Tag

MUR

W końcu nadeszła wiosna, bynajmniej kalendarzowa, bo za oknem nadal zalega śnieg i aura wciąż nieco zimowa. Postanowiłam w oczekiwaniu na cieplejsze dni przygotować nową chciej-listę, bo zimowa już dawno zrealizowana. Taka lista, to dla mnie nic innego jak planowanie zakupów. Co rusz wychodzi tyle wartych uwagi nowości, które szybko znikają w gąszczu kolejnych ofert. Dzięki liście mam w jednym miejscu wszystkie produkty, których zakup planuję w najbliższym czasie. Uwierzcie, że to pozwala mi na ograniczenie spontanicznych i często nieprzemyślanych zakupów. To jedna z tych rzeczy, które zawsze mam zorganizowane. 



ZAJRZYJ NA WPIS: X’MAS 2017 WISHLIST



1. RESIBO


Na tę markę mam ochotę już od dawna i czytając kolejne recenzje jej produktów na blogach tupię nóżkami, aż wyzeruję niektóre kosmetyki i będę mogła sięgnąć po nowe. Ciężko się powstrzymać, ale doskonale siebie znam i gdyby teraz trafiły w moje ręce produkty tej marki, to inne poszły by w odstawkę, a potem pojawiłyby się kolejne nowości i zrobiłoby się tłoczno na półce. Najbardziej mam ochotę na olejek do demakijażu oraz krem miejski. Ciekawa jestem czy podbiją moje serce? 
2. SPLIT ENDER 


Kolejny wynalazek do włosów, który mam ochotę przetestować. ( Wiem, wiem, jeszcze nie pojawiła się recenzja szczotki do prostowania włosów ale obiecuję, że to nadrobię. ) Co kryje się pod nazwą Split Ender? To maszynka, która służy do podcinania zniszczonych końcówek bez skracania włosów. Brzmi bardzo ciekawie, choć cena jest powalająca – ponad 250 dolarów kosztuje oryginalne urządzenie, ale od czego mamy Aliexpress? Znajdziemy tam zamiennik w cenie ok. 150 złotych i ma wiele pozytywnych opinii, więc to właśnie na niego poluję. 

3. INDIGO PROTEIN BASE
Co prawda w ostatnim czasie testuję różne alternatywy dla hybryd, ale muszę przyznać, że bez nich moje paznokcie są bardzo słabe i łamliwe. Dużo czytałam pozytywnych opinii na temat tej bazy i mam wielką ochotę ją wypróbować. Co prawda w malowaniu wzorków lakierami nie jestem mistrzem, ale w końcu mogę połączyć hybrydy z naklejkami termicznymi.

4. COCO GLAM
Prawdziwy hit Instagramu czyli proszek do wybielania zębów z aktywnym węglem, który jest w 100% naturalnym i bezpiecznym produktem. Mam ochotę na niego od dobrego miesiąca, choć nieco przeraża mnie cena ( ok 90 złotych ). Z drugiej strony przydałoby mi się odświeżenie koloru szkliwa, a inne metody niestety nie wchodzą w grę. 
5. PALETKA CIENI


Tutaj na jaw wychodzi moje niezdecydowanie. Nie jestem osobą, która w swojej kolekcji ma niezliczoną ilość cieni, bo uważam, że 2-3 dobre paletki w zupełności mi wystarczą. Ostatnio jednak mam ochotę na coś nowego ale kompletnie nie mogę się zdecydować. Początkowo byłam niemal pewna, że będzie to Soph X od MUR, ale później naszła mnie ochota na Dream St. od Colourpop, ale brakuje mi w niej fioletów, a wczoraj doznałam nowego olśnienia Tropical Oceana od MUA, bo to istna burza kolorów. Pomóżcie coś zdecydować, albo zaproponujcie coś nowego – co mi tam, będę mieć jeszcze trudniejszy wybór. 



MOJA AKTUALNIE ULUBIONA PALETKA: MUR FLAWLESS 4

No i to chyba wszystko z “większych” planów zakupowych, choć oczywiście kosmetyków, na które mam ochotę jest znacznie więcej jak np. seria aloes-kokos od Bielendy ( jak to cudownie pachnie! ), kolejne nowości z Biolove ( peeling czy maska do twarzy )  albo nowości od Eveline – szczególnie maskara z zaokrągloną szczoteczką. 
Jestem ciekawa, czy testowałyście może kosmetyki z mojej listy zakupowej – czekam na Wasze opinie, aby upewnić się w swoich wyborach.

Przez długi okres czasu byłam bardzo monotonna jeśli chodzi o makijaż oczu. Cienie w klasycznych brązach, eyeliner i maskara. Bez fajerwerków. Odkąd rozpoczęłam pracę w Inglot, coraz chętniej sięgałam po intensywniejsze odcienie cieni, a w makijażu stałam się zdecydowanie odważniejsza. To właśnie tam skomponowałam swoją pierwszą paletkę, której byłam wierna przed dłuższy czas. W późniejszym czasie moim hitem stała się paleta Cocoa Blend od Zoeva. Ostatnio znalazłam kolejną, wartą uwagi paletkę. Dobra, trwała i w przystępnej cenie. 

Kiedy zobaczyłam po raz pierwszy zdjęcia Flawless 4 było pewne, że muszę ją mieć. Paleta stanowczo wyróżnia się na tle poprzedniczek MUR, w których dominowały odcienie brązów, beżów bądź złota. Przez to każda z nich wydawała mi się nazbyt podobna do innych. Tutaj mamy do czynienia z prawdziwą euforią kolorów. 
Paleta Flawless 4 zawiera 32 cienie ( 0,625 g każdy ) zamknięte w czarnej kasetce z praktycznym lusterkiem z wieczkiem w kolorze różowego złota, które nadaje jej klasy i elegancji. Znajdziemy tu odcienie klasyczne ( ciepłe i chłodne brązy ), bazowe ( delikatne beże, odcienie nude ), metaliczne ( kilka odcieni złota, miedzi, a także różu i śliwki ) oraz intensywne ( czerwienie, róże, pomarańcze ), które są wisienką na torcie. Wszystkie odcienie pięknie się uzupełniają tworząc kompletną całość. Dzięki temu zróżnicowaniu ilość kombinacji makijaży jest wręcz nieograniczona. Każdy kolor ma swoją nazwę, co nadaje im charakteru. Pigmentacja cieni jest przyzwoita, określiłabym ją jako średnio-mocną. 
Żadna z palet MakeUp Revolution nie zrobiła na mnie tak mocnego wrażenia. Można powiedzieć, że Flawless 4 zdobyła moje serce od pierwszego wejrzenia. Cieniami pracuje się znakomicie, nie osypują się, są odpowiednio napigmentowane. Nawet bez użycia bazy utrzymują się długo na powiekach, nie rolują się. Uwielbiam różnorodność jaką daje paletka, używam jej na co dzień, na wieczór i od święta. Opakowanie jest wytrzymałe, dobrze wykonane i wygodne w użytkowaniu. Na koniec warto wspomnieć jeszcze o cenie, za 32 dwa dobrej jakości cienie zapłacimy bowiem ok. 36 złotych. 
Pochwalcie się, posiadacie w swojej kolekcji paletki od MUR? Która jest Waszą ulubioną?