Tag

inglot




Wstyd przyznać, ale już niemal połowa stycznia a u mnie nie pojawiło się żadne podsumowanie minionego roku. Jednak jak to się mówi, lepiej późno niż wcale. W 2016 roku przetestowałam niezliczoną ilość kosmetyków, ale w dzisiejszym poście miejsce znalazło się jedynie dla kilku, których świetna jakość sprawia, że zasługują na miano ulubieńców roku. Gotowi? 

PIELĘGNACJA




 NAWILŻAJĄCE SERUM DO CIAŁA BIELENDA ALGI MORSKIE

Absolutnie najlepszy produkt do ciała jaki miałam okazję używać. Konsystencja produktu sprawia początkowo wrażenie masła do ciała, jednak po zetknięciu się ze skórą bardzo lekko się rozprowadza szybko przypadła mi do gustu. Serum szybko się wchłania, nie pozostawiając przy tym lepkiej warstwy, co bardzo mnie cieszy. Do tego nieziemski zapach, który jest nie tylko bardzo świeży, ale wręcz uzależniający. 

Spora ilość zawartych w serum składników aktywnych oraz odżywczych z pewnością zrobi dobrze waszej skórze, a masło shea, które znajdziemy już na drugiej pozycji w składzie zachowa odpowiednie nawilżenie skóry na długi czas. Już po kilku zastosowaniach serum mogłam odczuć pozytywny wpływ na moją skórę, która stała się nie tyko gładsza ale bardziej ujędrniona, za co szczególnie pokochałam serum.


HYBRYDY


Ojj tak, lakiery hybrydowe królowały u mnie przez cały rok. Szczególnie dobrze sprawdziła się baza oraz top od NeoNail, a kolorem roku mianuję nudziaka Desert Rose. Pod koniec roku przybyło mi również kilka świetnych kolorów od Semilac oraz nowa lampa 24W LED, dzięki której tworzenie manicure ograniczyło się do minimum czasowego. Jeśli chodzi o hybryrę to tworzą się coraz to nowsze trendy w stylizacji paznokci, dzięki którym szybko nie wyjdą z mody. 





Moje przykładowe stylizacje możecie znaleźć na moim instagramie: KLIK!
@tinahaoficjalnie 



PEELING W ŻELU SKIN79


Koreańską pielęgnacją interesuje się zaledwie od kilku miesięcy, a peeling pojawił się u mnie dopiero w połowie listopada, jednak całkowicie bije na głowę wszystkie dotychczasowe peelingi do twarzy. Jest to drugi w moim życiu peeling w formie żelu i podobnie jak jego okropnie drogi poprzednik [ więcej info ] sprawdza się rewelacyjnie. 
Po pierwsze jest delikatny w użyciu, w przeciwieństwie do wszelkich gruboziarnistych peelingów. Zabieg złuszczania naskórka to niczym lekki masaż twarzy, a po wszystkim skóra jest widocznie wygładzona i oczyszczona. Peeling przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry, jednak najbardziej ucieszy osoby o cerze delikatnej, skłonnej do podrażnień ze względu na swoją delikatną konsystencję. 


KAWOWY PEELING DO CIAŁA EVELINE


Na wstępie zaznaczę, że wielką fanką kawy nie jestem, pijam sporadycznie, jednak zapach tego peelingu działa na mnie pobudzająco. Konsystencja jest gruboziarnista, co moja skóra bardzo lubi, a samo działanie peelingu jest bardzo ujędrniające, a skóra po użyciu jest miękka i gładziutka. Całość razem z rozsądnie niską ceną składa się na mój must have. 


Więcej informacji znajdziecie w oddzielnym poście: 


ODKRYCIE MIESIĄCA: KAWOWY PEELING EVELINE





MAKIJAŻ



EYELINER CELEBRITES EVELINE


Niezbędny produkt codziennego makijażu, bez którego mój make up wydaje się być niekompletny. Uwielbiam kreskę na oku, a ten eveliner idealnie współpracuje z moją mało profesjonalną dłonią. Jest perfekcyjnie czarny i matowy, nie rozmazuje się i ma bardzo cieniutki pędzelek. W sklepie kupimy go za śmieszne pieniądze, a jakością i wydajnością przewyższa nie jeden eyeliner z wyżej półki. 
Niejednokrotnie bił na głowę inne produkty do kresek, a w ulubieńcach mogłabym umieszczać go co miesiąc. 


KAMUFLAŻ W KREMIE CATRICE


Najmniej wymagający polecenia korektor, bo przecież zna go każda z Was. Dla mnie niezstąpiony. Najjaśniejszy odcień idealnie pasuje do mojej cery.  Uratował mój makijaż niejednokrotnie i choć nie mam konieczności używania go na co dzień to jest nieodłącznym składnikiem mojej kosmetyczki. Bardzo wydajny i cholernie tani, podobnie jak eyeliner Eveline nie ma sobie równych. 


