Tag

daily vlog

Dzisiaj zapraszam Was do spędzenia ze mną kilka chwil podczas mojej wyprawy do Warszawy. Nagrałam dla Was dwa daily vlogi, w których pokazałam co robiłam, gdzie byłam i z kim się bawiłam. 
Serdecznie zapraszam na seans! Oczywiście jeśli jeszcze tego nie robicie, to zachęcam do subskrypcji kanału, aby być na bieżąco: tutaj.  
Będzie mi miło jak zostawicie komentarz! 
Ps. Niebawem urodziny bloga i wielkie kosmetyczne rozdanie!

    Przepraszam, że w ostatnim czasie nieco zaniedbałam bloga, ale dużo się działo. Najpierw egzaminy…potem obrona ( Jestę Inżynierę ), a potem świętowanie i wakacje w Egipcie. Od razu po powrocie (w środę nad ranem) zaczęłam staż absolwencki w agencji reklamowej i tak naprawdę dopiero dzisiaj mam czas usiąść i wziąć się za rozpakowywanie walizek. Post dotyczący urlopu pojawi się niebawem, dzisiaj przychodzę z recenzją nowości w moich kosmetykach, która na rynku jest już od jakiegoś czasu. 
    
    Balsam pod prysznic Nivea, to produkt, który od pierwszej reklamy w telewizji wzbudził moje zainteresowanie i choć bardzo chciałam go wypróbować, jakoś nigdy nie było okazji. Ostatnio podczas pakowania znalazłam mini wersję tego produktu, którą kiedyś dostałam podczas współpracy z drogerią internetową StrefaUrody.pl więc postanowiłam ją wziąć ze sobą na urlop. 
Przyznam szczerze, że nie do końca wierzyłam w rewolucyjne działanie balsamu w połączeniu z wodą, aczkolwiek uznałam, że zapewne działa jak odżywka do włosów. 

    Kosmetyk jest bardzo wydajny, gdyż w połączeniu z wodą dobrze się rozprowadza i nie potrzebna jest duża ilość produktu. Jeśli chodzi o zapach, to jest dość neutralny, bez wyczuwalnego dominującego zapachu. W mojej ocenie sprawuje się naprawdę nieźle, jestem bardzo zadowolona z poziomu nawilżenia skóry. Według mnie to świetny produkt, który w pełni może zastąpić tradycyjny balsam na wyjazdach lub gdy po prostu nie mamy zbyt wiele czasu, aby aplikować i czekać na wchłonięcie się tradycyjnego balsamu czy masła do ciała. Na pewno kupię pełno-wymiarowy produkt, kiedy tylko zużyję ten. Wersja mini świetnie sprawdziła się na wyjeździe!

Na koniec jeszcze nieco przesunięte wyniki rozdania, które organizowane było w lutym. 
Miło jest mi poinformować, że zwycięzcą zostaje …….

Komentarz bardzo długi więc umieściłam tylko fragment. Serdecznie gratuluję i czekam na kontakt!:)
Zapraszam jeszcze na vloga z podróży do Egiptu, przygotowanie, lot i cała podróż.

Na wstępie przepraszam, że ten post pojawia się dopiero teraz, ale mój komputer od dłuższego czasu prosił się o format i w końcu si
ę za to zabrałam. Trochę mi zeszło przerzucenie najważniejszych plików na drugiego laptopa (oczywiście wszystkie pendrive rozpłynęły się w powietrzu) i tak niestety część sobie odpuściłam i uznałam, że ściągnę ponownie w razie potrzeby. Teraz w końcu komputer działa poprawie, choć jeszcze nie wszystkie sterowniki i programy zainstalowane.  Dodam jeszcze, że w końcu mam wyznaczony termin obrony – 27.02 na 8:30…zaczynam się stresować, choć zamiast tego powinnam wziąć się za naukę ^^ To tyle w ramach wstępu, czas na temat główny.

Dzisiaj mam dla Was recenzję maski do twarzy, która znalazła się w ostatniej edycji ShinyBox – Luty 2015. W pudełkach były różne smaki/zapachy, w moim była wersja Yasumi Stop the Clock Express Shaker Mask z olejem arganowym oraz glinką Ghassoul. Do opakowania dołączony był plastikowy kubeczek, który odgrywał rolę shakera. Maska przeznaczona dla skóry z widocznymi pierwszymi oznakami starzenia oraz wymagającej regeneracji.
Pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne, ponieważ bardzo podobał mi się pomysł własnoręcznego przyrządzenia maski, a dodatkowo cena (20 zł za zestaw) sprawiała, że moja ciekawość była jeszcze większa. 
Przygotowanie maski tylko z początku wydawało się fajne, ponieważ mimo postępowania zgodnie z instrukcją miałam wrażenie, że nie do końca dzieje się tak jak powinno. Maskę należało wsypać do kubeczka i dodać 60-100 ml wody ( 20 stopni – ciężko mi było dokładnie określić temperaturę ), po czym zamknąć kubeczek i trzepać przez minutę. Już po kilku machnięciach wydawało mi się, że wszystko przykleiło się do ścianek i nic się nie miesza…Postanowiłam więc dolać trochę wody i trochę to pomogło, ale nie do końca. Po minucie machania ręką otworzyłam kubeczek i zaczęłam nakładać maskę na twarz. Zapach mało przyjemny, jednak bardzo delikatny. Konsystencja błotna. Nałożyłam na twarz i szyję a w kubku została 1/3 całej maski, która się nie zmieszała. Więc tutaj minus. 

Czas jaki maska miała zostać na twarzy to 10 minut, po czym należało ją zmyć, bynajmniej według instrukcji. Z własnego doświadczenia już wiem, że należało delikatnie zmoczyć maskę i zrywać płatami. Ciężko to wyjaśnić pisząc, dlatego też zostawię Wam film z daily vlogiem, w którym to właśnie testowałam tę maskę.:)

Wrażenia jakie wywołała maska były naprawdę bardzo pozytywne. Rezultat był zaskakujący, a moja skóra mocno nawilżona, ożywiona i miękka. Byłam w szoku jak skuteczna okazała się maska. Jestem mega zadowolona z rezultatów, szkoda tylko, że była to jednorazowa maska. 
Podsumowując, trochę kiepsko przedstawiona instrukcja i nieco wysoka cena, ale za to rezultaty super. Maska w najwyższej jakości, którą serdecznie mogę polecić, dodając swoje uwagi aby nie zrobić podobnych błędów jak ja 🙂

Na koniec zapraszam na wspomnianego wcześniej daily vloga (pierwszy na kanale), w którym to testowałam na żywo maskę Yasumi. Zapraszam do oglądania:)
Dajcie znać, co myślicie o tego typu maskach?
 Może macie jakieś inne, godne polecenia?
 Piszcie koniecznie!