Tag

pielęgnacja

Marki Foreo chyba nie muszę nikomu przedstawiać, bo zakładam, że jest Wam doskonale znana za pośrednictwem kultowych już szczoteczek sonicznych. Sama od pół roku używam modelu Luna Mini 2 i nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez tego maleństwa. Dzisiaj jednak chciałabym opowiedzieć o innym “sprzęcie” tej firmy – FOREO UFO. Co kryje się za tą tajemniczą nazwą? To innowacyjne urządzenie, które łączy zaawansowane technologie z efektownością koreańskich maseczek. Kompleksowa pielęgnacja twarzy w jedyne 90 sekund. Brzmi nieźle, prawda? Cena Foreo UFO to zawrotne 1200 złotych, czy warto?

FOREO UFO

W CZYM TKWI SEKRET FOREO UFO?

Urządzenie łączy w sobie cztery innowacyjne funkcje. Termoterapia – wytwarza ciepło, dzięki czemu rozszerzają się pory, a składniki aktywne są lepiej wchłanialne. Ponadto ma działanie kojące i rewitalizujące. Krioterapia, czyli efekt intensywnego chłodzenia poprzez co skóra staje się wygładzona, a pory zmniejszone. Fototerapia – działanie światłem LED w trzech kolorach: niebieskim ( anty trądzikowe ), czerwone ( anty aging ), zielonym ( rozjaśniające ). Technologia T-Sonic – pulsacje ułatwiają wchłanianie składników i pozwalają się zrelaksować. Co więcej Foreo UFO jest odpowiednie dla każdego typu cery.

FOREO UFO
APLIKACJA FOREO

JAK DZIAŁA FOREO UFO?

Do działania UFO potrzebujemy nie tylko samego urządzenia, ale także dedykowanych maseczek oraz smartfona z zainstalowaną aplikacją Foreo.

W ofercie marki dostępnych jest 7 rodzajów koreańskich maseczek, każda z nich o innym działaniu. Po wybraniu odpowiedniej dla siebie skanujemy jej kod w aplikacji, dzięki czemu Nasze urządzenie wie, których funkcji użyć. Maskę aplikujemy w urządzeniu i klikamy start. Aplikacja w trybie głosowym przeprowadza Nas przez cały proces ( 90 sekund ) opowiadając o poszczególnych funkcjach. Podczas aplikacji masujemy twarz kolistymi ruchami.

MASECZKI KOREAŃSKIE FOREO

FOREO UFO – MOJA OPINIA

Urządzenie mam od 3 miesięcy i już od pierwszego użycia skradło moje serce. Innowacyjność tego maleństwa, przyjemność podczas aplikacji oraz efekty. To wszystko naprawdę mnie zachwyca. UFO sprawdza się doskonale również w podróży. Kilka moich przyjaciółek miało okazje je przetestować i również było pod wrażeniem tego urządzenia.
Uważam, że jest to pewnego rodzaju inwestycja w siebie i pozwoli podnieść jakość swojej codziennej pielęgnacji. Urządzenie jest nie tylko fajnym kobiecym gadżetem, ale również przynosi doskonałe efekty. Skóra zaraz po aplikacji jest miękka, odprężona i wyraźnie wygładzona. Regularne używanie sprawia, że cera wygląda promiennie i zdrowo, a co za tym idzie – makijaż na niej prezentuje się znacznie lepiej. Cały zabieg trwa jedynie 90 sekund, więc oszczędzam też sporo czasu!

WARTO PRZECZYTAĆ: 6 ETAPÓW PIELĘGNACJI – JAK PRAWIDŁOWO ZADBAĆ O CERĘ WIECZOREM

CZY WARTO KUPIĆ FOREO UFO



Posiadam wszystkie 7 rodzai maseczek i są wśród nich takie, które dedykowane są na wieczór oraz poranek oraz te, które można aplikować niezależnie od pory dnia. Każda z nich jest inna i wywołuje inne funkcje w urządzeniu. Niezależnie którą wybiorę czuję, że te 90 sekund to błogi relaks dla skóry.

FOREO UFO

CZY WARTO KUPIĆ FOREO UFO?

