Tag

test

Żyjemy w takich czasach, że wszyscy chcemy być “smart”, a rynek zasypany jest ogromem technologii i sprzętu, które na to pozwalają. Choć większość z nich nie jest nam niezbędne do życia, to niektóre tak jak np. odkurzacze automatyczne ułatwiają codzienne obowiązki. ( zwłaszcza kiedy jesteś mamą ) Prekursorem w tej kategorii jest marka iRobot, która w ofercie ma mnóstwo modeli robotów sprzątających. Dziś zapoznam Was z jednym z nich – iRobot Roomba 676 czyli jeden z tańszych odkurzaczy automatycznych. Czy jest warty zakupu?

irobot roomba 676
roomba 676 test

iROBOT ROOMBA 676 OD STRONY TECHNICZNEJ

W zestawie oprócz ważącego 3,5 kg robota sprzątającego otrzymujemy stację dokującą oraz urządzenie tworzące wirtualną ścianę. Całość kupimy w cenie ok 1100 złotych. IRobot Roomba 676 posiada 3-stopniowy system sprzątania a także wyposażony jest w technologię iAdapt, dzięki której automatycznie wykrywa miejsca mocniej zabrudzone. Sprzęt ma wbudowane czujniki zapobiegające upadek np. ze schodów, ale wszelkie progi pokonuje bez problemu. Zamiata nie tylko powierzchnie płaskie, ale także dywany. Pełne ładowanie zajmuje 120 minut, a to pozwala na 90 minut pracy. Sterować robotem można używając przycisków umieszczonych na obudowie bądź z poziomu smartfona. Wystarczy zainstalować aplikację iRobot Home, w której oprócz podstawowych poleceń możemy także zaprogramować sprzęt do pracy w wyznaczonych dniach i godzinach a także przejrzeć historię sprzątania.

irobot roomba 676 recenzja

WARTO PRZECZYTAĆ: POSTANOWIENIA NOWOROCZNE!

iROBOT ROOMBA 676 W PRAKTYCE

Sprzęt w mojej ocenie jeździ nieco chaotycznie, ale koniec końców sprząta w każdym zakamarku. Gdybym miała się do czegoś przyczepić to pracuje nieco za głośno. Na szczęście korzystając za aplikacji można zaprogramować go do pracy podczas mojej nieobecności. Doskonale radzi sobie w miejscach trudno dostępnych jak również bez problemu śmiga po włochatym dywanie. Odkurzenie całego mieszkania ( ok 55 metrów ) zajmuje robotowi w granicach 40-50 minut. W trakcie sprzątania nie ma potrzeby opróżniania pojemnika. Jedyny problem z jakim natknął się sprzęt to długie zasłony, które w moim salonie leżą na ziemi. ( tak wiem, powinnam je przyciąć ) Generalnie co do sprzętu nie mam większych zastrzeżeń bo w pełni spełnia swoje funkcje. Dla mnie to “pomocna dłoń”, gdyż przy dwulatku odkurzanie zdaje się nie mieć końca.

iROBOT ROOMBA 676 VIDEO RECENZJA

Jeśli wolicie formę video, to zapraszam na filmowy test – recenzję, którą znajdziecie także na moim kanale Youtube.

roomba 676 czy warto

Jestem ciekawa jaki macie stosunek do tego typu sprzętów? Czy posiadacie w domu odkurzacz sprzątający, a może przymierzacie się do zakupu? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Latem, kiedy temperatury na zewnątrz przekraczają 30 stopni staram się ograniczyć mój makijaż niemal do zera. Niestety przy takich tropikach nie ma opcji aby utrzymał się on dłużej niż 2-3 godziny, więc generalnie dochodzę do wniosku, że nie ma sensu się denerwować i spędzać dodatkowej godziny przed lustrem. Bywają dni, gdy wyjście bez makijażu nie stanowi dla mnie problemu, ale zdarzają się sytuacje, kiedy jest on absolutnie koniecznością. Zaczęłam więc szukać rozwiązania i spotkałam się z opinią, że całkiem nieźle radzą sobie kosmetyki mineralne i wiele z blogerek latem w szczególności sięga tylko i wyłącznie po takie produkty do makijażu. Nie byłabym sobą, gdybym tego nie sprawdziła. Jak więc poradziły sobie kosmetyki mineralne Lily Lolo w starciu z moją wybredną cerą i tropikami panującymi na dworze? 

