Tag

włosy

Nie ukrywam, że moje włosy są cholernie niesforne. Nic w tym dziwnego, skoro raz na trzy tygodnie męczę je koloryzacją. Niestety czerwień jest wymagającym kolorem, który przy wysoko-porowatych włosach dość szybko się wypłukuje. Długo szukałam produktów, które je ujarzmią, zapominając o innych problemach, z którymi zmagam się na co dzień. Łupież oraz wypadanie włosów są wynikiem nie tylko szalejących hormonów w ciąży, ale również częstej zmiany kosmetyków do pielęgnacji. Postanowiłam więc odstawić wszystkie produkty na bok i skupić się na oczyszczeniu skóry głowy i powstrzymaniu wypadających garściami włosów. Czy uporałam się z włosowymi problemami stosując kosmetyki Basiclab? 
 
W podstawowej pielęgnacji włosów postawiłam na trzy produkty marki BasicLab –  stymulujący szampon oraz odżywkę z linii Capillus na wypadanie włosów oraz szampon przeciwłupieżowy.  Dodatkowo używałam olejku Sesa ( na godzinę przed myciem ), jedwabiu CHI na końcówki, oraz olejku w sprayu Joico Luster-Lock, a także kapsułek wzmacniających włosy Vitapil Mama. Dzisiaj skupię się jednak wyłącznie na produktach Basiclab, choć z pewnością wszystkie produkty miały swój udział w tym, jak moje włosy wyglądają obecnie.

DERMOKOSMETYKI BASICLAB

Podczas organizowanego przeze mnie pod koniec lipca BeautyWRO miałam okazję poznać przedstawicieli marki BasicLab, który świetnie opowiedzieli o swoich produktach oraz o tym, jak prawidłowo pielęgnować włosy. Muszę się przyznać bez bicia, że dotychczas traktowałam swoje bez szacunku i nie zwracałam większej uwagi na to w jaki sposób je myć. Spotkanie z marką   uświadomiło mnie w błędach jakie popełniam niemal codziennie, dlatego też całkowicie zmieniłam podejście do takich czynności jak mycie szamponem czy nakładanie odżywki. Jak zawsze, detale mają znaczenie. Jeśli będziecie zainteresowani, to stworzę osobny wpis o tym jak prawidłowo pielęgnować włosy i jakie błędy z pewnością popełnia nie jedna z Was. Ważnie jest nie tylko to jakich produktów używamy, ale również sposób w jakie je aplikujemy. 
Produkty marki Basiclab są dermokosmetykami, dlatego też dostępne są głównie w aptekach – nie znajdziecie ich w żadnej drogerii.  Każdy z nich ma pojemność 300 ml i zamknięty jest w opakowaniu z pompką, za którą wielki ukłon w stronę marki. Można by powiedzieć, że to detal, ale niezwykle ułatwia aplikację kosmetyków. Szata graficzna jest spójna dla wszystkich produktów i prezentuje się niezwykle profesjonalnie. W kosmetykach nie znajdziemy SLS, SLES, MIT’u, PARABENÓW oraz PHENOXYETHANOLU. Termin ważności to zaledwie 6 miesięcy od otwarcia.

JAK STOSUJE PRODUKTY BASICLAB? 

Jako, że zależało mi na pozbyciu się dwóch problemów naraz – stosuje za każdym razem oba szampony. Najpierw przeciwłupieżowy, który po myciu wymaga przetrzymania go na włosach kilka minut, a następnie powtórka przy użyciu drugiego szamponu. Ani jeden ani drugi szampon nie pieni się niemal wcale, a zapach produktu choć ledwo wyczuwalny jest taki jakby…medyczny.  Następnie na odciśnięte z wody włosy aplikuje odżywkę częściowo wmasowując w skórę głowy, a częściowo w resztę długości. Odżywkę na włosach trzymam średnio 5-6 minut, a więc cały proces mycia głowy zajmuje całkiem sporo czasu, dlatego nie każdemu będzie to odpowiadać. Dodam również, że włosy myję średnio co drugi, trzeci dzień. Zestaw BasicLab gości u mnie od dwóch miesięcy a zużycie jest na poziomie 1/3 opakowania.

