Tag

blog

Wiem, że lubicie być na bieżąco z wszystkimi promocjami, a szczególnie tymi w drogerii Rossmann. Mam więc dla Was dobrą wiadomość – lada chwila rusza kolejna akcja 2+2 gratis. 
Ciekawi Was co tym razem kupicie w promocji? 
Marcowa promocja obowiązywać będzie na produkty do pielęgnacji, koloryzacji oraz stylizacji włosów. Akcja startuje już 10 marca 2018 i potrwa do 19 marca 2018 lub do wyczerpania zapasów. 
ZASADY AKCJI 2+2 GRATIS:

Promocja obowiązywać będzie na zakup 4 różnych* produktów do włosów. 

 * Produkty muszą różnić się kodem kreskowym, a więc mogą pochodzić z jednej serii, ale różnić się np. zapachem itp.


Aby skorzystać z promocji należy być członkiem KLUBU ROSSMANNA, a więc posiadać aplikację sklepu na smartfonie z zarejestrowanym kontem. 

W ramach akcji 2+2 gratis promocje łączą się ze sobą. Należność będzie więc naliczana od cen promocyjnych.
Podczas trwania akcji możemy kupić 
tylko 4 kosmetyki w ramach jednego konta klubowego, następnie obowiązuje nas promocja 2+1. 


Jeśli nie posiadasz konta w klubie Rossmanna, również kupujesz w promocji 2+1 gratis. 



                                      CO WARTO KUPIĆ PODCZAS PROMOCJI?



Z drogeryjnych kosmetyków bardzo chętnie sięgam po ekspresowe odżywki GlissKur – są dostępne w różnych wariantach, więc każda znajdzie idealną dla siebie. Ostatnio intensywnie testuję serum do włosów Syoss SalonPlex – polecam ją na zniszczone końcówki. Swojego czasu bardzo lubiłam serię Pantene Aqua Light – produkty dobrze się u mnie sprawdziły i nie obciążyły włosów. 


Ostatnio bardzo polubiłam się z Oleo-kremem Diamond od Biovax, używam też intensywnej maseczki z tej samej serii i powiem Wam, że to jedne z moich ulubionych produktów. Na wielu blogach polecana jest kuracja Ultraplex od Joanna więc promocja do doskonała okazja do bliższego poznania się z tym produktem.Warty polecenia jest również szampon i odżywka Organix brazylijska keratyna – produkty mają działanie regenerujące i wygładzające.

Niestety kosmetyków do koloryzacji nie jestem w stanie wam polecić, gdyż mnie wszystkie drogeryjne farby zawiodły ( kiedy poszukiwałam intensywnej czerwieni dla moich włosów ), a kosmetyków do stylizacji raczej nie używam. 


Wybieracie się do Rossmanna? Co macie w planach kupić?
Urządzanie mieszkanie to nie tylko wspaniała przygoda, ale również szereg trudnych decyzji. Jeśli mamy milion pomysłów na minutę, może to niekorzystnie wpłynąć na efekt końcowy. Warto zachować trzeźwy umysł i skupić się na jednej koncepcji. Wbrew pozorom oświetlenie ogrywa dużą rolę i ma wpływ na to, jak zaprezentuje się Nasze wnętrze.  Dzisiaj mam dla Was 4 propozycje lamp ze sklepu Ardant, więc jeśli jesteście w trakcie urządzania własnego M. to wpis może Was zainteresować.



Uwielbiam ten rodzaj lampy, która swoim niebanalnym charakterem podkreśla przestrzeń i stanowi jego główną dekorację. Idealnie sprawdzi się nad wyspą kuchenną bądź stołem jadalnym, gdyż daje delikatnie rozproszone światło nadając przyjazny klimat. 
Przeznaczenie: jadalnia, kuchnia, salon



Klasyczny żyrandol, który swą prostotą wpasuje się w każde wnętrza, a dzięki trzem punktom świetlnym daje wiele światła. Minimalistyczny wygląd nie zakłóci bogato udekorowanego pomieszczenia, a jedynie równomiernie je oświetli. 
Przeznaczenie: przedpokój, gabinet, pokój dzienny


