Tag

Nivea

Projekt Denko to zdecydowanie jeden z Waszych ulubionych tematów na moim blogu i bardzo mnie to cieszy, bo lubię pisać zbiorowe recenzje, a puste opakowania świadczą o tym, że miałam wystarczająco sporo czasu na wyrobienie sobie opinii o produktach. Wiem, że zabrzmi do dość dziwnie, ale bardzo mnie cieszy, gdy dobijam do dna danego kosmetyku, bo przy ilości produktów, które trafiają w moje ręce mogłabym mieć całą masę pootwieranych kosmetyków, więc brawo dla mnie za wytrwałość! Dzisiejsze zestawienie poświęcone jest wyłącznie pielęgnacji, także nie przedłużając zapraszam do dalszej części. 
WŁOSY



W tej kategorii otwartych kosmetyków mam zdecydowanie za dużo, więc skupiłam się na kilku produktach, których zużycie było największe i udało się wykończyć trzy produkty. 
Duet od Equilibra: szampon oraz odżywka o bardzo przystępnym składzie ( 98% pochodzenia naturalnego ) i wysokim stężeniu aloesu ( aż 20%).  Niestety przekonałam się, że aloes nie do końca dobrze wpływa na moje włosy. Co prawda oba produkty były przyjemne w użyciu, dobrze oczyszczały zarówno skórę głowy jak i same włosy, ale czegoś mi zabrakło do zachwytu. Moje włosy są wysoko-porowate i bardzo przesuszone ze względu na częste farbowanie i jak widać, aloes nie jest tym, czego aktualnie im potrzeba. Nie mniej jednak oba produkty nie miały na nie negatywnego wpływu, więc ogólna ocena jest na plus. 
Serum Syoss z linii SalonPlex wszyscy doskonale znają. Do mnie trafił w ramach prezentu, bo pewnie sama nie sięgnęłabym po niego w sklepie. Na plus zdecydowanie zasługuje opakowanie z wygodną pompką i gęsta, wydajna konsystencja. Dobrze oceniam także działanie na włosy: dobrze zabezpiecza końcówki, wygładza je bez obciążania. Niestety nie zauważyłam poprawy kondycji włosów, na czym zależało mi najbardziej. Efekt krótkotrwały, utrzymujący się do kolejnego mycia więc nie sięgnę po kolejne opakowanie. 
KĄPIEL 



W tej kategorii produkty zużyłam masowo, bo lubię bąbelki i pięknie pachnącą kąpiel, a przy tym wszystkim nie lubię przepłacać. Na pierwszy rzut płyn do kąpieli Isana z wyciągiem z kwiatu wiśni, którego plusy to przede wszystkim wielkie opakowanie i niska cena. Dodatkowo ładnie pachnie, delikatnie zmiękcza wodę i uprzyjemnia kąpiel. Nigdy sobie go nie żałuję, bo po prostu lubię pianę. Tej samej firmy często sięgam po żele pod prysznic – tym razem padło na zapach mango z wodą kokosową, jeden z moich ulubionych. Podobnie jak płyn jest niedrogi i ma absolutnie piękną woń. Cóż dodać – bardzo go lubię i często po niego sięgam. Kolejny żel to limitowany jednorożec od Balea, który jak myślę jest zagranicznym odpowiednikiem Isany. Jego cena jest równie przystępna ale nie jest już tak łatwo dostępny. Ładnie pachnie ale niestety zapach szybko się ulatnia i poza ładnym opakowaniem nie za bardzo mnie zachwycił. Trzeci żel trafił do mnie w kampanii Zmysłowy Duet od Le Petit Marseillais. Nie wiem czemu, ale opakowanie jakoś do mnie nie przemawia, jego kształt jest mało poręczny i wydaje się być nieco męski. Zapach za to bardzo polubiłam – śródziemnomorski granat pachnie naprawdę wiosennie. Ogólnie to jeden z tych żeli, który niczym specjalnie się nie wyróżnia, ale na wiosnę jak najbardziej go polecam. 
CIAŁO 



