Tag

pielęgnacja

Codzienny demakijaż to z jednej strony absolutna podstawa właściwej pielęgnacji, a z drugiej jest wiele kobiet, które nie wiedzą jak robić to poprawnie. Stojąc w drogerii przed ścianą pełną kosmetyków można naprawdę ześwirować i najczęściej wybieramy produkty, które albo są w promocji albo podobają nam się wizualnie. Niestety to tylko jeden z czynników, przez które kondycja naszej cery odbiega od idealnej. Dzisiaj powiem Wam, czym kierować się przy wyborze odpowiedniego kosmetyku do oczyszczania i wytłumaczę czym różni się mleczko, olejek i płyn do demakijażu.

JAKI WYBRAĆ KOSMETYK DO DEMAKIJAŻU?

Jest kilka aspektów, które musimy mieć na uwadze podczas zakupów. Po pierwsze dobieramy kosmetyki odpowiednie dla naszego typu skóry, gdyż inne potrzeby będzie miała cera sucha, mieszana oraz tłusta. Po drugie warto zastanowić się jak wygląda nasz codzienny makijaż? Czy jest to raczej delikatny make up czy pełen kolorów bądź ciężkich produktów ( np. mocno kryjący podkład ). Cena nie powinna stanowić kryterium, bo nawet niedrogie kosmetyki mogą okazać się skuteczne, jeśli tylko sięgniemy po nie prawidłowo. Często jednak te droższe produkty oferują coś więcej – jeśli nie mamy większych problemów z cerą nie powinno nas to interesować, ale gdy zmagamy się z trądzikiem bądź mamy wyjątkowo delikatną skórę to warto zaopatrzyć się w produkt o dodatkowych właściwościach.  O tym, które kosmetyki lepiej sprawdzają się do danego “typu” makijażu opowiem już za chwilę, ale wcześniej muszę wspomnieć o jeszcze jednym ważnym elemencie. Należy pamiętać, że jeden kosmetyk nie załatwi sprawy, a demakijaż – zwłaszcza przy mocnym make-upie wymaga często nawet 3-4 etapów oczyszczania. 

WARTO PRZECZYTAĆ: 6 ETAPÓW PIELĘGNACJI – JAK POPRAWNIE DBAĆ O CERĘ?

MLECZKO, PŁYN MICELARNY A MOŻE OLEJEK DO DEMAKIJAŻU?

 
Na pozór wszystkie te produkty działają tak samo, jednak każdy z nich powinien być stosowany w innej sytuacji, a czasami warto sięgnąć po kilka z nich – jeden za drugim. Jedne z nich są bardziej uniwersalne, a inne dostosowane do konkretnego rodzaju cery. O tym, czym się różnią przeczytacie poniżej.

PŁYN MICELARNY – DOBRY DLA KAŻDEGO?

 
Od kilku lat jest najczęściej stosowanym produktem do demakijażu, a swoją popularnością wyprzedził mleczko, które jeszcze kilka lat temu było na topie. Czym właściwie jest płyn micelarny? To delikatnie oczyszczający kosmetyk, który jak sugeruje nazwa zawiera micele czyli mikrokapsułki działające na zanieczyszczenia jak magnez. Swoją sławę zawdzięcza delikatności i skuteczności działania zarazem, a także jest produktem wielofunkcyjnym. Płyn micelarny może być stosowany przez każdego – jednak warto wybrać odpowiedni pod kątem swojego typu cery. Zaletą płynu jest beztłuszczowa formuła, dzięki której na skórze nie pozostaje lepka warstwa, ale z drugiej strony wymaga dalszych kroków pielęgnacyjnych tj. tonik czy krem, aby uniknąć efektu ściągniętej skóry.
Płynem micelarnym z powodzeniem oczyścimy skórę rano, przed nałożeniem makijażu jak również zmyjemy delikatny dzienny makijaż. Osobiście używam go jedynie wstępnego demakijażu oczu oraz twarzy, a następne myję ją żelem lub pianką. Przy wyborze nie mam większych kryteriów poza dobraniem produktu do mojego typu cery ( mieszana, naczynkowa ), więc najczęściej sięgam po te o Garniera, Eveline czy Bielendy bo mają sporej pojemności opakowanie i stosunkowo dobrą cenę.

