Category

URODA

O tym, że kosmetyki w sieci kupicie zdecydowanie taniej niż stacjonarnie nikogo nie muszę chyba przekonywać? A co gdyby mieć do dyspozycji stówkę? Czy można w tej cenie kupić wszystkie niezbędne kosmetyki do pełnego makijażu? Podjęłam to wyzwanie i dziś pokażę Wam, co udało mi się upolować w drogerii Ezebra.pl nie przekraczając budżetu! Przygotowałam też film, w którym testuję wszystkie produkty z dzisiejszego zestawienia. Przygotowałam dla Was również dwie niespodzianki, zainteresowani?
Oprócz kosmetyków do makijażu nie mogłam odpuścić sobie odrobiny pielęgnacji więc wybrałam dwie maseczki – jedną z nich użyłam podczas testów ( video na dole postu ), a druga to nowość marki Bielenda, bąbelkowa maseczka o zapachu mango – czy to nie brzmi cudownie?  Bielenda – Cloud Mask / 6,99 zł 
Podstawą makijażu jest u mnie podkład i kiedy zwykle mam problem z dobraniem odcienia, gdyż każdy najjaśniejszy i tak jest dla mnie za ciemny to w przypadku Insta Perfect od Essence kolor 10 okazał się być … za jasny! To super wiadomość dla wszystkich bladziochów, a równie ważną informacją jest to, że nie ma on tendencji do utleniania. Jego trwałość oceniam 4/5, a z pewnością pomogłaby mu dobra baza pod makijaż.  Podkład Essence – Insta Perfect / 17, 98 zł 
Do wykończenia makijażu najchętniej wybieram pudry ryżowe, dlatego w tym przypadku postawiłam na sprawdzony produkt, jednak w wersji mini. Rice Powder od Ecocera o pojemności 2,5g to strzał w dziesiątke jeśli chodzi o podróżną kosmetyczkę! Produkt jest na tyle wydajny, że spokojnie starczy na długo, a gdyby się skończył to zawsze mogę dosypać odrobinę z pełnej wersji, którą mam na stanie!  Puder ryżowy ECOCERA 2,5g / 9,99 zł 
Znaleźć dobrą i tanią paletkę do oczu nie jest łatwo, a swym wyglądem urzekła mnie nowość od Essence – Too Glam to give a damn! Szata graficzna, kolory… wszystko prezentuje się super! Swoją intensywnością przyciągnęły mnie fiolet oraz złoto. Nietypowy układ wnętrza jest niezwykle intrygujący. Cieniami pracuje się przyzwoicie, jednak zawarty w paletce rozświetlacz nie do końca mi odpowiada. W trakcie testów dodatkowo zachwycił mnie zgaszony brokatowy fiolet. ( czwarty od prawej )  Essence – Too Glam To Give a Damn / 25,78 zł
Od zawsze lubiłam duże szczoteczki w tuszach do rzęs, jednak ta w maskarze I love Extreme od Essence nieco mnie zaskoczyła swoją zmyślną konstrukcją. Ogromna, zakręcona silikonowa szczoteczka to nie było coś, czym dobrze mi się pracowało, a efekt był taki zwyczajny – na co dzień.    Essence – I love Extreme / 10,49 zł 
Pomada do brwi w kredce? Pierwsze słyszę! A jednak! Marka Essence po raz kolejny mnie zaskoczyła i muszę przyznać – jestem na tak! Kredką pracuje się wygodnie, a kiedy końcówka się stępi można użyć załączonej temperówki. Kolor brown świetnie do mnie pasuje i wcale nie jest ciepłym odcieniem.  Wyczuwam mój nowy hit jeśli chodzi o makijaż brwi! Essence – Superlast 24H Pencil Pomade / 8,99 zł 
Pomadka Stay Matte od Rimmel była jedną z najbardziej ciekawych nowości na stronie ezebra.pl, więc skusiłam się na intensywny i odrobinę szalony odcień nr. 800 MIDNIGHT. Uwielbiam mocne kolory na ustach, a więc dla mnie to świetny zakup! Niestety pomadka podkreśla suche skórki więc nawilżanie i peeling ust przed makijażem obowiązkowo! Stay Matte Liquid Lip Colour / 17,89 zł 
Z domu nigdy nie wychodzę bez perfum, a na zimę zawsze wybieram coś całkiem nowego. Tym razem wybór padł na Lolita Lempicka, którego nikomu raczej przedstawiać nie muszę. Zapach jest niesmakowicie kobiecy i zmysłowy, a flakon jest wręcz obłędny. Z takiego prezentu ucieszyłaby się każda kobieta! EDP Lolita Lempicka ( tester ) 100 ml / 98 zł 
WYZWANIE: CAŁY MAKIJAŻ ZA 100 ZŁ!
 