Geometryczna podstawa i prosty klosz wpasuje się nie tylko w nowoczesne wnętrza, ale także te w stylu rustykalnym czy kolonialnym. Będzie idealnym dodatkowym źródłem światła kiedy zależy nam na delikatnym, klimatycznym oświetleniu salonu czy sypialni. 
Przeznaczenie: salon, sypialnia, pokój gościnny 



Piękny i niezwykle elegancki żyrandol, który niczym biżuteria ozdabia wnętrze. Nadaje się do większych pomieszczeń takich jak salon czy sporych rozmiarów hol, w którym stanowić będzie centralny punkt przestrzeni. To zdecydowanie mój typ oświetlenia. 
Przeznaczenie: salon, hol, sypialnia
Odpowiednie oświetlenie może zupełnie odmienić wnętrze, nadać mu charakter i sprawić, że lampa stanie się elementem dekoracyjnym a nie jedynie źródłem światła. 
Ciekawa jestem, który typ oświetlenia preferujecie? Prosty design czy bardziej wyrafinowane i błyskotliwe lampy? 
Coraz częściej na rynku kosmetycznym pojawiają się gadżety, o których w mgnieniu oka robi się głośnio. Nie byłabym sobą gdybym nie śledziła wszelkich nowinek, a w połączeniu z moją manią kupowania po raz kolejny skusiłam się na nowość, rewolucyjny gadżet do włosów.  Po miesiącu użytkowania przychodzę do Was z recenzją. Czy Tangle Angel PRO jest godna polecenia?
Moje włosy są bardzo wymagające, szybko się puszą, plączą i są niesforne, dlatego też mam spore wymagania w stosunku do akcesoriów. Jeśli produkt jest innowacyjny i skuteczny to wysoka cena nie stanowi dla mnie większego problemu. Do tej pory stosowałam kilka szczotek, które sprawdzały się lepiej lub gorzej. ( niebawem porównam dla Was kilka topowych szczotek do włosów ). W ostatnim czasie furorę robią Tangle Angel ( nie mylić z Tangle Teezer, bo to całkiem inna firma), które zachwycają nie tylko anielskim wyglądem ale również doskonałą jakością. W ofercie znajdziemy kilka modeli, w zależności od potrzeb włosów. Po dokładnym przeglądzie zdecydowałam się na wersję PRO, która wydaje się spełnić moje wymagania.  
Tangle Angel PRO dostępna jest w dwóch błyszczących kolorach: srebrny oraz różowe złoto i kosztuje w granicach 75 złotych. Cena wydaje się być wygórowana, jednak producent zapewnia, że produkt jest warty każdej złotówki. Szczotka ma powłokę antystatyczną (zapobiegającą elektryzowaniu się włosów ) oraz antybakteryjną. Odporna jest na wysoką temperaturę oraz nadaje się do rozczesywanie zarówno suchych jak mokrych włosów.  Włosie szczotki to długie szpikulce rozstawione w dużych odstępach, co ma ułatwiać rozplątywanie skołtunionych włosów. 
Jak już wspomniałam moje włosy są niesforne i można uznać, że są kręcone ( według mnie to artystyczny nieład ). Rozczesuję je przede wszystkim na mokro, gdyż w innym przypadku puszą się niemiłosiernie. Szczotkę przetestowałam jednak w obu przypadkach. 
Tangle Angel PRO jest jak “piękna i bestia”. Z jednej strony zachwycam się jej ślicznym designem, z drugiej zaś rozczesywanie włosów to istny koszmar. Niezależnie czy używam jej na mokro czy na sucho,  efekt jest ten sam – ogromna ilość wyrwanych włosów na szczotce. Z przykrością stwierdzam – nie polubiłam jej.
Choć moje włosy zawsze się plączą i nie łatwo je ogarnąć, jednak od tak innowacyjnego produktu oczekiwałam nieco więcej. Poza ciekawym wyglądem i pięknym kolorem nie znalazłam w niej zbyt wiele zalet. Na plus zasługuje antybakteryjna powłoka i łatwość czyszczenia. 
Jeśli jesteście ciekawi, która szczotka z mojej kolekcji lepiej radzi sobie z moimi niesfornymi kosmykami to niebem pojawi się zbiorowa recenzja. 
Ściskam. 

