Tag

recenzja

Dzisiaj przychodzę do Was, z bardzo ciekawym tematem, a mianowicie – koloryzacja w domu. Przyznam się szczerze, że miałam spore obawy, co z tego wszystkiego wyjdzie, jednak postanowiłam zaryzykować, aby móc podzielić się swoim doświadczeniem. 

Już od pewnego czasu nie mogłam patrzeć na swoje włosy, bo po pierwsze kolor stał się matowy, włosy wyglądały jak po nieudanym “ombre”, a do tego te odrosty. Jednakże wizja zapłacenia minimum 150 zł za koloryzację u pewnego fryzjera mnie przerażała, szczególnie, kiedy idą święta i wydatków szykuje się sporo. Do tego dochodzą jeszcze skromne marzenia, które chciałabym zrealizować, a na wszystko trzeba kasę:)
Postanowiłam więc, że kupię farbę i poproszę kogoś bliskiego aby nałożył i niech się dzieje wola Boża. Na całe szczęście kiedy tak stałam w drogerii przed ścianą pełną farb w oczy rzuciła mi się Color Mask od Schwarzkopf. W pierwszej chwili się nie zdecydowałam, gdyż żaden odcień nie powalił mnie na kolana i nie do końca byłam do tego przekonana, wróciłam więc do domu i przeszperałam opinie na temat tej farby. Następnego dnia podczas codziennych zakupów w Biedronce zauważyłam znajomą farbę, w okazyjnej cenie 17,99 pln. Wybrałam odcień nr 568, najbardziej zbliżony do ostatniej mojej koloryzacji i postanowiłam, że poradzę sobie sama. A jak!

Dzisiaj śmiało mogę stwierdzić, że fryzjerką nigdy nie zostanę ale efekty według mnie są bardzo zadowalające.
Samo przygotowanie mieszanki do nałożenia było dziecinnie proste, wyciskamy farbę do specjalnego kubeczka, w którym jest już balsam nawilżający, zamykamy i energicznie potrząsamy ręką do całkowitego zmieszania się produktów. Zakładamy rękawiczki i do dzieła.

W moim przypadku zaczęłam od odrostów, a dopiero potem reszta włosów. Milion razy widziałam jak fryzjer nakłada mi farbę, więc robiłam to na wzór, może w nieco gorszym wydaniu.  Na początku wyobrażałam sobie, że to będzie mega trudne, a tu proszę, niecałe 15 minut i farba już na całych włosach.

Jedyną wpadką jaką popełniłam to nie rozścieliłam żadnej starej szmatki ani ręczniczka papierowego na pralkę, gdzie leżał brudny od farby grzebień oraz kubeczek farby, gdyż po całym farbowaniu długo męczyłam się z doprowadzeniem do czystości blatu pralki. Następnym razem nie popełnię tego błędu.  Po zmyciu farby nałożyłam dołączoną do opakowania maskę nawilżającą, zostawiłam na 2 minuty i zmyłam.

Tak było przed: ( Włosy specjalnie nie myte, tak ponoć lepiej się farbuje)

A efekt jest taki:

Z  efektów jestem mega zadowolona, wszystko wyszło równo, kolor jest intensywny i myślę, że pasuje mi ten odcień. Może jednak mam zadatki na fryzjerkę?
A jaka jest Wasza ocena? Czekam na komentarze!
Jeśli macie jakieś pytania to piszcie śmiało:)
Witajcie kochani,
Jak co miesiąc przybywam do Was z recenzją pudełka ShinyBox, jednakże tym razem wprowadziłam malutką zmianę i postanowiłam opisać pudełko po wcześniejszym teście kosmetyków. Uznałam, że przestawienie samej zawartości nie wnosi nic nowego, bo to możecie sprawdzić sobie na stornie ShinyBox. Postanowiłam użyć choć raz każdy z kosmetyków, aby bardziej szczegółowo Wam przedstawić zawartość i wystawić swoją ocenę. Myślę, że cierpliwość przełoży się na bardziej rzetelną recenzję. No to do dzieła!
  Listopadowa edycja jest jedną z lepszych (  a może i najlepsza ), która trafiła w moje ręce do tej pory. Towar pierwsza klasa – zawartość w 100% zgadza się z nazwą.  W pudełku znalazło się aż 6 pełnowymiarowych produktów, a wśród nich:

Zmywacz do paznokci w chusteczkach ( 10 szt. ) firmy NU. Cena sklepowa to 19 zł za opakowanie, co według mnie jest kolosalną ceną, za tego typu produkt. Jeszcze gdyby chusteczki były na tyle wydajne, aby jedną sztuką zmyć wszystkie paznokcie. Niestety, aby całkowicie pozbyć się lakieru musiałam użyć dwóch sztuk, przez co całe opakowanie wystarczy mi na 5 razy. Według producentów jest to nowość i rewolucja…moim zdaniem totalnie nie udana.

Złoty Peeling Cukrowy ORGANIQUE z ekskluzywnej linii Eternal Gold. Cena sklepowa to 68 zł / 200 ml. Uwielbiam tę firmę, ich produkty, a przede wszystkim peelingi. Są zawsze doskonałe. Tak też było w tym przypadku. Gustowne opakowanie, a po otwarciu możemy delektować się delikatnym, ale bardzo przyjemnym zapachem. Produkt bardzo wydajny, a po użyciu skóra jest gładka, miękka i pięknie pachnie.
Ciekawostka – peeling stosujcie przed kąpielą, na suchej skórze, wcierając produkt wilgotnymi dłońmi. Ostatnio słyszałam taką poradę i już po pierwszym użyciu zauważyłam różnicę.

Balsam do włosów BANIA AGAFII. Cena sklepowa to jedyne 6 zł / 100 ml. Pod niepozornie wyglądającym opakowaniem kryją się 100% naturalne składniki. W moim przypadku jest to produkt odżywczo – regeneracyjny, choć wolałabym ten drugi – “Aktywator wzrostu” ( może się skuszę w najbliższym czasie ). Po zastosowaniu włosy są gładkie a rozczesywanie nie jest już moją zmorą.Produkt wydajny, bynajmniej przy moich krótkich włosach. To chyba najlepszy produkt w pudełku.Z czystym sercem polecam.
Baza pod cienie JOKO. Cena w sklepie to 23 zł / 5 g. Pierwszy raz spotkałam się z tego typu produktem. Konsystencja produktu niczym podkład i szczerze przyznam, że do tej pory to właśnie zwykły podkład był moją “bazą” pod cienie. Niestety nie widzę różnicy pomiędzy zastosowaniem tej bazy a zwykłym podkładem. Cieszę się, że mam okazję przetestować ten produkt, jednak na przyszłość pewnie nie kupię kolejnego opakowania. Jak dla mnie zbędny produkt. 

Peeling do ust MALIZA. Cena producenta 10 zł / 10 ml. To również nowość na rynku, jednak miałam już okazję spotkać tego typu produkt. Bardzo fajna sprawa. Produkt jest bardzo …smaczny, mimo, że wolałabym aby był o innym zapachu, bo nie za bardzo lubię pomarańcze. Niestety po nałożeniu na usta, aż się prosi aby oblizać usta. Dodatkowo wygładza usta, dzięki czemu są miękkie i skore do rozdawania buziaków 🙂 Peeling jest bardzo wydajny i niezwykle prosty w aplikacji, można nałożyć go po prostu palcem lub zamoczyć usta w pojemniczek. Dzięki małemu opakowaniu nadaje się nawet do najmniejszych torebek. Polecam wypróbować, a może raczej skosztować ?