Jeśli macie ochotę zobaczyć jak sprawdziły się kosmetyki w użyciu to zapraszam na poniższe video:
W SKRÓCIE… 
W drogerii ezebra.pl mając budżet  100 złotych udało mi się kupić aż 6 kosmetyków do makijażu oraz dwie maseczki. To naprawdę świetny wynik. Większość z produktów to nowości, których byłam bardzo ciekawa. Uwielbiam testować nieznane mi wcześniej produkty, bo tylko w ten sposób dowiem się czy czasem w niższej cenie nie znajdę idealnego podkładu lub kredki do brwi! Dodatkowo w świetnej cenie upolowałam perfumy idealne na zimę, które w każdym przypadku są trafionym pomysłem na prezent! Jak już wpadniecie na zakupy do ezebry, to koniecznie w koszyku wpiszcie kod “tinaha”, a wysyłkę będziecie mieć za free! ( kod działa do 26.11 ) Dodatkowo wpadajcie na mój INSTAGRAM lada chwila rusza tam szybkie rozdanie, w którym do zgarnięcia będzie stówka na zakupy w drogerii ezebra! 
 






Myślicie już o prezentach na gwiazdkę? 

Kochani, święta są już bliżej niż dalej, bo grudzień za pasem! Dzisiaj zapraszam Was na mój najnowszy film na kanale Youtube, w którym otwieram cały kalendarz adwentowy marki Douglas. W filmie pokazuję Wam co znajduje się w każdym z 24 okienek oraz odpowiadam na pytanie: czy warto go kupić?  Dodatkowo wraz z vlogerką Prawie Idealna przygotowałam dla Was rozdanie, w którym do wygrania się jeden z najnowszych kalendarzy od Douglas.

Jeśli jeszcze zakup idealnego kosmetycznego kalendarza adwentowego jest przed Wami to koniecznie zajrzyjcie na wpis o moim TOP13:
U Was już atmosfera świąteczna czy daleko Wam do tego tematu?
Zdaję sobie sprawę, że listopad dopiero się zaczął, więc temat świąt może Was nieco zaskoczyć. Bogatsza jednak o doświadczenia z ubiegłego roku wiem, że w połowie miesiąca nie było już śladu po najciekawszych kalendarzach adwentowych z kosmetykami. Przygotowałam dla Was więc listę najlepszych propozycji tegorocznych wraz z cenami oraz miejscami, w których kupicie je najtaniej.  Wybrałam najciekawsze według mnie kalendarze choć na rynku dostępnych jest ich zdecydowanie więcej.
 

1. MAC COSMETICS

Marka po raz pierwszy wydała swój kalendarz i cieszy się on tak ogromnym zainteresowaniem, że każdy nakład wyprzedaje się w kilka godzin ( trzeba więc polować na niego! ). W środku znajdziemy 24 produkty w wersji pełnowymiarowej oraz miniatury,  a jego cena to 648 złotych i dostępny jest tutaj i tutaj .

2. ASOS 

Marka przygotowała kalendarz z 24 mini produktami takich firm jak Clinique, Benefit, Bobbi Brown, GlamGlow czy Mac, Zawartość w stosunku do ceny ( ok. 317 złotych ) jest bardzo kusząca i mam na niego wielką ochotę. Dostępny jest tutaj.

3. LOOKFANTASTIC 

 
 
Kolejna świetna propozycja, która składa się z 25 produktów znanych marek. Zawartość to kosmetyki i akcesoria zarówno do pielęgnacji jak i makijażu. Cena to 450 złotych i kupicie go tutaj. 