Przez długi okres czasu byłam bardzo monotonna jeśli chodzi o makijaż oczu. Cienie w klasycznych brązach, eyeliner i maskara. Bez fajerwerków. Odkąd rozpoczęłam pracę w Inglot, coraz chętniej sięgałam po intensywniejsze odcienie cieni, a w makijażu stałam się zdecydowanie odważniejsza. To właśnie tam skomponowałam swoją pierwszą paletkę, której byłam wierna przed dłuższy czas. W późniejszym czasie moim hitem stała się paleta Cocoa Blend od Zoeva. Ostatnio znalazłam kolejną, wartą uwagi paletkę. Dobra, trwała i w przystępnej cenie. 

Kiedy zobaczyłam po raz pierwszy zdjęcia Flawless 4 było pewne, że muszę ją mieć. Paleta stanowczo wyróżnia się na tle poprzedniczek MUR, w których dominowały odcienie brązów, beżów bądź złota. Przez to każda z nich wydawała mi się nazbyt podobna do innych. Tutaj mamy do czynienia z prawdziwą euforią kolorów. 
Paleta Flawless 4 zawiera 32 cienie ( 0,625 g każdy ) zamknięte w czarnej kasetce z praktycznym lusterkiem z wieczkiem w kolorze różowego złota, które nadaje jej klasy i elegancji. Znajdziemy tu odcienie klasyczne ( ciepłe i chłodne brązy ), bazowe ( delikatne beże, odcienie nude ), metaliczne ( kilka odcieni złota, miedzi, a także różu i śliwki ) oraz intensywne ( czerwienie, róże, pomarańcze ), które są wisienką na torcie. Wszystkie odcienie pięknie się uzupełniają tworząc kompletną całość. Dzięki temu zróżnicowaniu ilość kombinacji makijaży jest wręcz nieograniczona. Każdy kolor ma swoją nazwę, co nadaje im charakteru. Pigmentacja cieni jest przyzwoita, określiłabym ją jako średnio-mocną. 
Żadna z palet MakeUp Revolution nie zrobiła na mnie tak mocnego wrażenia. Można powiedzieć, że Flawless 4 zdobyła moje serce od pierwszego wejrzenia. Cieniami pracuje się znakomicie, nie osypują się, są odpowiednio napigmentowane. Nawet bez użycia bazy utrzymują się długo na powiekach, nie rolują się. Uwielbiam różnorodność jaką daje paletka, używam jej na co dzień, na wieczór i od święta. Opakowanie jest wytrzymałe, dobrze wykonane i wygodne w użytkowaniu. Na koniec warto wspomnieć jeszcze o cenie, za 32 dwa dobrej jakości cienie zapłacimy bowiem ok. 36 złotych. 
Pochwalcie się, posiadacie w swojej kolekcji paletki od MUR? Która jest Waszą ulubioną?
W ostatnich dniach pogoda daje się ostro we znaki. Coraz więcej deszczowej aury, a słoneczka jak na lekarstwo. Do tego dni stają się coraz krótsze, więc mam wrażenie, że ciągle jestem w biegu. Po takim intensywnym dniu jedyne o czym marzę to relaksująca kąpiel i zapewne jak każda z Was mams swoje ulubione rytuały, które pozwalają mi się odprężyć i zregenerować. Jednym z nich jest nakładanie peelingu. Uwielbiam ten moment, kiedy drobiny delikatnie masują moje ciało. Jest to dla mnie bardzo przyjemny zabieg. Chętnie sięgam po wszelkie peelingi do ciała o przeróżnych zapachach i właściwościach, jednak najbardziej oddana jestem … kawie. Zapraszam więc dzisiaj na aromatyczną recenzję peelingu kawowego z nutą mięty pieprzowej. 



Mr. Bean Coffee Bean Scrub to jednak coś więcej niż zwykły peeling. To produkt, którego nie można nie pokochać. Oprócz właściwości złuszczających ma działanie antycellulitowe, perfekcyjnie wygładza skórę i oczyszcza ją z toksyn. Choć jako towarzysz kąpieli zostawia niezły bałagan w wannie to sam zabieg jest “czystą” przyjemnością. 