MLECZKO DO DEMAKIJAŻU – CZY WARTO PO NIE SIĘGNĄĆ? 

 
Podobnie jak płyn micelarny mleczko z powodzeniem pozbędzie się makijażu zarówno oczu jak i całej twarzy jednak w jego przeciwieństwie ma formułę opartą na tłuszczowej bazie. Niesie to ze sobą dodatkową porcję nawilżenia, co z pewnością przyda się cerom suchym, aczkolwiek nie każdy lubi to uczucie tłustego filmu na skórze. Warto mieć na uwadze, że nie wolno na tym kończyć demakijażu a tę lepką warstwę należy zmyć przy użyciu wody, żelu bądź toniku.
Mleczko sprawdzi się jak już wspomniałam do dziennego makijażu jednak może mieć spory problem z usunięciem wodoodpornego tuszu czy sztucznych rzęs dlatego warto mieć pod ręką dodatkowy kosmetyk – dwufazowy płyn do demakijażu.
Osobiście nie lubię stosować mleczka, głównie ze względu na to nieprzyjemne uczucie tłustej skóry, ale także dlatego, że moja cera jest mieszana i nie potrzebuje aż tyle nawilżenia.
 
 
 

OLEJEK DO DEMAKIJAŻU – KIEDY STOSOWAĆ? 

 
Choć jego główne zadanie jest identyczne do pozostałych produktów, to olejek ma dodatkowe atuty. Z powodzeniem można stosować go do demakijażu zarówno makijażu oczu jak i całej twarzy, a ponadto oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń oraz sebum, które gromadzi się na jej powierzchni przez cały dzień. Olejek wyróżnia się także swoją delikatnością, a więc zmniejsza ryzyko podrażnień niemal do zera. Jego działanie polega na rozpuszczeniu wszelkich kosmetyków oraz zanieczyszczeń a przy tym jest niezwykle łagodny i nie uszkadza warstwy lipidowej skóry. Wbrew pozorom nie jest przeznaczony wyłącznie dla cery delikatnej bądź suchej, ale dla każdego rodzaju, przez mieszaną aż po tłustą.
Ja po olejek sięgam kiedy mam mocny i “wielowarstwowy” makijaż, bo błyskawicznie pozbywam się wszelkich kosmetyków, co przy użyciu innych produktów zajęłoby znacznie więcej czasu. Nie mam zbyt wielkiego porównania, bo od zawsze sięgam po ten sam olejek z Resibo. Po jego użyciu myję całą twarz delikatną pianką, a następnie nakładam tonik i krem.

INNE PRODUKTY DO DEMAKIJAŻU

 
Na rynku dostępnych jest sporo alternatyw dla podstawowych kosmetyków do demakijażu – możemy sięgnąć po chusteczki nasączone płynem, ściereczki wielorazowe lub balsam do demakijażu. Z całej trojki sporadycznie sięgam po pierwszą z trzech opcji. Zaletą chusteczek jest niewielka waga i wielkość, co sprawdza się przy weekendowych wyjazdach. Ściereczki czy balsamy do demakijażu jakoś nigdy mnie nie przyciągnęły, więc w ich temacie niestety się nie wypowiem.

KIEDY SIĘGAĆ PO TONIK – ZAWSZE!