4. NYX 

 
 
Coś dla wielbicielek kosmetyków kolorowych – marka przygotowała 24 produkty takie jak pomadki, błyszczyki, cienie oraz rozświetlacze w zupełnie nowych odcieniach! Kalendarz kosztuje 219 złotych i jest do kupienia tutaj i tutaj.

5. YVES ROCHER

 
 
 
Marka przygotowała kalendarz z 24 kultowymi produktami w wersji mini. Znajdą się tu kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ciała czy włosów, ale także kilka makijażowych perełek. Kupicie go tutaj w cenie 199 złotych.
 

6. MAKE UP REVOLUTION

 
 
 
Doskonale znana Wam marka marka makijażowa ma dla Was 24 produkty takie jak błyszczyki, cienie, paletki czy pędzle. Koszt kalendarza waha się od 145 do 249 złotych w zależności od sklepu. Dostępny np.  tutaj, tutaj i tutaj
 
 

7. THE BODY SHOP

 
 
 
W tym przypadku są dostępne trzy wersje kalendarza w cenach 229 ( wyprzedany ), 349 oraz 499 złotych. Kupicie je tutajMuszę przyznać, że zawartość tego najdroższego prezentuje się imponująco.

8. NARS

 
 
Kultowe produkty marki w nieziemsko wyglądającym kalendarzu. 24 mini kosmetyków kosztuje 175 funtów ( ok 875 złotych ) i dostępne są tutaj
 

9. ESTEE LAUDER COMPANIES 

Kalendarz pełen wspaniałości takich marek jak Clinique, Orginis, MAC, Bobbi Brown czy Michael Kors. Cena to aż 150 funtów ( ok. 750 złotych ) i do kupienia tutaj. 
 

10. LANCOME 

 
 
 
W kalendarzu znajdziemy bestsellerowe produkty w wersji mini do makijażu oraz pielęgnacji. Cena to w granicach 109 euro, a do kupienia jest tutaj. 

11. LANCOME LUXURY BEAUTY ADVENT

 
 
Kolejna propozycja Lancome, w której oprócz produktów marki znajdziemy także kosmetyki od Ralph Lauren czy YSL. Kalendarz równie ciekawy co poprzednik, w cenie ok 95 funtów ( ok 480 zł ) dostępny tutaj. ( płatna wysyłka )

12. DOUGLAS BELIEVE IN ANGELS

To jedna z 3 propozycji od Douglas, ale myślę, że najciekawsza. Kosztuje zaledwie 129 złotych, a w środku znajdziemy 24 mini produkty oraz akcesoria. Do kupienia tutaj. 

13. BALEA

 
 
 
To najtańsza, ale nie mniej ciekawa propozycja kalendarza. Zawiera w sobie 24  mini produkty w limitowanej świątecznej odsłonie. Niestety online dostępny jest jedynie na allegro, w cenie od 99 złotych. Jeśli macie znajomych mieszkających w Niemczech to dostępne są w DM za 19,99 euro.
Za nami 12 najlepszych według mnie propozycji kalendarzy adwentowych z kosmetykami 2018 i muszę przyznać że z roku na rok wybór jest coraz większy, a same kalendarze ciekawsze. Co prawda dostępnych jest ich zdecydowanie więcej, ale nie jestem w stanie pokazać Wam wszystkiego w jednym wpisie. Sama mam w planach kupić dwie sztuki aby otwierać je podczas Vlogmas, ale także na moim Instagramie niebawem będzie kilka sztuk do zgarnięcia!  Polecam obserwować mój profil i wyczekiwać szczegółów. 
 
 
Macie w planach zakup kalendarza adwentowego? Jeśli tak, to który wpadł Wam w oko?
 