Sama się dziwię, że znalazły się tutaj tylko dwa produkty – nie jestem pewna czy czasem nie umknęło mi jakieś opakowanie. Przechodząc do konkretów – na początek mój wiosenny hit – mus do ciała od Nivea. Uwielbiam jego świeży zapach zielonego ogórka i herbaty matcha. Konsystencja lekka, szybko się wchłania i daje odpowiedni poziom nawilżenia. Przeznaczony do suchej skóry choć jak dla mnie sprawdzi się u każdego. Dzięki piankowej konsystencji produkt jest bardzo wydajny, choć wielkość opakowania na to nie wskazuje. Drugi kosmetyk to również jeden z moim ulubionych, co w przypadku antyperspirantów nie małe wyróżnienie. Stick Mineral Touch od Dove ma bardzo przyjemny zapach i radzi sobie z ochroną przed potem zdecydowanie lepiej od konkurencji. Nie jest idealny, ale umiarkowanie dobry. To moje trzecie opakowanie i póki co, nie znalazłam lepszego. 
TWARZ



Pielęgnacja twarzy zmienia się u mnie w zależności od potrzeb i pory roku. Zestaw Japoński Rytuał od Marion gościł u mnie głównie zimną, a duet płyn do mycia twarzy oraz tonik to tylko jego część. 
Oba produkty bardzo przypadły mi do gustu, szczególnie tonik, z którym bardzo się polubiłam. Bardzo cenię sobie atomizery w tego typu produktach, bo sprawia on, że kosmetyk jest niezwykle wydajny, a aplikacja jest przyjemna i dokładna. Żel dobrze sprawdzał się do codziennego oczyszczania twarzy, nie miał jednak wpływu na poprawę kondycji mojej cery. Na plus szata graficzna, która jest naprawdę przyjemna dla oka. Myślę, że cała seria to krok w kierunku koreańskiej pielęgnacji ale po naszemu. Krem na noc od Clinique, wraz z całym zestawem Moisture Surge był moim prezentem świątecznym. Niestety produkty miały różną pojemność, więc obecnie został mi tylko krem na dzień. Krem na noc miał lekką, odrobinę żelową konsystencję, dzięki czemu błyskawicznie się wchłaniał. Bardzo polubiłam poziom nawilżenia jaki dawał krem, nie czułam lepkiego filmu na skórze. Myślę jednak, że zima nie była idealną porą roku na tak lekkie konsystencje, więc z przyjemnością powrócę do tego zestawu latem. 
Cztery kategorie i sporo ciekawych produktów za nami, jestem ciekawa, czy znacie któryś z nich? Muszę zrobić selekcję w kolorówce, szczególnie zwrócić uwagę jak długo dane produkty są ze mną. Mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawy, że nie należy używać przeterminowanych kosmetyków. Mam nadzieję, że niebawem opowiem Wam więcej o terminach przydatności konkretnych produktów. 
Lubicie czytać denka? 
Nie wiem jak wy, ale moje ulubione blogowe kategorie to ulubieńcy i projekt denko. Z przyjemnością czytam zbiorowe recenzje i dopisuje do swojej listy zakupowej ciekawe pozycje. Dzisiaj przychodzę do Was z pielęgnacyjną listą zużytych kosmetyków. Kto na to czekał? 
ISANA PŁYN DO KĄPIELI NA DOBRANOC 


Zapach lawendy z dodatkiem wanilii to połączenie, które naprawdę mnie odpręża. Płyn kosztował w granicach kilku złotych za wielką butlę, więc nie szczędziłam sobie go podczas kąpieli. Od tego rodzaju kosmetyków nie wymagam zbyt wiele – mają mieć przyjemną woń i nie podrażniać skóry, przy okazji nie lubię wydawać na nie dużo pieniędzy więc wszystko w tym przypadku składa się na przyjemny produkt. 

