Tag

Uroda

Problemy z koncentracją, drgające powieki a może skurcze mięśni? To tylko część dolegliwości, z którymi zmagam się nie tylko ja, ale zapewne część z Was. Najczęściej nie przywiązujemy do tego zbyt dużej wagi, bo uporczywość w końcu mija. Niestety to duży błąd, bo organizm w ten sposób alarmuje o niedoborze ważnych składników mineralnych. Najpewniej chodzi o magnez, który jest trudno przyswajalnym pierwiastkiem i jego uzupełnienie zwykle wymaga dodatkowej suplementacji.
tinaha.pl

DR GAJA PROMAGNEZ

 
Suplement diety ProMagnez wyróżnia wiele czynników, a jednym z najważniejszych to jego forma – cytrynian magnezu, który jest zdecydowanie lepiej przyswajalny niż węglan magnazu zawarty w podobnych tego typu produktach. Suplement ma formę saszetek, które należy rozpuścić w gorącej wodzie ( to bardzo ważne ). Jedna porcja zawiera aż 375 mg magnezu, czyli aż 100% referencyjnej wartości spożycia.  Produkt wyróżnia także bardzo prosty skład i nie ma tu miejsca na dodatkowe składniki, więc dostarcza tylko to czego organizm potrzebuje. Opakowanie występuję w dwóch wielkościach 120g ( 30 saszetek ) oraz 40 g ( 10 saszetek ). Dostępny jest w e-sklepie Dr Gaja w cenie od 11,99 pln!
tinaha.pl
Jak stosować suplement diety ProMagnez? Zawartość saszetki rozpuścić w 20-30 ml gorącej wody i mieszać do całkowitego rozpuszczenia. Następnie dolać zimnej wody i wypić. Nie zalecane jest przekraczanie dziennej dawki ( jednej saszetki )!
tinaha.pl

DR GAJA PROMAGNEZ: MOJA OCENA

 
Do tej pory nie zwracałam większej uwagi na to jaki magnez stosuję i czy mój organizm w ogóle go przyswaja, a więc efekty były niemal niewidoczne. Miałam wrażenie, że to po prostu na mnie nie działa. Odkąd sięgam po ProMagnez Dr Gaja zauważyłam znaczną różnicę. Po pierwsze nie budzę się w nocy z bólu skurczu łydek – to niesamowita ulga. Nie pamiętam kiedy ostatnio odczuwałam drganie powieki! Forma saszetek bardzo przypadła mi do gustu, bo jak już wam kiedyś pisałam, nie lubię łykać tabletek. W smaku suplement nie należy do moich ulubionych, ale nie jest źle. Na duży plus oceniam fakt, że ProMagnez ma bardzo dobrą cenę, bo sklepie dostępna jest oferta 3+1 opakowanie gratis, co daje nam miesiąc suplementacji za 16 złotych!
tinaha.pl

DR GAJA PROURODA

 
Bogaty w składniki aktywne suplementy diety wzmacniający skórę, włosy i paznokcie. W składzie znajdziemy biotynę ( 1 mg ), cynk ( 10 mg ), ekstrakt z owoców aceroli w tym witaminę C , kolagen rybi czy kwas hialuronowy. Podobnie jak magnez ma formę saszetek, które można rozpuścić w wodzie lub dodać do koktajlu, soku czy innego ulubionego napoju.
ProUroda Dr Gaja dostępna jest w dwóch opakowaniach – 20g ( 10 saszetek ) oraz 60g ( 30 saszetek ), a jej cena w e-sklepie zaczyna się od 11,60 zł.
tinaha.pl
 
Skład:  Inulina z korzenia cykorii, ekstrakt z owoców aceroli standaryzowany na witaminę C (kwas L-askorbinowy), kolagen rybi, ekstrakt z owoców acai, ekstrakt z pędów bambusa standaryzowany na krzemionkę, kwas hialuronowy, biotyna (D-biotyna), cytrynian cynku.
 
