiecie, że w Answear zawsze macie aż 30 dni na zwrot! 
 
 
 

 

3. NIE KUPUJ RZECZY TYLKO DLATEGO, ŻE SĄ TANIE

 

 
W tym podpunkcie niejako odnoszę się do dwóch poprzednich akapitów, jednak warto to powtórzyć. Nie ma co kupować na siły szpilek z Zary, tylko dlatego, że są przecenione o kilkaset złotych, kiedy doskonale wiesz, że nie są w Twoim stylu. Jeśli na co dzień nie nosisz tego rodzaju obuwia to żadna okazja cenowa nie sprawi, że nagle zmienisz zdanie. Nie warto kupować niczego przez pryzmat firmowych metek, bo nie zrobimy na nikim wrażenia, jeśli dana rzecz będzie kurzyć się w szafie. Sama osobiście podczas wyprzedaży zaglądam do Zary, bo jest modna i kilka razy prawie na siłę kupiłabym tam kilka rzeczy, ale doskonale wiedziałam, że to nie mój styl, nie moja bajka więc na całe szczęście zrezygnowałam. Uwielbiam oglądać modę high fashion, ale sama siebie w takim wydaniu kompletnie nie widzę. Zdecydowanie jednak w tym sezonie polubiłam kwieciste mini sukienki, a jedną z nich możecie zobaczyć na zdjęciach.
 
 
 
4.  RÓB ZAKUPY W SIECI
 
Nie wiem jak wy, ale osobiście nie lubię przymierzać rzeczy w sklepowych przymierzalniach, gdyż zazwyczaj albo oświetlenie jest kiepskie albo lustra sztucznie wyszczuplają. Z przyjemnością robię więc zakupy on-line, bo na szczęście większość moich ulubionych marek dostępnych jest w sieci.  Dzięki temu nie stoję w kolejkach, zakupy robię leżąc wygodnie w kanapie a ciuchy mierzę na spokojnie w domu, no i z dostępnością rozmiarów jest zdecydowanie łatwiej. Z przyjemnością korzystam też z udogodnień takich jak wyszukiwarka odzieżowa Zippini.pl, dzięki której za jednym zamachem przeglądam ofertę kilku sklepów – porównuję ceny, fasony i wybieram najlepszą okazję.  W jednym miejscu mam całą masę ulubionych marek, więc nie muszę przeskakiwać ze strony na stronę przez co dodatkowo oszczędzam czas i nerwy. To również doskonałe ułatwienie jeśli spodoba mi się konkretny krój spodni – przeglądam oferty różnych sklepów i szukam podobnych. Jest również mnóstwo fajnych sklepów, które sprzedają ubrania tylko i wyłącznie online tak jak np. bonprix, który odkryłam poprzez portal Zippini.pl 
 
 
 
5. KUPUJ RZECZY DOBRE JAKOŚCIOWO
 
Podczas wyprzedaży w szale zakupów często zapominamy o tym, żeby przyjrzeć się danej rzeczy. Warto jednak zapoznać się ze składem ubrań, które nas interesują. Wystarczy zerknąć na wszytą metkę i zobaczyć jakie materiały dominują – szukajcie bawełny, jedwabiu, wiskozy czy nawet lnu, który szczególnie latem rewelacyjnie się sprawdza. Unikajcie poliestru, który nie dość, że cholernie się gniecie to nie przepuszcza powietrza, więc z pewnością nie sprawdzi się w upały. Warto zainteresować się ubraniami już na przyszły sezon – osobiście widziałam kilka świetnych kurtek, płaszczy czy ramonesek, które były w doskonałej cenie – uwierzcie mi, jesienią zapłacicie za te same rzeczy krocie! 
 