Jak już wspomniałam we wstępie – Foreo UFO kosztuje 1199 złotych, co jest zawrotną kwotą, dlatego wielu może od razu odstraszyć. Oprócz samego urządzenia potrzebujemy także maseczek, więc to kolejne wydatki. Jedno opakowanie zawierające 6 sztuk jednego rodzaju maski kosztuje w granicach 40-45 złotych. Czy warto zainwestować w taki sprzęt?
Myślę, że jak najbardziej tak!
Z jednej strony używanie Foreo UFO to wspaniałe i odprężające doświadczenie. Maseczki dają natychmiastowy efekt i skóra jest doskonale nawilżona. Dodam jednak, że fakt posiadania tak innowacyjnego urządzenia nie sprawił, że zrezygnowałam z innych masek. Lubię czasem poleżeć w wannie z maseczką w płacie na twarzy.

KOREAŃSKA PIELĘGNACJA


W mojej ocenie jest Foreo UFO jest urządzeniem, w które warto zainwestować. Z pewnością jest alternatywą dla maseczek oferowanych w salonach kosmetycznych.

KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY LATA 2019

kosmetyczni ulubieńcy lata

Staram sobie przypomnieć kiedy ostatnio na blogu bądź youtube pojawili się moi kosmetyczni ulubieńcy. To było naprawdę dawno temu, a wniosek tego jest bardzo prosty – przez dłuższy czas żaden kosmetyk nie wywołał u mnie zachwytu tak dużego, aby nadać mu miano TOP. W ostatnim czasie mam jednak kumulację fajnych produktów, więc kawa w dłoń i zapraszam na przegląd kosmetycznych ulubieńców ostatnich miesięcy. Wpadajcie również na mój Instagram, gdzie często pokazuję Wam moją aktualną pielęgnację i kosmetyczne nowości.

Pixi Glow Tonic Serum

KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY: PIXI – GLOW TONIC SERUM

Na początek Glow Tonic Serum marki Pixi, które otrzymałam kilka tygodni temu w paczce PR. Kosmetyk aplikuję zazwyczaj wieczorem zaraz po toniku, a przed kremem. Zamknięty jest w niewielkim opakowaniu z pipetą, która ułatwia aplikowanie serum. ( wystarczy po kropelce na czoło i policzki ). Produkt ma lekko tłustą konsystencję i wymaga dłuższej chwili na wchłonięcie się – dlatego też na dzień stosuję go sporadycznie. Serum zostawia na skórze lepką warstwę, na którą zwykle nakładam krem i kładę się spać. Uwielbiam to jak działa na moją skórę, nawet rano cera jest bardzo miękka i przyjemna w dotyku, a po porannym oczyszczaniu gotowa na makijaż. Kosmetyk niestety nie należy do najtańszych, aczkolwiek wydajność jest na wysokim poziomie, dlatego to dobra inwestycja.

Holika Holika Pianka do twarzy

HOLIKA HOLIKA – BAMBUSOWA PIANKA OCZYSZCZAJĄCA

Do oczyszczania twarzy latem najchętniej wybieram lżejsze produkty, dlatego przed sezonem zaopatrzyłam się w bambusową piankę do mycia od Holika Holika. Markę bardzo lubię, a opinie o produkcie były całkiem pozytywne. W mojej ocenie produkt wypada doskonale. Jest absolutnie delikatny a jednoczenie niezwykle skutecznie zmywa makijaż. Piankę stosuję wraz z szczoteczką Foreo, aczkolwiek często nakładam i rozmasowuję produkt na twarzy a dopiero później korzystam z urządzenia. Kosmetyk stosuję od ponad 2 miesięcy i powoli zbliżam się do dna, więc wydajność oceniam przyzwoicie. Konsystencja musu niestety trudno wydobywa się z tubki, szczególnie przy końcówce. W ogólnej ocenie piankę oceniam naprawdę wysoko!

Go Nature Olejek Ultranawilżający

GO NATURE – OLEJEK ULTRANAWILŻAJĄCY EMOLIO

Jeśli śledzicie mnie dłuższą chwilę, to wiecie, że zmagam się z miejscowo przesuszoną skórą. Walczę z problemem na różne sposoby, ale w ostatnim czasie odkryłam bardzo fajny produkt, który błyskawicznie rozprawił się z przesuszonymi miejscami. Marka GoNature to dla mnie absolutna nowość, a z jej produktem spotkałam się za sprawą pudełka I love Box. Olejek ultranawilżający EMOLIO to produkt 100% wegański i niemal w pełni naturalny. Choć ja stosuję go przede wszystkim miejscowo na suchą skórę ( np. pod pachami ) , to można aplikować go również na twarz czy włosy. Kosmetyk jako jedyny z dzisiejszych ulubieńców nie ma absolutnie żadnego zapachu. Co ważne produkt jest bezpieczny także dla dzieci, a że mój synek zmaga się z AZS to stosuję go również u niego. Widzę delikatne efekty, ale w tym przypadku jeszcze potrzeba nieco czasu na opinię.