Siedząc kilka lat w blogosferze niejednokrotnie przekonałam się, że nie trzeba wydać fortuny na produkty do makijażu aby być w 100% zadowolonym z efektów. Mogłabym wymieniać w nieskończoność niedrogie kosmetyki drogeryjne, które śmiało mogą równać się z tymi wysoko-półkowymi, których ceny przyprawiają o zawrót głowy. Na szczęście nie musicie kupować wszystkich produktów jak leci, bo od tego macie mnie – a na blogu zawsze pokazuję Wam te sprawdzone i godne polecenia! Dzisiaj nie będzie inaczej – mam dla Was bowiem trzy świetne pudry, które doskonale dopasują się do cery każdej z Was. Gotowe?
Linia kosmetyków AA Wings of Color  przyciąga już samym designem, który prezentuje się bardzo elegancko, wręcz luksusowo, a produkty nie kosztują wiele i co najważniejsze są łatwo dostępne – znajdziecie je w każdym Rossmannie. Dodatkowo opakowania są bardzo przemyślane o czym przekonacie się już za chwilę. Pod lupę wzięłam trzy pudry Dust Matt Loose Powder, każdy z nich ma inne właściwości, które sprawdzają się w konkretnych sytuacjach.  Opakowania kryją w sobie aż 8 gram produktu, co w połączeniu z niezwykłą wydajnością wystarczy na kilka miesięcy regularnego stosowania.
Warto przyjrzeć się temu minimalistycznemu opakowaniu, który jest wygląda niepozornie, ale kryje w sobie sprytny patent zapobiegający wysypywaniu się produktu na zewnątrz  np. w podróżnej kosmetyczce. W zakrętce znajduje się specjalny korek, który idealnie pokrywa niewielkie siteczko, a w efekcie puder po otwarciu jest na swoim miejscu. Kosmetyk równie łatwo wydobyć z opakowania delikatnie nim potrząsając. Puder najlepiej aplikuje się przy pomocy dużego puchatego pędzla zaczynając od środka twarzy kierując się ku zewnątrz. Warto dodać, że kosmetyki są całkowicie bezzapachowe i przebadane alergologiczne.

Trzy pudry o matowym wykończeniu dopasowane do moich potrzeb.

DUST MATT LOOSE POWDER 20 TRANSPARENT 

 
Puder doskonale sprawdza się do wykończenia codziennego makijażu. Jest bardzo drobniutko zmielony i absolutnie aksamitny w dotyku. Choć kolor w opakowaniu wskazuje na beż to na skórze jest on całkowicie transparentny ( jak sama nazwa wskazuje ).  Jest to doskonała propozycja dla osób, które są już zadowolone z efektu krycia jaki uzyskały przy pomocy podkładu i chcą całość utrwalić oraz odpowiednio wykończyć. Puder zapewnia odpowiedni mat, przy czym jest niewyczuwalny na skórze i nie tworzy efektu maski. Jeśli jednak jesteście fankami pudrów nadających kolor to  dostępne są również dwa odcienie: 21 ivory oraz 22 golden beige. Puder wzbogacony jest o ekstrakt z owoców acai i aloesu, dzięki czemu pełni również funkcję pielęgnacyjną. Zapewnia odpowiednie nawilżenie i miękkość skóry, a także poczucie komfortu przez cały dzień. Uwielbiam go stosować do dziennego, niebyt wymagającego makijażu. Puder mnie nie zapycha, ani nie powoduje nieporządanych wyprysków.
SKŁAD: TALC, ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, AQUA, MAGNESIUM STEARATE, P-ANISIC ACID, EUTERPE OLERACEA FRUIT OIL, CI 77492, CI 77491, CI 77499, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER.
 
 
Dla kogo? Każdy rodzaj cery;
Okazja?  Na co dzień.
 
 

DUST MATT LOOSE POWDER NR 30 MAKE UP FIXER

Puder wzbogacony o proszek z tapioki doskonale matuje cerę, a także utrwala makijaż niczym fixer. Podobnie jak poprzednik jest bardzo drobniutko zmielony i daje bardzo aksamitne wykończenie – nie tworząc przy tym płaskiego matu. Doskonale utrzymuje makijaż i zapobiega ścieraniu się podkładu. Idealnie sprawdzi się na ważne wyjście, gdyż z całej trójki wyróżnia się wyjątkową trwałością.  W opakowaniu ma biały kolor, jednak w kontakcie ze skórą jest całkowicie bezbarwny. Nie wysusza skóry i jest wręcz niewyczuwalny na twarzy.
SKŁADALUMINIUM STARCH OCTENYLSUCCIANTE, TALC, AQUA, NYLON-12, POLYMETHYL METHACRYLATE, DIMETHICONE, TAPIOCA STRARCH, CI 77891.
 