Po suplement ProUroda sięgam codziennie, dodając jedną saszetkę do szklanki wody, którą wypijam na czczo z samego rana. 
 
tinaha.pl
 
Jestem ciekawa, ile z Was zmaga się z niedoborem magnezu? Mam nadzieję, że post będzie dla Was rozwiązaniem tych dolegliwości. 

JAK ROZWIĄZAĆ PROBLEM SUCHYCH UST?

Pewnie niewiele z Was zdaje sobie sprawę, że usta to najdelikatniejsza część naszej twarzy. Cieniutki naskórek warg pozbawiony jest gruczołów potowych oraz bardzo ubogo wyposażony w gruczoły łojowe. Ta ostatnia właściwość sprawia, że naturalna ochronna warstwa lipidowa na ustach jest także wyjątkowo cienka. W dodatku nieustannie ścieramy ją, oblizując usta, jedząc czy pijąc. Z powodu niewielkiej liczby gruczołów łojowych na skórze warg, są one słabo chronione przed utratą wilgoci.

JAK DBAĆ O USTA ZIMĄ?

O usta należy więc odpowiednio dbać, nie tylko zimą ale przez cały rok. Choć niskie temperatury i mroźny wiatr szczególnie narażają je na podrażnienia, to promienie słoneczne i kosmetyki do makijażu również mają negatywny wpływ. Przez odpowiednią pielęgnację mam na myśli specjalistyczne produkty, które zawierają odpowiednie składniki nawilżające i wzmacniające barierę ochronną naskórka. Dzisiaj przedstawię Wam produkt, z którym nie rozstaję się tej zimy!
opinie
Należę do osób, które uwielbiają podkreślać usta mocnymi odcieniami jednak zdaję sobie sprawę, że na mocno wysuszonych i podrażnionych wargach żadna pomadka nie będzie wyglądać dobrze. Staram się regularnie wykonywać peeling ust, jednak na co dzień towarzyszy mi ochronny balsam do ust Erazban Protect. Niewielkich rozmiarów tubka zmieści się w nawet najmniejszej torebce, a wygodny skośny aplikator niezwykle ułatwia aplikację produktu.

ERAZABAN PROTECT – SKŁAD POMADKI OCHRONNEJ

W składzie znajdziemy masło shea, witaminę E czy olej z rokietnika. Taka kompozycja doskonale nawilża i nawadnia skórę, jak również ma właściwości kojące i regeneracyjne.  Co więcej balsam #erazabanprotect jako jedyny zawiera filtr SPF50, a więc doskonale chroni usta przed szkodliwym działaniem promieni UV oraz zapobiega powstawaniu opryszczki. Produkt został przebadany dermatologicznie i jest całkowicie bezzapachowy. Dostępny jest w aptekach stacjonarnych oraz internetowych.
Balsam bardzo odpowiada mi pod kątem nie tłustej konsystencji, sposobu aplikacji i składu produktu. Zajmuje niewiele miejsca, więc mogę mieć go zawsze przy sobie. Staram się nakładać cieniutką warstwę 3 do 4 razy dziennie. Balsam wchłania się dłuższą chwilę, jednak nie pozostawia lepkiego filmu. Efekty regularnego stosowania zauważyłam już po trzech dniach, a muszę przyznać, że dotychczas moje wargi były w bardzo kiepskim stanie. Usta nie tylko wyglądają na pełniejsze, ale są miękkie i miłe w dotyku. Produkt doskonale sprawdza się w okresie zimowym, jednak nie omieszkam zabrać go na urlop, na który wybieram się lada chwila.
Jestem ciekawa w jaki sposób pielęgnujecie swoje usta? 
Żyjąc w ciągłym biegu szukamy przeróżnych rozwiązań, aby oszczędzić czas przeznaczany na codzienne rytuały. Szczególnie gdy lubimy kompleksowo zadbać o swoją skórę jednocześnie skracając czas poświęcony na kosmetykę do minimum. Z pomocą przychodzą wielofunkcyjne kosmetyki, które sprawiają, że codzienna pielęgnacja zajmuje dosłownie chwilkę, nie tracąc tym samym na jakości. Zapraszam do zapoznania się z dermokosmetykiem Vichy spełniającym funkcję kremu i maski.
ANTI-POLLUTION