 
 
 
Sukienka – Bonprix 
Kapelusz – Aliexpress
Torebka – Chloe
 
 
Podsumowując – zakupy na wyprzedażach to nie wyścigi. Nie przymierzaj rzeczy w pośpiechu, a przy kasie zawsze pytaj czy daną rzecz można zwrócić ( co przy przecenach nie jest takie oczywiste ). Kupuj online, korzystaj z udogodnień i jeśli jeszcze nie znasz Zippini.pl to koniecznie sprawdź – to sprawi, że pokochasz robić zakupy leżąc wygodnie w kanapie. Zawsze dwa razy zastanów się przed zakupem i przyjrzyj się dokładnie danej rzeczy zanim za nią zapłacisz. Nie szalej zbyt mocno i ciesz się nowymi rzeczami. 
 
Jestem ciekawa co wolicie: zakupy w galerii czy zakupy online? 
 
 
Muszę przyznać, że latem zdecydowanie więcej kupuję ubrań niż kosmetyków i nic w tym dziwnego, gdyż wyprzedaże często sięgają do 80% więc okazja goni okazję. Niezmiennie jednak w kosmetycznym świecie regularnie pojawiają się promocje, a te najbardziej popularne są jak zawsze w Rossmannie. Ostatnio jednak odpuściłam pisanie o dwóch ostatnich akcjach drogerii, gdyż w mojej ocenie były niezbyt ciekawe. Niebawem jednak zbliża się kolejna promocja 2+2, która moim zdaniem powinna Was zainteresować. Ciekawi? 
Nowa akcja drogerii Rossmann pod nazwą “Zachowaj energię lata” będzie dotyczyć produktów z kategorii pięlęgnacja włosów, ciała, ust oraz paznokci, a także wszelkich maseczek do twarzy. Pole do wyboru dość duże, a w myśl zasady 2+2 – kupujecie 4 różne produkty, a płacicie jedynie za dwa droższe. Warto więc wybierać kosmetyki o zbliżonej do siebie wartości, dzięki czemu uda Wam się zaoszczędzić znacznie więcej.  Warto przyjrzeć się zasadom akcji, która raczej nie ulega zmianie, ale warto o tym przypominać. 
Promocja będzie mieć miejsce w dniach 20-29 sierpnia 2018. Nie wiadomo jeszcze czy akcja obowiązuje tylko stacjonarnie czy także on-line, więc jak tylko uzyskam takie informacje to wrócę z aktualizacją. 
Z promocji mogą skorzystać tylko i wyłącznie posiadacze karty klubu Rossmann, czyli aplikacji, którą myślę, że większość z Was już posiada ze względu na częste zniżki przy zakupach. Niestety zakupu w promocji 2+2 gratis można dokonać tylko raz na jedno konto klubowe. 

Akcja obejmuje aż 5 kategorii ( włosy, ciało, usta, paznokcie oraz maski do twarzy ), więc skompletowanie 4 produktów nie powinno stanowić problemu. Warto podkreślić, że kosmetyki muszą mieć różne kody kreskowe, czyli np. różnić się wersją zapachową. 
Bardzo się cieszę na tę promocję, bo to doskonała okazja uzupełnić zapasy przede wszystkim masek do twarzy. Chętnie przygotuję również post o tym, co polecam kupić na zbliżającej się akcji 2+2 gratis w Rossmannie, dajcie znać w komentarzu czy macie ochotę na taki wpis. 
Słyszałyście już o nadchodzącej akcji? Wybieracie się na zakupy?
Z każdą nową paletką w mojej kolekcji uświadamiam sobie, że to już chyba uzależnienie, ale jak ktoś kiedyś powiedział “kosmetyków się nie zużywa, kosmetyki się UŻYWA” i tej zasady się trzymam. Nie ukrywam, że uwielbiam bawić się makijażem oka, więc im więcej kolorów tym więcej zabawy. 
Paletka Make Up Academy o wdzięcznej nazwie Tropical Oceana skusiła mnie swą różnorodnością barw. Znajdziemy ty zarówno rudości, złoto, poprzez róże, fiolety aż po zielenie i niebieskości. Niestety fanki delikatnych, nudziakowych makijaży nie znajdą tutaj neutralnych brązów. Zapraszam Was na recenzję, swatche oraz makijaż tą barwną paletą. 