 
Ten akapit mógłby zakończyć się na samym tytule, ale choć dla mnie to oczywiste to pewnie dla wielu z Was nie. Po co używać tonik? W skrócie. Oczyszczając twarz wodą, płynem czy jakimkolwiek żelem do mycia usuwamy nie tylko zabrudzenia czy resztki makijażu, ale zmieniamy także naturalne pH skóry, a zadaniem toniku jest przywrócenie równowagi kwasowo-zasadowej czyli właśnie odpowiedniego pH. Produkt możemy nałożyć na twarz za pomocą wacika, ale zdecydowanie lepiej wybrać taki, który ma atomizer, a więc jesteśmy w stanie bezpośrednio zaaplikować go na skórę – jako przyjemną mgiełkę. Przez długi czas stosowałam toniki z Evree, a następnie sięgnęłam po Resibo, aktualnie używam Glow od Pixi, jednak cała trójka zasługuję na miano najlepszych.
Mam nadzieję, że nieco rozjaśniłam ten temat i teraz łatwiej będzie Wam dobrać odpowiednie kosmetyki  do demakijażu. Jeśli jednak są jakieś pytania to możecie zadawać je w komentarzu czy w wiadomości prywatnej na moim Instagramie. 
Pielęgnacja włosów, zwłaszcza farbowanych tylko z pozoru wydaje się być prosta. Można by pomyśleć, że szampon i odżywka w zupełności wystarczy – nic bardziej mylnego. Kto śledzi mnie od dłuższego czasu doskonale wie, że moją domeną jest ognista czerwień na głowie, jednak niewiele z Was zdaje sobie sprawę, że utrzymanie koloru i dobrej kondycji włosów to bardzo ciężkie zadanie. Znalezienie odpowiednich kosmetyków jest nie lada wyzwaniem, dlatego też niezbyt często poruszam ten temat na blogu. Ostatnio jednak postanowiłam pójść o krok dalej i rozszerzyć codzienną kosmetykę o kurację dla włosów w postaci serum wzmacniające włosy oraz suplementację i dzisiaj mam dla was podsumowanie tego pielęgnacyjnego combo. Czy działanie na trzech płaszczyznach przynosi lepsze efekty?

 
tinaha
 
 

KROK PIERWSZY: SUPLEMENT DIETY KERABIONE

 

Zacznę od suplementacji, która jest dla mnie nowością. Po raz pierwszy postanowiłam zadbać o moje włosy również “od wewnątrz”. Suplement diety Kerabione to opakowanie zawierające 60 kapsułek, co przy dziennej dawce dwóch sztuk daje nam miesiąc kuracji.Warto na wstępie podkreślić, że organizm potrzebuje 2 miesięcy aby wytworzyć cebulkę nowego zdrowego włosa, dlatego też zalecana jest utrzymanie ciągłości suplementacji przez minimum 3 miesiące.

recenzja

Czym wyróżnia się Kerabione?

 Na tle innych suplementów diety o podobnym działaniu zdecydowanie składem i zawartą w nim ilością aminokwasów, które są głównym budulcem włosów. Oprócz tego znajdziemy w nim biotynę i składniki mineralne takie jak: cynk, selen i miedź, a także antyoksydanty, które niwelują wypadanie włosów i ich siwienie. Suplement ma również pozytywny wpływ na kondycję paznokci co uważam za duży plus.

Za mną miesiąc kuracji i na obecną chwilę mogę potwierdzić, że włosy stały się mocniejsze, a ich wypadanie znacznie się zmniejszyło. Właśnie rozpoczęłam drugie opakowanie, więc z pewnością wrócę do Was z aktualizacja za jakiś czas. Miesięczna kuracja to koszt w granicach 24 złotych.

tinaha

KROK DRUGI: SERUM DO WŁOSÓW KERABIONE

 

Kerabione Booster Oils to serum do włosów ze skłonnością do wypadania składające się z 4 buteleczek wykonanych z ciemnego szkła. Ich zawartość powinna wystarczyć na 16 zabiegów.  Jednorazowo na włosy aplikuję 1/4 zawartości szklanego flakonu za pomocą pipety, a następnie po upływie 20-30 minut myję włosy jak zwykle. Serum stosuję średnio dwa razy w tygodniu i w chwili obecnej rozpoczęłam drugą buteleczkę.

tinaha

Podstawowym składnikiem boostera jest olej migdałowy, a w składzie znajdują się również olejek rozmarynowy i lawendowy, przy czym ten ostatni jest najbardziej wyczuwalny podczas aplikacji. Taka kompozycja doskonale sprawdza się podczas olejowania włosów, ale również ma działanie regeneracyjne i zagęszczające włosy. Warto dodać, że serum pozbawione jest alkoholu i sztucznych substancji zapachowych. 

Koszt opakowania, które z powodzeniem wystarczy na dwa miesiące kuracji to w granicach 45 złotych, co zważywszy na dobry skład jest dobrą inwestycją.

KROK TRZECI: SZAMPON PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW

 

Stosowanie szamponu nie jest niczym nadzwyczajnym, jednak w tym przypadku wybrałam dedykowany całej kuracji produkt, który przeciwdziała wypadaniu włosów. Dzięki zawartości olejków cedrowego, lawendowego oraz rozmarynowego stymuluje tworzenie się nowych cebulek włosowych, a także działa wspomagająco oraz wzmacniająco na włosy.