DWUFUNKCYJNY DERMOKOSMETYK 

Vichy Slow Age Nuit to nowoczesny kosmetyk o działaniu ANTI-POLLUTION będący połączeniem kremu na noc i maseczki do twarzy. Produkt dzięki swej żelowej konsystencji wchłania się bardzo szybko, jednocześnie jest na tyle treściwy, aby zapewnić odpowiedni poziom nawilżenia. Zamknięty w szklanym słoiczku krem o pojemności 50 ml ma świeży, nie nużący zapach i ciemno brązowy, bursztynowy kolor.
Ochrona przed stresem oksydacyjnym | Vichy Slow Age Noc
 Głównym zadaniem kosmetyku jest dotlenienie i regeneracja skóry, a zawarte w produkcie składniki ( resweratrol,  bajkalina ) działają przeciwstarzeniowo i antyoksydacyjnie. Warta podkreślenia jest uniwersalność tego kosmetyku, gdyż jest on odpowiedni dla każdego typu skóry oraz kobiet w każdym wieku.  Skład kremu jest kolejnym z jego plusów, znajdziemy w nim same drogocenne elementy, bez zbędnych wypełniaczy.

 KREM ANTYSMOGOWY W PRAKTYCE

 
Krem testuję od miesiąca i muszę przyznać, że jestem nim zachwycona. Vichy Slow Age Nuit to nie tylko produkt, który ma idealnie dopasowaną dla mnie konsystencję, ale również jego działanie korzystnie wpływa na moją cerę. Efekty zauważyłam już po dwóch tygodniach regularnego stosowania. Nakładam go codziennie na noc, dzięki czemu następnego dnia rano skóra jest miękka i sprężysta, a poziom nawilżenia sprawia wrażenie jakbym dopiero co zaaplikowała krem. To niesamowite, jak on wpływa na moją cerę! Dodatkowa opcja aplikacji kremu niczym maseczki również zasługuje na uznanie. Kosmetyk daje przyjemnie uczucie chłodzenia i nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na skórze.
Właściwości ANTI-POLLUTION są dla mnie równie istotne, gdyż zimą problem smogu jest wzmożony, dlatego dodatkowa ochrona jest niezbędna. Zauważyłam, że skóra jest bardziej promienna i wygładzona, a ilość wyprysków znacznie zmalała. Podsumowując Vichy Slow Age Nuit jest jednym z najlepszych kremów, jakie kiedykolwiek trafiły w moje ręce. Myślę, że zima to doskonały czas na wzmożone nawilżenie oraz dotlenienie skóry.
Nie jest to pierwszy krem od Vichy, który mnie oczarował. Koniecznie zapoznajcie się ze wpisem sprzed 3 lat, na temat kremu VICHY IDEALIA SKIN SLEEP.

W SKRÓCIE…

Vichy Slow Age Nuit jest doskonałą propozycją dla osób, którzy mimo niewielkiej ilości czasu stawiają na kompleksową pielęgnację. Kosmetyk cechuje się przyjemną w aplikacji żelową konsystencją oraz przyzwoitym składem, a efekty regularnego stosowania zauważalne są już po dwóch tygodniach. Krem pozytywnie wpływa na kondycję skóry, a jego podwójna funkcjonalność do oszczędność pieniędzy i miejsca w kosmetyczce. Kosmetyk doskonale sprawdzi się dla każdego typu cery oraz kobiet w różnym wieku.
Jestem ciekawa, jak Wy dbacie o swoją cerę zimą? 
 
