Tag

haul zakupowy

O tym, że kosmetyki w sieci kupicie zdecydowanie taniej niż stacjonarnie nikogo nie muszę chyba przekonywać? A co gdyby mieć do dyspozycji stówkę? Czy można w tej cenie kupić wszystkie niezbędne kosmetyki do pełnego makijażu? Podjęłam to wyzwanie i dziś pokażę Wam, co udało mi się upolować w drogerii Ezebra.pl nie przekraczając budżetu! Przygotowałam też film, w którym testuję wszystkie produkty z dzisiejszego zestawienia. Przygotowałam dla Was również dwie niespodzianki, zainteresowani?
Oprócz kosmetyków do makijażu nie mogłam odpuścić sobie odrobiny pielęgnacji więc wybrałam dwie maseczki – jedną z nich użyłam podczas testów ( video na dole postu ), a druga to nowość marki Bielenda, bąbelkowa maseczka o zapachu mango – czy to nie brzmi cudownie?  Bielenda – Cloud Mask / 6,99 zł 
Podstawą makijażu jest u mnie podkład i kiedy zwykle mam problem z dobraniem odcienia, gdyż każdy najjaśniejszy i tak jest dla mnie za ciemny to w przypadku Insta Perfect od Essence kolor 10 okazał się być … za jasny! To super wiadomość dla wszystkich bladziochów, a równie ważną informacją jest to, że nie ma on tendencji do utleniania. Jego trwałość oceniam 4/5, a z pewnością pomogłaby mu dobra baza pod makijaż.  Podkład Essence – Insta Perfect / 17, 98 zł 
Do wykończenia makijażu najchętniej wybieram pudry ryżowe, dlatego w tym przypadku postawiłam na sprawdzony produkt, jednak w wersji mini. Rice Powder od Ecocera o pojemności 2,5g to strzał w dziesiątke jeśli chodzi o podróżną kosmetyczkę! Produkt jest na tyle wydajny, że spokojnie starczy na długo, a gdyby się skończył to zawsze mogę dosypać odrobinę z pełnej wersji, którą mam na stanie!  Puder ryżowy ECOCERA 2,5g / 9,99 zł 
Znaleźć dobrą i tanią paletkę do oczu nie jest łatwo, a swym wyglądem urzekła mnie nowość od Essence – Too Glam to give a damn! Szata graficzna, kolory… wszystko prezentuje się super! Swoją intensywnością przyciągnęły mnie fiolet oraz złoto. Nietypowy układ wnętrza jest niezwykle intrygujący. Cieniami pracuje się przyzwoicie, jednak zawarty w paletce rozświetlacz nie do końca mi odpowiada. W trakcie testów dodatkowo zachwycił mnie zgaszony brokatowy fiolet. ( czwarty od prawej )  Essence – Too Glam To Give a Damn / 25,78 zł
Od zawsze lubiłam duże szczoteczki w tuszach do rzęs, jednak ta w maskarze I love Extreme od Essence nieco mnie zaskoczyła swoją zmyślną konstrukcją. Ogromna, zakręcona silikonowa szczoteczka to nie było coś, czym dobrze mi się pracowało, a efekt był taki zwyczajny – na co dzień.    Essence – I love Extreme / 10,49 zł 
Pomada do brwi w kredce? Pierwsze słyszę! A jednak! Marka Essence po raz kolejny mnie zaskoczyła i muszę przyznać – jestem na tak! Kredką pracuje się wygodnie, a kiedy końcówka się stępi można użyć załączonej temperówki. Kolor brown świetnie do mnie pasuje i wcale nie jest ciepłym odcieniem.  Wyczuwam mój nowy hit jeśli chodzi o makijaż brwi! Essence – Superlast 24H Pencil Pomade / 8,99 zł 
Pomadka Stay Matte od Rimmel była jedną z najbardziej ciekawych nowości na stronie ezebra.pl, więc skusiłam się na intensywny i odrobinę szalony odcień nr. 800 MIDNIGHT. Uwielbiam mocne kolory na ustach, a więc dla mnie to świetny zakup! Niestety pomadka podkreśla suche skórki więc nawilżanie i peeling ust przed makijażem obowiązkowo! Stay Matte Liquid Lip Colour / 17,89 zł 
Z domu nigdy nie wychodzę bez perfum, a na zimę zawsze wybieram coś całkiem nowego. Tym razem wybór padł na Lolita Lempicka, którego nikomu raczej przedstawiać nie muszę. Zapach jest niesmakowicie kobiecy i zmysłowy, a flakon jest wręcz obłędny. Z takiego prezentu ucieszyłaby się każda kobieta! EDP Lolita Lempicka ( tester ) 100 ml / 98 zł 
WYZWANIE: CAŁY MAKIJAŻ ZA 100 ZŁ!
 