Dla kogo? Każdy rodzaj cery;
Okazja?  Na wyjście, imprezę
 

DUST MATT LOOSE POWDER NR 31 SKIN FRESHER 

 
Puder, który zaskakuje swoim dość nieoczywistym kolorem w rzeczywistości pełni funkcję wyrównania i ujednolicenia kolorytu skóry, niwelując wszelkie niedoskonałości. Dodatkowo jak nazwa wskazuje jest produktem matującym. Sprawdza się nie tylko przy pełnym makijażu, ale również stosowany solo – po prostu na “gołą” skórę. Wyrównuje wówczas koloryt i daje bardzo delikatny i naturalny efekt zdrowej cery. Puder jest produktem uniwersalnym, bowiem dopasowuje się do każdego rodzaju czy odcienia skóry. Podobnie jak poprzednicy nie daje efektu maski i nie zapycha porów. Lubię stosować go na zaaplikowany wcześniej krem BB bądź bezpośrednio na oczyszczoną skórę twarzy. Cera wygląda promiennie i zdrowo, a dodatkowo nie świeci się w ciągu dnia.
SKŁAD: ALUMINIUM STARCH OCTENYLSUCCIANTE, TALC, AQUA, NYLON-12, POLYMETHYL METHACRYLATE, CI 77742, DIMETHICONE, MICA, CI 77891, ZEOLITE, CI 77491, CI 77499, CI 15850.
 
Dla kogo? Każdy rodzaj cery;
Okazja?  makijaż dzienny, bez makijażu
Każdy z pudrów zachwyca na swój sposób i co najważniejsze żaden z nich mnie nie zawiódł. Jestem również oczarowana designem i pomysłowością samego opakowania, które doskonale sprawdza się w mojej podróżnej kosmetyczce.  Wielki ukłon w stronę marki za stworzenie dobrego produktu w przystępnej cenie oraz łatwej dostępności. Jak wiecie wczoraj ruszyła promocja na kolorówkę w Rossmannie więc to doskonała okazja na zakup produktów serii AA Wings of Color w naprawdę rewelacyjnej cenie. Grzech nie skorzystać z takiej okazji!
Szykujecie się na zakupy podczas akcji -55% na kolorówkę w Rossmann?

Ostatnio zrobiłam generalne porządki w moich kosmetykach – zarówno tych, które są w łazience ( czyt. w użytku ) jak również znajdujących się w zapasach ( ukrytych w szafie ) i doszłam do dwóch wniosków. Po pierwsze mam zdecydowanie za dużo pootwieranych kosmetyków, a po drugie czeka na swoją kolej tyle ciekawych nowości, że koniecznie muszę coś z tym zrobić. W ten to sposób skupiłam się na wykończeniu produktów, którym do dna zostało niewiele, a ciągle odkładałam je z kąta w kąt. W ten sposób uzbierało się całkiem pokaźne denko. Wspominałam już że połowę kosmetyków, których z różnych względów przestałam używać oddałam mamie oraz przyjaciółce? Było tego na prawdę sporo, ale teraz cieszę się porządkiem i “minimalizmem”. Zapraszam więc na denko!

DENKO KOSMETYCZNE: KĄPIEL

 
 
Moja wanna oblegana była przez najróżniejsze żele pod prysznic – nie będę ukrywać, lubię mieć wybór. Zrobiłam jednak mały detoks, aby ograniczyć ilość stojących na wannie produktów. Z całej piątki zdenkowanych żeli pod prysznic najbardziej polubiłam ten z Biolove o obłędnym zapachu brownie z pomarańczą oraz produkt marki Biały Jeleń o nietuzinkowym połączeniu buraka z …. . Ten pierwszy to raczej połączenie żelu i olejku, ale taka konsystencja jak najbardziej mi odpowiada i choć nie pieni się niemal wcale to z przyjemnością po niego sięgałam. Fitokoktajl również miał specyficzną konsytencję ale i równie ciekawy zapach. Bardzo delikatnie pielęgnował skórę i pozostawiał ją miłą w dotyku. Produkt Dove bardzo lubiłam za lekką piankową formułę i wygodne opakowanie z pompką, zaś żel Kneipp dawał fajne uczycie chłodzenia i odświeżenia co doskonale sprawdzało się latem. Kosmetyk Isana sprawdził się dobrze – zresztą jak zawsze. To tanie i przyzwoite żele.