 

 
 
Nie ukrywam, że kosmetyki mineralne to dla mnie czarna magia, więc kierowałam się dwoma kryteriami: opinią w internecie oraz wyglądem opakowań. Do testów wybrałam więc produkty marki Lily Lolo, których designem zachwycam się od dłuższego czasu. Konkretnie w moje ręce trafiły: podkład, puder, zestaw do konturowania, cienie a także pędzel kabuki, więc wszystko co potrzebuję do dziennego makijażu.

LILY LOLO: PODKŁAD MINERALNY

 
Mój kolor to China Doll, który jest maksymalnie jasnym odcieniem beżu w neutralnych tonach. Początkowo ciężko było mi się przestawić z tradycyjnego płynnego podkładu na ten w formie sypkiej, jednak sama aplikacja przy pomocy pędzla kabuki to czysta przyjemność. Jak go używam? Odrobinę podkładu przesypuję do zakrętki opakowania, następnie okrężnymi ruchami nabieram produkt na pędzel, delikatnie otrzepuję z nadmiaru i wcieram w buzię zaczynając od środka.
Przy jednej warstwie efekt jest bardzo naturalny, a krycie delikatne. Z każdą kolejną warstwą stopniujemy krycie, choć w moim przypadku dwie są wystarczające. Uwaga! Praca z podkładem wymagacie cierpliwości, gdyż produkt potrzebuje dobrych kilkunastu minut aby w pełni zgrać się z cerą. Początkowo sama nie byłam pewna czy widać jakąś różnicę, jednak kilka chwil wystarczyło aby efekt był widoczny. Warto dodać, że podkład wzbogacony jest o SPF15, więc zapewnia dodatkowe zabezpieczenie przed promieniami słonecznymi.

SATYNOWY PUDER MINERALNY 

 
Tutaj w ramach odskoku od mocno matujących produktów wybrałam puder Flawless Silk o satynowym wykończeniu. Jego konsystencja jest absolutnie rewelacyjna, drobniuteńko zmielona i milutka w dotyku. Puder nie wchodzi w zmarszczki, a wręcz ładnie wygładza cerę dając bardzo naturalny efekt. Aplikuję go zwykle pędzelkiem omiatając twarz – tutaj wybieram największy z mojej kolekcji bądź ponownie sięgam po kabuki. Puder ma pojemność 4,5 grama co choć nie brzmi tak okazale to uwierzcie mi, że jest go na prawdę sporo. Zamknięty jest w bardzo wygodnym w użytkowaniu słoiczku ze specjalnym zabezpieczeniem przed niepożądanym wysypaniem się produktu. Cechuje go bardzo przyzwoity skład, w którym nie znajdziemy substancji chemicznych, talku ani konserwantów. Kolor jest uniwersalny dla każdego typu skóry.

CIENIE MINERALNE LILY LOLO

Doskonale wiecie, że to mój konik więc nie mogłam odmówić sobie przyjemności przetestowania sypkich cieni mineralnych. Wybrałam trzy kolory kierując się zdjęciami poglądowymi. Niestety w rzeczywistości odcienie nieco odbiegają od tego co widziałam na stronie – choć zieleń ( Pixie Sparkle ) mnie nie zawiodła. Jest niezwykle nasycona i pięknie się mieni. Pozostałe dwa kolory odrobinę mnie zawiodły –  Choc Fudge Cake okazał się być brązem z fioletową poświatą w formie drobinek, które niestety przy blendowaniu są ledwo zauważalne, a w przypadku Golden Lilac mamy do czynienia bardziej z szarością niż fioletem. Cienie mają pojemność 3,5 grama i są zamknięte w maleńkich uroczych słoiczkach. Większość dostępnych odcieni to raczej spokojne kolory, które spodobają się każdej lubiącej delikatne makijaże kobiecie.