I love signature sól do kąpieli

I LOVE: SIGNATURE – SÓL DO KĄPIELI

Kąpiel to dla mnie zawsze ważny rytuał pielęgnacyjny, bo przez te kilka minut mogę pobyć w ciszy sama ze sobą. ( zrozumie mnie każda mama ) Lubię więc wszelkie umilacze, które sprawiają, że kąpiel staje się jeszcze przyjemniejsza. Ostatnio zachwycam się solami marki I love ( Singature ) a przede wszystkim ich zapachami. Aktualnie używam Violet Dreams, który pachnie przecudownie, podobnie zresztą jak wcześniejsze – Elderflower Fizz czy Exotic Fruits. Każdy z nich jest wyjątkowy na swój sposób i trudno byłoby mi wybrać najlepszy. Opakowania mają całkiem spore, cenę przystępną i przyznaję bez bicia, że nigdy ich sobie nie żałuję. Jeśli macie wannę to koniecznie je wypróbujcie.

Oh tomi mus do ciała

OH!TOMI – MUS DO CIAŁA

Pozostając w temacie kąpieli muszę pokazać Wam moje najnowsze odkrycie – kosmetyk OH!TOMI, który znalazłam w czerwcowym I love Box. Mus do mycia ciała o zapachu melona początkowo nie wywołał u mnie szczególnego zachwytu, bo woń wydawała się być mdła. Wszystko zmieniło się i zakochałam się w tym produkcie od pierwszego użycia. Konsystencja dość zbita, pod palcami wyczuwalne delikatne drobiny, które w kontakcie z mokrą skórą delikatnie peelingują a całość delikatnie się pieni. Używanie tego musu to bajka, a zapach nagle jest świeży i wręcz apetyczny. Zdecydowanie zaskoczył mnie ten kosmetyk i śmiało mogę stwierdzić, że jest jednym z lepszych jaki kiedykolwiek używałam.

Koniecznie zajrzyj na kosmetycznych ulubieńców zimy!

kosmetyczni ulubieńcy - Indigo Shea Sugar Body Scrub

INDIGO – SHEA SUGAR BODY SCRUB

Jestem pewna, że kojarzycie markę Indigo przede wszystkim z lakierami hybrydowymi. Zgadza się, ale firma ma w ofercie kosmetyki do pielęgnacji, które nie raz wywołały mój zachwyt. ( wspaniałe balsamy i kremy do rąk ) Przede wszystkim produkty pachną obłędnie i najczęściej można je spotkać w firmowych salonach SPA. Aktualnie używam peelingu do ciała, który zamknięty jest w ogromym 500 ml słoiku. Produkt ma wysoko w składzie masło shea, więc oprócz złuszczania naskórka doskonale skórę nawilża i pozostawia miękką. Musicie wierzyć na słowo, ale ciało po kąpieli jest tak przyjemne w dotyku, że szok! Jak już wcześniej wspomniałam – zapach jest absolutnie rewelacyjny co tylko sprzyja częstego stosowania peelingu.

KOSMETYCZNI ULUBIEŃCY LATA 2019

kosmetyczni ulubieńcy lata 2019

Jestem ciekawa, czy znacie któregoś z moich kosmetycznych ulunieńców do pielęgnacji, a może polecicie mój swój kosmetyczny hit ostatnich miesięcy?

Codzienny demakijaż to z jednej strony absolutna podstawa właściwej pielęgnacji, a z drugiej jest wiele kobiet, które nie wiedzą jak robić to poprawnie. Stojąc w drogerii przed ścianą pełną kosmetyków można naprawdę ześwirować i najczęściej wybieramy produkty, które albo są w promocji albo podobają nam się wizualnie. Niestety to tylko jeden z czynników, przez które kondycja naszej cery odbiega od idealnej. Dzisiaj powiem Wam, czym kierować się przy wyborze odpowiedniego kosmetyku do oczyszczania i wytłumaczę czym różni się mleczko, olejek i płyn do demakijażu.