O tym, że mam lekką ( leciuteńką ) obsesję na punkcie cieni do powiek chyba nie muszę Wam przypominać i choć w mojej toaletce na paletki mam przeznaczoną największą szufladę to kończy się tam powoli miejsce. Nic więc dziwnego, że kiedy widzę jakieś nowości w tej kategorii to oczy świecą mi się jak lampki choinkowe, a moja podświadomość mówi ‘kup, kup, kup’. Staram się jednak walczyć sama ze sobą, bo przecież nie można mieć wszystkiego, ale ale…kiedy w moje ręce trafia przesyłka niespodzianka z cudowną zawartością to mogę się nią cieszyć bez absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Zapraszam na przegląd nowych cieni foliowych marki Paese, których premiera odbyła się zaledwie kilka dni temu.
FOIL EFFECT EYESHADOWS

Nowe błyskotki od Paese to kolekcja 8 foliowych cieni pojedynczych wzbogaconych o cerafluid (zapewnia skórze gładkość, elastyczność i nawilżenie. Spłyca i wypełnia drobne zmarszczki ),
olej rycynowy daje efekt welwetowej, gładkiej skóry oraz zapewnia piękny połysk ) oraz żywicę silikonową zwiększa przyczepność kosmetyku do skóry gwarantuje efekt non-transfer – cienie nie migrują i nie odbijają się ).  Warto również dodać, że cienie są odpowiednie dla wegan, można aplikować je zarówno na sucho jak i na mokro, są całkowicie bezzapachowe a inspiracją ich powstania były kamienie szlachetne.


SWATCHE FOLIOWYCH CIENI PAESE

Jak już wspominałam nowa kolekcja to 8 kolorów, w których znajdziemy delikatne błyskotki idealne do rozświetlenia dziennego makijażu, intensywne kolory dla odrobiny szaleństwa i mocne odcienie w sam raz do smoky. Na prawdę ciężko zdecydować, który kolor podoba mi się najbardziej, więc generalnie wśród moich ulubieńców znalazły się numery 301, 304 oraz 305. 
MAKIJAŻ CIENIAMI FOLIOWYMI PAESE

Cienie zachwyciły mnie nie tylko swoimi kolorami, ale również konsystencją, która jest bardzo kremowa i mięciutka. Dodatkowo kolory jak już widzieliście na swatchach są niesamowicie napigmentowane.  O błysku, nie muszę nawet wspominać, bo doskonale widać jak pięknie odbijają światło. Przy makijażu oka wykorzystałam dwa kolory – 304 oraz 305, nakładając je na lekko brązowawy bazowy kolor.  Najlepiej cienie aplikuje się przy pomocy opuszków palców delikatnie wklepując je w powiekę bądź przy użyciu najzwyklejszego aplikatora. Na koniec użyłam puchatego pędzelka aby rozmyć krawędzie. 
CZY WARTO KUPIĆ CIENIE PAESE FOIL EFFECT ?

W mojej ocenie cienie są absolutnie rewelacyjne, zarówno jeśli chodzi o kolory jak ich konsystencję i efekt, jaki można dzięki nim uzyskać. Ogromnym plusem jest to, że są to pojedyncze opakowania, więc można wybrać jedynie interesujące nas kolory np. najjaśniejsze do rozświetlenia wewnętrznego kącika oka. Przy okazji nie zajmują wiele miejsca, więc bez problemu zmieszczą się do podróżnej kosmetyczki. Niestety przy obecnie panującej pogodzie nie polecam nakładać ich bez wcześniejszej aplikacji bazy pod cienie bo niestety zbierają się w załamaniach – szczególnie jeśli jak ja zmagacie się z opadającą powieką. Cienie kosztują ok 25 złotych za sztukę, więc kompozycja 8 kolorów to koszt 200 złotych – czy to dużo czy mało oceńcie już sami. 
Wpis nie jest sponsorowany, ale cienie otrzymałam bezpłatnie. 
Znacie markę Paese?
Zabieg keratynowego prostowania włosów należy do najskuteczniejszych nowoczesnych metod dogłębnej regeneracji włosów. Do zabiegu używa się nowoczesnego sprzętu, jednak samo keratynowanie włosów odbywa się przy użyciu tylko i wyłącznie naturalnych substancji, a mianowicie keratyny, czyli składnika stanowiącego podstawowy budulec naszych włosów, skóry oraz paznokci. 