W składzie szamponu nie znajdziemy SLS, DEA oraz glikoli. Stosuję go zazwyczaj co drugi dzień, myjąc włosy dwa razy, aby dobrze wypłukać wcześniej nałożone serum.

Na obecną chwilę zauważyłam, że włosy wydają się być gęstsze i lepiej się układają.

EFEKTY PO MIESIĄCU KURACJI

Na obecną chwilę śmiało mogę stwierdzić, że efekty stosowania wszystkich trzech kroków są już zauważalne. Przede wszystkim włosy są mocniejsze, a ich ilość na szczotce przy rozczesywaniu jest zdecydowanie mniejsza. Kiedy związuję włosy widzę całkiem sporo baby hair, dlatego z przyjemnością będę kontynuować kurację przez kolejne dwa miesiące.

AKTUALIZACJA! EFEKTY PO 2 MIESIĄCACH

To zdecydowanie był najdłuższy test w mojej blogowej historii, ale przekonałam się, że w suplementach wytrwałość to klucz do sukcesu. Po ponad 2 miesiącach zużyłam: pełne dwa opakowania tabletek Kerabione, 7/8 szamponu oraz całe opakowanie serum.
Zauważalne efekty: przyśpieszenie wzrostu włosów widoczne zwłaszcza przy odroście oraz spora ilość nowych “baby hair”.
Włosów jest za to zdecydowanie mniej na szczotce i zauważyłam, że lepiej się rozczesują ( a z tym zawsze miałam problem ).
Z trzech testowanych przeze mnie produktów na dłużej zostaną na pewno tabletki – już wpadłam w tryb systematyczności, więc nie chcę z nich rezygnować przez najbliższy miesiąc. Jeśli chodzi szampon to spełnia moje wszelkie oczekiwania, ale brakuje mi odżywki do zestawu. Do serum wrócę za kilka miesięcy, aby powtórzyć kurację.

Jestem ciekawa, czy problem z wypadaniem włosów jest Wam znany? 
Jakie są Wasze niezawodne sposoby na walkę z ich utratą?
Odkąd zostałam mamą, w moim życiu zmieniło się bardzo dużo, a moje priorytety uległy całkowitemu przeklasyfikowaniu. Cały mój dzień, wszystkie plany i przyjemności uzależnione są od synka, więc znalezienie chwili dla siebie często jest niemal niemożliwe. Nauczyłam się doceniać małe rzeczy oraz momenty, w których mogę poświęcić się w stu procentach własnej przyjemości. Jedną właśnie z takich chwil jest wieczorna pielęgnacja i kąpiel. To jedna z niewielu sytuacji, w których mogę oddać się błogiemu relaksowi i pobyć całkiem sama. Dużą więc uwagę zwracam, na każdy element towarzyszący mi właśnie podczas tego wieczornego rytuału. Wszystkie “umilacze” w postaci pachnących żeli, soli czy kul do kąpieli są u mnie jak najbardziej mile widziane,  jednak ostatnio moje serce skradły…gąbki ( i nie tylko ), kryjące się pod nazwą Spongelle.

W CZYM TKWI FENOMEN PRODUKTÓW SPONGELLE?

Z marką po raz pierwszy miałam styczność przy grudniowej edycji I love Box, kiedy to w pudełku znalazłam gąbkę do kąpieli w uroczym kształcie serca. Początkowo nie do końca rozumiałam, w czym tkwi wyjątkowość tego produktu, aż nie użyłam jej po raz pierwszy. Gąbki nasączone są wysokiej jakości środkiem myjącym, a ich zapach jest niezwykle uwodzicielski. Pielęgnacja ciała przy jej użyciu jest wyjątkowo przyjemna, a co więcej nie potrzeba dodatkowych kosmetyków do mycia. Gąbka przy kontakcie z wodą fajnie się pieni, a jednocześnie delikatnie złuszcza naskórek co przekłada się na wygładzenie skóry. Jej “żywotność” to około 14 kąpieli.
Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez TinaHa, Wrocław (@tinahaoficjalnie) Mar 7, 2019 o 11:01 PST

PIĘKNO ZACZYNA SIĘ OD SPONGELLE.