Jeśli macie ochotę zobaczyć jak sprawdziły się kosmetyki w użyciu to zapraszam na poniższe video:
W SKRÓCIE… 
W drogerii ezebra.pl mając budżet  100 złotych udało mi się kupić aż 6 kosmetyków do makijażu oraz dwie maseczki. To naprawdę świetny wynik. Większość z produktów to nowości, których byłam bardzo ciekawa. Uwielbiam testować nieznane mi wcześniej produkty, bo tylko w ten sposób dowiem się czy czasem w niższej cenie nie znajdę idealnego podkładu lub kredki do brwi! Dodatkowo w świetnej cenie upolowałam perfumy idealne na zimę, które w każdym przypadku są trafionym pomysłem na prezent! Jak już wpadniecie na zakupy do ezebry, to koniecznie w koszyku wpiszcie kod “tinaha”, a wysyłkę będziecie mieć za free! ( kod działa do 26.11 ) Dodatkowo wpadajcie na mój INSTAGRAM lada chwila rusza tam szybkie rozdanie, w którym do zgarnięcia będzie stówka na zakupy w drogerii ezebra! 
 






Myślicie już o prezentach na gwiazdkę? 
Ostatnio pytałam Was na moim Instagramie, czy lubicie kupować na Aliexpress i zdecydowana większość dokonała chociaż jednego zakupu, a część nawet przyznała się do regularnego buszowania po chińskim Allegro. Sama należę do tej grupy i z przyjemnością dzielę się z Wami ciekawymi upolowanymi zdobyczami. Dzisiaj opowiem Wam o kilku fajnych kobiecych gadżetach z Aliexpress.

CO WARTO KUPIĆ NA ALIEXPRESS?

Przygotowałam dla Was haul zakupowy w postaci video, który już mogliście widzieć już na moim kanale ( zapraszam do subskrybowania ), ale z pewnością część z Was nie miała okazji jeszcze go zobaczyć.

 
Produkty, które pokazałam w filmie:
– pędzelki: http://got.by/2nsvud
– opaska z uszami: http://got.by/2qmf1x
– okulary: http://got.by/2qmfh3
– rzęsy: http://got.by/2qmfho
– szczoteczka do twarzy: http://got.by/2qmf3v
– kapelusz: http://got.by/2qmf6l
– pasek: http://got.by/2q6muk
– spodnie: http://got.by/2qmf51
 

 

A wy co ostatnio upolowaliście na Aliexpress?

 