Głównym elementem zabiegu keratynowego prostowania włosów jest wparowywanie keratyny we włosy, dzięki czemu substancja niejako “otula” każdy poszczególny włos z każdej strony, następnie przenikając do jego wnętrza. Cały zabieg składa się jednak z kilku etapów a jego skuteczność w dużej mierze zależy od zachowania odpowiedniej kolejności oraz odpowiedniego wykonania każdego z elementów.

Pierwszym krokiem jest dokładne, staranne umycie włosów przy pomocy wysokiej jakości szamponu oczyszczającego. Wbrew pozorom, pierwszy etap jest niezwykle istotny dla powodzenia całego zabiegu: bez skutecznego oczyszczenia włosów, nie będą one w stanie odpowiednio zaabsorbować keratyny, która ma w nie wniknąć. Po naniesieniu szamponu powinien on pozostać na włosach przez około 10 minut. Dzięki temu włosy zostaną skutecznie oczyszczone a jednocześnie spulchnione, co zwiększy ich zdolność absorpcji keratyny. 

Kolejnym krokiem jest dokładne osuszenie włosów. Suszenie powinno być jednak delikatne i stopniowo, tak żeby włosy nie utraciły pulchności.
Po dwóch pierwszych etapach, następuje przejście do właściwej części zabiegu keratynowania włosów. Włosy zostają rozdzielone na pasma o szerokości mniej więcej jednego centymetra. Na każde z pasm dokładnie, ze wszystkich stron nakłada się keratynę. Substancja powinna pozostać na włosach przez około 30 minut. Następnie włosy są dokładnie, powoli suszone. Kiedy suszenie dobiegnie końca, następuje ich prostowanie przy pomocy prostownicy. Na tym etapie niezwykle istotne jest umiejętne dobranie wysokości temperatury do stanu i kondycji włosów. W żadnym wypadku temperatura nie powinna przekraczać 240 stopni. 



Po dwóch dniach od wykonania zabiegów, włosy zostają dokładnie umyte szamponem zawierającym keratynę. Po myciu na włosy nakłada się wysokiej jakości oliwkę zawierającą keratynę i pozostawia ją na około 5 minut. Następny i ostatni już etap zabiegu to suszenie zregenerowanych włosów.

Marzenie o prostych włosach w końcu może stać się rzeczywistością. Mnie bardzo kusi ten zabieg, ale jestem ciekawa waszych opinii? Ktoś miał okazję prostować keratynowo włosy? Jak wrażenia? 



Wpis sponsorowany.

Dzisiaj mam przyjemność przedstawić Wam kolejny kosmetyk, który zawładnął moim sercem, a moja cera go wręcz uwielbia. O kremie wspomniałam Wam już ostatnio podczas wpisu dotyczącego mojej codziennej pielęgnacji twarzy, a kto jeszcze nie czytał to zapraszam;



Bohaterem dzisiejszego wpisu, będący jednocześnie krokiem 4 w mojej codziennej pielęgnacji jest krem do twarzy z aktywną witaminą C firmy Clarena.
Sama nazwa nie wzbudziłaby we mnie przesadnego entuzjazmu gdyby nie fakt, że witamina C, która zawarta jest nazwie kremu nie tyle widnieje gdzieś tam w składzie kremu, ale jest widoczna gołym okiem, ponieważ jest dołączana w osobnej fiolce.




Zdjęcie zapożyczone. 

WYGLĄD I WŁAŚCIWOŚCI

Krem o lekkiej konsystencji stosowany głównie w profesjonalnych salonach kosmetycznych przeznaczony przede wszystkim do cery dojrzałej, z przebarwieniami. Krem na za zadanie rozjaśnić skórę, wyrównać jej koloryt, ale także działa regenerująco i przeciwzmarszczkowo. 