CIEN EKSKLUZYWNY PŁYN DO KĄPIELI



Słowa “limitowany” i “ekskluzywny” działają na mnie jak magnez, a do kosmetyków Cien nigdy nie miałam zastrzeżeń więc chętnie po niego sięgnęłam. Nieco obawiałam się, że będę błyszczeć jak choinka bo w żelu widocznych było mnóstwo drobinek, ale na szczęście znikały gdzieś w kąpieli. Opakowanie prezentowało się za to bardzo elegancko, a cena niecałych 8 złotych była bardzo zachęcająca. Zabrakło mi w nim jakiekolwiek zapachu – więc oceniam go nijako. 
NIVEA SILK MOUSSE


Pierwszy produkt do mycia ciała w formie musu w mojej łazience. Kiedy tylko został wprowadzony na rynek stał się wielkim hitem, potem powstało wiele zamienników, których jeszcze nie miałam okazji testować. Bardzo przypadła mi do gustu taka konsystencja a zapach typowy dla marki również w moim guście. Mus jest wydajny i rewelacyjnie zastępuje piankę do golenia. Skóra po myciu jest przyjemna w dotyku. Bardzo polubiłam tę wersję klasyczną, zaś edycja z cytryną oraz moringą jest kompletnym niewypałem. 
BALEA CREMDUSCHE ROSE ELEGANCE



Po markę Balea sięgam coraz częściej – według mnie to taki odpowiednik rossmannowej Isany. Ceny kosmetyków są niskie a jakość całkiem przystępna. Tutaj mamy limitowaną wersję żelu o ślicznym różnym zapachu i ładnej szacie graficznej. Żel spełnia swoją podstawową funkcję, dobrze się pieni i nie przesusza skóry. Niestety nadal dostęp do marki jest dość ograniczony więc rzadko mam okazję sięgać po nowości.
BIOLOVE ŻEL POD PRYSZNIC BORÓWKA



Nad linią borówkową, jak i całą marką Biolove zachwycam się od dobrych dwóch miesięcy. Ten żel to zdecydowanie najlepiej pachnący kosmetyk do kąpieli jaki kiedykolwiek używałam. Ma postać bardziej oleistą, przez co mniej się pieni, ale pachnie wręcz obłędnie. Fakt, że jest to kosmetyk naturalny z bardzo dobrym składem sprawia, że jest to mój absolutny hit i ulubieniec. Oprócz żelu mam jeszcze kilka innych kosmetyków z tej linii i każdy jest równie genialny. 

VENUS NATURE SÓL MORSKA 2w1 


Nowa marka z dopiskiem “nature” w nazwie od Venus szybko zderzyła się z falą krytyki, gdyż składy kosmetyków nie do końca są tak naturalne. Jednym z niewielu produktów o przystępnym składzie była sól morska – na którą zdecydowałam się dawno temu. Bardzo podoba mi się fakt, że produkt można stosować na dwa sposoby: jako peeling oraz jako produkt do kąpieli stóp. W obu przypadkach świetnie się sprawdza. Muszę przyznać, że mimo niewielkich gabarytów sól okazała się by bardzo wydajna. 
Więcej od produkcie: VENUS NATURE SÓL MORSKA 2w1
BIELENDA KREM Z ALOESEM



Generalnie nie lubię produktów wielofunkcyjnych, więc ten krem potraktowałam jako balsam do ciała. Pierwsze co rzuca się oczy to przyjemna szata graficzna, a po otwarciu opakowania cudowny, świeży zapach, który długo utrzymuje się na ciele. Niestety kosmetyk ma niewielką pojemność, więc przy codziennym stosowaniu starczył mi na zaledwie dziesięć dni. Krem ma jednak bardzo przyjemny skład – dlatego z przyjemnością do niego wrócę. 
BANDI PRE-D3 BALSAM REGENERUJĄCO-OCHRONNY SPF30
Jak bardzo lubię firmę Bandi, tak z tym balsamem kompletnie się nie polubiłam. Konsystencja kremu jest lekka, nieco lejąca o żółtym kolorze. Najbardziej nie odpowiadał mi zapach, który przy codziennej aplikacji kompletnie psuł przyjemność z pielęgnacji. Plus za filtr przeciwsłoneczny, który jednak zdecydowanie lepiej sprawdzi się latem kiedy odsłaniamy ciało. Zimą ta zaleta nie ma większego znaczenia. Generalnie produkt był bardzo wydajny, co w tym przypadku nie uważam za zaletę – szkoda było mi go wyrzucić. 
EVREE RÓŻANY TONIK DO TWARZY 