 Zgadzam się z tym, że odpowiednio zadbane ciało dodaje pewności siebie i pozwala czuć się lepiej. Po pierwszych testach gąbek Spongelle miałam ochotę na więcej, a jak się okazało marka dopiero całkiem niedawno oficjalnie weszła na Polski rynek i obecnie dostępna jest tylko w sprzedaży online perfumerii Douglas. W ofercie znajdują się zarówno gąbki w wersji travel, jak również kwiatowe w kilku wariantach zapachowych – aktualnie skusiłam się na dwie sztuki: Beach Grass oraz Bulgarian Rose. Ponadto marka oferuje gąbki specjalnie dla mężczyzn oraz zestawy prezentowe, a także produkty do pielęgnacji tj. balsamy czy masła do ciała.
 Jeśli chodzi produkty marki Spongelle, to poza gąbkami używam także balsamu Freesia Pear, który zamknięty jest w eleganckim biało-złotym opakowaniu o pojemności 355 ml. Konsystencja jest lekka, ale dająca odpowiedni poziom nawilżenia. Zapach urzekł mnie swoim perfumowanym wydźwiękiem, jest bardzo gustowny i długo utrzymuje się na skórze, co niesamowicie mi się podoba. Pod względem składu na plus oceniam, że gliceryna znajduje się już na czwartej pozycji, zaraz za olejem z krokosza barwierskiego. Oprócz tego w składzie znajdziemy kilka innych wartościowych olejków jak np. olej jojoba, makadamia czy awokado.
Gąbki Spongelle doskonale odnalazły się w codziennej pielęgnacji i stały się nieodłącznym elementem mojego domowego spa. Śmiało mogę stwierdzić, że każdej kobiecie spodobałyby się taki gadżet, dlatego jeśli nie macie pomysłu na prezent choćby z okazji zbliżającego się Dnia Matki to produkty Spongelle sprawdzą się idealnie. Pięknie spakowane robią naprawdę świetne wrażenie!

Jestem ciekawa ile z Was słyszało o marce Spongelle?

JAK ROZWIĄZAĆ PROBLEM SUCHYCH UST?

Pewnie niewiele z Was zdaje sobie sprawę, że usta to najdelikatniejsza część naszej twarzy. Cieniutki naskórek warg pozbawiony jest gruczołów potowych oraz bardzo ubogo wyposażony w gruczoły łojowe. Ta ostatnia właściwość sprawia, że naturalna ochronna warstwa lipidowa na ustach jest także wyjątkowo cienka. W dodatku nieustannie ścieramy ją, oblizując usta, jedząc czy pijąc. Z powodu niewielkiej liczby gruczołów łojowych na skórze warg, są one słabo chronione przed utratą wilgoci.

JAK DBAĆ O USTA ZIMĄ?

O usta należy więc odpowiednio dbać, nie tylko zimą ale przez cały rok. Choć niskie temperatury i mroźny wiatr szczególnie narażają je na podrażnienia, to promienie słoneczne i kosmetyki do makijażu również mają negatywny wpływ. Przez odpowiednią pielęgnację mam na myśli specjalistyczne produkty, które zawierają odpowiednie składniki nawilżające i wzmacniające barierę ochronną naskórka. Dzisiaj przedstawię Wam produkt, z którym nie rozstaję się tej zimy!
opinie
Należę do osób, które uwielbiają podkreślać usta mocnymi odcieniami jednak zdaję sobie sprawę, że na mocno wysuszonych i podrażnionych wargach żadna pomadka nie będzie wyglądać dobrze. Staram się regularnie wykonywać peeling ust, jednak na co dzień towarzyszy mi ochronny balsam do ust Erazban Protect. Niewielkich rozmiarów tubka zmieści się w nawet najmniejszej torebce, a wygodny skośny aplikator niezwykle ułatwia aplikację produktu.