Zestaw składa się z lekkiej kremowej bazy ( 50 ml ) oraz ampułki z wyodrębnioną aktywną 100% witaminą C AA2GTM , którą producent opisuje w ten sposób:

Najnowsze osiągnięcie biotechnologii – glukozyd kwasu askorbinowego – AA2G™, cząsteczka witaminy C zabezpieczona glukozą przed inaktywacją spowodowaną tlenem, metalami ciężkimi i zmiennymi warunkami pH.
Badania potwierdzają, że AA2G™:



– redukuje zmarszczki o 74,6% w 3 miesiące

– redukuje szorstkość skóry o 45% w 6 tygodni



– rozjaśnia przebarwienia o 7,7% w 3 miesiące

Całość zamknięta w gustowne pudełeczko, w którym znajdziemy również instrukcję łączenia produktów oraz specjalną szpatułkę do rozmieszania składników. 









SKŁADNIKI AKTYWNE

Skład kremu robi ogromne wrażenie poczynając od dołączonej aktywnej witaminie C, poprzez ekstrakt z żeń-szenia czy jedwab.

Zaczynając od Witaminy C zwanej AA2Gtm, która jest odizolowana od kremu znajdując się w małej ampułce, dzięki czemu jest zabezpieczona przed czynnikami zewnętrznymi przez co zachowuje swoją aktywność. 
Esktrakt z żeń-szenia ma właściwości antyoksydacyjne, a także ma działanie regeneracyjne oraz poprawia ukrwienie skóry. Pobudza odnowę komórek, wygładza i odmładza skórę. 

Jedwab, kojarzący się przede wszystkim z wygładzeniem składa się z dwóch elementów: fibroina i serycyna. 
Fibroina jest białkiem posiadającym bardzo dużą zdolność wiązania i zatrzymywania wody, tworzy na powierzchni skóry film, który stanowi ochronę przed niekorzystnym wpływem środowiska, nie pozostawiając przy tym lepkiej warstwy. 
Serycyna zaś zmniejsza utratę wody przez skórę.  Tworzy na powierzchni skóry delikatną warstwę, pozwalając skórze swobodnie oddychać czyniąc ją gładką i aksamitną. 


MOJE WRAŻENIA

Jak już wspomniałam na samym początku krem zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, a doświadczenie z jego”tworzenia”, czyli łączenia witaminy z kremem zapamiętam na długo. Konsystencja lekka, zapach delikatny a wydajność naprawdę mnie zaskakuje. Krem swej lekkości  mimo wszystko długo się wchłania, dlatego staram się nakładać cieniuteńką warstwę, aby bez długiego oczekiwania nałożyć na niego makijaż. Jako baza pod podkład sprawdza się bardzo dobrze. 
Mam wrażenie, że krem również nieco matuje skórę, co w obecnym letnim okresie jest dużym plusem. 
Krem stosuję od ponad miesiąca, a zużycie oceniam na około 1/3 opakowania. Myślę, że spokojnie wystarczy mi na kilka miesięcy, aczkolwiek jego termin ważności od otwarcia to tylko pół roku, ze względu na aktywność witaminy C. 

Efekty jakie zauważyłam to przede wszystkim czuję, że skóra jest wyraźnie gładsza niż wcześniej, a także mam wrażenie, że jest bardziej sprężysta i delikatnie rozjaśniona. 

Cena według mnie jest całkiem przyzwoita, jak za profesjonalny produkt. W internecie można kupić go za około 90 złotych, czyli cena porównywalna do kremów Vichy.  

Podsumowując muszę przyznać, że jest to jeden z lepszych kremów jakie miałam okazję testować i w miarę możliwości sięgnę po niego ponownie w przyszłości. 


Ktoś z Was zna ten krem?
A może jesteście fanami innych kosmetyków Clarena?
Czekam na wasze opinie!