DENKO KOSMETYCZNE: WŁOSY 

 
 
Latem zmieniałam kosmetyki do włosów zdecydowanie zbyt często, przez co zamiast poprawić ich kondycję jeszcze bardziej je osłabiłam, dlatego oddałam większość z nich i przerzuciłam się na produkty jednej marki. W między czasie zużyłam trzy produkty, o których warto wspomnieć. Pierwszy raz używałam peelingu do skóry głowy i muszę przyznać, że daje całkiem przyjemne efekty. Wybrałam ten marki Vianek, bo mam zaufanie do tej marki.  Choć po pierwszym użyciu nie zauważyłam żadnych rezultatów, to przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że włosy lepiej unoszą się u nasady, a co za tym idzie – lepiej się układają.
Odżywka w sprayu Dove, którą poleciła mi ekspedientka w drogerii miała za zadanie wygładzać włosy i ułatwiać ich rozczesanie ( bo z tym zawsze mam problem ). Niestety nie zauważyłam jakichkolwiek efektów jej stosowania a jedynym plusem jest bardzo przyjemny zapach. Na koniec  oczyszczająca ampułka do skóry głowy Lador, którą ze względu na całkiem sporą pojemność podzieliłam na 3 zabiegi. Bardzo fajne uczucie chłodzenia skóry głowy i odczuwalne odświeżenie. Muszę częściej sięgać po tego typu produkty.
 

DENKO: DEMAKIJAŻ 

 
 
W przypadku tej kategorii mamy ciekawe zestawienie – duży i tani płyn micelarny Bielenda oraz mały i drogi dwufazowy płyn Dermedic. Ten pierwszy o cudownym zapachu zielonej herbaty sprawdzał mi się rewelacyjnie i długo cieszyłam się jego obecnością. Nie podrażnił oczu i całkiem dobrze zmywał moje kolorowe makijaże. Drugi zaś wystarczył zaledwie na 2 tygodnie i choć spisywał się równie poprawnie to niestety zostawiał lepki film na skórze, czego nie za bardzo lubię. Po Bielendę chętnie sięgnę ponownie i z czystym sumieniem mogę Wam ten płyn polecić.
 
 

DENKO: OCZYSZCZANIE TWARZY

 
 
 
Marki Holika Holika nie muszę raczej nikomu przedstawiać, gdyż znana jest z rewelacyjnego w działaniu żelu aloesowego o szerokim zastosowaniu. Z przyjemnością kupiłam do testów również żel do mycia twarzy z tej samej serii licząc na podobny stopień zadowolenia. Niestety w przypadku tego produktu zapach aloesu jest ledwo wyczuwalny, a kosmetyk niewiele zdziałał na mojej wymagającej buzi. Cera po myciu była raczej napięta i wymagała natychmiastowego nawilżenia. Niestety nie wrócę do tego produktu. Całkiem inaczej spisał się żel mikro-złuszczający Nuxe, który za sprawą drobinek nie tylko oczyszczał ale również delikatnie peelingował skórę. Bardzo przyjemny w użyciu, skóra po myciu była bardzo miękka i wygładzona, a sam zapach produktu bardzo ładny. W duecie z żelem używałam także toniku z serii Aquabella, oba produkty są przeznaczone do cery mieszanej i mają właściwości matujące skórę. Kosmetyk sprawdzał się bardzo dobrze, miał przyjemny zapach i jedną niestety dużą wadę – brak atomizera. Tonik przelewałam więc do innej buteleczki.
 