Skład peelingu to prawdziwa mieszanka drogocennych dla skóry elementów:

kofeina, która nie tylko pobudza krew, ale również działa antycellulitowo, przeciw żylakom, enzymie czy łuszczycy;
cukier trzcinowy oraz sól himalajska skutecznie złuszczają naskórek i wygładzają skórę, niwelują trądzik, wszelkie wypryski i przebarwienia skórne;
– olej kokosowy, który rewelacyjnie nawadnia i nawilża ciało;
kakao oraz witamina E są bogate w przeciwutleniacze, które odżywiają i chronią skórę, a także wspomagają proces regeneracyjny komórek.



Pełny skład: Coffea Arabica Seed Powder, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Sucrose, Sodium Chloride, Glycerin, Theobroma Cacao Seed Powder, Prunus Amygdalus Dulcis (Almond) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Tocopherol, Mentha Arvensis (Peppermint) Leaf Exract, Hyaluronic Acid


Peeling ukryty jest w grubej torbie foliowej o matowym wykończeniu z minimalistyczną szatą graficzną, wizualnie przyjemną dla oka. Co ważne, po kontakcie z wodą opakowanie nie deformuje się ani rozwala, dzięki czemu spokojnie mogę trzymać je na wannie. Torebkę otwiera się i zamyka poprzez “zatrzask”, który skutecznie zabezpiecza przed rozsypaniem się produktu. Sam peeling wyglądem przypomina … ziemię o grudkowatej strukturze, jednak przez zawarte w nim oleje nie jest przesadnie suchy. Po zabiegu skóra przez długi czas jest miękka i bardzo przyjemna w dotyku, a regularne stosowanie peelingu przynosi bardzo pozytywne efekty. Po pomarańczowej skórce ani śladu, a skóra jest bardzo wygładzona i napięta. 


Jeśli aromat porannej kawy działa na Was relaksująco, to z tym peelingiem poczujecie się jak w raju. Zapach jest bowiem intensywny wręcz zniewalający, a dzięki dodatkowi mięty pieprzowej również bardzo świeży i pobudzający. Warto dodać, że peeling jest bardzo wydajny, a zapach długo się utrzymuje.

Niestety jak na porządny peeling przystało cena jest dość wysoka, gdyż za opakowanie o pojemności 220 gram musimy zapłacić w granicach 16 euro. Mi udało się dorwać go w Tk Maxx w cenie ok. 30 złotych, co jest nie małą okazją. 



Podsumowując Mr. Bean bije na głowę wszystkie dotychczasowe peelingi, które miałam okazję używać i zdecydowanie trafi na listę hitów roku 2017. 




Od dobrych kilku lat zakupy w Internecie stały się Naszą codziennością. Kupujemy online dosłownie wszystko, począwszy od przedmiotów użytku codziennego, poprzez ciuchy, meble, kosmetyki aż po artykuły spożywcze.  Zamiast stać w kolejkach –  siedzimy wygodnie w fotelu, bo Nasze zamówienie dostarczone zostaje pod same drzwi. Wygodna to tylko jeden z czynników, dla którego decydujemy się na zakupy w sieci. Najważniejszym powodem jest oszczędność. Ceny w sklepach są zdecydowanie niższe niż w stacjonarnych.  Często płacimy mniej nawet o połowę. A co gdyby dodatkowo otrzymywać zwrot gotówki za zakupy online?




Jakiś czas temu napisałam ciekawy post dotyczący oszczędzania na zakupach w sieci, kto nie czytał koniecznie musi nadrobić:

 

JAK OSZCZĘDZAĆ NA ZAKUPACH ONLINE? 

 
Jest więc wygodniej i taniej. A co gdyby można było jeszcze otrzymywać zwrot części poniesionych kosztów? Oczywiście, że można. Dzisiaj pokażę Wam dwie strony, dzięki którym jest to możliwe. 
 
Z obydwu korzystam co prawda od niedawna, ale widzę w nich świetny potencjał. Oczywistym jest fakt, że pojedyncze zwroty są na poziomie kilku procent ceny zakupów, jednak po jakimś czasie możemy uzbierać niezłą sumkę. Co więcej nie musimy nic robić – wystarczy mieć podpiętą wtyczkę strony i ona sama nas poinformuje, jeśli w danym sklepie możemy otrzymać zwrot za zakupy.
Ok, przejdźmy do konkretów. 