Zakupy w sieci to moja specjalność, w sklepach internetowych kupuję dosłownie wszystko. Nic w tym dziwnego – zwykle jest taniej, a siedzenie na wygodnej kanapie jest lepsze od stania w kolejce. Ostatnio kupuje rzeczy głównie dla Franciszka, więc postanowiłam rozpieścić nieco siebie i ukochanego więc zrobiłam pierwszy krok w stronę wiosny i zaopatrzyłam nas w lżejsze obuwie. 
Po wielu przygodach z nieoryginalnym obuwiem kupionym na allegro postanowiłam wybrać sprawdzone i pewne miejsce, aby mieć pewność co do najwyższej jakości produktów. Zdecydowałam się na sklep Footway, który w swoim bogatym asortymencie ma obuwie takich marek jak Adidas, Nike, New Balance, Vans, Converse, Lacoste i wiele innych. 
Początkowo miałam ochotę na nowe trampki, bo w nich czuję się najlepiej. Chwile później uświadomiłam sobie, że jestem mamą więc muszę zachować odrobinę powagi, a Conversy kupione w zeszłym roku trzymają się całkiem nieźle. Wybrałam się więc na bardziej klasyczne buty – Adidas Campus w pięknym miętowym kolorze ( Ash Green ). Gdzieś słyszałam, że pastele będą hitem tej wiosny więc idealnie wpisuję się w ten trend. 
Mój mąż jest już bardziej konkretnym człowiekiem i mimo ogromnego wyboru oraz co chwile pokazywanej przeze mnie kolejnej pary z zapytaniem “A może te?” wybrał totalny klasyk – Adidas Courtvantage. Białe adidasy z czarnymi paskami chyba nigdy nie wyjdą z mody i muszę przyznać, że bardzo podoba mi się w tych butach. 
Buty ze sklepu Footway przyszły błyskawicznie – wystarczyło zaledwie 48 godzin od złożenia zamówienia i przesyłka znalazła się w moich rękach. Dodatkowo w razie zadowolenia możemy bezpłatnie zwrócić towar. Bardzo sobie to cenię w zakupach online. 

Post powstał przy współpracy ze sklepem Footway. 


Obie pary prezentują się rewelacyjnie – i teraz pozostaje kwestia, który model podoba Wam się bardziej? Klasycznie biało-czarne a może mięta i biel?


“Kupowanie markowej torebki w Lidlu to wstyd” … to chyba najczęściej powtarzający się komentarz, od kiedy w sieci pojawiła się informacja, że w znanej sieci marketów pojawią się torebki Wittchen. Od soboty ( 14 października 2017 ) możemy w cenie 279 złotych nabyć skórzaną torebkę Polskiej marki i mam wrażenie, że atmosfera wokół tego tematu w Internecie jest równie gorąca, co przy okazji promocji na kolorówkę w Rossmannie. W obu przypadkach znajdziemy zarówno zwolenników, jak i przeciwników. Tych drugich wydaje się być zdecydowanie więcej, gdyż w sieci krąży tysiące komentarzy potępiających całą akcję. Według niektórych torebki Wittchen w Lidlu są kiepskiej jakości,  pochodzą z odrzutów albo co gorsza wcale nie są oryginalne. Nie rozumiem skąd bierze się cała ta nienawiść, jednak jak zapewnia nas producent – torebki z Lidla są identycznej jakości jak te oferowane w salonach firmowych. 



Jedyna różnica jest w cenie przez co wiele kobiet do zakupu torebki szykowało się niczym na wojnę. Koczowanie pod sklepem przed 7 rano w sobotę lub co gorsza wyrywanie sobie torebek z ręki. W ofercie pojawiło się aż 79 wzorów, a jednak spotkałam się z wypowiedziami typu “nie było modelu, który chciałam kupić, więc brałam co było”. A do tego te filmiki w sieci, na których kobiety dla wymarzonej torebki są w stanie sporo wycierpieć. 


Moim zdaniem kolaboracja Lidla oraz marki Wittchen jest takim samym zjawiskiem jak pojawienie się kolekcji By Jemioł w Rossmannie czy chociażby Versace for H&M. 

Jestem w 9. miesiącu ciąży, więc o torebkę bić się nie zamierzałam, a zakup nie był dla mnie sprawą najwyższej wagi, jednak postanowiłam wybrać się do Lidla i jak się domyślacie wyszłam biedniejsza o 279 złotych. 



Do sklepu wybrałam się w okolicach 11 przed południem wraz z mamą, która również była ciekawa o co całe zamieszanie. W markecie panował spokój, a koszyki były po brzegi wypełnione markowymi torebkami. Oczywiście zainteresowanych kobiet nie brakowało, ale wszystko odbywało się w spokojnej i kulturalnej atmosferze. 