JAKIE EFEKTY PO DWÓCH MIESIĄCACH STOSOWANIA KOSMETYKÓW BASICLAB ? 

 
Nie ukrywam, że w stosunku do dermokosmetyków mam naprawdę wysokie wymagania i absolutnie się nie zawiodłam. Zacznę od problemu numer 1 – łupież, tutaj pozbyłam się jakichkolwiek oznak łuszczenia się skóry więc pełen sukces. Problem numer 2 – wypadanie włosów, w tym przypadku nie mogę powiedzieć, że włosy nie wypadają mi wcale, ale jest zdecydowanie mniej na szczotce a to już krok w dobrą stronę. Dodatkowo pojawiło się mnóstwo nowych baby hair, które co prawda odstają na lewo i prawo, ale i tak mnie cieszą! Jest to z pewnością zasługa nie tylko samych produktów Basiclab, ale także suplementacji oraz dodatkowemu specjalistycznemu olejkowi. Jeśli chodzi o kondycję moich włosów to do ideału jeszcze im daleko, ale ładniej się układają i są miększe w dotyku. Dodatkowo skóra głowa jest wyraźnie lepiej oczyszczona więc automatycznie włosy lepiej unoszą się u nasady. Plusów jak widać jest sporo, dlatego też nie zaprzestaję kuracji i kontynuuję ją przez conajmniej najbliższy miesiąc.

CZY POLECAM PRODUKTY BASICLAB? 

 
Po pierwsze bardzo podoba mi się zróżnicowanie kosmetyków tej marki, dlatego też każdy znajdzie odpowiednie dla siebie produkty. Dla włosów kręconych, farbowanych, blond, suchych, przetłuszczających się…od wyboru do koloru! Ceny szamponów i odzywek oscylują w granicach 50 złotych za sztukę, więc do najtańszych nie należą jednak zważywszy na skład i jakość to jest to dobra inwestycja. Osobiście jestem zadowolona z działania kosmetyków dlatego z czystym sercem mogę je Wam zarekomendować.
Jestem ciekawa czy znacie tę markę dermokosmetyków, a także jaki jest największy problem, z jakim zmagają się Wasze włosy?
Jako, że moimi odbiorcami są głównie kobiety to nikogo nie zdziwi stwierdzenie, że jestem mistrzynią niezdecydowania. Nieważne czy chodzi o ważne życiowe decyzje czy wybór żelu pod prysznic. Podobnie mam z włosami, które zazwyczaj  wyglądają na kręcone, choć w mojej ocenie jest to bardziej “artystyczny nieład”. Często kombinuję z nimi jak mogę: kręcę, prostuję, zaplatam w warkocze.



Jeśli śledzicie moje social media to z pewnością już wiecie, że zostałam ambasadorką sklepu Neo24.pl we współpracy z marką Remington. Na czym polega moje zadanie? Testuję sprzęty, a potem albo je Wam polecam albo odradzam. Dzisiaj pod lupę biorę prostownicę Remington S6500. Jak już wspomniałam, moje włosy to istny chaos, więc świetnie nadają się do testów. 

ZALETY I WADY PROSTOWNICY 



Remington S6500 Sleek&Curl to tak naprawdę urządzenie dwufunkcyjne – oprócz prostowania możemy nim również kręcić loki. W pudełku oprócz sprzętu znajdują się dokumenty ( gwarancja aż 3 lata ), płyta  DVD z włosowymi inspiracjami oraz etui odporne na wysokie temperaturę. Prostownica ma świetny i minimalistyczny design i co najważniejsze jest leciutka, więc ręka nie męczy się przy długotrwałej stylizacji włosów. Sprzęt wyposażony jest w wyświetlacz LCD z możliwością regulacji temperatury w zakresie 150ºC – 235ºC.  Do zalet z pewnością mogę zaliczyć też obrotowy przewód oraz długie płytki prostujące ( 110 mm ).  