MUA TROPICAL OCEANA: SWATCHE KOLORÓW



Pierwsze 5 odcieni to delikatne, matowe odcienie łososiowego oraz pomarańczowego, a także jeden ( mój ulubiony ) rudo-złoty kolor o perłowym wykończeniu. 
Następna piątka to odcienie różu – znajdziemy tu zarówno delikatne maty, jasno-perłowy ( idealny do wewnętrznego kącika oka ) oraz dwa soczyste: w wersji perłowej i matowej. 
Trzecia linia zawiera odcienie na przełomie różu i fioletu i zdecydowanie lubię tę piątkę. Szczególnie chętnie sięgam po drugi z lewej jak i ostatni kolor – oba cudownie się mienią. 
Przedostatnia piątka to miks zieleni – zarówno tej oliwkowej jak i butelkowej. Do tych kolorów nadal się przyzwyczajam. 
Ostatnia linia to morskie odcienie idące ku granatowi. 
MUA TROPICAL OCEANA: RECENZJA 



Paletka zamknięta jest w całkiem sporej wielkości plastikowym opakowaniu bez lusterka – wierzchnia ścianka jest przeźroczysta dzięki czemu od razu widać jej barwną zawartość. W środku znajduje się aż 25 bardzo różnorodnych kolorów o pojemności .  każdy. Pigmentacja cieni jest dość zróżnicowana – niektóre są bardzo intensywnie nasycone, inne zaś wymagają nieco pracy aby wydobyć z nich głębię. Podobnie jest z osypywaniem się cieni – niektóre niestety po części lądują na polikach, więc warto zacząć makijaż od oka bądź zrobić baking ( czyli intensywnie przypudrować okolicę pod oczami )
Pracuje się nimi umiarkowanie dobrze ( choć nie tak wspaniale jak w przypadku recenzowanej ostatnio przeze mnie palety Huda Beauty ). Ogólnie paletka jest takim dodatkiem do innych moich podstawowych palet, dzięki czemu zwykłemu dziennemu makijażowi mogę dodać kolorów. Warto przed aplikacją cieni nałożyć bazę, gdyż bez niej po kilku godzinach cienie zaczynaja się nieco rolować. Paleta raczej nie należy do nowości, ale zauważyłam, że w PL raczej nie było o niej wielu wzmianek. 



WARTO PRZECZYTAĆ: HUDA BEAUTY CORAL OBSESSIONS



MAKEUP ACADEMY TROPICAL OCEANA: MAKIJAŻ

Poniżej możecie zobaczyć dwie propozycje makijażowe przy użyciu paletki, choć kombinacji jest naprawdę ogrom. Jak widać lubię tworzyć nietuzinkowe połączenia kolorów, ale tak jak wspominałam – wybrałam tą paletkę do zabawy, jednak często ruszam w miasto z taką tęczą na oku. Moje codzienne zmagania makijażowe możecie obserwować śledząc mój profil na Instagramie, do czego ogromnie zachęcam!

PALETA MAKEUP ACADEMY: PODSUMOWANIE
Do zakupu skłoniła mnie przede wszystkim różnorodność kolorów bo mamy tutaj praktycznie całą tęczę. Dodatkowo paleta kosztuje w granicach 40 złotych i jest dostępna w wielu drogeriach internetowych. Nie jest to moja ulubiona paleta, ale oceniam ją bardzo pozytywnie i polecam ją każdej z Was, która lubi bawić się makijażem, dopiero się uczy i nie ma ochoty wydawać fortuny. Uważam, że jak na tę cenę jakość paletki jest świetna i warta zainteresowania. 
Jestem ciekawa, czy wy lubicie szaleć z makijażem oka czy raczej trzymacie się bezpiecznych barw? 
Zapewne wiele z Was podobnie jak ja, zmaga się z cerą mieszaną. Przesuszone policzki z mnóstwem wyprysków i błyszcząca strefa T. Znacie to? Szczególnie latem, ten niekomfortowy “blask” daje się we znaki.  Na przeciw potrzebom tak wymagającej w pielęgnacji skórze wyszła firma Floslek, która wydała linię Balance T-ZonePrzyjrzałam się tej serii produktów do cery mieszanej i dzisiaj mam dla Was obszerną recenzję. 



