Tag

serum

Często pytacie mnie jakich kosmetyków używam na co dzień. Kiedyś pisałam Wam o mojej porannej pielęgnacji po koreańsku, dlatego dzisiaj skupię się na kosmetykach, których używam wieczorem. Kto śledzi mnie na bierząco doskonale Wie, że lubię mocne makijaże, więc produktom do demakijażu i oczyszczania wysoko stawiam poprzeczkę. Jak więc wygląda moje wieczorna rutyna? Zapraszam na zbiorową recenzję kosmetyków, które aktualnie testuję.



KONIECZNIE PRZECZYTAJ: PORANNA PIELĘGNACJA PO KOREAŃSKU 

WSTĘPNY DEMAKIJAŻ 


Wieczorną pielęgnację zaczynam od zmycia makijażu oczu, brwi oraz ust. W tym celu sięgam po dwufazowy płyn Hydrain3 od Dermedic, który dzięki niewielkim rozmiarom opakowania towarzyszy mi we wszystkich wakacyjnych wyjazdach. Płyn micelarny świetnie radzi sobie ze zmyciem nawet mocnych i kolorowych makijaży bez potrzeby pocierania wacikiem. Ma delikatny, ledwo wyczuwalny zapach, który absolutnie mi nie przeszkadza. Opakowanie ma minimalistyczny design oraz zamknięcie na klik, które sprawdza się bardzo dobrze w tego typu produktach. 


OCZYSZCZANIE OLEJKIEM


Zanim przejdę do mycia twarzy żelem nakłam odrobinę olejku do demakijażu Resibo i okrężnymi ruchami masuję skórę, po czym spłukuję go letnią wodą. Ten kosmetyk doskonale rozpuszcza makijaż twarzy i przygotowuje cerę do dalszego oczyszczania. Olejek cechuje się rewelacyjnym składem, pięknie wyglądającym opakowaniem z pompką i  dość specyficznym zapachem, który niestety nie każdemu przypadnie do gustu. W zestawie z olejkiem jest ściereczka, jednak ja używam jednorazowych bawełnianych ręczniczków, które można dostać w każdej drogerii. Olejek ma rewelacyjną szatę graficzną i wygodne opakowanie z pompką. 

DOGŁĘBNE OCZYSZCZANIE


Ostatnio w przyjemnością sięgam po żel z namiastką peelingu marki Nuxe z linii Aquabella. Produkt, jak i cała seria kosmetyków jest przeznaczona do cery mieszanej. Żel bardzo ładnie oczyszcza i wygładza skórę złuszczając martwy naskórek, a także usuwa nadmiar sebum. Ma delikatny, ledwo wyczuwalny zapach. Stosuję go nie tylko wieczorem, ale również rano. Skóra jest gładziutka i nie ma nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia. Żel zamknięty jest w tubce z zamknięciem na klik, z którym często mam problemy przy otwieraniu ( zatrzask trzyma cholernie mocno ).

PRZYWRÓCENIE pH 
Zawsze, ale to absolutnie zawsze po spłukaniu twarzy wodą nakładam tonik. Od dłuższego czasu wybieram produkty z atomizerem, dlatego też obecnie testowany tonik-esencję od Nuxe przelewam do innej buteleczki, z którą aplikacja jest po prostu wygodniejsza. Kosmetyk również pochodzi z linii Aquabella i poza przywracaniem właściwego pH skóry zapewnia ukojenie, odświeżenie a także działa zwężająco na pory. Efekt po dłuższym czasie autentycznie jest zauważalny. 
NAWILŻAJĄCY BOOST
Już od dłuższego czasu nie wyobrażam sobie pielęgnacji ( zwłaszcza wieczornej ) bez serum. Całkiem długo jest ze mną rewelacyjny produkt od Resibo, który ma konsystencję olejku i przez to nakładam go dosłownie odrobinkę ( niestety długo się wchłania ) bądź mieszam z kremem na noc ( w celu przyśpieszenia wieczornej rutyny ). Serum niesamowicie zmiękcza skórę i daje na prawdę treściwy poziom nawilżenia. Zamknięty jest w szklanym opakowaniu z pipetą, dzięki czemu bez problemu kontroluję ilość nakładanego serum. 