ERAZABAN PROTECT – SKŁAD POMADKI OCHRONNEJ

W składzie znajdziemy masło shea, witaminę E czy olej z rokietnika. Taka kompozycja doskonale nawilża i nawadnia skórę, jak również ma właściwości kojące i regeneracyjne.  Co więcej balsam #erazabanprotect jako jedyny zawiera filtr SPF50, a więc doskonale chroni usta przed szkodliwym działaniem promieni UV oraz zapobiega powstawaniu opryszczki. Produkt został przebadany dermatologicznie i jest całkowicie bezzapachowy. Dostępny jest w aptekach stacjonarnych oraz internetowych.
Balsam bardzo odpowiada mi pod kątem nie tłustej konsystencji, sposobu aplikacji i składu produktu. Zajmuje niewiele miejsca, więc mogę mieć go zawsze przy sobie. Staram się nakładać cieniutką warstwę 3 do 4 razy dziennie. Balsam wchłania się dłuższą chwilę, jednak nie pozostawia lepkiego filmu. Efekty regularnego stosowania zauważyłam już po trzech dniach, a muszę przyznać, że dotychczas moje wargi były w bardzo kiepskim stanie. Usta nie tylko wyglądają na pełniejsze, ale są miękkie i miłe w dotyku. Produkt doskonale sprawdza się w okresie zimowym, jednak nie omieszkam zabrać go na urlop, na który wybieram się lada chwila.
Jestem ciekawa w jaki sposób pielęgnujecie swoje usta? 

Ostatnio zrobiłam generalne porządki w moich kosmetykach – zarówno tych, które są w łazience ( czyt. w użytku ) jak również znajdujących się w zapasach ( ukrytych w szafie ) i doszłam do dwóch wniosków. Po pierwsze mam zdecydowanie za dużo pootwieranych kosmetyków, a po drugie czeka na swoją kolej tyle ciekawych nowości, że koniecznie muszę coś z tym zrobić. W ten to sposób skupiłam się na wykończeniu produktów, którym do dna zostało niewiele, a ciągle odkładałam je z kąta w kąt. W ten sposób uzbierało się całkiem pokaźne denko. Wspominałam już że połowę kosmetyków, których z różnych względów przestałam używać oddałam mamie oraz przyjaciółce? Było tego na prawdę sporo, ale teraz cieszę się porządkiem i “minimalizmem”. Zapraszam więc na denko!

KĄPIEL


Moja wanna oblegana była przez najróżniejsze żele pod prysznic – nie będę ukrywać, lubię mieć wybór. Zrobiłam jednak mały detoks, aby ograniczyć ilość stojących na wannie produktów. Z całej piątki zdenkowanych żeli pod prysznic najbardziej polubiłam ten z Biolove o obłędnym zapachu brownie z pomarańczą oraz produkt marki Biały Jeleń o nietuzinkowym połączeniu buraka z …. . Ten pierwszy to raczej połączenie żelu i olejku, ale taka konsystencja jak najbardziej mi odpowiada i choć nie pieni się niemal wcale to z przyjemnością po niego sięgałam. Fitokoktajl również miał specyficzną konsytencję ale i równie ciekawy zapach. Bardzo delikatnie pielęgnował skórę i pozostawiał ją miłą w dotyku. Produkt Dove bardzo lubiłam za lekką piankową formułę i wygodne opakowanie z pompką, zaś żel Kneipp dawał fajne uczycie chłodzenia i odświeżenia co doskonale sprawdzało się latem. Kosmetyk Isana sprawdził się dobrze – zresztą jak zawsze. To tanie i przyzwoite żele. 
WŁOSY 


Latem zmieniałam kosmetyki do włosów zdecydowanie zbyt często, przez co zamiast poprawić ich kondycję jeszcze bardziej je osłabiłam, dlatego oddałam większość z nich i przerzuciłam się na produkty jednej marki. W między czasie zużyłam trzy produkty, o których warto wspomnieć. Pierwszy raz używałam peelingu do skóry głowy i muszę przyznać, że daje całkiem przyjemne efekty. Wybrałam ten marki Vianek, bo mam zaufanie do tej marki.  Choć po pierwszym użyciu nie zauważyłam żadnych rezultatów, to przy regularnym stosowaniu zauważyłam, że włosy lepiej unoszą się u nasady, a co za tym idzie – lepiej się układają. 
Odżywka w sprayu Dove, którą poleciła mi ekspedientka w drogerii miała za zadanie wygładzać włosy i ułatwiać ich rozczesanie ( bo z tym zawsze mam problem ). Niestety nie zauważyłam jakichkolwiek efektów jej stosowania a jedynym plusem jest bardzo przyjemny zapach. Na koniec  oczyszczająca ampułka do skóry głowy Lador, którą ze względu na całkiem sporą pojemność podzieliłam na 3 zabiegi. Bardzo fajne uczucie chłodzenia skóry głowy i odczuwalne odświeżenie. Muszę częściej sięgać po tego typu produkty. 