Pierwsze co rzuca się w oczy, to niezwykle rześka i gustowna szata graficzna opakowań. Wygląd kosmetyków z linii Balance T-zone kojarzy mi się z powiewem świeżości, choć produkty nie mają zapachu. W nowej serii znajdują się cztery kosmetyki: glinka myjąca 2w1, peeling z kwasami AHA, krem normalizujący na dzień oraz krem korygujący na noc. Warto wspomnieć, że aż 3 z nich są produktami wegańskimi ( z wyjątkiem tego ostatniego ).
 Bardzo podoba mi się tłoczenie na opakowaniach, które widoczne jest po dokładnym przyjrzeniu się, co w połączeniu z miętowym kolorem i srebrnymi zdobieniami nadaje produktom elegancji. Przemyślane są także oznaczenia w postaci słoneczka bądź księżyca na każdym kosmetyku, co pomaga ustalić porę jego stosowania. Tak naprawdę to detale, ale moim zdaniem robią dobrą robotę. 

INSTANT DETOX 2W1 GLINKA MYJĄCA 


Glinka koalinowa o konsystencji gęstej pasty ma podwójne zastosowanie. Z jednej strony jest kosmetykiem do oczyszczania twarzy zaś z drugiej uwielbianą przez kobiety maską z glinki. Jako produkt do mycia twarzy stosowałam ją rano i wieczorem. Glinka skutecznie oczyszcza skórę z resztek makijażu i wszelkich zanieczyszczeń, a już po kilku użyciach zauważyłam, że cera zdecydowanie mniej się błyszczy. Produkt daje natychmiastowe uczucie świeżości, przy czym skóra nie jest ściągnięta.

Od lewej: glinka, peeling, krem na dzień, krem na noc

Glinkę wypróbowałam również jako maseczkę, którą stosuję 2 razy w tygodniu. Zwykle tego typu produkty zastygają do “skorupy” a tutaj miłe zaskoczenie, maseczka mimo odczekania aż 30 minut nadal była nieco mokra i choć nie lubię tego uczucia zastygnięcia to miałam wrażenie, że maska nie działa. Nic bardziej mylnego, gdyż po zmyciu jej cera była fajnie nawilżona oraz wygładzona bez uczucia ściągania. Takie efekty lubię!

Sam produkt ma sporą pojemność – 125 ml, a dzięki konsystencji pasty kosmetyk jest niezwykle wydajny. Całkiem polubiłam to podwójne zastosowanie, gdyż w cenie  ( ok. 38 zł ) jednego produktu mamy dwa. 

GOMMAGE PEELING Z KWASAMI AHA 



Jeśli czytacie mnie na bieżąco, to doskonale wiecie, że uwielbiam peelingi w żelu. Tutaj produkt wzbogacony jest o kwasy AHA, które doskonale złuszczają martwy naskórek przy czym sam zabieg jest niezwykle delikatny. Nakładamy go na zwilżoną buzię i masujemy do momentu, aż produkt zacznie się rolować. Następnie zmywamy całość wodą i gotowe. 
Zwykle peeling stosuję 2 razy w tygodniu, dlatego zaskoczyło mnie zalecenie producenta o codziennym nakładaniu produktu przez 7 dni, a dopiero następnie ograniczenie do dwóch razy/tydzień. 
Efekt tego maratonu zdecydowanie pozytywnie mnie zaskoczył – cera jest maksymalnie wygładzona i przyjemna w dotyku. 
Peeling to zdecydowanie mój faworyt z tej linii produktów, uważam, że to innowacja na naszym rodzimym rynku więc brawo Floslek! Jego opakowanie i pojemność są identyczne z glinką, cena to 30 złotych. 