MINERALNY ZESTAW DO KONTUROWANIA 

Niewielkich rozmiarów paletka Sculp&Glow skrywa w sobie dwa produkty do konturowania Bronzer ma odcień bardzo neutralny – nie wpadający ani w ciepłe ani chłodne tony, a przy okazji cechuje go przyzwoita pigmentacja. Trzeba więc nakładać go ostrożnie, aby nie przesadzić. Rozświetlacz w złotej tonacji można aplikować w niewielkiej ilości do dziennego makijażu albo dołożyć odrobinę więcej w celu uzyskania efektu “glow”. Opakowanie wykonane jest z trwałego plastiku i ma lusterko, które przydaje się w podróży.

JAK SPRAWDZIŁY SIĘ KOSMETYKI MINERALNE? 

 
Ku mojemu zaskoczeniu kosmetyki mineralne spisały się bardzo dobrze. Do ideału niestety odrobinę im zabrakło, ale jak na te warunki pogodowe to i tak jestem niesamowicie dumna. Na wstępie dodam, że nie używałam dodatkowo żadnej bazy. Podkład nie spływał z twarzy mimo tropikalnych upałów, a bronzer i rozświetlacz wyglądały równie dobrze jak zaraz po aplikacji. Po kilku godzinach makijaż wymagał użycia bibułek matujących bądź drobnego przypudrowania, ale mimo wszystko utrzymał się w ryzach przez cały dzień.  Nie obwiniam absolutnie pudru, bo uważam, że spisał się świetnie.
Jedynie wobec cieni mam kilka zastrzeżeń, ale raczej ze względu na odcienie. Po skończonym makijażu zawsze delikatnie spryskiwałam twarz wodą różaną.
Podsumowując nie przesadzę, jeśli powiem, że jestem oczarowana produktami mineralnymi od Lily Lolo. Piękne opakowania skrywają rewelacyjną zawartość, która jest obecnie moim numerem jeden w makijażu latem.  Z pewnością na dłużej zostanie ze mną podkład, puder oraz zestaw do konturowania, a po cienie chętnie sięgnę od czasu do czasu.
Lubicie stosować kosmetyki mineralne? Jakie są Wasze sposoby na utrzymanie makijażu latem?
Mam wrażenie, ilość posiadanych przeze mnie paletek do makijażu już dawno przekroczyła zapotrzebowanie statystycznej kobiety. Nie wiem czy to już podchodzi pod obsesję, ale w ostatnim czasie mam ochotę na więcej i więcej. Do tej pory nie byłam zwolenniczką wydawania dużo pieniędzy na jeden produkt, ale miałam chęć posiadania choć jednej paletki Huda Beauty w końcu wzięła górę. Do zakupu przymierzałam się dobre dwa miesiące i w końcu promocja -20% na całą markę w sklepie Cult Beauty przekonała mnie do zakupu.
Wspominałam już, że byłam zdecydowana na konkretną paletkę? Dokładniej mowa o Huda Beauty Obsessions Mauve, ale kiedy weszłam na stronę sklepu moim oczom ukazała się ONA, pięknie nasycona ciepłymi kolorami paleta – Coral Obsessions, której w PL jeszcze nie ma. To była miłość od pierwszego wejrzenia, więc bez wahania dokonałam zakupu. Obiecałam sobie jednak, że i Mauve w końcu trafi w moje ręce. 
HUDA BEAUTY – CORAL OBSESSION: OPAKOWANIE, KOLORY, PIGMENTACJA




Paletka zamknięta jest w niewielkich rozmiarów kartonowe opakowanie zamykane na magnesik ( który swoją drogą trzyma niezawodnie ), wyposażona w lusterko. Kryje w sobie 9 absolutnie pięknych odcieni w ciepłej tonacji. ( muszę przyznać, że zanim trafiła w moje ręce wyobrażałam sobie ją nieco większą ). Kolory są intensywne i (zaskakująco?) mocno napigmentowane, z czego aż 7 to maty, a 2 to błyszczące a’la foliowe cienie. 