Wybór torebek był przeogromny i wręcz przytłaczający. Interesującym mnie kolorem był wyłącznie czarny ze srebrnymi detalami. Przejrzałam kilkanaście modeli, porównałam rodzaje skóry, po czym w moje ręce wpadła ta jedyna Od razu wiedziałam, że to jest to. Torebkę obejrzałam dokładnie z każdej strony i byłam zdecydowana na zakup. Jak się okazało, moja mama ma identyczny gust, gdyż stojąc kilka metrów dalej wybrała dokładnie tę samą torebkę. Po odejściu od kasy stałam się posiadaczką mojej pierwszej torebki od Wittchen.


Wybrany przeze mnie model torebki Wittchen to klasyczny kuferek w kolorze czarnym, wykonany z naturalnej skóry saffiano o podwyższonej odporności na uszkodzenia. Srebrne detale oraz brelok z frędzlami sprawiają, że torebka ma w sobie to coś. Dodatkowym wyposażeniem jest firmowy worek przeciw-kurzowy oraz regulowanej długości pasek, dzięki czemu torbę można nosić na ramieniu, co dla mnie jest ważnym aspektem. Przy kasie dodatkowo otrzymałam wielką torbę zakupową – brawo za dbałość o szczegóły. 



Wnętrze torebki to jedna duża przestrzeń oraz małe kieszonki na telefon, drobiazgi oraz dodatkowa na zamek. Z przodu dodatkowa przegroda zapinana na magnes, z tyłu kolejna na zamek – typowo na klucze. U dołu torebkę podtrzymują srebrne nóżki, dzięki czemu skóra nie będzie się przecierać ani brudzić.  Każdy detal wykonany z największą starannością i z pewnością nie ma mowy o “gorszym” gatunku. Na torebkę otrzymałam dwuletnią gwarancję, którą mogę zrealizować również w salonach Wittchen. ( gdzieś przeczytałam taką informację )




Na obecną chwilę z torebki jestem bardzo zadowolona, mam nadzieję, że za rok nadal będzie mi wiernie służyć i będę mogła ją Wam zarekomendować. Uważam, że torebka jest warta ceny jaką za nią zapłaciłam, jednak gdybym miała w sklepie firmowym zapłacić kwotę przekraczającą 400 złotych to zapewne bym się nie zdecydowała. 

Jestem ciekawa, jak Wy odnosicie się do całej promocji? 
Planujecie się wybrać do Lidla czy tego typu akcje kompletnie nie są dla Was interesujące?

Od wczoraj możemy cieszyć się długowyczekiwaną promocją -49% ( -55%) na kolorówkę w Rossmannie. Podobnie jak większość kobiet postanowiłam wybrać się do drogerii już pierwszego dnia, mając nadzieję, że spokojnie kupię to co sobie zaplanowałam. Niestety tak jak podejrzewałam spotkałam się z tłumem w sklepie i pustkami na półkach…

W drogerii szafa niemalże każdej marki obłożona była grupką kobiet, z których nie jedna otwierała kolejne nowe kosmetyki nie zważając na brak napisu “TESTER” na opakowaniu. Brak reakcji ze strony obsługi, która nie do końca panowała nad całą sytuacją spowodowała, że postanowiłam zrezygnować z zakupu bestsellerów polecanych na większości blogów. Skupiłam się na nowościach, a swoje zakupy ograniczyłam do minimum.



Najwięcej czasu spędziłam przy szafie nowej marki SinSkin, która niedawno weszła również do Rossmanna. Byłam jedyną przeglądającą kosmetyki tej marki osobą, a co więcej każdy tester po który sięgnęłam był nieruszony. 
Marka SinSkin, która swoje kosmetyki określa mianem profesjonalnych zadebiutowała w Rossmannie stosunkowo niedawno i niestety większa część szafy była zwyczajnie pusta, co w przypadku takiej promocji jest sporym minusem. Podobna sytuacja miała miejsce w dwóch innych sklepach. 
Ceny kosmetyków są dość wysokie, jednak uznałam promocję za odpowiedni moment do przetestowania kilku nowości. 