DEMAKIJAŻ 


W przypadku tej kategorii mamy ciekawe zestawienie – duży i tani płyn micelarny Bielenda oraz mały i drogi dwufazowy płyn Dermedic. Ten pierwszy o cudownym zapachu zielonej herbaty sprawdzał mi się rewelacyjnie i długo cieszyłam się jego obecnością. Nie podrażnił oczu i całkiem dobrze zmywał moje kolorowe makijaże. Drugi zaś wystarczył zaledwie na 2 tygodnie i choć spisywał się równie poprawnie to niestety zostawiał lepki film na skórze, czego nie za bardzo lubię. Po Bielendę chętnie sięgnę ponownie i z czystym sumieniem mogę Wam ten płyn polecić. 


OCZYSZCZANIE TWARZY



Marki Holika Holika nie muszę raczej nikomu przedstawiać, gdyż znana jest z rewelacyjnego w działaniu żelu aloesowego o szerokim zastosowaniu. Z przyjemnością kupiłam do testów również żel do mycia twarzy z tej samej serii licząc na podobny stopień zadowolenia. Niestety w przypadku tego produktu zapach aloesu jest ledwo wyczuwalny, a kosmetyk niewiele zdziałał na mojej wymagającej buzi. Cera po myciu była raczej napięta i wymagała natychmiastowego nawilżenia. Niestety nie wrócę do tego produktu. Całkiem inaczej spisał się żel mikro-złuszczający Nuxe, który za sprawą drobinek nie tylko oczyszczał ale również delikatnie peelingował skórę. Bardzo przyjemny w użyciu, skóra po myciu była bardzo miękka i wygładzona, a sam zapach produktu bardzo ładny. W duecie z żelem używałam także toniku z serii Aquabella, oba produkty są przeznaczone do cery mieszanej i mają właściwości matujące skórę. Kosmetyk sprawdzał się bardzo dobrze, miał przyjemny zapach i jedną niestety dużą wadę – brak atomizera. Tonik przelewałam więc do innej buteleczki. 

PIELĘGNACJA TWARZY



Nie wiem jak to się stało, że uchowały się tylko dwa opakowania po produktach do twarzy. Na pierwszy rzut nowość od Vichy – booster Mineral 89 oparty na wodzie termalnej. Serum to daje umiarkowany poziom nawilżenia, więc nie polubi się z cerą suchą. Osobiście go polubiłam, ale nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia żebym sięgnęła po niego ponownie. Krem na noc Authority Dr. Irena Eris to pierwszy kosmetyk tej marki w mojej pielęgnacji, jednak samo opakowanie było zbyt małe, żebym mogła wyrazić jaką głębszą opinię. Tak czy inaczej nie wywołał u mnie efektu wow. 
PIELĘGNACJA CIAŁA


W tej kategorii miałam tyle bubli, że teraz żałuje, że je wyrzuciłam bo może warto było o nich napisać. Do denka udało mi się doprowadzić jedno masło do ciała od beTheSkyGirl o boskim zapachu i bardzo gęstej oraz treściwej konsystencji. Dodatkowo kosmetyk miał drobinki więc skóra była nie tylko nawilżona ale również rozświetlona. Taki efekt latem był bardzo wskazany!  Drugi produkt to peeling do stóp Biolove o wspaniałym zapachu zielonej herbaty. Zamawiając go byłam pewna, że jest do całego ciała – ale dobrze się stało, bo brakowało mi produktu stricte do stóp. Do codziennej pielęgnacji sprawdzał się przyzwoicie, jednak nie jest to kosmetyk, który działa cuda za jednym razem. 
Uff, kosmetyków było całkiem sporo, ale jakoś szybko poszło. W denkowych wpisach mówię o produktach bardzo ogólnie, jeśli któryś z nich urzekł mnie wyjątkowo to zwykle poświęcam mu osobny post. Jestem ciekawa czy znacie któryś z kosmetyków, o którym pisałam w dzisiejszym wpisie? 