Kultowy tonik do twarzy z atomizerem o bardzo przyjemnym i odświeżającym zapachu. To moje trzecie lub czwarte opakowanie – co świadczy, że jest na prawdę warty uwagi. Kiedy dowiedziałam się, że nie powinno się nakładać toniku wacikiem wybieram tylko te, które mają atomizer. Używam go nie tylko do przywracania pH skóry po myciu twarzy, ale także w ciągu dnia kiedy mam tzw. no makeup day, aby nieco się odświeżyć. Latem jest świetnym zamiennikiem mgiełki do ciała. 
Trochę żałuję, że rozdałam kilka produktów, które u mnie się nie sprawdziły, bo mogłabym o nich napisać osobny post. Wiem, że lubicie czytać o bublach w kosmetykach. Jestem ciekawa co wy robicie z kosmetykami, które Wam nie przypadły do gustu: wyrzucacie, oddajecie znajomym czy brniecie do dna? 
Ściskam!


Dzisiaj opowiem Wam nieco o oczyszczającym trio, czyli o kosmetykach, które towarzyszą mi podczas wieczornej pielęgnacji twarzy. Jest to codzienny rytuał, która raz, czasem dwa razy urozmaicany jest peelingiem lub maseczką. 


Pielęgnacja i prawidłowe oczyszczanie twarzy to dla mnie podstawa, bez której nie obejdzie się nawet po ciężkim dniu, dlatego też dzisiejszy post to szybkie trzy kroki do idealnie oczyszczonej twarzy w kilka minut. 

KROK 1: DEMAKIJAŻ



W pierwszej kolejności skupiam się na szybkim, aczkolwiek dokładnym demakijażu oczu, Zazwyczaj stawiam na ciemniejsze cienie lub czarną kreskę, więc zależy mi na tym, aby produkt do demakijażu poradził sobie z mocnym okiem, bez potrzeby nadmiernego tarcia. Ostatnio moim faworytem w tej dziedzinie jest płyn micelarny od Nivea wzbogacony o witaminę E, który nie tylko dobrze rozpuszcza makijaż, ale ma działanie pielęgnacyjne.




 Bez problemu usuwa mój eyeliner nie podrażniając przy tym oka. Produkt zamknięty jest w butelce z łatwym w użyciu dziubkiem, dzięki czemu precyzyjnie dozujemy ilość potrzebnego płynu. Przeznaczony jest do skóry normalnej oraz mieszanej. Nie ściąga ani niepotrzebnie napina skóry, dzięki czemu bardzo go polubiłam. Używam go nie tylko na oczy, ale również na twarzy.



KROK 2: OCZYSZCZANIE



Kiedy twarz wstępnie oczyszczę płynem micelarnym przechodzę do dokładnego mycia twarzy. Tutaj niezastąpiony jest organiczny żel Biolaven z olejem z pestek winogron oraz olejkiem lawendowym, który bardzo wyczuwalny jest podczas aplikacji. Oprócz przyjemnego zapachu żel rewelacyjnie oczyszcza twarz, pozostawiając skórę gładką, ale nie przesadnie napiętą. 




Żel nie podrażnia skóry, ani tym bardziej jej nie wysusza. Uwielbiam go za skuteczność, przyjemny zapach oraz niesamowitą wydajność. Wystarczy odrobina żelu do umycia całej twarzy. Produkt zamknięty w ślicznym opakowaniu z pompką do wygodnej aplikacji. To już moje trzecie opakowanie i zapewne nie ostatnie. 