Prostownicę można zablokować w stanie zamkniętym, co w połączeniu z etui pozwala na spakowanie jej nawet gdy jest jeszcze gorąca. Dla zapominalskich ważna funkcja – sprzęt automatycznie wyłączy się po 60 minutach. Minusem, który zauważyłam podczas długich testów jest nadmierne nagrzewanie się konstrukcji, więc trzeba uważać.


MOJE WRAŻENIA

Uwielbiam siebie w wyprostowanych włosach, choć nieczęsto mam ochotę na długotrwałe męczenie włosów. Tutaj nie ma z tym problemu, gdyż prostownica jest gotowa do użycia w 15 sekund, a jedno pasmo włosów wystarczy przeciągnąć nagrzanymi płytkami dwa razy. Podoba mi się, że efekt końcowy jest bardzo naturalny, a włosy nie wyglądają na oklapnięte. Prostowanie całej głowy zajmuje zaledwie 10 minut, więc uważam, że to świetny wynik. 



Niestety kręcenie loków przy mojej długości wymaga więcej praktyki – w tej kwestii poradziłam sobie zdecydowanie gorzej, gdyż udało mi się podkręcić zaledwie kilka pasm. Nie obyło się tutaj bez poparzonego paluszka, gdyż tak jak wspominałam część na której znajdują się płytki dość mocno nagrzewa się również od zewnątrz. Na szczęście moje włosy z natury są “kręcone” więc w stylizacji ich zależy mi głównie na ich wyprostowaniu. Uważam jednak, że podwójna funkcjonalność sprzętu do spora zaleta.

naturalnie kręcone czy wyprostowane?

 Bardzo podoba mi się również możliwość ustawienia temperatury, dzięki czemu mogę dostosować ją do moich potrzeb.  Wszystkich poszukujących dobrego sprzętu ucieszy również fakt, że prostownica kosztuje poniżej 100 złotych i jest dostępna w sklepie Neo24.pl z darmową wysyłką! Podsumowując bardzo polubiłam się z urządzeniem od Remingtona i z pewnością częściej zobaczycie mnie w wyprostowanych włosach. 


A jak to jest z Waszymi włosami – wolicie proste czy kręcone?


Czerwień na głowie niemal stała się moją wizytówką, ludzie zazwyczaj mnie kojarzą właśnie po kolorze włosów. Ten wyrazisty odcień towarzyszy mi nieustannie od 3 lat i jeszcze się nie znudził, choć czasem mam ochotę zaszaleć odrobinę bardziej. Nie ma dnia, żebym nie słyszała pozytywnego komentarza na ich temat. Często pytacie mnie również jakiej farby używam, więc napisałam o tym osobny wpis. Niestety za pięknie wyglądającymi włosami stoi masa pracy, bo kolor niestety szybko się wypłukuje więc farbowanie odbywa się dość często. Jak możecie się domyśleć robie wszystko aby utrzymać je w miarę dobrej kondycji.






Pielęgnacja włosów farbowanych na czerwono jest podwójnie trudna – z jednej strony ważne jest ich odżywienie i nawilżenie a z drugiej to nieustanna walka o utrzymanie intensywności koloru możliwie jak najdłużej. Kilku fryzjerów stanowczo odradzało mi ognisty odcień gdyż nie dość, że moje włosy są wysoko-porowate to dodatkowo są kręcone więc kolor nie chce się ich trzymać. Ja jednak uwielbiam siebie w takim wydaniu więc stosuję przeróżne kosmetyki, aby podwójnie o nie zadbać.



Jakiś czas temu firma JOICO ( która ma najlepszy olejek do włosów ever ) sprezentowała mi  niespodziankę – kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji włosów farbowanych na czerwono. Przyznam szczerze, że byłam bardzo zaskoczona, bo nawet nie podejrzewałam, że istnieją tak specjalistyczne produkty. Zestaw z linii Color Infuse Red składa się z szamponu oraz odżywki, ale w przesyłce znalazłam także najnowszy olejek dwufazowy Luster Lock z serii K-Pak Color Therapy. Dzisiaj przygotowałam Wam recenzję tego trio po miesiącu stosowania. 