SINSKIN  Must Have,
Ultralight Serum Foundation SPF 25




Podkład z serum w jednym produkcie to dla mnie nowość, jednak pierwsze wrażenie zrobił na mnie bardzo przyzwoite. Konsystencja płynna, dobrze się rozprowadza pędzlem, ładnie się wchłania i przyzwoicie kryje. Podkład niewyczuwalny na twarzy więc nie ma mowy o efekcie maski. Wybrałam najjaśniejszy odcień ( Light Nude C10 ) z dostępnych bodajże 8 kolorów. Przeznaczony jest do skóry suchej i normalnej. Możecie się spodziewać jego obszerniejszej recenzji w najbliższym czasie. 

Minus za zawyżoną ceną, kilka dni przed promocją kosztował 74 złote, a w dniu promocji 79 złotych, więc zapłaciłam w granicach 37 pln.


SINSKIN Must Have, 
Liquid Eyeliner 



Przełom w moim makijażu, bo od dawien dawna używam niezmiennie eyelinera z Eveline. Skusiło mnie smukłe opakowanie i bardzo precyzyjna końcówka. Wybrałam kolor 220 czyli głęboką czerń, której po narysowaniu kilku kresek na ręce nie mogłam zmyć przez cały dzień. Eyeliner nie rozmazuje się co już sprawdziłam, a więcej o jego trwałości i ukrytych mam nadzieje dodatkowych zaletach jeszcze zapewne przeczytacie na blogu. 

Eyeliner kosztuje standardowo 55 złotych a więc zapłaciłam za niego niecałe 26 pln. 


Na spory plus zasługuje fakt, że wszystkie kosmetyki Sinskin pakowane są w kartoniki więc miałam pewność, że żaden z zakupionych produktów nie był otwierany.



Kinetics, 
Shield, Gel Polish



Produkty tej marki to dla mnie całkowita nowość, jednak od dawna poluję na hybrydowego nudziaka, więc postanowiłam przetestować jeden z wielu odcieni jakie widniały na półce marki Kinetics. 
Ciężko było podjąć decyzję, jednak ostatecznie wybór padł na kolor #153. 
Konsystencja lakieru jest całkiem gęsta, a cena po promocji bardzo okazyjna. Jak się sprawdzi pod względem trwałości i koloru? Na te pytania odpowiem po dokładniejszych testach. 

Lakiery kolorowe dostępne są w cenie 34,99 złotych, więc na promocji zapłaciłam w granicach 17 pln. 


Neutrogena, Intense Repair
Lip Balm


Balsam do ust to dla mnie podstawa przy takiej pogodzie za oknem, a w związku ze zbliżającym się porodem moje usta są coraz bardziej przesuszone. Z polecenia mamy wybrałam balsam do ust zamiast tradycyjnej pomadki i po pierwszym użyciu jestem zachwycona siłą nawilżenia. Do tej pory używałam kilku kremów do stóp tej marki, które również świetnie mi się sprawdziły. 

Nie jestem pewna czy w przypadku balsamu do ust obowiązywała promocja, jednak cena standardowa produktu to 10,99 pln. 


Ot cały mój haul zakupowy, choć nie wykluczam, że nie wybiorę się ponownie do drogerii podczas tej promocji. Z zakupów jestem bardzo zadowolona i chętnie dowiem się, co Wam udało się “upolować” podczas promocji. 

Wybieracie się na zakupy czy odpuszczacie? 