CORAL OBSESSIONS: SWATCHE


Swatche mówią same za siebie, kolory są absolutnie boskie i pigmentacja robi naprawdę spore wrażenie. Warto dodać, że nie używałam do ich zrobienia żadnej bazy, a aplikacja odbyła się za pomocą palca – na sucho. Cienie można również bez problemu aplikować na mocno, gdyby brakowało Wam intensywności. Zazwyczaj do nakładania używam tanich pędzli z Aliexpress, a cienie blendują się i łączą bez najmniejszego oporu. Nie również problemu z osypywaniem się. 


PALETA HUDA BEAUTY: MAKIJAŻ




Nie ukrywam, że lubię kiedy na oku dużo się dzieje i choć nie jestem profesjonalistką to uwielbiam bawić się z kolorami. Paletka daje naprawdę ogrom możliwości i spore pole do popisu, więc na obecną chwilę jeszcze się poznajemy.  Naprawdę ciężko mi zdecydować, który kolor jest moim ulubionym. 
Podsumowując Coral Obsessions świetnie wpisuje się w aktualne trendy w makijażu, paletka jest niewielka ale niesamowicie naładowana kolorami o niezwykle intensywnej pigmentacji. Jeśli lubicie makijaż w ciepłych tonach to stanowczo Wam ją polecam. Uwierzcie, można nią zdziałać cuda! 
Co sądzicie o tej paletce? Lubicie markę Huda Beauty?
Jesień to moja ulubiona pora roku pod względem makijażu ust. Kiedy za oknem jest szaro i ponuro lubię podkreślić je mocniejszym kolorem. Pewnie jak większość z Was jestem wielką fanką matowych pomadek w płynie, które podbiły rynek kosmetyczny i chyba nie ma obecnie marki, która w swojej ofercie takich nie posiada. Do dzisiejszego wpisu wybrałam 4 pomadki różnych firm, które różni przede wszystkim cena. Czy droższe okażą się lepsze? Pod lupę wezmę ich trwałość, gamę dostępnych odcieni oraz konsystencję i wygląd opakowania. 
1. BELL CHILLOUT NUDE MAT LIQUID LIPS

Mój najnowszy nabytek, który wraz z całą kolekcją Chillout jest nowością w ofercie marki Bell. Pomadkę kupimy w niemal każdej Biedronce w cenie 8,99 pln. Obecnie dostępnych jest tylko 6 odcieni, wszystkie w tonacji nude. Mnie osobiście bardzo się podobają, jednak z pewnością przydałoby się coś dla fanek czerwieni i różu. Pomadka jest umiarkowanie trwała, nie odbija się na naczyniach i nie ściera podczas picia. Zastyga na ustach stając się całkiem nie wyczuwalna. Wygląd opakowania typowy dla pomadek w płynie, choć według mnie zawiera zbyt wiele elementów graficznych ( kółek ), napisy nie ścierają się. Aplikator bardzo precyzyjny, a konsystencja odpowiednia. Brak informacji o pojemności, zaś termin przydatności to 12 miesięcy. 
Mój kolor to nr. 02.
PLUSY:
– cena! 
– dostępność
– niewyczuwalna na ustach 
MINUSY:
– mały wybór kolorów
– po jedzeniu niektórych potraw wymaga poprawek