Zarówno szampon jak i odżywka zamknięte są w dużych butlach ( 300 ml ) z otwarciem typu klik. Szata graficzna utrzymana jest w intensywnej czerwieni co z pewnością wyróżnia je na tle innych kosmetyków. Produkty mają gęstą konsystencję o mocno-bordowym kolorze a także niezwykle przyjemnej woni z dominującą nutą wiśni. Ahh cudowny jest ten zapach!




Jak stosuję kosmetyki?

Aplikowanie szamponu nieróżni się niczym od tradycyjnego mycia głowy z tym wyjątkiem, że zostawiamy produkt na włosach na 2-3 minuty i dopiero spłukujemy. W identyczny sposób nakładam odżywkę, jednak w tym przypadku skupiam się na długości włosów od ucha, aż do końcówek. Warto wspomnieć, że produkt nie ma działania koloryzującego więc nie ma obaw o zafarbowanie skóry głowy czy twarzy. Nie zalecane jest używania produktów na brwiach czy rzęsach. Zestawu używam średnio 2 razy w tygodniu bo z taką częstotliwością myję włosy.




Jakie działanie ma linia Color Infuse Red?

Zadaniem podstawowym produktów jest utrzymanie koloru i w tej kwestii jestem w pełni zadowolona. Dzięki obu kosmetykom odkładam farbowanie w czasie, przez co nie narażam ich na szkodliwe działanie składników farby. Całe szczęście moje włosy rosną w zaskakująco żółwim tempie, więc z odrostami również nie mam problemu. Oczywiście utrzymanie czerwieni to nie wszystko, bo liczy się też nawilżenie i wygładzenie struktury włosów. Po czym poznaję, że odżywka dobrze się sprawdza? Moje włosy rozczesują się bez większych problemów – a uwierzcie, że to nie takie oczywiste.





Duży wpływ na kondycję moich włosów mają także olejki, których używam po każdym myciu. Obecnie stosuję Luster Lock, czyli dwufazowy produkt o wygodnym aplikatorze w formie sprayu, dzięki czemu rozprowadza się szybko i równomiernie. Już po kilku użyciach zauważyłam, że włosy odzyskały blask i stały się przyjemniejsze w dotyku. Spray ma w sobie kilka drogocennych składników aktywnych, takich jak: olejek manketti oraz arganowy, witaminę E, mieszankę wartościowych peptydów, filtry UV czy argininę. 
Muszę przyznać, że produkty miały nie łatwe zadanie, bo przez moje ręce przewinęła się cała masa kosmetyków do włosów więc moje oczekiwania są naprawdę wysokie. 

Podsumowując, zarówno zestaw szampon + odżywka jak i dwufazowy olejek oceniam bardzo pozytywnie i dziękuję marce Joico za możliwość zapoznania się z tymi produktami i co najważniejsze wsparcia mojej walki o intensywny kolor.  Więcej informacji o produktach znajdziecie na stronie producenta. 

Jestem ciekawa czy znacie firmę Joico? Jeśli tak, to koniecznie dajcie znać jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk tej marki!
Włosy to moja pięta Achillesowa, ponieważ są bardzo niesforne, nieokiełznane i plączą się nawet splecione w warkocz. Są kręcone więc mają wysoką porowatość, a do tego są farbowane więc końcówki są totalnie zniszczone. Na domiar tego ostatnio przechodzą trudny okres, gdyż hormony szaleją ( przez karmienie piersią ) i wypadają dosłownie garściami.  Odpowiednia szczotka jest więc bardzo ważna w codziennej pielęgnacji włosów, dlatego postanowiłam przygotować zestawienie tych, które posiadam w swojej kolekcji. Wiem, że sporo z Was bardzo czekało na ten wpis dlatego nie przedłużając zapraszam do lektury. 