Kto śledzi mnie w social media zapewne wie, że od dwóch miesięcy jestem w posiadaniu nowego mieszkania. Postanowiłam zamienić kawalerkę we Wrocławiu na większe mieszkanie poza miastem, aby w pełni przygotować się do przyjścia na świat mojego pierwszego dzieciątka. Duże mieszkanie to sporo pracy, a że całością prac zajmujemy się sami wszystko nieco się przeciąga w czasie. 
Jak wiadomo, najlepszą częścią każdego remontu jest wykończenie wnętrz i zakup dodatków, dlatego kiedy tylko nadszedł ten etap popadłam w małe szaleństwo zakupowe. Nic w tym jednak dziwnego, bo kupione przez nas mieszkanie było w stanie deweloperskim, więc potrzebowałam niemalże wszystkiego. Zapewne pokaże Wam jeszcze końcowy efekt prac i zmian jakie zaszły w mieszkaniu, jednak postanowiłam przygotować posty tematyczne czyli haule zakupowe, które tak bardzo lubicie czytać. 
Dzisiaj pokażę Wam kilka dodatków z Pepco, do którego uwielbiam zaglądać nie tylko po dekoracje, ale również często kupuje tam ubrania oraz kompletuję ubraniową wyprawkę dla Franka. ( kto chce zobaczyć haul zakupowy z przygotowaniem wyprawki? ). 
KOC ZE SREBRNYM ZDOBIENIEM



Gdy tylko go zobaczyłam wiedziałam, że musi być mój. Koc jest bardzo miękki w dotyku, a srebrne tasiemki nie kruszą się ani nie zrywają. W sklepie dostępne były trzy wersje kolorystyczne: brudny róż, mięta oraz szarość, która najbardziej pasowała do mojego wystroju. Koc jest o wymiarach ok 130 x 170 cm i wykonany jest w 100% z poliestru.  Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam dwie sztuki, w cenie 29.99 pln każda. 
SŁOIK NA SŁODKOŚCI





Cudeńko z kokardką i srebrnym serduszkiem od razu przyciągnęło moją uwagę. Jeszcze nie wiem, co będę w nim trzymać, ale cokolwiek tam nie schowam będzie prezentować się równie słodko. Słoik jest w pełni szklany, dobrze wykonany, a pokrywkę łatwo zdjąć. Kosztował zaledwie 9,99 pln, więc pewnie na jednym się nie skończy.
CYTATY W SZKLE



Niewielkich rozmiarów obrazy do powieszenia na ścianie to już prawdziwy hit na instagramie i wcale się temu nie dziwię, bo prezentują się naprawdę cudownie. Dostępne są w dwóch kolorach – czarnym oraz złotym. Występują w kilku wzorach, ja wybrałam dwa motta, które najbardziej do mnie przemawiają. Są minimalistyczne, nowoczesne i kosztują zaledwie 4,99 pln za sztukę. 
WAZON 



Nie jestem wielką fanką kwiatów ciętych, bo szybko tracą swój urok, jednak wazon sam w sobie jest tak ładny,  że postanowiłam mieć jeden w zapasie. Prosty kształt butelki ze srebrną wstążką dodaje mu charakteru i świetnie wpasuje się w moje wnętrza. Kosztował 14,99 pln i dostępny był w dwóch wzorach. 
OKRĄGŁE LUSTRO



Podobają mi się dodatki w stylu industrialnym, jednak zazwyczaj są to drogie przedmioty. Znalazłam jednak niewielkie lustro w świetnej cenie 39,99 pln.  Oryginalnie lustro zwisa na zwykłym sznurku, które przemalowałam na metaliczną szarość aby bardziej wpasować je w wystrój. Ostatecznie od miesiąca czasu to jedyne lustro jakie posiadam w mieszkaniu, ale niestety jest nieco za małe do przedpokoju, dlatego przeniosę je w inne miejsce. 
Oto całość moich  dzisiejszych zakupów, ale pokażę Wam jeszcze sporo perełek z innych sklepów. 
Jestem ciekawa, czy równie chętnie zaglądacie do Pepco i czy któraś z zakupionych przeze mnie rzeczy wpadła Wam w oko?