JAKI WYBRAĆ KOSMETYK DO DEMAKIJAŻU?

Jest kilka aspektów, które musimy mieć na uwadze podczas zakupów. Po pierwsze dobieramy kosmetyki odpowiednie dla naszego typu skóry, gdyż inne potrzeby będzie miała cera sucha, mieszana oraz tłusta. Po drugie warto zastanowić się jak wygląda nasz codzienny makijaż? Czy jest to raczej delikatny make up czy pełen kolorów bądź ciężkich produktów ( np. mocno kryjący podkład ). Cena nie powinna stanowić kryterium, bo nawet niedrogie kosmetyki mogą okazać się skuteczne, jeśli tylko sięgniemy po nie prawidłowo. Często jednak te droższe produkty oferują coś więcej – jeśli nie mamy większych problemów z cerą nie powinno nas to interesować, ale gdy zmagamy się z trądzikiem bądź mamy wyjątkowo delikatną skórę to warto zaopatrzyć się w produkt o dodatkowych właściwościach.  O tym, które kosmetyki lepiej sprawdzają się do danego “typu” makijażu opowiem już za chwilę, ale wcześniej muszę wspomnieć o jeszcze jednym ważnym elemencie. Należy pamiętać, że jeden kosmetyk nie załatwi sprawy, a demakijaż – zwłaszcza przy mocnym make-upie wymaga często nawet 3-4 etapów oczyszczania. 

WARTO PRZECZYTAĆ: 6 ETAPÓW PIELĘGNACJI – JAK POPRAWNIE DBAĆ O CERĘ?

MLECZKO, PŁYN MICELARNY A MOŻE OLEJEK DO DEMAKIJAŻU?

 
Na pozór wszystkie te produkty działają tak samo, jednak każdy z nich powinien być stosowany w innej sytuacji, a czasami warto sięgnąć po kilka z nich – jeden za drugim. Jedne z nich są bardziej uniwersalne, a inne dostosowane do konkretnego rodzaju cery. O tym, czym się różnią przeczytacie poniżej.

PŁYN MICELARNY – DOBRY DLA KAŻDEGO?

 
Od kilku lat jest najczęściej stosowanym produktem do demakijażu, a swoją popularnością wyprzedził mleczko, które jeszcze kilka lat temu było na topie. Czym właściwie jest płyn micelarny? To delikatnie oczyszczający kosmetyk, który jak sugeruje nazwa zawiera micele czyli mikrokapsułki działające na zanieczyszczenia jak magnez. Swoją sławę zawdzięcza delikatności i skuteczności działania zarazem, a także jest produktem wielofunkcyjnym. Płyn micelarny może być stosowany przez każdego – jednak warto wybrać odpowiedni pod kątem swojego typu cery. Zaletą płynu jest beztłuszczowa formuła, dzięki której na skórze nie pozostaje lepka warstwa, ale z drugiej strony wymaga dalszych kroków pielęgnacyjnych tj. tonik czy krem, aby uniknąć efektu ściągniętej skóry.
Płynem micelarnym z powodzeniem oczyścimy skórę rano, przed nałożeniem makijażu jak również zmyjemy delikatny dzienny makijaż. Osobiście używam go jedynie wstępnego demakijażu oczu oraz twarzy, a następne myję ją żelem lub pianką. Przy wyborze nie mam większych kryteriów poza dobraniem produktu do mojego typu cery ( mieszana, naczynkowa ), więc najczęściej sięgam po te o Garniera, Eveline czy Bielendy bo mają sporej pojemności opakowanie i stosunkowo dobrą cenę.

MLECZKO DO DEMAKIJAŻU – CZY WARTO PO NIE SIĘGNĄĆ? 

 
Podobnie jak płyn micelarny mleczko z powodzeniem pozbędzie się makijażu zarówno oczu jak i całej twarzy jednak w jego przeciwieństwie ma formułę opartą na tłuszczowej bazie. Niesie to ze sobą dodatkową porcję nawilżenia, co z pewnością przyda się cerom suchym, aczkolwiek nie każdy lubi to uczucie tłustego filmu na skórze. Warto mieć na uwadze, że nie wolno na tym kończyć demakijażu a tę lepką warstwę należy zmyć przy użyciu wody, żelu bądź toniku.
Mleczko sprawdzi się jak już wspomniałam do dziennego makijażu jednak może mieć spory problem z usunięciem wodoodpornego tuszu czy sztucznych rzęs dlatego warto mieć pod ręką dodatkowy kosmetyk – dwufazowy płyn do demakijażu.
Osobiście nie lubię stosować mleczka, głównie ze względu na to nieprzyjemne uczucie tłustej skóry, ale także dlatego, że moja cera jest mieszana i nie potrzebuje aż tyle nawilżenia.
 