ŻEL DO BRWI INGLOT


Niezastąpiony produkt do brwi, towarzyszy mi od maja i przy codziennym stosowaniu nie doszłam w tym maleńkim słoiczku nawet do połowy, co świadczy o jego niesamowitej wydajności. Bardzo wygodny w użyciu, a przede wszystkim cholernie trwały. Ciężko go zmyć nawet płynem do demakijażu. Cena może wydawać się nieco wygórowana, jednak zważając na wspomnianą wydajność nie jest to częsty zakup, więc jak najbardziej można sobie na niego pozwolić. 




CURLY UP TUSZ DO RZĘS EVELINE


W minionym roku testowałam cała masę tuszy do rzęs, poprzez tanie, aż po cholernie drogie. Moje rzęsy rozczesywały przeróżne szczoteczki i kiedy zrobiłam szybki przegląd uznałam, że Curly Up była jedyną maskarą do której wróciłam / kupiłam ponownie, dlatego śmiało mogę uznać, że była po prostu najlepsza. Fajnie wyprofilowana szczoteczka silikonowa, która równomiernie nakłada tusz i rozczesuje rzęsy. Dostępna w niemalże każdej drogerii w niskiej cenie. Wydajność umiarkowana bez tendencji do szybkiego wysychania. Polecam ją każdej znajomej i na ogół są równie zadowolone co ja. 






BAZA POD CIENIE EYE SHADOW KEEPER INGLOT


Jeśli zależy wam, aby wasz makijaż oka utrzymał się dłużej zainwestujcie w baze pod cienie, ale jeśli zależy wam makijażu trzymającym się niczym beton to koniecznie wybierzcie Eye Shadow Keeper. Baza jest mała i droga ale bezkonkurencyjnie skuteczna. W moim przypadku nie używam jej na co dzień, a jedynie w przypadku wieczornego wyjścia czy w przypadku mocniejszego makijażu oka, dzięki temu nie mam problemu z jej wydajnością. Baza ma konsystencje żelową i nakłada się jej znikome ilości, więc nawet spokojnie starcza na kilka miesięcy. Nie znam kosmetyczki, która by jej nie polecała, a te jak wiadomo znają się najlepiej. 



Oto powyżej lista moich kosmetycznych hitów, które podbiły moje serce nie tylko niesamowitą jakością, ale również w większości przypadków ceną, która jest przystępna i jakby nie patrzeć ma wpływ na to czy kupimy dany produkt czy nie. 
W najbliższym czasie pojawi się również wpis z rozczarowaniami minionego roku, czyli podejmę się tematu i opowiem Wam o kosmetykach, które okazały się moim przypadku totalną porażką. Koniecznie dajcie znać, czy jesteście zainteresowani takim wpisem.;)
Jestem ciekawa waszych rocznych podsumowań, koniecznie zostawcie linka do swoich postów. 

Cześć wszystkim!
Dzisiaj będzie bardzo kolorowo, a to za sprawą nowości z jaką do Was przybywam. Wszystkie fanki makijażu powinny teraz wziąć kubek gorącej kawy i wygodnie rozsiąść się w fotelu. 

INGLOT HD MATTE

Do sprzedaży właśnie trafiły długo wyczekiwane pomadki w płynie od marki INGLOT, które są brakującą wisienką na torcie całej gamy produktów tej firmy. 
W ostatnim czasie Internet aż huczy od zachwytów nad wszelkimi pomadkami w płynie, a każda kolejna firma kosmetyczna zalewa nas falą nowości w postaci właśnie takich produktów. Kiedy tylko usłyszałam, że Inglot również w planach ma wypuszczenie serii pomadek w płynie, a dodatkowo zobaczyłam pierwsze zapowiadające tę kolekcję zdjęcia to nie mogłam doczekać się aż wezmę je w obroty! 
I tak oto dzisiaj chcę Wam zaprezentować pełną kolekcję pomadek HD Matte, w której skład wchodzi 10 odcieni. Zanim jednak przejdziecie do zdjęć i zatracicie się w tych perełkach to warto przedstawić kilka szczegółowych informacji na ich temat. 

OPAKOWANIE I KONSYSTENCJA

Pomadki opakowaniem przypominają błyszczyk do ust, a pod zakrętką znajdziemy gąbczasty aplikator, który jest niezawodny w przypadku właśnie błyszczyków. Myślę, że w przypadku pomadek w płynie jest najlepszym możliwym rozwiązaniem. Gramatura pomadki to 5.5 ml co daje nam taką samą wielkość jak błyszczyki Sleeks. 
Sama konsystencja pomadki jest odpowiednio gęsta, nie spływa z ust, a kolory są na tyle dobrze napigmentowane, że już jedna cienka warstwa w zupełności wystarczy. Pomadka zastyga na ustach do pełnego matu w przeciągu minuty.  Mimo, że kolor staje się stuprocentowo matowy to nie ma mowy o efekcie wysuszonych ust. 