DENKO: PIELĘGNACJA TWARZY

 
 
 
Nie wiem jak to się stało, że uchowały się tylko dwa opakowania po produktach do twarzy. Na pierwszy rzut nowość od Vichy – booster Mineral 89 oparty na wodzie termalnej. Serum to daje umiarkowany poziom nawilżenia, więc nie polubi się z cerą suchą. Osobiście go polubiłam, ale nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia żebym sięgnęła po niego ponownie. Krem na noc Authority Dr. Irena Eris to pierwszy kosmetyk tej marki w mojej pielęgnacji, jednak samo opakowanie było zbyt małe, żebym mogła wyrazić jaką głębszą opinię. Tak czy inaczej nie wywołał u mnie efektu wow.

DENKO: PIELĘGNACJA CIAŁA

 
 
W tej kategorii miałam tyle bubli, że teraz żałuje, że je wyrzuciłam bo może warto było o nich napisać. Do denka udało mi się doprowadzić jedno masło do ciała od beTheSkyGirl o boskim zapachu i bardzo gęstej oraz treściwej konsystencji. Dodatkowo kosmetyk miał drobinki więc skóra była nie tylko nawilżona ale również rozświetlona. Taki efekt latem był bardzo wskazany!  Drugi produkt to peeling do stóp Biolove o wspaniałym zapachu zielonej herbaty. Zamawiając go byłam pewna, że jest do całego ciała – ale dobrze się stało, bo brakowało mi produktu stricte do stóp. Do codziennej pielęgnacji sprawdzał się przyzwoicie, jednak nie jest to kosmetyk, który działa cuda za jednym razem.
Uff, kosmetyków było całkiem sporo, ale jakoś szybko poszło. W denkowych wpisach mówię o produktach bardzo ogólnie, jeśli któryś z nich urzekł mnie wyjątkowo to zwykle poświęcam mu osobny post. Jestem ciekawa czy znacie któryś z kosmetyków, o którym pisałam w dzisiejszym wpisie? 
 
 
 
Nie ukrywam, że moje włosy są cholernie niesforne. Nic w tym dziwnego, skoro raz na trzy tygodnie męczę je koloryzacją. Niestety czerwień jest wymagającym kolorem, który przy wysoko-porowatych włosach dość szybko się wypłukuje. Długo szukałam produktów, które je ujarzmią, zapominając o innych problemach, z którymi zmagam się na co dzień. Łupież oraz wypadanie włosów są wynikiem nie tylko szalejących hormonów w ciąży, ale również częstej zmiany kosmetyków do pielęgnacji. Postanowiłam więc odstawić wszystkie produkty na bok i skupić się na oczyszczeniu skóry głowy i powstrzymaniu wypadających garściami włosów. Czy uporałam się z włosowymi problemami stosując kosmetyki Basiclab? 
 
W podstawowej pielęgnacji włosów postawiłam na trzy produkty marki BasicLab –  stymulujący szampon oraz odżywkę z linii Capillus na wypadanie włosów oraz szampon przeciwłupieżowy.  Dodatkowo używałam olejku Sesa ( na godzinę przed myciem ), jedwabiu CHI na końcówki, oraz olejku w sprayu Joico Luster-Lock, a także kapsułek wzmacniających włosy Vitapil Mama. Dzisiaj skupię się jednak wyłącznie na produktach Basiclab, choć z pewnością wszystkie produkty miały swój udział w tym, jak moje włosy wyglądają obecnie.