 
 

OLEJEK DO DEMAKIJAŻU – KIEDY STOSOWAĆ? 

 
Choć jego główne zadanie jest identyczne do pozostałych produktów, to olejek ma dodatkowe atuty. Z powodzeniem można stosować go do demakijażu zarówno makijażu oczu jak i całej twarzy, a ponadto oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń oraz sebum, które gromadzi się na jej powierzchni przez cały dzień. Olejek wyróżnia się także swoją delikatnością, a więc zmniejsza ryzyko podrażnień niemal do zera. Jego działanie polega na rozpuszczeniu wszelkich kosmetyków oraz zanieczyszczeń a przy tym jest niezwykle łagodny i nie uszkadza warstwy lipidowej skóry. Wbrew pozorom nie jest przeznaczony wyłącznie dla cery delikatnej bądź suchej, ale dla każdego rodzaju, przez mieszaną aż po tłustą.
Ja po olejek sięgam kiedy mam mocny i “wielowarstwowy” makijaż, bo błyskawicznie pozbywam się wszelkich kosmetyków, co przy użyciu innych produktów zajęłoby znacznie więcej czasu. Nie mam zbyt wielkiego porównania, bo od zawsze sięgam po ten sam olejek z Resibo. Po jego użyciu myję całą twarz delikatną pianką, a następnie nakładam tonik i krem.

INNE PRODUKTY DO DEMAKIJAŻU

 
Na rynku dostępnych jest sporo alternatyw dla podstawowych kosmetyków do demakijażu – możemy sięgnąć po chusteczki nasączone płynem, ściereczki wielorazowe lub balsam do demakijażu. Z całej trojki sporadycznie sięgam po pierwszą z trzech opcji. Zaletą chusteczek jest niewielka waga i wielkość, co sprawdza się przy weekendowych wyjazdach. Ściereczki czy balsamy do demakijażu jakoś nigdy mnie nie przyciągnęły, więc w ich temacie niestety się nie wypowiem.

KIEDY SIĘGAĆ PO TONIK – ZAWSZE!

 
Ten akapit mógłby zakończyć się na samym tytule, ale choć dla mnie to oczywiste to pewnie dla wielu z Was nie. Po co używać tonik? W skrócie. Oczyszczając twarz wodą, płynem czy jakimkolwiek żelem do mycia usuwamy nie tylko zabrudzenia czy resztki makijażu, ale zmieniamy także naturalne pH skóry, a zadaniem toniku jest przywrócenie równowagi kwasowo-zasadowej czyli właśnie odpowiedniego pH. Produkt możemy nałożyć na twarz za pomocą wacika, ale zdecydowanie lepiej wybrać taki, który ma atomizer, a więc jesteśmy w stanie bezpośrednio zaaplikować go na skórę – jako przyjemną mgiełkę. Przez długi czas stosowałam toniki z Evree, a następnie sięgnęłam po Resibo, aktualnie używam Glow od Pixi, jednak cała trójka zasługuję na miano najlepszych.
Mam nadzieję, że nieco rozjaśniłam ten temat i teraz łatwiej będzie Wam dobrać odpowiednie kosmetyki  do demakijażu. Jeśli jednak są jakieś pytania to możecie zadawać je w komentarzu czy w wiadomości prywatnej na moim Instagramie. 
Pielęgnacja włosów, zwłaszcza farbowanych tylko z pozoru wydaje się być prosta. Można by pomyśleć, że szampon i odżywka w zupełności wystarczy – nic bardziej mylnego. Kto śledzi mnie od dłuższego czasu doskonale wie, że moją domeną jest ognista czerwień na głowie, jednak niewiele z Was zdaje sobie sprawę, że utrzymanie koloru i dobrej kondycji włosów to bardzo ciężkie zadanie. Znalezienie odpowiednich kosmetyków jest nie lada wyzwaniem, dlatego też niezbyt często poruszam ten temat na blogu. Ostatnio jednak postanowiłam pójść o krok dalej i rozszerzyć codzienną kosmetykę o kurację dla włosów w postaci serum wzmacniające włosy oraz suplementację i dzisiaj mam dla was podsumowanie tego pielęgnacyjnego combo. Czy działanie na trzech płaszczyznach przynosi lepsze efekty?