KROK 3: TONIZACJA



Mnóstwo dziewczyn, po umyciu twarzy kończy pielęgnację nakładając krem, ale niestety zwykła woda ma niezbyt dobry wpływ na kondycję naszej cery oraz na poziom pH skóry, dlatego też bardzo ważne jest to, aby użyć toniku, który przywróci właściwe pH skóry.  Obecnie używam toniku micelarnego Laser Precision od Eveline, który moim zdaniem ma najwygodniejsze w użyciu opakowanie. Dozowanie płynu jest bardzo proste i precyzyjne. Takiego rodzaju opakowania mogłabym mieć w każdym kosmetyku. Tonik ma delikatne działanie oczyszczające oraz odświeżające ale przede wszystkim przywraca barierę ochronną skóry, co jest szczególnie ważne przy problematycznych cerach. 




Podobnie jak w przypadku poprzednich produktów, tonik jest bardzo wydajny, ma łagodny zapach i nie wywołuje podrażnień. Przeznaczony jest do cery dojrzałej, również wrażliwej, dzięki czemu delikatnie napina i ujędrnia skórę, co w moim przypadku nie powoduje dyskomfortu. Po aplikacji toniku jestem pewna, że skóra jest idealnie oczyszczona i gotowa na nałożenie kremu nawilżającego. 


O toniku wartym uwagi pisałam również jakiś czas temu, zapraszam więc do lektury:


O kremie, który stosuję po zakończonej pielęgnacji opowiem Wam w najbliższym poście, ponieważ jest to na tyle ciekawy produkt, że warto poświęcić mu osobny wpis. Podpowiem tylko, że będzie to produkt firmy Clarena i składać się będzie z dwóch elementów. 


Znacie produkty z dzisiejszego postu? 





    Przepraszam, że w ostatnim czasie nieco zaniedbałam bloga, ale dużo się działo. Najpierw egzaminy…potem obrona ( Jestę Inżynierę ), a potem świętowanie i wakacje w Egipcie. Od razu po powrocie (w środę nad ranem) zaczęłam staż absolwencki w agencji reklamowej i tak naprawdę dopiero dzisiaj mam czas usiąść i wziąć się za rozpakowywanie walizek. Post dotyczący urlopu pojawi się niebawem, dzisiaj przychodzę z recenzją nowości w moich kosmetykach, która na rynku jest już od jakiegoś czasu. 
    
    Balsam pod prysznic Nivea, to produkt, który od pierwszej reklamy w telewizji wzbudził moje zainteresowanie i choć bardzo chciałam go wypróbować, jakoś nigdy nie było okazji. Ostatnio podczas pakowania znalazłam mini wersję tego produktu, którą kiedyś dostałam podczas współpracy z drogerią internetową StrefaUrody.pl więc postanowiłam ją wziąć ze sobą na urlop. 
Przyznam szczerze, że nie do końca wierzyłam w rewolucyjne działanie balsamu w połączeniu z wodą, aczkolwiek uznałam, że zapewne działa jak odżywka do włosów. 

    Kosmetyk jest bardzo wydajny, gdyż w połączeniu z wodą dobrze się rozprowadza i nie potrzebna jest duża ilość produktu. Jeśli chodzi o zapach, to jest dość neutralny, bez wyczuwalnego dominującego zapachu. W mojej ocenie sprawuje się naprawdę nieźle, jestem bardzo zadowolona z poziomu nawilżenia skóry. Według mnie to świetny produkt, który w pełni może zastąpić tradycyjny balsam na wyjazdach lub gdy po prostu nie mamy zbyt wiele czasu, aby aplikować i czekać na wchłonięcie się tradycyjnego balsamu czy masła do ciała. Na pewno kupię pełno-wymiarowy produkt, kiedy tylko zużyję ten. Wersja mini świetnie sprawdziła się na wyjeździe!