Pięć osobnych cieni do powiek w kuleczkach APC. Cena sklepowa 65 zł / 5 sztuk – powala na kolana.  Kolejna nowość na rynku. Niestety moim zdaniem totalnie nie udana. Widziałam już bronzery, róże, pudry w kulkach ale cienie? W tym przypadku mamy do czynienia z bardzo małym opakowaniem, przez co aplikacja to nie lada wyzwanie. Próbując nałożyć produkt na patyczek do cieni kilkakrotnie wysypałam co najmniej jedną kuleczkę, jak tak dalej pójdzie to cienie skończą się szybciej niż planowałam, więc trzeba być bardzo ostrożnym. Jeśli chodzi o kolory to trafione w pełni, bardzo naturalne odcienie, takie jak lubię. Ale to jedyny plus.
edit. Właśnie przeczytałam, aby cienie nakładać palcem, hmm muszę wypróbować ten sposób:)
Dodatki do boxa:

I tak oto wszystkie produkty zostały starannie opisane. W razie dodatkowych pytań, proszę pytać w komentarzach, odpowiem na wszystkie. Jak Wam podoba zawartość? Jeśli jeszcze nie miałyście okazji kupić swojego pudełka to zapraszam do zakupu TUTAJ.
To tyle na dzisiaj, do usłyszenia niebawem!
Jaki produkt będzie najbardziej odpowiedni dla Naszej skóry? Czym różni się masło do ciała od tradycyjnego balsamu? Co, kiedy i jak stosować? O tym wszystkim w dzisiejszym poście, jednak na wstępie chciałabym podziękować za 38 000 wejść. Z tej okazji postanowiłam wynagrodzić osobę, która uchwyci stan licznika i podeśle mi screen. Oczywiście znalazła się zwyciężczyni dlatego też chciałabym serdecznie wszystkich zaprosić na bloga pozytywnie-nastawiona. Kolejne łapanie licznika planuję na 40 000, a to już całkiem niedaleko więc bądźcie czujni! To tyle słowem wstępu, zapraszam na część dalszą. 
__________________________________________________________________________________

Pewnie nie jedna z Was zastanawiała się czym równi się masło do ciała od powszechnie stosowanego balsamu. Ostatnimi czasy masło staje się coraz bardziej popularne i chyba każda z firm kosmetycznych ma je już w swojej ofercie. Czy masło do ciała może zastąpić zwykły balsam? 
Masło do ciała ma bardziej kremową konsystencję a jego zadaniem jest intensywne nawilżanie i regeneracja skóry, a więc pełni tę samą funkcję co balsam. 

Po masło do ciała powinny sięgnąć osoby z suchą skórą, ponieważ skutecznej natłuszcza skórę, przez co lepiej radzi sobie z jej problemami. Masła do ciała mają w składzie więcej substancji odżywczych ( w porównaniu do balsamów ) i są bardziej skoncentrowane, dzięki czemu działają szybciej. Efekty można zauważyć już po pierwszym zastosowaniu, ponieważ dłużej utrzymują się na ciele uwalniając składniki odżywcze. Zapobiegają wysuszeniu skóry, łagodzą podrażnienia, wygładzają a przy dłuższym stosowaniu spowalniają proces starzenia się skóry. 
 Niestety masła do ciała mają również swoje drobne wady. Gęsty krem wchłania się dużo wolniej niż balsam, a dodatkowo jest o wiele mniej wydajny. Dlatego jeśli chcemy aby preparat wchłonął się szybciej – balsam będzie lepszą opcją. Stosowanie masła w okresie letnim również stanowi problem, ponieważ po nałożeniu tworzy się tłusta warstwa, która przy wysokich temperaturach topi się wraz z naszą skórą. Jednak zimą, kiedy potrzebujemy natychmiastowego nawilżenia sprawdza się rewelacyjnie. 
W związku z tym, że zbliża się jesień postanowiłam zaprezentować Wam moją nową miłość w dziedzinie nawilżania. Jest to masełko z olejkiem arganowym od The Body Shop. Jest to pierwszy tego typu produkt, który miałam okazję przetestować i jestem nim bardzo zachwycona. W związku z tym, że nie dawno wróciłam z ciepłych krajów to moja skóra była bardzo, ale to bardzo wysuszona tamtejszym słońcem i wodą morską. Od przyjazdu stosuję to masło i  u mnie sprawdza się rewelacyjnie i mimo tego, że nie lubię zapachów migdałów ani masła kakaowego to ten zapach jest zniewalający. Gwarantuję, że każda z Was się w nim zakocha.
 Masło ma dość twardą fakturę, jednak przy odrobinie ciepła doskonale się rozprowadza na ciele. Długo się wchłania, ale mi to nie przeszkadza, bo wtedy mogę się relaksować i delektować jego zapachem. Masełka do ciała TBS są nowością i weszły do sprzedaży dopiero od 8 sierpnia tego roku. Widziałam dużo kuszących dla oka opakowań masełek i na pewno skuszę się na inne zapachy.
post nie jest sponsorowany.