KREM NORMALIZUJĄCY SPF10 



Bardzo przyjemny w użyciu krem o lekkiej konsystencji. Szybko się wchłania i dobrze sprawdza się pod makijaż. Ma wszystko czego moja skóra potrzebuje latem. Nie pozostawia lepkiego filmu więc od razu gotowy jest na nakładanie kolorówki. Wzbogacony jest o filtr SPF10, co jest dobrą wiadomością, choć bardziej ucieszyłabym się z większej ochrony. 
Co prawda od kilku miesięcy nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez serum więc na krok przed kremem nakładam booster Vichy Mineral 89. 
Kosmetyk jest warty uwagi, bo pozostawia absolutnie matowe wykończenie co przy dniach typu “no make up” jest u mnie bardzo pożądanym efektem. 
Krem ma pojemność 50 ml  ( kosztuje w granicach 30 złotych ) i troszeczkę żałuję, że nie ma zamknięcia typu klik. 

KREM KORYGUJĄCY Z KWASAMI AHA I PHA



Kosmetyk, który niestety nieco mnie rozczarował. Co prawda ma lekką, odrobinę wodnistą konsystencję i szybko się wchłania, ale od kremów na noc wymagam nieco więcej i zdecydowanie wolę bardziej treściwe produkty.  Krem daje znikome uczucie nawilżenia, które po chwili jest absolutnie niewyczuwalne,  dlatego obowiązkowo przed nim nakładam serum na bazie olejków od Resibo i w takim duecie krem jako tako się sprawdza. Czasmi też po prostu mieszam oba produkty. Niestety sam w sobie nie spełnia moich oczekiwań. Na jednym ze zdjęć wyżej możecie zobaczyć konsystencje każdego z kosmetyków – jak widzicie krem na noc na mniej zbitą konsystencję od wersji na dzień. 
Plusem są zawarte w produkcie kwasy, które delikatnie złuszczają naskórek, a dodatkowo wzmacniają mechanizmy naprawcze skóry. 
Podobnie jak krem na dzień opakowanie ma 50 ml i jest w tej samej cenie – 30 złotych. 

FLOSLEK BALANCE T-ZONE 


Ogólnie seria zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, każdy z produktów ma przyzwoity skład i stosunkowo dobrą cenę. Najbardziej do gustu przypadł mi peeling, który z czystym sercem polecam każdej z Was. Robi naprawdę dobrą robotę! Całkiem polubiłam się również z glinką, która dzięki podwójnemu zastosowaniu jest niezwykle ciekawym produktem. Niestety najmniej zachwyciły mnie oba kremy,  żaden z nich nie wywołał we mnie “wow”. W serii produktów zdecydowanie zabrakło mi toniku, który jest nieodłącznym elementem mojej codziennej pielęgnacji oraz serum, po które równie chętnie sięgam.  Podsumowując, linią Balance T-zone powinny zainteresować się osoby z cerą mieszaną, które mają problemy z błyszczeniem skóry, bo z tym radzą sobie doskonale,  a obecnie pogoda niestety bardzo temu sprzyja.  