SZCZOTKI KOMPAKTOWE: TANGLE TEEZER VS. MICHEL MERCIER

Tangle Teezer była pierwszą szczotką bez rączki w mojej kolekcji i totalną innowacją na rynku. Wybrałam podstawowy model Salon Elite, który jako jeden z pierwszych pojawił się w sprzedaży i szybko podbił serce blogosfery. Dużym plusem jest ogromny wybór kolorystyczny. Mimo braku rączki szczotka dobrze leży w dłoni, jednak w kontakcie z mokrymi włosami nieco się ślizga. Ząbki o zróżnicowanej długości wykonane są z plastiku ( wg. producenta innowacyjne tworzywo ) i mają średnią twardość. Kształt szczotki jest delikatnie zaokrąglony więc dobrze dopasowuje się do głowy. Mam ją prawie trzy lata i część igiełek jest powyginana w różne strony. W planach mam zakup nowej. 
Rozczesywanie włosów TT jest bardzo przyjemne i mimo moich “trudnych” włosów odbywa się to bez większych komplikacji – w porównaniu ze zwykłymi szczotkami i grzebieniami to niebo a ziemia ( oczywiście z przewagą Tangle Teezer ).
Michel Mercier w wersji Travel trafiła w moje ręce dwa lata temu podczas See Bloggers i była to moja pierwsza styczność z tą marką. W przypadku MM mamy do wyboru 3 kolory, które odpowiadają konkretnemu typowi włosów.  Niebieska przeznaczona jest do włosów grubych więc choć nie jest to mój ulubiony odcień zdecydowałam się właśnie na nią. W zestawie miała nakładkę do transportu, która już dawno gdzieś przepadła. Kształt ma zbliżony do Tangle Teezer Compact. Średnio wygodnie leży w dłoni, a włosy trzeba przeczesywać po małych pasmach. Igiełki podobnie jak w TT są różnej długości, jednak są zdecydowanie sztywniejsze przez co nie jest do końca delikatna.
Ptaszkami oznaczyłam szczotkę, która w danej kategorii wypada lepiej. Oceniając na podstawie powyższych kryteriów i ogólnej oceny wygrywa TT i to po nią chętniej sięgam. Ergonomiczny kształt i delikatność igiełek sprawia, że jest zdecydowanie przyjemniejsza w użyciu. 
SZCZOTKI Z RĄCZKĄ: TANGLE ANGEL VS. MICHEL MERCIER

Tangle Angel to mój najnowszy nabytek. Przyciągnięta pozytywnymi opiniami i nietuzinkowym wyglądem zdecydowałam się na model PRO, który jest przeznaczony do włosów wymagających, kręconych i gęstych. Dostępna jest w dwóch kolorach: srebrny oraz różowe złoto. Moje włosy są naprawdę chaotyczne więc liczyłam, że szczotka je okiełzna. 
ZOBACZ PEŁNĄ RECENZJĘ: TANGLE ANGEL PRO: PIĘKNA I BESTIA
Igiełki szczotki są długie, umiarkowanie twarde i ostro zakończone oraz występują w dość sporych odstępach. Wygląd ma nieziemski i choć kilka pierwszych użyć nie należało do najprzyjemniejszych to powoli się do niej przyzwyczajam i doceniam jej długie igiełki. Na plus zasługuję możliwość postawienia jej na nóżce – robi za śliczną dekorację. 
Michel Mercier model Anti-Slip to szczotka z rączką antypoślizgową, która nadaje się do rozczesywania zarówno włosów mokrych jak i suchych. Kolor niebieski podobnie jak w wersji Travel odpowiada włosom grubym. Igiełki różnej długości są dość twarde, a powierzchnia rozczesywania jest całkiem spora. Rączka jest wygodna, nie ślizga się oraz dobrze się ją trzyma. 
Najcześciej rozczesuje nią mokre włosy zaraz po kąpieli.
Choć Tangle Angel to najpiękniejsza szczotka jaką miałam w rękach, to kierując się używalnością zdecydowanie wygrywa MM. Jest zdecydowanie lepiej dopasowana do moich trudnych włosów. Nie chcę całkiem zrezygnować z TA, dlatego w przyszłości chcę przetestować inne jej modele. 
PODSUMOWANIE

Cztery innowacyjne szczotki, o różnym wyglądzie, właściwościach i przeznaczeniu. W porównaniu ze zwykłymi grzebieniami każda z nich wypada zdecydowanie lepiej, jednak gdybym obecnie miała wybrać swoją ulubioną to zdecydowanie byłaby to Tangle Teezer a zaraz po niej Michel Mercier Anti-Slip.
Ciekawa jestem jakiej szczotki aktualnie używacie? 