DERMOKOSMETYKI BASICLAB

Podczas organizowanego przeze mnie pod koniec lipca BeautyWRO miałam okazję poznać przedstawicieli marki BasicLab, który świetnie opowiedzieli o swoich produktach oraz o tym, jak prawidłowo pielęgnować włosy. Muszę się przyznać bez bicia, że dotychczas traktowałam swoje bez szacunku i nie zwracałam większej uwagi na to w jaki sposób je myć. Spotkanie z marką   uświadomiło mnie w błędach jakie popełniam niemal codziennie, dlatego też całkowicie zmieniłam podejście do takich czynności jak mycie szamponem czy nakładanie odżywki. Jak zawsze, detale mają znaczenie. Jeśli będziecie zainteresowani, to stworzę osobny wpis o tym jak prawidłowo pielęgnować włosy i jakie błędy z pewnością popełnia nie jedna z Was. Ważnie jest nie tylko to jakich produktów używamy, ale również sposób w jakie je aplikujemy. 
Produkty marki Basiclab są dermokosmetykami, dlatego też dostępne są głównie w aptekach – nie znajdziecie ich w żadnej drogerii.  Każdy z nich ma pojemność 300 ml i zamknięty jest w opakowaniu z pompką, za którą wielki ukłon w stronę marki. Można by powiedzieć, że to detal, ale niezwykle ułatwia aplikację kosmetyków. Szata graficzna jest spójna dla wszystkich produktów i prezentuje się niezwykle profesjonalnie. W kosmetykach nie znajdziemy SLS, SLES, MIT’u, PARABENÓW oraz PHENOXYETHANOLU. Termin ważności to zaledwie 6 miesięcy od otwarcia.

JAK STOSUJE PRODUKTY BASICLAB? 

Jako, że zależało mi na pozbyciu się dwóch problemów naraz – stosuje za każdym razem oba szampony. Najpierw przeciwłupieżowy, który po myciu wymaga przetrzymania go na włosach kilka minut, a następnie powtórka przy użyciu drugiego szamponu. Ani jeden ani drugi szampon nie pieni się niemal wcale, a zapach produktu choć ledwo wyczuwalny jest taki jakby…medyczny.  Następnie na odciśnięte z wody włosy aplikuje odżywkę częściowo wmasowując w skórę głowy, a częściowo w resztę długości. Odżywkę na włosach trzymam średnio 5-6 minut, a więc cały proces mycia głowy zajmuje całkiem sporo czasu, dlatego nie każdemu będzie to odpowiadać. Dodam również, że włosy myję średnio co drugi, trzeci dzień. Zestaw BasicLab gości u mnie od dwóch miesięcy a zużycie jest na poziomie 1/3 opakowania.

JAKIE EFEKTY PO DWÓCH MIESIĄCACH STOSOWANIA KOSMETYKÓW BASICLAB ? 

 
Nie ukrywam, że w stosunku do dermokosmetyków mam naprawdę wysokie wymagania i absolutnie się nie zawiodłam. Zacznę od problemu numer 1 – łupież, tutaj pozbyłam się jakichkolwiek oznak łuszczenia się skóry więc pełen sukces. Problem numer 2 – wypadanie włosów, w tym przypadku nie mogę powiedzieć, że włosy nie wypadają mi wcale, ale jest zdecydowanie mniej na szczotce a to już krok w dobrą stronę. Dodatkowo pojawiło się mnóstwo nowych baby hair, które co prawda odstają na lewo i prawo, ale i tak mnie cieszą! Jest to z pewnością zasługa nie tylko samych produktów Basiclab, ale także suplementacji oraz dodatkowemu specjalistycznemu olejkowi. Jeśli chodzi o kondycję moich włosów to do ideału jeszcze im daleko, ale ładniej się układają i są miększe w dotyku. Dodatkowo skóra głowa jest wyraźnie lepiej oczyszczona więc automatycznie włosy lepiej unoszą się u nasady. Plusów jak widać jest sporo, dlatego też nie zaprzestaję kuracji i kontynuuję ją przez conajmniej najbliższy miesiąc.

CZY POLECAM PRODUKTY BASICLAB? 

 
Po pierwsze bardzo podoba mi się zróżnicowanie kosmetyków tej marki, dlatego też każdy znajdzie odpowiednie dla siebie produkty. Dla włosów kręconych, farbowanych, blond, suchych, przetłuszczających się…od wyboru do koloru! Ceny szamponów i odzywek oscylują w granicach 50 złotych za sztukę, więc do najtańszych nie należą jednak zważywszy na skład i jakość to jest to dobra inwestycja. Osobiście jestem zadowolona z działania kosmetyków dlatego z czystym sercem mogę je Wam zarekomendować.
Jestem ciekawa czy znacie tę markę dermokosmetyków, a także jaki jest największy problem, z jakim zmagają się Wasze włosy?