Na koniec jeszcze nieco przesunięte wyniki rozdania, które organizowane było w lutym. 
Miło jest mi poinformować, że zwycięzcą zostaje …….

Komentarz bardzo długi więc umieściłam tylko fragment. Serdecznie gratuluję i czekam na kontakt!:)
Zapraszam jeszcze na vloga z podróży do Egiptu, przygotowanie, lot i cała podróż.


Od zakończenia świąt zbierałam się do napisania postu, miało być o świętach, ale niestety u mnie nie było tradycyjnie. Zamiast przez tydzień przygotowywać jedzenie i sprzątać, a potem jeść całymi dniami, a potem odgrzewać i dalej jeść, wyjechałam w góry i bawiłam się jak dziecko w parku rozrywki, chodziłam po górach i wcinałam serki z grilla. Zamiast żurku i kiełbasy jadłam kurczaka z frytkami. Nuda, nuda… Nie ma tradycji, więc nie ma o czym pisać. Zdjęć mam mało, większość to fotki z ręki, jak znajdę coś fajnego to wrzucę. 

Przejdę do setna postu. Dużo czytałam o projekcie i postanowiłam sama się za to wziąć. Pokrótce chodzi o to, aby uświadomić sobie jak dużo kosmetyków marnujemy, bo wychodzą nowości, więc stare rzucamy w kąt. Dużo kosmetyków nam się po prostu nudzi, bo ile można męczyć ten sam żel pod prysznic czy szampon? Zapach zaczyna nas mulić a kosmetyk się nie chce skończyć. Ja postanowiłam zrobić porządek w swoich kosmetykach i skończyłam kilka, które dla Was zrecenzuję. Każdy kosmetyk opiszę i ocenię w skali 1 do 5 🙂






 1. Żel pod prysznic Orginal Source Golden Pineapple.

Od producenta: Żel pod prysznic Original Source o zapachu złotego, egzotycznego ananasa. Słodki i soczysty zapach, który orzeźwia ciało i umysł i przenosi Cię w krainę złotej rozkoszy. Powstał na specjalne życzenie klientów.Produktu OS nie są testowane na zwierzętach.Butelka nadaje się do recyclingu.

 Dostałam go wraz z marcowym pudełkiem ShinyBox. Sama na pewno bym go nie kupiła, zapach jest słaby, mało intensywny. Używałam już żeli tej marki i są lepsze zapachy. Jeśli chodzi o działanie, to piana w porządku, nie mam zastrzeżeń.  Cena sklepowa ok 9 zł.

Moja ocena: 3/5Wydajność: umiarkowana



2. Szampon Nivea Fresh Energy.

Od producenta: Kompleksowa pielęgnacja dopasowana do indywidualnych potrzeb Twoich włosów, która nada im piękny, zdrowy wygląd i sprawi, że poczujesz się wyjątkowo.
Włosy normalne i skłonne do przetłuszczania się często wyglądają na pozbawione życia i energii.

Szampon Fresh Energy:

– oczyszcza i sprawia, że włosy stają się pełne energii 

– nadaje włosom pełen świeżości wygląd 

– ożywia i pobudza zmysły 



 Jak dla mnie to totalna klapa, pieni się beznadziejnie, zapach niewyczuwalny. Zupełnie nie spełnia swojej roli – działania przeciw przetłuszczaniu się włosów. Nie zauważyłam poprawy “świeżości” moich włosów. Cena sklepowa ok 10 zł
 
Moja ocena: 1/5 
Wydajność: mała




3. Peeling do stóp Neutrogena. 

Od producenta: Połączenie złuszczających mikrogranulek i mocznika skutecznie zmiękcza szorstka skórę i pomaga redukować zrogowacenia, pozostawiając skórę miękką i gładką.Skoncentrowana, nawilżająca Formuła Norweska zapewnia długotrwałe nawilżenie utrzymujące się aż do 24 godzin i przynosi ulgę suchym stopom. Specjalna formuła z mentolem daje przyjemne uczucie schłodzenia oraz natychmiastowo odświeża i relaksuje zmęczone i przegrzane stopy. Rezultat widoczny już po pierwszym użyciu: skóra stóp odzyskuje miękkość i gładkość.