NA KONIEC KREM 

Zdarza się tak, że z braku czasu moja pielęgnacja kończy się na serum, które i tak jest ogromną dawką nawilżenia lub po prostu łączę ze sobą dwa produkty. Ostatnio sięgam po krem z tej samej linii co tonik czy żel czyli Aquabella od Nuxe, którego konsystencja odpowiada mi bardziej w porannej pielęgnacji. Jest to właściwie emulsja matująca do cery mieszanej, ale według producenta sprawdza się zarówno na dzień jak i na noc. Nie do końca jestem zadowolona z opakowania gdyż z jednej strony ma fajną pompkę więc jest wygodnie i higienicznie a z drugiej nie jestem w stanie kontrolować ile produktu jeszcze zostało. 
Obecnie jestem bardzo zadowolona ze stanu swojej cery, nawet pory wydają się być jakieś mniejsze. Oczywiście od czasu do czasu wyskoczy jakiś nieprzyjaciel ale to już ze względu na hormony i kobiece sprawy dlatego  ogólny stan oceniam pozytywnie. 
Jestem ciekawa jakich kosmetyków obecnie używacie w swojej wieczornej pielęgnacji? 
Kosmetyki do pielęgnacji to temat, który zdecydowanie dominuje na moim blogu i choć uwielbiam o nich pisać, to niestety do przygotowania rzetelnej recenzji potrzebne jest sporo czasu na testy. Warto jednak czekać na efekty, bo kupowanie w ciemno produktów może okazać się stratą pieniędzy. Rynek kosmetyczny idzie jednak w dobrą stronę, a kosmetyki o naturalnym składzie stają się coraz bardziej powszechne i dostępne, dlatego moje wymagania odnośnie produktów są coraz większe. Kilka miesięcy temu do swojej codziennej pielęgnacji dołączyłam serum i długo nie musiałam szukać, aby trafić na absolutną perełkę w tej kategorii.

Resibo będące Polską marką kosmetyków naturalnych wyróżnia się nie tylko dobrymi i egzotycznymi składami, ale niebanalną, wręcz nieszablonową szatą graficzną. Opakowania produktów są spójne i mocno przemyślane, a także przyjemne dla oka. Każdy z produktów zapakowany jest w kartonową tubę, która swym wyglądem i strukturą nawiązuje do natury. 




Firma intrygowała mnie od dawna i skuszona pozytywnymi opiniami zdecydowałam się na kilka produktów, w tym serum naturalnie wygładzające, które kryje w sobie aż 99% naturalnych składników. Nie ukrywam, że ze względu na dość wysoką cenę ( 129 złotych ) miałam wobec niego dość wygórowane oczekiwania.  



Dużą uwagę zwracam na naturalność kosmetyków, więc warto przyjrzeć się składowi:
– Prunus Amygdalus Dulcis Oil ( olej ze słodkich migdałów )
– Vitis Vinifera Seed Oil ( olej z pestek winogron ) 
– Sclerocarya Birrea Seed Oil ( olej marula )
– Squalane, Mauritia Flexuosa Fruit Oil ( skwalan roślinny, emolient )
– Borago Officinalis Seed Oil ( olej z ogórecznika lekarskiego ) 
– Caprylic/Capric Triglyceride ( emolient )
– Ascorbyl Tetraisopalmitate ( syntetyczna pochodna witaminy C )
– Tocopherol ( witamina E )
– Lavandula Stoechas Extract ( ekstrakt z lawendy motylej )
– Pistacia Lentiscus Gum ( drogocenna żywica z wyspy Chios )
– Parfum ( substancja zapachowa )
– Linalool, Geraniol ( składniki substancji zapachowej, mogą uczulać )

I to właśnie lubię, krótki i treściwy skład i co najważniejsze zgodnie z obietnicą producenta bardzo naturalny. Zawarte w serum olejki mają bardzo szerokie spektrum działania, więc warto produktem się zainteresować. 