To wszystko na dzisiaj!
 Napiszcie proszę w komentarzach czy tego typu post przypadł Wam do gustu i czy chcecie takich kosmetycznych poradników więcej?

     Dzisiaj przybywam do Was w bardzo pozytywnym nastroju, który spowodowany jest nawiązaniem dwóch nowych współprac odzieżowych, o których dowiecie się więcej niebawem. Cieszę się, że firmy doceniają moje starania jakie wkładam w pracę nad blogiem i same wychodzą z ofertami współpracy. Kolejnym powodem jest zakup lustrzanki Nikon D5100 – która była moim marzeniem i z niecierpliwością czekam na kuriera, który przyniesie moją paczuszkę.  Pewnie trochę mi zajmie nauczenie się wszystkich funkcji, jakie oferuje taki sprzęt ale z pewnością efekty zobaczycie na blogu. 

    Chciałabym Wam również podziękować o duże zainteresowanie wyprzedażą mojej szafy, dostałam mnóstwo zapytań o ubrania i kilka rzeczy już zostało sprzedanych. Wkrótce planuję zrobić promocję na zasadzie kup trzy rzeczy a czwarta rzecz gratis! Śledźcie mnie na facebook’u aby być na bieżąco. (: 


    No dobrze, dość przechwalania się ( śmiech! ), przechodzę do recenzji, która jest tematem dzisiejszego postu. Mianowicie chodzi o maseczkę ze 100% naturalnej glinki koalinowej – CLAY MASK ORGANIQUE. 


Kosmetyk trafił do mnie już dawno, ale nigdy nie pomyślałam, aby go Wam przedstawić – a naprawdę warto. 

Glinka kaolinowa jest bardzo delikatna, charakteryzuje ją lekka i jedwabista konsystencja.  Glinka przeznaczona jest dla cery delikatnej, suchej, wrażliwej, skłonnej do podrażnień oraz dla skóry dojrzałej. Jest  łagodna dla skóry, usuwa zanieczyszczenia, remineralizuje, wygładza i uelastycznia oraz delikatnie rozjaśnia. Natomiast na skórę mieszaną i tłustą działa normalizująco – tak też jest w moim przypadku.

SKŁAD:– kaolinit – nawilża, wzmacnia i ochrania skórę- krzem – oczyszcza i uelastycznia skórę- glin- żelazo– magnez – pomaga w regeneracji komórek i odgrywa ważną rolę w procesach energetycznych– cynk – zwalcza wolne rodniki, hamuje stany zapalne, łojotok, przyspiesza metabolizm kolagenu– aluminium- wapń – działa antyalergicznie, koi podrażnioną skórę, hamuje jej stany zapalne.

Glinka ORGANIQUE ma wiele zastosowań:

– jako dodatek do kąpieli


– jako dodatek do maseczek kosmetycznych


– jako maska do ciała (glinka+woda+odżywczy olejek)

– jako maseczka na twarz (glinka+woda+odżywczy olejek) 



W moim przypadku jest stosowana przede wszystkim jako maseczka na twarz i sprawdza się świetnie. Łączę trzy łyżeczki glinki z odrobiną olejku ( ja stosuję olejek arganowy – Kropla Zdrowia ) i łyżeczką wody ( czasami daję dwie aby konsystencja była odpowiednia ). Całość mieszam i nakładam na twarz – jeśli zostaje mi trochę glinki to daję również na dekolt. Maseczkę zmywam po 15 minutach i nakładam krem nawilżający. 