Nie mogę uwierzyć, że minęły już 3 miesiące odkąd zostałam ambasadorką drogerii Noel (drogeriaewa.pl ) i kilka dni temu trafiła do mnie ostatnia już przesyłka od sklepu. Wiem, że lubicie czytać o nowościach dlatego zapraszam Was na przegląd zawartości i pierwsze wrażenie jakie zrobiły na mnie produkty. Gotowi? 
Trzecia paczka ambasadorki drogerii Noel to 6 produktów, w tym 5 kosmetyków oraz kobiecy gadżet. Wśród produktów znalazły się zarówno te do pielęgnacji jak i makijażu, ale także jeden męski kosmetyk. 
BIELENDA CC CREAM BODY PERFECTOR 10w1



Produkt bardzo intrygujący, który jak obiecuje producent pełni wiele funkcji: maskuje niedoskonałości, wyrównuje koloryt skóry, rozświetla czy neutralizuje zaczerwienienia oraz pajączki. Nie ukrywam, że kiedy to wszystko przeczytałam patrzyłam na produkt z niedowierzaniem, więc od razu zabrałam się za testy i …. byłam bardzo zaskoczona. Krem naprawdę sprawia, że skóra wygląda zdecydowanie lepiej. Takie połączenie photoshopa i samoopalacza w jednym, ale w pozytywnym znaczeniu. Myślę, że poddam ten krem intensywniejszym testom i wrócę do Was z obszerną recenzją, ale w pierwszym wrażeniu wypadł naprawdę nieźle. 
AA HYDRO SORBET 



Nazwa kosmetyku przywodzi mi na myśl wakacyjną przekąskę czy deser, jednak w tym bardzo zgrabnym plastikowym słoiczku ukryty jest krem z przeznaczeniem do cery normalnej. Kosmetyk ma lekką konsystencję, delikatny zapach i stosunkowo szybko się wchłania, jednak na dłuższą metę nie jestem przekonana czy sprawdzi się przy mojej mieszanej cerze, która nie ukrywam jest cholernie wymagająca. 

DR IRENA ERIS AUTHORITY



Kosmetyki tej marki interesowały mnie od dłuższego czasu, a krem na noc właśnie mi się skończył więc produkt trafiony w punkt. Nie ukrywam, że mam wobec duże oczekiwania. Bardzo podoba mi się szata graficzna, która sprawia wrażenie luksusu i elegancji. Uwielbiam dobrze wyglądające produkty. Konsystencja jest niezbyt treściwa a zapach odrobinę zbyt sztucznie perfumowany. Ogólnie krem pierwsze wrażenie zrobił całkiem dobre, ale na pełną ocenę potrzebuje zdecydowanie więcej czasu. 
NIVEA MEN ŻEL DO GOLENIA


Ten produkt bardzo ciężko będzie mi ocenić, szczególnie, że mój mąż nie używa tego rodzaju kosmetyków. W sieci można znaleźć wiele różnych trików z użyciem produktów do golenia, więc zapewne znajdę dla niego zastosowanie, w najgorszym przypadku oddam komuś z rodziny.

VIPERA ART&SCIENCE MASCARA



Musze przyznać, że nie do końca wiem skąd taki pomysł na nazwę tuszu do rzęs, więc skupię się na tym co ważne. Szczoteczka jest silikonowa, włoski zwężają się ku końcowi. Ten kształt pozwala bez problemu dotrzeć w kąciki oka. Maskara daje naturalny, dzienny efekt podkręconych rzecz bez większego wow. Nie jest to produkt, który spektakularnie wydłuży i podkreśli rzęsy. 
TOP CHOICE SILICONE SPONGE



Silikonowa gąbeczka do aplikacji podkładu, o której swego czasu ( w okolicach premiery ) było dość głośno. Pamiętam nawet, że zamówiłam oryginalną za granicą ale nigdy do mnie nie dotarła, więc chętnie sprawdzę na własnej skórze jak się sprawdza. Muszę przyznać, że jeszcze jej nie używałam, ale jeśli będzie warta uwagi to pokażę ją Wam w teście na żywo. 
Jak widać zawartość przesyłki bardzo różnorodna i żadnego z produktów nie miałam okazji wcześniej używać, więc przyjemność testowania podwójna. Lubicie takie kosmetyczne prezenty?