 
tinaha
 
 

KROK PIERWSZY: SUPLEMENT DIETY KERABIONE

 

Zacznę od suplementacji, która jest dla mnie nowością. Po raz pierwszy postanowiłam zadbać o moje włosy również “od wewnątrz”. Suplement diety Kerabione to opakowanie zawierające 60 kapsułek, co przy dziennej dawce dwóch sztuk daje nam miesiąc kuracji.Warto na wstępie podkreślić, że organizm potrzebuje 2 miesięcy aby wytworzyć cebulkę nowego zdrowego włosa, dlatego też zalecana jest utrzymanie ciągłości suplementacji przez minimum 3 miesiące.

recenzja

Czym wyróżnia się Kerabione?

 Na tle innych suplementów diety o podobnym działaniu zdecydowanie składem i zawartą w nim ilością aminokwasów, które są głównym budulcem włosów. Oprócz tego znajdziemy w nim biotynę i składniki mineralne takie jak: cynk, selen i miedź, a także antyoksydanty, które niwelują wypadanie włosów i ich siwienie. Suplement ma również pozytywny wpływ na kondycję paznokci co uważam za duży plus.

Za mną miesiąc kuracji i na obecną chwilę mogę potwierdzić, że włosy stały się mocniejsze, a ich wypadanie znacznie się zmniejszyło. Właśnie rozpoczęłam drugie opakowanie, więc z pewnością wrócę do Was z aktualizacja za jakiś czas. Miesięczna kuracja to koszt w granicach 24 złotych.

tinaha

KROK DRUGI: SERUM DO WŁOSÓW KERABIONE

 

Kerabione Booster Oils to serum do włosów ze skłonnością do wypadania składające się z 4 buteleczek wykonanych z ciemnego szkła. Ich zawartość powinna wystarczyć na 16 zabiegów.  Jednorazowo na włosy aplikuję 1/4 zawartości szklanego flakonu za pomocą pipety, a następnie po upływie 20-30 minut myję włosy jak zwykle. Serum stosuję średnio dwa razy w tygodniu i w chwili obecnej rozpoczęłam drugą buteleczkę.

tinaha

Podstawowym składnikiem boostera jest olej migdałowy, a w składzie znajdują się również olejek rozmarynowy i lawendowy, przy czym ten ostatni jest najbardziej wyczuwalny podczas aplikacji. Taka kompozycja doskonale sprawdza się podczas olejowania włosów, ale również ma działanie regeneracyjne i zagęszczające włosy. Warto dodać, że serum pozbawione jest alkoholu i sztucznych substancji zapachowych. 

Koszt opakowania, które z powodzeniem wystarczy na dwa miesiące kuracji to w granicach 45 złotych, co zważywszy na dobry skład jest dobrą inwestycją.

KROK TRZECI: SZAMPON PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW

 

Stosowanie szamponu nie jest niczym nadzwyczajnym, jednak w tym przypadku wybrałam dedykowany całej kuracji produkt, który przeciwdziała wypadaniu włosów. Dzięki zawartości olejków cedrowego, lawendowego oraz rozmarynowego stymuluje tworzenie się nowych cebulek włosowych, a także działa wspomagająco oraz wzmacniająco na włosy.

W składzie szamponu nie znajdziemy SLS, DEA oraz glikoli. Stosuję go zazwyczaj co drugi dzień, myjąc włosy dwa razy, aby dobrze wypłukać wcześniej nałożone serum.

Na obecną chwilę zauważyłam, że włosy wydają się być gęstsze i lepiej się układają.

EFEKTY PO MIESIĄCU KURACJI

Na obecną chwilę śmiało mogę stwierdzić, że efekty stosowania wszystkich trzech kroków są już zauważalne. Przede wszystkim włosy są mocniejsze, a ich ilość na szczotce przy rozczesywaniu jest zdecydowanie mniejsza. Kiedy związuję włosy widzę całkiem sporo baby hair, dlatego z przyjemnością będę kontynuować kurację przez kolejne dwa miesiące.