WYGLĄD, KONSYSTENCJA, ZAPACH

Serum zamknięte jest w szklany flakon o pojemności 30 ml z bardzo precyzyjną pipetą ułatwiającą aplikacje produktu. Jej konstrukcja jest bardzo przemyślana, gdyż napełnia się do połowy, a produkt nie wypływa z niej bez naszej ingerencji. Swoim wyglądem nawiązuje do opakowania, wszystko razem tworzy estetyczną jedność w bardzo stonowanej kolorystyce.  Konsystencja jest płynna i powiedziałabym “tłusta”, bo jak widać po składzie serum to w dużej mierze miks wartościowych i dość egzotycznych olejków. Kolor jest delikatnie żółty, przypominający zwykły olej. Zapach należy do tych naturalnych bądź jak kto woli roślinnych, ale w żaden sposób nie drażniących czy zbyt męczących. Przy dłuższym stosowaniu nie zwracam na niego większej uwagi. Nie wyczuwam żadnych sztucznych aromatów co zdecydowanie jest zaletą. 



DZIAŁANIE I EFEKTY

Produkt jest niesamowicie wydajny, zaledwie kilka kropel w zupełności wystarczy na aplikację całej twarzy, szyi i dekoltu ( warto aplikować je nie tylko na buzię! ). Nie każdemu przypadnie do gustu fakt, że serum potrzebuje sporo czasu na wchłonięcie i pozostawia lekko lepką warstwę. Sama należę do osób, które lubią kiedy wszystko dzieje się szybko, jednak w przypadku tego olejku uwielbiam ten czas oczekiwania. Mam wrażenie, że siedzę z wchłaniającą się maseczką. Rano niestety nie mam aż tyle czasu, więc serum stosuję wyłącznie na wieczór – często odpuszczając już kolejny krok w postaci kremu. Produkt natychmiast daje tak rewelacyjne uczucie nawilżenia, że dodatkowe kosmetyki są po prostu zbędne. 

Na zauważalne efekty stosowania serum trzeba nieco poczekać, nic nie dzieje się od razu. Co prawda zaraz po aplikacji czuję mocną dawkę nawilżenia, ale aby móc w pełni ocenić działanie kosmetyku potrzebne jest minimum 3 tygodnie regularnego stosowania. Po tym czasie zauważyłam, że cera jest bardziej miękka, zdecydowanie gładsza i  sprężysta oraz miła w dotyku, a także po prostu wygląda lepiej. Dodam również, że moja cera przetłuszcza się w strefie T oraz jest przesuszona na policzkach. Serum nie uczuliło mnie, ani nie zapchało moich porów. 



CZY WARTO KUPIĆ SERUM RESIBO?

Początkowo wysoka cena zniechęca do zakupu, ale biorąc pod uwagę skład produktu i jego niesamowitą wydajność uważam, że jest do dobra inwestycja dla naszej cery. Producent obiecuje naprawdę wiele i w pełni się z nim zgadzam. Serum zrobiło na mnie bardzo dobre wrażenie i rewelacyjnie działa na moją cerę. Szata graficzna produktu to po prostu bajka i zachwycam się nią przy każdym użyciu. Serum gościu u mnie od półtorej miesiąca a zużycie jest na poziomie 20% ( dodatkowo odlałam kilka ml mojej mamie na wypróbowanie ). Z czystym sumieniem polecam zakup serum, a sama ochoczo sięgnę po inne kosmetyki Resibo. 




MOJE ODKRYCIE: Kiedy nie mam zbyt wiele czasu na wieczorną pielęgnację łączę na dłoni serum z kremem na noc i taką mieszankę nakładam na twarz, a całość wchłania się zdecydowanie szybciej.
Warto dodać, że serum to kosmetyk oparty głównie na olejach, więc bardzo ważne jest oczyszczanie i regularne złuszczanie naskórka. Inaczej możliwe jest uczucie pogorszenia stanu cery. Pamiętajcie, że pielęgnacja to nie tylko pojedyncze kosmetyki, ale kilka ważnych etapów bez których żaden, nawet najdroższy kosmetyk nie zdziała cudu. 