Świetny kosmetyk, delikatny miętowy zapach, bardzo wydajny, wygładza stopy. W połączeniu z kremem do stóp daje świetne rezultaty. Jestem bardzo zadowolona! Cena sklepowa ok 17 zł.

Moja ocena: 4+/5Wydajność: duża


4. Perfumy Today Tommorow Always AVON.

Od producenta: Oszałamiający słodyczą i kobiecością koktajl frezji, strelicji, hibiskusa, budlei, wody różanej i jedwabistego piżma. kategoria: kwiatowa

Uwielbiam te perfumy, mają całkiem inny zapach niż wszystkie. Nie są słodkie, mają piękny zapach kwiatowy. Używam ich na co dzień, zamiennie z innymi. Nie są zbyt intensywne, jednak długo utrzymają swój piękny zapach. To mój piąty flakon, a szósty już czeka. Cena sklepowa: 99 zł

Moja ocena: 5/5Wydajność: duża



5. Perfumy Puma Sync.

Od producenta: `Sync` łączy w sobie wibrujące aromaty owoców z kojącymi nutami kwiatowymi – idealna mieszanka, która doda Ci pewności siebie i energii. Nuta głowy perfum zachwyca skrzącą się mieszanką kolorowych owoców: egzotycznej papai, porzeczek i mandarynek. Kategoria: kwiatowo – owocowaNuty zapachowe:nuta głowy: papaja, porzeczka, mandarynkanuta serca: lotos, kwiat mandarynki, nuty wodnenuta bazy: drewno sandałowe, ambra, biała brzoskwinia

To jedne z moich ulubionych obecnie perfum, obok Gucci Guilty oraz Lancome Hypnose Senses. Perfumy idealnie wpasowują się w mój gust, są niezwykle świeże i po prostu cudowne<3 Ich cena nie jest wysoka, więc kolejny flakonik już gości u mnie na półce, kupiony w zestawie z dezodorantem. Polecam wszystkim! Równie ładnie pachnie też wersja Yellow, jednak tych nie przebije nic! Zapach długo utrzymuje się na ubraniach. Cena sklepowa: ok 80 zł / 60 ml

Moja ocena: 5/5
Wydajność: umiarkowana



6. Fioletowy szampon “wybielający” Biosilk Silver Lights.

Od producenta: Szampon przeznaczony do rozświetlania naturalnych blond włosów, rozjaśnianych oraz siwych. Szampon neutralizuje żółty pigment i zmywa zabrudzenia. Zalecamy dwukrotne mycie. Pierwsze usuwa zabrudzenia, drugie neutralizuje niechciane odcienie żółci oraz `chłodzi` kolor włosów. Dzięki zawartości naturalnego jedwabiu, szampon ma właściwości nawilżające. Już po pierwszym zastosowaniu włosy są miękkie, lśniące oraz nie elektryzują się.

Cudowny ratunek moich włosów, po spieprzonym farbowaniu. Efekty rewelacyjne. Na początku troche przeraził mnie kolor szamponu, ale na szczęście moje włosy nie zrobiły się fioletowe:) Produkt bardzo wydajny. Jedynym minusem było lekkie zniszczenie struktury włosa, jednak wystarczyła dobra odżywka, żeby przywrócić ich miękkość i gładkość.  Cena sklepowa ok 18 zł/50ml.

Moja ocena 5/5Wydajność: duża


To tyle na dzisiaj, lecę dalej chorować i zamartwiać się kupnem mieszkania, mam nadzieje, że w ciągu miesiąca będę mogła aranżować swoje własne cztery kąty.

Jutro czeka mnie audycja radiowa, niestety nie wiem jaka stacja, w sumie to nie wiem nic, ale mam nadzieje, że będzie fajnie i poznam ciekawych ludzi.


Do usłyszenia.