Pełnowymiarowy kosmetyk to 200 ml białej glinki, który kosztuje średnio 30 pln. Serdecznie polecam wypróbować! 

Jedynym minusem maseczki to moment zmywania jej z twarzy, który zajmuje mi mnóstwo czasu i duże ilości wody ^^



Używałyście tej glinki? A może macie inne maseczki, które możecie polecić ? Czekam na Wasze opinie! (:





Sama nie  mogę uwierzyć w to, że przeżyłam kosmetyczne szaleństwo właśnie w Biedronce. Już od jakiegoś czasu można  było zauważyć, że oferta tego sklepu jest na coraz lepszym poziomie. Już nie raz kupiłam w biedronce patelnie, noże czy inne rzeczy domowego użytku, które służą mi do dzisiaj.  Jeszcze miesiąc temu robienie zakupów wiązało się z przymusowym posiadaniem gotówki, jednak wraz z wprowadzeniem możliwości płacenia kartą jestem tam jeszcze częstszym gościem. Całe szczęście, bo do Biedronki mam najbliżej. Ostatnio przeżyłam wielki szok, na półkach z promocjami było wszystko czego mi było trzeba. Przeżyłam to…kosmetyczne szaleństwo w biedronce. Na szczęście moje potrzeby były małe, dzięki temu nie byłam zmuszona użyć karty kredytowej. Te wszystkie kosmetyki patrzyły na mnie i mówiły “kup mnie!” a te ceny…wszystkie pisane wielkimi literami, a jednak takie niskie.  No ale co będę opowiadać..pokażę Wam co kupiłam! 🙂
Zestaw Wella ProSeries : szampon ( 500 ml ) + odżywka ( 500 ml ) za jedyne 17,95 pln. Miałam okazji użyć już dwa razy i jestem póki co bardzo zadowolona!
Co by nie było mało pielęgnacji włosów dokupiłam suchy szampon Batiste
Nigdy nie miałam okazji używać, mam nadzieję, że się nie zawiodę.
Za kosmetyk zapłaciłam 10,99 pln. 
Płyn Micelarny 3w1 od Garniera. Poleciła mi go mama, która go używa i jest zadowolona. Jedyne co mogę na tę chwilę powiedzieć to niska cena i ładne opakowanie – bardzo przejrzyste. 
Złuszczająca maska do stóp. Wiele dobrego słyszałam o “złuszczających skarpetkach” i chciałam przetestować, ale kiedy tylko byłam w drogerii wypadało mi to całkiem z głowy. Cieszę się, że w końcu jestem w ich posiadaniu. Cena jaką zapłaciłam to niecałe 14 pln. 
Vitalsss Suplement Diety: skóra, włosy, paznokcie (45 kapsułek ). Coś w stylu Skrzypovita, jednak o ponad połowę tańsze, a dodatkowo podróbka szczotki do włosów Tangle Teezer gratis. To właśnie ona przyciągnęła moją uwagę. Całość za 14,99 pln.
Szczotka choć nie oryginalna to świetnie się sprawuje, już ją uwielbiam!
Na koniec dezodorant do stóp Fresh Step marki Sholl. Preparat jak preparat, nie mam zdania. Cieszy mnie fakt, że nie musiałam po niego nigdzie jeździć, tylko kupić przy okazji codziennych zakupów.  Ceny niestety nie pamiętam. 

A wy? Co ciekawego dorwałyście w Biedronce? 

Chętnie poznam Wasze opinie i produkty godne polecenia. 🙂

ps. Postanowiłam wstawiać większe zdjęcia, czy nie są aby za duże?