Znacie markę Resibo i jej produkty?









Wstyd przyznać, ale już niemal połowa stycznia a u mnie nie pojawiło się żadne podsumowanie minionego roku. Jednak jak to się mówi, lepiej późno niż wcale. W 2016 roku przetestowałam niezliczoną ilość kosmetyków, ale w dzisiejszym poście miejsce znalazło się jedynie dla kilku, których świetna jakość sprawia, że zasługują na miano ulubieńców roku. Gotowi? 

PIELĘGNACJA




 NAWILŻAJĄCE SERUM DO CIAŁA BIELENDA ALGI MORSKIE

Absolutnie najlepszy produkt do ciała jaki miałam okazję używać. Konsystencja produktu sprawia początkowo wrażenie masła do ciała, jednak po zetknięciu się ze skórą bardzo lekko się rozprowadza szybko przypadła mi do gustu. Serum szybko się wchłania, nie pozostawiając przy tym lepkiej warstwy, co bardzo mnie cieszy. Do tego nieziemski zapach, który jest nie tylko bardzo świeży, ale wręcz uzależniający. 

Spora ilość zawartych w serum składników aktywnych oraz odżywczych z pewnością zrobi dobrze waszej skórze, a masło shea, które znajdziemy już na drugiej pozycji w składzie zachowa odpowiednie nawilżenie skóry na długi czas. Już po kilku zastosowaniach serum mogłam odczuć pozytywny wpływ na moją skórę, która stała się nie tyko gładsza ale bardziej ujędrniona, za co szczególnie pokochałam serum.


HYBRYDY


Ojj tak, lakiery hybrydowe królowały u mnie przez cały rok. Szczególnie dobrze sprawdziła się baza oraz top od NeoNail, a kolorem roku mianuję nudziaka Desert Rose. Pod koniec roku przybyło mi również kilka świetnych kolorów od Semilac oraz nowa lampa 24W LED, dzięki której tworzenie manicure ograniczyło się do minimum czasowego. Jeśli chodzi o hybryrę to tworzą się coraz to nowsze trendy w stylizacji paznokci, dzięki którym szybko nie wyjdą z mody. 





Moje przykładowe stylizacje możecie znaleźć na moim instagramie: KLIK!
@tinahaoficjalnie 



PEELING W ŻELU SKIN79


Koreańską pielęgnacją interesuje się zaledwie od kilku miesięcy, a peeling pojawił się u mnie dopiero w połowie listopada, jednak całkowicie bije na głowę wszystkie dotychczasowe peelingi do twarzy. Jest to drugi w moim życiu peeling w formie żelu i podobnie jak jego okropnie drogi poprzednik [ więcej info ] sprawdza się rewelacyjnie. 
Po pierwsze jest delikatny w użyciu, w przeciwieństwie do wszelkich gruboziarnistych peelingów. Zabieg złuszczania naskórka to niczym lekki masaż twarzy, a po wszystkim skóra jest widocznie wygładzona i oczyszczona. Peeling przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry, jednak najbardziej ucieszy osoby o cerze delikatnej, skłonnej do podrażnień ze względu na swoją delikatną konsystencję. 


KAWOWY PEELING DO CIAŁA EVELINE


Na wstępie zaznaczę, że wielką fanką kawy nie jestem, pijam sporadycznie, jednak zapach tego peelingu działa na mnie pobudzająco. Konsystencja jest gruboziarnista, co moja skóra bardzo lubi, a samo działanie peelingu jest bardzo ujędrniające, a skóra po użyciu jest miękka i gładziutka. Całość razem z rozsądnie niską ceną składa się na mój must have. 