Zabieg keratynowego prostowania włosów należy do najskuteczniejszych nowoczesnych metod dogłębnej regeneracji włosów. Do zabiegu używa się nowoczesnego sprzętu, jednak samo keratynowanie włosów odbywa się przy użyciu tylko i wyłącznie naturalnych substancji, a mianowicie keratyny, czyli składnika stanowiącego podstawowy budulec naszych włosów, skóry oraz paznokci. 



Głównym elementem zabiegu keratynowego prostowania włosów jest wparowywanie keratyny we włosy, dzięki czemu substancja niejako “otula” każdy poszczególny włos z każdej strony, następnie przenikając do jego wnętrza. Cały zabieg składa się jednak z kilku etapów a jego skuteczność w dużej mierze zależy od zachowania odpowiedniej kolejności oraz odpowiedniego wykonania każdego z elementów.

Pierwszym krokiem jest dokładne, staranne umycie włosów przy pomocy wysokiej jakości szamponu oczyszczającego. Wbrew pozorom, pierwszy etap jest niezwykle istotny dla powodzenia całego zabiegu: bez skutecznego oczyszczenia włosów, nie będą one w stanie odpowiednio zaabsorbować keratyny, która ma w nie wniknąć. Po naniesieniu szamponu powinien on pozostać na włosach przez około 10 minut. Dzięki temu włosy zostaną skutecznie oczyszczone a jednocześnie spulchnione, co zwiększy ich zdolność absorpcji keratyny. 

Kolejnym krokiem jest dokładne osuszenie włosów. Suszenie powinno być jednak delikatne i stopniowo, tak żeby włosy nie utraciły pulchności.
Po dwóch pierwszych etapach, następuje przejście do właściwej części zabiegu keratynowania włosów. Włosy zostają rozdzielone na pasma o szerokości mniej więcej jednego centymetra. Na każde z pasm dokładnie, ze wszystkich stron nakłada się keratynę. Substancja powinna pozostać na włosach przez około 30 minut. Następnie włosy są dokładnie, powoli suszone. Kiedy suszenie dobiegnie końca, następuje ich prostowanie przy pomocy prostownicy. Na tym etapie niezwykle istotne jest umiejętne dobranie wysokości temperatury do stanu i kondycji włosów. W żadnym wypadku temperatura nie powinna przekraczać 240 stopni. 



Po dwóch dniach od wykonania zabiegów, włosy zostają dokładnie umyte szamponem zawierającym keratynę. Po myciu na włosy nakłada się wysokiej jakości oliwkę zawierającą keratynę i pozostawia ją na około 5 minut. Następny i ostatni już etap zabiegu to suszenie zregenerowanych włosów.

Marzenie o prostych włosach w końcu może stać się rzeczywistością. Mnie bardzo kusi ten zabieg, ale jestem ciekawa waszych opinii? Ktoś miał okazję prostować keratynowo włosy? Jak wrażenia? 



Wpis sponsorowany.
UWAGA AKTUALIZACJA 2018! 

Odkąd moje włosy stały się ogniście czerwone dostaję od Was mnóstwo wiadomości na ich temat. Ciekawi Was zarówno farba jakiej używam, jak dbam o włosy oraz jak często jestem zmuszona poddawać je zabiegom koloryzacji. Postanowiłam podzielić się z Wami moimi doświadczeniami w tym temacie w jednym wpisie i mam nadzieję, że uda mi się w pełni wyczerpać temat.




MOJA DROGA DO CZERWONYCH WŁOSÓW


Zanim znalazłam farbę, która dała zadowalający efekt na głowie, przez moje ręce przewinęło się sporo farb zarówno tych drogeryjnych jak i fryzjerskich. Niestety żadnym z poniższych produktów nie uzyskałam satysfakcjonującego mnie prawdziwie czerwonego koloru. 


Wypróbowane przeze mnie farby drogeryjne: 


– L’oreal Preference odcienie P67 oraz P76

– Casting Cream Gloss odcień Strawberry Kiss 460 
– Garnier Olia 6,46

Produkty profesjonalne: 


– Matrix SoRed odcień SR-R

– Loreal Majirel odcienie 6,66 oraz C6,66

JAKĄ FARBĘ WYBRAŁAM?