TRWAŁOŚĆ I CENA


Jeśli chodzi o trwałość pomadki, to jestem tutaj tak pozytywnie zaskoczona, że ciężko mi ją do czegokolwiek porównać. Pomadka po zastygnięciu staje się wprost nie wyczuwalna na ustach. Nie ma lepkiej warstwy, ani uczucia wysuszenia ust. Trwałość pomadki w moim przypadku ( dużo pije, często jem ) to w granicach 5 godzin bez poprawek. Pomadka jednak ściera się bardzo delikatnie, dlatego też wystarczy delikatna poprawka, aby z powrotem cieszyć się idealnie pomalowanymi ustami. 
Cena pomadki to 45 złotych, co nie wydaje się zbyt dużym wydatkiem porównując do cen klasycznych matowych pomadek Inglota ( 30 zł ). Mają na uwadze świetną trwałość zakup może okazać się dobrą inwestycją. 


ODCIENIE 

Pomadka występuje w 10 odcieniach, od naturalnych kolorów idealnych na co dzień, poprzez delikatne brązy i róże, aż do mocnych i szalonych barw . Paleta jest na tyle zróżnicowana, że każdy odnajdzie swój ideał. 


Kolory pokazane na zdjęciach są świeżo nałożone, nie zastygnięte. 


MÓJ ULUBIENIEC

Co prawda wszystkie kolory prezentują się rewelacyjnie i najchętniej przygarnęłabym je wszystkie, to jednak numerem jeden dla mnie jest #16 jeśli chodzi o kolor na co dzień oraz #15 na imprezę. Tak czy inaczej cała kolekcja zasługuje na medal. 

Miałyście okazję testować nowe pomadki ?
Jestem ciekawa Waszej opinii i ulubionych odcieni!
Wraz z nowym rokiem postanowiłam wprowadzić nieco organizacji nie tylko w życiu codziennym, ale również na blogu czy kanałach. Myślę, że nieco dyscypliny mi się przyda. Wraz z nowymi postanowieniami na bloga wchodzą nowe serie postów, które będą pojawiać się cyklicznie. Pierwszą z nich będzie odkrycie miesiąca, w którym przedstawiać Wam będę produkt, który w danym miesiącu zrobił na mnie ogromne wrażenie i warty jest polecenia. Pojawiać się będą tutaj zarówno kosmetyki kolorowe jak i pielęgnacyjne, czasami jakiś kosmetyczny gadżet. Adekwatnie do tej serii pojawi się kolejna, w której pokazywać wam będę rozczarowanie miesiąca, a takie produkty coraz częściej do mnie trafiają. O kolejnych seriach będę informować Was na bieżąco. Tyle w ramach wstępu, czas na pierwsze okrycie w nowym roku. 
Pierwszą perełką, którą co prawda odkryłam niedawno, jednakże zawładnęła moim sercem na tyle mocno, aby się nią z Wami podzielić. Poszukiwania niezawodnego toniku, który zapewniłby perfekcyjną pielęgnację twarzy trwają nie od wczoraj. Przetestowałam kilkanaście, na nawet kilkadziesiąt różnych toników i niestety w każdym znalazłam jakieś “ale”. A to zapach nie ten, a to efektów brak, a to skóra podrażniona albo co gorsza totalny niewypał. Po wielu nieudanych próbach trafiłam na tonik idealny. 
Firma Inglot, która do tej pory kojarzyła mi się wyłącznie z kolorówką, okazała się mieć w swojej ofercie pielęgnacyjną perełkę, jaką jest multi-funkcyjny tonik ( Multi – Action Toner ),w trzech osłonach: do cery suchej, normalnej oraz mieszanej i tłustej. Mój wybór padł na opcję numer trzy, przede wszystkim ze względu na dodatkowe właściwości. 
Pierwszym oczywistym kryterium mojej oceny są jego podstawowe właściwości, czyli prawidłowa pielęgnacja oraz przywrócenie odpowiedniego pH skórze, co w stu procentach spełnia nasz tonik. W składzie znajdziemy również ekstrakt z Glinko Biloba, który świetnie absorbuje nadmiar sebum
i redukuje zaczerwienienia, dzięki czemu cera na długo pozostaje w świetnej kondycji. Tonik nie zostawia nieprzyjemnego filmu na twarzy. Warto również dodać, że w składzie nie znajdziemy parabenów, ani tym bardziej alkoholu, a więc o alergię czy uczulenie nie ma co się martwić. 
Na duży plus zasługuje również zapach, który jest bardzo przyjemny i długo utrzymuje się na twarzy. Tonik ma zielony, przyjemny dla oka kolor i zamknięty jest w przeźroczystej tubie o pojemności 115 ml. Cena produktu to 30 zł, co przy tej pojemności i świetnych właściwościach czyni go bardzo atrakcyjnym produktem, a jak dla mnie od niedawna niezastąpionym. 
Tak jak na wstępie wspomniałam, tonik dostępny również do cery suchej z wyciągiem z lilli, zapewniając odpowiednią regenerację i odżywienie skóry, oraz do cery normalnej z ekstraktem z czarnej perły, która świetnie odżywi cerę i  zapewni rozświetlenie. 
Koniecznie dajcie znać, czy któraś z Was miała okazję przestestować ten produkt i jakie są Wasze odczucia. 
Dziękuję za uwagę i do zobaczenia wkrótce!