2. GOLDEN ROSE LONGSTAY LIQUID MATTE LIPSTICK

Pomadka, która pobiła serce całej blogosfery, w tym również moje. Wybór kolorów jest ogromny, więc każda kobieta znajdzie swój idealny. Kupimy ją na stoiskach firmowych GR w cenie ok. 19 złotych oraz w drogeriach internetowych już od 16 złotych. Pomadka posiada precyzyjny aplikator, gęstą i dobrze napigmentowaną konsystencję i szybko zastyga na ustach. Trwałość jest rewelacyjna, niestety wyczuwam ją na ustach przez cały dzień,  Opakowanie jest proste i minimalistyczne, a napisy się nie ścierają. Pojemność produktu to 5,5 ml, a termin przydatności to 12 miesięcy od otwarcia. 
Mój kolor to nr. 15.
PLUSY:
– cena
– wybór kolorów 
– trwałość 
MINUSY:
– wyczuwalna na ustach
3. DEBORAH MILANO VELVET FLUID MAT LIPSTICK 

Pomadka, za którą zapłacić musimy w granicach 36 złotych dostępna jest w 9  różnorodnych odcieniach. Jest mniej popularna niż poprzednik, a dostępność całkiem przyzwoita, gdyż kupimy ją w niektórych drogeriach Rossmann oraz w Internecie. Duży plus za długą przydatność, bo aż 18 miesięcy. Brak informacji o pojemności. Opakowanie bardzo mi się podoba –  jest gustowne, smukłe i wytrzymałe, a sama nazwa brzmi przyjemnie. Trwałość całkiem przyzwoita, choć za tę cenę spodziewałam się nieco więcej.  Konsystencja jest lekka a jednak bardzo dobrze napigmentowana, po zastygnięciu nie wysusza ust. 
Mój kolor to NO TRANSFER 08.
PLUSY:
– wygląd opakowania
– wybór kolorów 
– termin ważności
– nie wysusza ust
MINUSY:
– cena 
– trwałość 




4. INGLOT HD MATTE 

Jedna z najwcześniej dostępnych na rynku pomadek w płynie od pierwszego użycia stała się moją wielką miłością. Początkowo jej cena nie robiła na mnie wrażenia, jednak kiedy pojawiła się konkurencja to kwota 45 złotych wydaje się być wysoka, aczkolwiek warto mieć na uwadze, że Inglot jest marką kosmetyków profesjonalnych. Dostępność ogranicza się do stoisk firmowych, sklepu internetowego oraz niektórych  drogerii Douglas. 
Przeczytaj więcej: INGLOT HD MATTE KOLORY
Pomadka zamknięta jest w minimalistycznym opakowaniu, ma szybko zastygającą konsystencję i rewelacyjną trwałość. Nie ściera się nawet po obfitym posiłku, a szeroka gama kolorów przyprawia o zawrót głowy. Pomadka ma pojemność 5,5 ml i przydatność jedynie 9 miesięcy. 
Mój kolor to  nr. 15.
PLUSY:
– trwałość 
– wybór kolorów 
– profesjonalna marka 
– nie wysusza ust
MINUSY:
– cena 
– termin ważności 
Wszystkie pomadki z dzisiejszego wpisu zasługują na miano najlepszej, gdyż każdą z nich bardzo lubię. Biorąc jednak pod uwagę takie czynniki jak trwałość, jakość oraz cenę to na pierwszym miejscu postawiłabym tę od Golden Rose. Na kolejnym miejscu uplasowałaby się pomadka z Inglota, a na trzecim miejscu na podium Bell.  Na ostatnim miejscu pojawiłaby się Deborah Milano, choć plusów jej również nie brakuje. 

Ciekawa jestem jakiej marki pomadki najchętniej wybieracie i jaki jest Was ulubiony odcień?