AKTUALIZACJA! EFEKTY PO 2 MIESIĄCACH

To zdecydowanie był najdłuższy test w mojej blogowej historii, ale przekonałam się, że w suplementach wytrwałość to klucz do sukcesu. Po ponad 2 miesiącach zużyłam: pełne dwa opakowania tabletek Kerabione, 7/8 szamponu oraz całe opakowanie serum.
Zauważalne efekty: przyśpieszenie wzrostu włosów widoczne zwłaszcza przy odroście oraz spora ilość nowych “baby hair”.
Włosów jest za to zdecydowanie mniej na szczotce i zauważyłam, że lepiej się rozczesują ( a z tym zawsze miałam problem ).
Z trzech testowanych przeze mnie produktów na dłużej zostaną na pewno tabletki – już wpadłam w tryb systematyczności, więc nie chcę z nich rezygnować przez najbliższy miesiąc. Jeśli chodzi szampon to spełnia moje wszelkie oczekiwania, ale brakuje mi odżywki do zestawu. Do serum wrócę za kilka miesięcy, aby powtórzyć kurację.

Jestem ciekawa, czy problem z wypadaniem włosów jest Wam znany? 
Jakie są Wasze niezawodne sposoby na walkę z ich utratą?
Odkąd zostałam mamą, w moim życiu zmieniło się bardzo dużo, a moje priorytety uległy całkowitemu przeklasyfikowaniu. Cały mój dzień, wszystkie plany i przyjemności uzależnione są od synka, więc znalezienie chwili dla siebie często jest niemal niemożliwe. Nauczyłam się doceniać małe rzeczy oraz momenty, w których mogę poświęcić się w stu procentach własnej przyjemości. Jedną właśnie z takich chwil jest wieczorna pielęgnacja i kąpiel. To jedna z niewielu sytuacji, w których mogę oddać się błogiemu relaksowi i pobyć całkiem sama. Dużą więc uwagę zwracam, na każdy element towarzyszący mi właśnie podczas tego wieczornego rytuału. Wszystkie “umilacze” w postaci pachnących żeli, soli czy kul do kąpieli są u mnie jak najbardziej mile widziane,  jednak ostatnio moje serce skradły…gąbki ( i nie tylko ), kryjące się pod nazwą Spongelle.

W CZYM TKWI FENOMEN PRODUKTÓW SPONGELLE?

Z marką po raz pierwszy miałam styczność przy grudniowej edycji I love Box, kiedy to w pudełku znalazłam gąbkę do kąpieli w uroczym kształcie serca. Początkowo nie do końca rozumiałam, w czym tkwi wyjątkowość tego produktu, aż nie użyłam jej po raz pierwszy. Gąbki nasączone są wysokiej jakości środkiem myjącym, a ich zapach jest niezwykle uwodzicielski. Pielęgnacja ciała przy jej użyciu jest wyjątkowo przyjemna, a co więcej nie potrzeba dodatkowych kosmetyków do mycia. Gąbka przy kontakcie z wodą fajnie się pieni, a jednocześnie delikatnie złuszcza naskórek co przekłada się na wygładzenie skóry. Jej “żywotność” to około 14 kąpieli.
Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez TinaHa, Wrocław (@tinahaoficjalnie) Mar 7, 2019 o 11:01 PST

PIĘKNO ZACZYNA SIĘ OD SPONGELLE.