Znacie markę Floslek? Jakie kosmetyki tej firmy koniecznie powinnam poznać?

x
Nie mogę uwierzyć, że minęły już 3 miesiące odkąd zostałam ambasadorką drogerii Noel (drogeriaewa.pl ) i kilka dni temu trafiła do mnie ostatnia już przesyłka od sklepu. Wiem, że lubicie czytać o nowościach dlatego zapraszam Was na przegląd zawartości i pierwsze wrażenie jakie zrobiły na mnie produkty. Gotowi? 
Trzecia paczka ambasadorki drogerii Noel to 6 produktów, w tym 5 kosmetyków oraz kobiecy gadżet. Wśród produktów znalazły się zarówno te do pielęgnacji jak i makijażu, ale także jeden męski kosmetyk. 
BIELENDA CC CREAM BODY PERFECTOR 10w1



Produkt bardzo intrygujący, który jak obiecuje producent pełni wiele funkcji: maskuje niedoskonałości, wyrównuje koloryt skóry, rozświetla czy neutralizuje zaczerwienienia oraz pajączki. Nie ukrywam, że kiedy to wszystko przeczytałam patrzyłam na produkt z niedowierzaniem, więc od razu zabrałam się za testy i …. byłam bardzo zaskoczona. Krem naprawdę sprawia, że skóra wygląda zdecydowanie lepiej. Takie połączenie photoshopa i samoopalacza w jednym, ale w pozytywnym znaczeniu. Myślę, że poddam ten krem intensywniejszym testom i wrócę do Was z obszerną recenzją, ale w pierwszym wrażeniu wypadł naprawdę nieźle. 
AA HYDRO SORBET 



Nazwa kosmetyku przywodzi mi na myśl wakacyjną przekąskę czy deser, jednak w tym bardzo zgrabnym plastikowym słoiczku ukryty jest krem z przeznaczeniem do cery normalnej. Kosmetyk ma lekką konsystencję, delikatny zapach i stosunkowo szybko się wchłania, jednak na dłuższą metę nie jestem przekonana czy sprawdzi się przy mojej mieszanej cerze, która nie ukrywam jest cholernie wymagająca. 

DR IRENA ERIS AUTHORITY



Kosmetyki tej marki interesowały mnie od dłuższego czasu, a krem na noc właśnie mi się skończył więc produkt trafiony w punkt. Nie ukrywam, że mam wobec duże oczekiwania. Bardzo podoba mi się szata graficzna, która sprawia wrażenie luksusu i elegancji. Uwielbiam dobrze wyglądające produkty. Konsystencja jest niezbyt treściwa a zapach odrobinę zbyt sztucznie perfumowany. Ogólnie krem pierwsze wrażenie zrobił całkiem dobre, ale na pełną ocenę potrzebuje zdecydowanie więcej czasu. 
NIVEA MEN ŻEL DO GOLENIA


Ten produkt bardzo ciężko będzie mi ocenić, szczególnie, że mój mąż nie używa tego rodzaju kosmetyków. W sieci można znaleźć wiele różnych trików z użyciem produktów do golenia, więc zapewne znajdę dla niego zastosowanie, w najgorszym przypadku oddam komuś z rodziny.

VIPERA ART&SCIENCE MASCARA



Musze przyznać, że nie do końca wiem skąd taki pomysł na nazwę tuszu do rzęs, więc skupię się na tym co ważne. Szczoteczka jest silikonowa, włoski zwężają się ku końcowi. Ten kształt pozwala bez problemu dotrzeć w kąciki oka. Maskara daje naturalny, dzienny efekt podkręconych rzecz bez większego wow. Nie jest to produkt, który spektakularnie wydłuży i podkreśli rzęsy. 
TOP CHOICE SILICONE SPONGE



Silikonowa gąbeczka do aplikacji podkładu, o której swego czasu ( w okolicach premiery ) było dość głośno. Pamiętam nawet, że zamówiłam oryginalną za granicą ale nigdy do mnie nie dotarła, więc chętnie sprawdzę na własnej skórze jak się sprawdza. Muszę przyznać, że jeszcze jej nie używałam, ale jeśli będzie warta uwagi to pokażę ją Wam w teście na żywo. 
Jak widać zawartość przesyłki bardzo różnorodna i żadnego z produktów nie miałam okazji wcześniej używać, więc przyjemność testowania podwójna. Lubicie takie kosmetyczne prezenty?