Więcej informacji znajdziecie w oddzielnym poście: 


ODKRYCIE MIESIĄCA: KAWOWY PEELING EVELINE





MAKIJAŻ



EYELINER CELEBRITES EVELINE


Niezbędny produkt codziennego makijażu, bez którego mój make up wydaje się być niekompletny. Uwielbiam kreskę na oku, a ten eveliner idealnie współpracuje z moją mało profesjonalną dłonią. Jest perfekcyjnie czarny i matowy, nie rozmazuje się i ma bardzo cieniutki pędzelek. W sklepie kupimy go za śmieszne pieniądze, a jakością i wydajnością przewyższa nie jeden eyeliner z wyżej półki. 
Niejednokrotnie bił na głowę inne produkty do kresek, a w ulubieńcach mogłabym umieszczać go co miesiąc. 


KAMUFLAŻ W KREMIE CATRICE


Najmniej wymagający polecenia korektor, bo przecież zna go każda z Was. Dla mnie niezstąpiony. Najjaśniejszy odcień idealnie pasuje do mojej cery.  Uratował mój makijaż niejednokrotnie i choć nie mam konieczności używania go na co dzień to jest nieodłącznym składnikiem mojej kosmetyczki. Bardzo wydajny i cholernie tani, podobnie jak eyeliner Eveline nie ma sobie równych. 


ŻEL DO BRWI INGLOT


Niezastąpiony produkt do brwi, towarzyszy mi od maja i przy codziennym stosowaniu nie doszłam w tym maleńkim słoiczku nawet do połowy, co świadczy o jego niesamowitej wydajności. Bardzo wygodny w użyciu, a przede wszystkim cholernie trwały. Ciężko go zmyć nawet płynem do demakijażu. Cena może wydawać się nieco wygórowana, jednak zważając na wspomnianą wydajność nie jest to częsty zakup, więc jak najbardziej można sobie na niego pozwolić. 




CURLY UP TUSZ DO RZĘS EVELINE


W minionym roku testowałam cała masę tuszy do rzęs, poprzez tanie, aż po cholernie drogie. Moje rzęsy rozczesywały przeróżne szczoteczki i kiedy zrobiłam szybki przegląd uznałam, że Curly Up była jedyną maskarą do której wróciłam / kupiłam ponownie, dlatego śmiało mogę uznać, że była po prostu najlepsza. Fajnie wyprofilowana szczoteczka silikonowa, która równomiernie nakłada tusz i rozczesuje rzęsy. Dostępna w niemalże każdej drogerii w niskiej cenie. Wydajność umiarkowana bez tendencji do szybkiego wysychania. Polecam ją każdej znajomej i na ogół są równie zadowolone co ja. 






BAZA POD CIENIE EYE SHADOW KEEPER INGLOT


Jeśli zależy wam, aby wasz makijaż oka utrzymał się dłużej zainwestujcie w baze pod cienie, ale jeśli zależy wam makijażu trzymającym się niczym beton to koniecznie wybierzcie Eye Shadow Keeper. Baza jest mała i droga ale bezkonkurencyjnie skuteczna. W moim przypadku nie używam jej na co dzień, a jedynie w przypadku wieczornego wyjścia czy w przypadku mocniejszego makijażu oka, dzięki temu nie mam problemu z jej wydajnością. Baza ma konsystencje żelową i nakłada się jej znikome ilości, więc nawet spokojnie starcza na kilka miesięcy. Nie znam kosmetyczki, która by jej nie polecała, a te jak wiadomo znają się najlepiej. 



Oto powyżej lista moich kosmetycznych hitów, które podbiły moje serce nie tylko niesamowitą jakością, ale również w większości przypadków ceną, która jest przystępna i jakby nie patrzeć ma wpływ na to czy kupimy dany produkt czy nie. 
W najbliższym czasie pojawi się również wpis z rozczarowaniami minionego roku, czyli podejmę się tematu i opowiem Wam o kosmetykach, które okazały się moim przypadku totalną porażką. Koniecznie dajcie znać, czy jesteście zainteresowani takim wpisem.;)
Jestem ciekawa waszych rocznych podsumowań, koniecznie zostawcie linka do swoich postów.