 Zgadzam się z tym, że odpowiednio zadbane ciało dodaje pewności siebie i pozwala czuć się lepiej. Po pierwszych testach gąbek Spongelle miałam ochotę na więcej, a jak się okazało marka dopiero całkiem niedawno oficjalnie weszła na Polski rynek i obecnie dostępna jest tylko w sprzedaży online perfumerii Douglas. W ofercie znajdują się zarówno gąbki w wersji travel, jak również kwiatowe w kilku wariantach zapachowych – aktualnie skusiłam się na dwie sztuki: Beach Grass oraz Bulgarian Rose. Ponadto marka oferuje gąbki specjalnie dla mężczyzn oraz zestawy prezentowe, a także produkty do pielęgnacji tj. balsamy czy masła do ciała.
 Jeśli chodzi produkty marki Spongelle, to poza gąbkami używam także balsamu Freesia Pear, który zamknięty jest w eleganckim biało-złotym opakowaniu o pojemności 355 ml. Konsystencja jest lekka, ale dająca odpowiedni poziom nawilżenia. Zapach urzekł mnie swoim perfumowanym wydźwiękiem, jest bardzo gustowny i długo utrzymuje się na skórze, co niesamowicie mi się podoba. Pod względem składu na plus oceniam, że gliceryna znajduje się już na czwartej pozycji, zaraz za olejem z krokosza barwierskiego. Oprócz tego w składzie znajdziemy kilka innych wartościowych olejków jak np. olej jojoba, makadamia czy awokado.
Gąbki Spongelle doskonale odnalazły się w codziennej pielęgnacji i stały się nieodłącznym elementem mojego domowego spa. Śmiało mogę stwierdzić, że każdej kobiecie spodobałyby się taki gadżet, dlatego jeśli nie macie pomysłu na prezent choćby z okazji zbliżającego się Dnia Matki to produkty Spongelle sprawdzą się idealnie. Pięknie spakowane robią naprawdę świetne wrażenie!

Jestem ciekawa ile z Was słyszało o marce Spongelle?

JAK ROZWIĄZAĆ PROBLEM SUCHYCH UST?

Pewnie niewiele z Was zdaje sobie sprawę, że usta to najdelikatniejsza część naszej twarzy. Cieniutki naskórek warg pozbawiony jest gruczołów potowych oraz bardzo ubogo wyposażony w gruczoły łojowe. Ta ostatnia właściwość sprawia, że naturalna ochronna warstwa lipidowa na ustach jest także wyjątkowo cienka. W dodatku nieustannie ścieramy ją, oblizując usta, jedząc czy pijąc. Z powodu niewielkiej liczby gruczołów łojowych na skórze warg, są one słabo chronione przed utratą wilgoci.

JAK DBAĆ O USTA ZIMĄ?

O usta należy więc odpowiednio dbać, nie tylko zimą ale przez cały rok. Choć niskie temperatury i mroźny wiatr szczególnie narażają je na podrażnienia, to promienie słoneczne i kosmetyki do makijażu również mają negatywny wpływ. Przez odpowiednią pielęgnację mam na myśli specjalistyczne produkty, które zawierają odpowiednie składniki nawilżające i wzmacniające barierę ochronną naskórka. Dzisiaj przedstawię Wam produkt, z którym nie rozstaję się tej zimy!
opinie
Należę do osób, które uwielbiają podkreślać usta mocnymi odcieniami jednak zdaję sobie sprawę, że na mocno wysuszonych i podrażnionych wargach żadna pomadka nie będzie wyglądać dobrze. Staram się regularnie wykonywać peeling ust, jednak na co dzień towarzyszy mi ochronny balsam do ust Erazban Protect. Niewielkich rozmiarów tubka zmieści się w nawet najmniejszej torebce, a wygodny skośny aplikator niezwykle ułatwia aplikację produktu.

ERAZABAN PROTECT – SKŁAD POMADKI OCHRONNEJ

W składzie znajdziemy masło shea, witaminę E czy olej z rokietnika. Taka kompozycja doskonale nawilża i nawadnia skórę, jak również ma właściwości kojące i regeneracyjne.  Co więcej balsam #erazabanprotect jako jedyny zawiera filtr SPF50, a więc doskonale chroni usta przed szkodliwym działaniem promieni UV oraz zapobiega powstawaniu opryszczki. Produkt został przebadany dermatologicznie i jest całkowicie bezzapachowy. Dostępny jest w aptekach stacjonarnych oraz internetowych.
Balsam bardzo odpowiada mi pod kątem nie tłustej konsystencji, sposobu aplikacji i składu produktu. Zajmuje niewiele miejsca, więc mogę mieć go zawsze przy sobie. Staram się nakładać cieniutką warstwę 3 do 4 razy dziennie. Balsam wchłania się dłuższą chwilę, jednak nie pozostawia lepkiego filmu. Efekty regularnego stosowania zauważyłam już po trzech dniach, a muszę przyznać, że dotychczas moje wargi były w bardzo kiepskim stanie. Usta nie tylko wyglądają na pełniejsze, ale są miękkie i miłe w dotyku. Produkt doskonale sprawdza się w okresie zimowym, jednak nie omieszkam zabrać go na urlop, na który wybieram się lada chwila.
Jestem ciekawa w jaki sposób pielęgnujecie swoje usta?