STRONY OFERUJĄCE ZWROT PIENIĘDZY ZA ZAKUPY ONLINE

 
REFUNDER.PL
 
Aby zacząć korzystać z możliwości strony należy się ZAREJESTROWAĆ ( KLIK ) – korzystając z tego linku na start otrzymasz 10 złotych*
Do rejestracji potrzebny Ci wyłącznie adres e-mail i wymyślone przez Ciebie hasło. Wszelkie dane osobiste oraz te do wypłaty zgromadzonych środków uzupełnisz po zalogowaniu się na konto. 
 
*Bonus wypłacony jest po zrobieniu pierwszych zakupów w dowolnym sklepie. 
 
 
 
Na stronie Refunder.pl możemy przejść do kategorii SKLEPY, gdzie znajdziemy pełną listę sklepów, w których otrzymamy zwrot za zakupy wraz z jego wysokością procentową. Oprócz tego mamy do dyspozycji zakładkę KAMPANIE, gdzie oprócz standardowego zwrotu czekają na nas dodatkowe kody rabatowe bądź zniżki do wybranych sklepów. 
 
Oczywiście nie musimy za każdym razem sprawdzać czy w danym sklepie otrzymamy zwrot, gdyż od tego mamy “wtyczkę refunder” ( na stronie głównej ), którą instaluje się jednym kliknięciem. Jest całkowicie niewidoczna podczas korzystania z Internetu, ujawnia się w momencie wejścia na stronę sklepu, w którym możemy otrzymać zwrot. 
 
 
Przykładowe sklepy, w których otrzymamy zwrot: Douglas.pl, Ezebra.pl, Zalando.pl, Booking.com,Aliexpress.com,iPerfumy.pl, BeGlossy.pl, Ekobieca.pl, Sephora.pl,Urban-Decay.pl  i wiele innych. 
Są to sklepy, w których na pewno robiłyście nie raz zakupy…teraz możecie to czynić z większą przyjemnością. 
 
Zwrot gotówki za zakupy online wypłacimy na konto po przekroczeniu kwoty 45 złotych. 
 
 

TIPLI.PL

 
Działanie strony jest bardzo zbliżone do poprzednika, również wystarczy się ZAREJESTROWAĆ ( KLIK ) i już możemy korzystać z wszystkich zniżek i zwrotów. 
 
Polecam zainstalować wtyczkę Tipli, która poinformuje Nas o możliwości otrzymania zwrotu w momencie kiedy znajdziemy się na stronie danego sklepu. Instalacja odbywa się za jednym kliknięciem i nie będzie przeszkadzać w korzystaniu z Internetu, a za jej zainstalowanie otrzymamy 2 złote. 
 
 
Na stronie znajdziemy m.in takie zakładki jak SKLEPY, gdzie możemy zapoznać się ze wszystkimi dostępnymi zwrotami oraz poznać ich wartość. Nowością jest podstrona ZNIŻKI I KUPONY, gdzie odnajdziemy dodatkowe rabaty na zakupy. 
 
Przykładowe sklepy: Wittchen.pl, Dawanda.pl, Aliexpress.com, Zaful.com, Shein.com, Renee.pl, DrogerieNatura.pl, Ezebra.pl, Perfumesco.pl i wiele innych…
 
Wypłata zgromadzonych środków od 1 zł – więc każdy zwrot automatycznie może wędrować na Nasze konto. 
 
 

CZY WARTO KORZYSTAĆ ZE ZWROTU GOTÓWKI ZA ZAKUPY ONLINE?

 
Osobiście korzystam z obu serwisów, zainstalowane wtyczki przypominają mi o aktywacji zwrotu na danej stronie i nie muszę nic więcej robić, aby go otrzymać.  Często zdarza się, że w danym sklepie mogę otrzymać zwrot zarówno na Refunder jak i Tilpi – wybieram wtedy ten, który oferuje wyższy procent. 
Przed świetami planuję więcej zakupów, więc zapewne uzbiera się przyzwoita suma zwrotów, którą będę mogła przeznaczyć na prezenty dla .. samej siebie. 🙂
 
 
Znacie powyższe serwisy? Planujecie skorzystać z tego rodzaju oszczędzania?