Produkt, który spełnił moje wygórowane oczekiwania to farba PROFIS, linia Scandic Line w kolorze 10.60. Jest to produkt do użytku profesjonalnego, a więc osobno należy dokupić wodę utlenioną ( 3, 6 lub 9% )


UWAGA! OBECNIE FARBA ZMIENIŁA OPAKOWANIE NA CZARNE I MOIM ZDANIEM ZDECYDOWANIE ŁADNIEJSZE. W ŚRODKU NATOMIAST JEST DOKŁADNIE TEN SAM PRODUKT. 




Pojemność farby to aż 100 ml, a podczas jednej koloryzacji zużywam zazwyczaj pół tubki, mieszając ją z wodą ( 6% ) w stosunku 1:1,5.  Już podczas rozrabiania roztworu używam rękawiczek lateksowych
Niezależnie czy mam odrosty czy nie, farbę nakładam od razu na całą długość włosów – pasmo po paśmie. Po zakończeniu aplikacji oczyszczam twarz i dłonie z farby i dopiero zaczynam odliczanie – 30 minut.



SKŁADNIKI AKTYWNE:


Wyciąg z jogurtu odżywia i nawilża włosy. Jego składniki sprzyjają zamykaniu łusek włosa i sprawiają, że włosy stają się mocniejsze, bardziej miękkie i błyszczące.


Wyciąg z miodu idealnie uzupełnia odżywcze i pielęgnacyjne działanie jogurtu. Dodatkowo dzięki zawartości silnych antyutleniaczy i składników przeciwzapalnych, chroni wrażliwą skórę głowy podczas procesu farbowania.



CENA I DOSTĘPNOŚĆ 

Farba jest produktem profesjonalnym, więc bez problemu kupicie ją w hurtowniach fryzjerskich, ale także online ( sklepy, allegro ). Ja korzystam z tej drugiej opcji – jest zdecydowanie tańsza ( ok 14-16 złotych / tubka ). Należy pamiętać, że w opakowaniu oprócz farby nie znajdziemy nic. Pędzelek, rękawiczki, oxydant musimy zakupić osobno. 


ZALETY I WADY CZERWONYCH WŁOSÓW


Farbowanie samo w sobie jest wyniszczającym włosy zabiegiem, dlatego najlepiej robić to jak najrzadziej. Niestety czerwień wypłukuje się z włosów bardzo szybko czyniąc kolor wyblakłym i mało estetycznym, dlatego decydując się na tak intensywny odcień skazani jesteśmy na częsty zabieg koloryzacji. 

Utrzymanie koloru również nie należy do najłatwiejszych, bo z każdym kolejnym myciem wypłukujemy pigmenty z włosów. Co się z tym wiąże? Czerwona jak krew woda po kąpieli, zafarbowane ręczniki, ubrania, poduszki. Szczególnie intensywne jest to przy pierwszych 5 do 10 myciach, więc zalecane jest unikanie również deszczu czy basenu.

Posiadanie ognistego koloru ma głowie ma też swoje plusy. Wyróżnianie się w tłumie, komplementy i komentarze dzieci “a ta pani ma czerwone włosy!” oraz pytania “czy to naturalny kolor? ( serio?!? )”. Czasem czuję się jak gwiazda bo wszyscy na mnie patrzą. 


#NOFILTER 
PO LEWEJ: 1,5 MIESIĄCA PO FARBOWANIU | PO PRAWEJ: ŚWIEŻO PO KOLORYZACJI


MOJA OCENA


Wnioskując po tym, że czerwone włosy towarzyszą mi nieustannie od trzech lat, to zdecydowanie najlepsza farba z jaką miałam do czynienia. 

Po koloryzacji włosy nie wydają się być przesadnie przesuszone, a właściwa pielęgnacja utrzymuje je w umiarkowanie dobrej kondycji. 

Na plus także oceniam cenę i wydajność kosmetyku, a sam kolor pozostawiam już do Waszej oceny.