Dzisiaj przybywam do Was ze spontanicznym postem, ponieważ przez przypadek odkryłam bardzo ciekawy produkt. Jeśli śledzicie mój fanpage to wiecie, że obecnie jestem na wyjeździe, ale postanowiłam, że od razu napiszę o tym produkcie, tak na świeżo. 
Otóż dbając o ograniczenie bagażowe wzięłam wiele kosmetyków w próbkach lub w małych opakowaniach. W tym również peeling od Perfecty, który kiedyś gdzieś kupiłam i długo czekał na swoją kolej. Jako, że poprzedniego dnia byłam na całonocnej imprezie moja cera z rana była bardzo zmęczona i w złym stanie, więc postanowiłam, że czas na peeling. Konkretnie mowa o oczyszczającym peelingu drobnoziarnistym z minerałami morskimi i krzemionką. Produkt ma działanie wygładzające i jest przeznaczony do cery suchej i normalnej. 
Przyznam szczerze, że nie oczekiwałam od niego zbyt wiele, a jednak bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. 



Kilka słów od producenta: 

Aktywny peeling z drobinkami krzemionki krystalicznej polecany dla osób w każdym wieku, do pielęgnacji cery normalnej i suchej.
Wyjątkowo dokładnie usuwa martwe komórki naskórka, wygładza powierzchnię skóry, oczyszcza pory i niweluje wszelkie niedoskonałości cery. Zawiera minerały morskie, odżywczy koktajl z witamin A – B5 – E, a także kojący wyciąg z płatków róży francuskiej o działaniu odmładzającym.
Moja opinia:
Po pierwsze konsystencja, która jest bardzo lekka, żelowa z drobinkami, a podczas aplikacji odczuwałam przyjemne ochłodzenie, które świetnie koił moją zmęczoną skórę. 
Po drugie zapach –  morski,bardzo orzeźwiający, pobudzający, który wręcz zachęcał do użycia. Zapach i kolor peelingu bardzo kojarzy się z morzem. 
Po trzecie wygoda, ponieważ peeling zamknięty jest w małej jednorazowej torebeczce, co w moim przypadku świetnie się sprawdziło na wyjeździe. I przyznam, że nie zużyłam całego peelingu, zostało mi trochę na kolejną aplikację, więc jak dla mnie w sam raz na dwa razy 🙂
Po czwarte cena, czyli 2 złote, ponieważ średnio tyle kosztuje taka saszetka. Ja kupiłam w biedronce, ale zapewne znajdziecie ją w każdej drogerii. Z tego co się orientuję to jest jeszcze wersja pełnowymiarowa. 



W mojej opinii produkt jak najbardziej oceniam na plus. Po użyciu skóra od razu się ożywiła, stała się gładka i wyglądająca na wypoczętą. Obyło się bez efektu świecenia, a wręcz skóra była lekko matowa. Peeling nie podrażnił skóry, ani tym bardziej nie wywołał alergii. Nie czułam napięcia na skórze, jednak jak zawsze po takich zabiegach nałożyłam krem na dzień.  Peeling bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i z pewnością kupię kolejne saszetki na kolejne wyjazdy, a zapewne w najbliższym czasie będzie ich sporo. 🙂
Z czystym serduchem mogę Wam polecić ten produkt, szczególnie gdy teraz zbliża się okres wakacyjno-wyjazdowy 🙂

Dajcie znać, czy znacie ten produkt oraz jakie inne peelingi są godne polecenia, chętnie coś przetestuję!





Hej, hej, hej…śnieg sypie, aż się żyć odechciewa, więc dzisiaj bardzo króciutko. Chciałabym zaprosić Was na najnowszy test na żywo na moim kanale. Pod lupę wzięłam najnowszą maskarę Bourjois Twist Up The Volume. Pierwsze wrażenie, test na żywo oraz moja opinia. Nie ma co się więc rozpisywać, wszystko znajduje się w filmiku.  Serdecznie zapraszam do oglądania:

Nie jestem w stanie umieszczać na blogu każdego nowego filmu, więc zapraszam do subskrypcji, aby być na bieżąco! Mój kanał – TUTAJ 🙂 Będzie mi miło, jeśli zostawicie łapkę w górę po filmem!
Dzięki za uwagę i dajcie znać co myślicie 🙂