Tag

skin79

Zawsze sobie powtarzam, że kosmetyków ( szczególnie kolorowych ) nigdy dość, ale przygotowując się do dzisiejszego wpisu uświadomiłam sobie, że mam stanowczo za dużo podkładów ( aż 12! ). Co więcej używam nałogowo tylko kilku z nich, więc wcale nie potrzebuję aż takiej ilości. Jestem posiadaczką jasnej, wręcz bladej cery dlatego doskonale wiem, że znalezienie odpowiedniego koloru nie jest łatwym zadaniem. Przygotowałam dla Was zestawienie posiadanych przeze mnie podkładów wraz z analizą porównawczą odcieni oraz krótką recenzją. Jakież było moje zdziwienie, gdy zestawiałam ze sobą kolory, które niekiedy drastycznie się miedzy sobą różniły a używane w pojedynkę sprawiają wrażenie idealnie dobrych. Czas na przegląd: podkłady dla jasnej cery

podkłady dla jasnej cery

PODKŁADY DLA JASNEJ CERY

 
Na pierwszy rzut podkłady marek, z których dostępnością raczej nie ma problemu gdyż znajdziemy je stacjonarnie w niemal każdym Rossmannie. Zaczynając od lewej mamy tutaj: Maybelline Affinitone ( 03 light sand beige ), Maybelline Superstay 24 ( 05 light beige ), Bourjois 123Perfect ( 51 Vanilla ) oraz SinSkin MustHave Ultralight Serum Foundation ( C10 Light Nude ). Muszę przyznać, że robiąc swatche doznałam małego szoku – jeśli chodzi o odcienie,  a jednocześnie utwierdziłam się w przekonaniu, że podkład, po który sięgam najczęściej ( SinSkin ) prezentuje się najlepiej.
podkłady dla jasnej cery
Affinitone ma średnie krycie, ale plus za duży wybór odcieni i przystępną cenę. Nieco przeszkadza mi jego konsystencja – jest lejąca, a nakrętka denerwuje mnie przy każdym użyciu. Podkład ładnie wtapia się w skórę zachowując lekkość. Ma w sobie mikro-drobinki, które dają delikatny efekt rozświetlenia i musze przyznać, że ostatnio podoba mi się ten efekt. Mój odcień nie jest najjaśniejszym dostępnym kolorem. Superstay zaś jest bardzo gęstym podkładem o mocniejszym kryciu i ciężkiej strukturze – wybieram go więc na większe wyjścia. Kolor na twarzy pięknie się dopasowuje, na ręce zaś wygląda… różowo! Minusem jest mały wybór odcieni. Wykończenie ma w pełni matowe i nie daje efektu maski.  Jeśli chodzi o Bourjois to chyba nie ma osoby, która nie zna/nie używała 123 Perfect. U mnie był to absolutny ulubieniec przez bardzo długi okres czasu, ale ten najjaśniejszy odcień jest odrobine za ciemny – jednak tak bardzo go lubiłam, że udawałam, że tego nie widzę. Nie jestem pewna – ale wydaje mi się, że wprowadzono numerek 50 – który powinien być w sam raz, ale jeszcze go nie testowałam/ nie widziałam w sklepach. Po podkład SinSkin sięgnęłam podczas promocji Rossmanna bo zarówno produkt jak i marka była nowością a ceny standardowe są dość wysokie. Od tej pory to mój faworyt – szczególnie latem bo posiada filtr SPF25, a często mam w zwyczaju zapomnieć o tym kroku w pielęgnacji. Podkład występuje w dwóch wersjach – do cery suchej i normalnej oraz tłustej i mieszanej i wybór odcieni jest przyzwoity.
podkłady dla jasnej cery: swatche
 
 

KOREAŃSKIE KREMY BB

Latem lubię sięgać po lżejsze zamienniki podkładów i tak się złożyło, że wszystkie trzy tego typu produky w mojej kolekcji są azjatyckich marek – dwa kremy od Skin79 ( Dark Panda oraz Orange ) oraz jedna z moich nowości Missha M Perfect Cover ( no.13 ).  Sięgam po nie, gdy zależy mi na lekkim makijażu bądź gdy nie mam zbyt dużo czasu na malowanie.
 
podkłady dla jasnej cery
Zacznę od kremu Orange Skin79, który jest ze mną najdłużej i choć mam go w mini wersji, to nie miałam nigdy potrzeby aby sięgnąć po większą tubkę. Odcień jest stosunkowo jasny, ale nie na tyle aby polubiły się z nim bladziochy. Ma przyzwoite krycie i trwałość, nie jest ciężkim produktem. Nakładam go sporadycznie w niewielkich ilościach, bo jest bardzo wydajny. Kolejny krem od Skin79 – Dark Panda ma nieco jaśniejszy odcień  ( zdecydowanie lepszy! ) i niesamowicie go polubiłam, choć wykończenie ma rozświetlające – a raczej błyszczące. Bez przypudrowania wygląda dość kiepsko, chyba, że ktoś lubi taki efekt. Jest tańszy od poprzednika i często można dorwać go na promocji. Minusem są kolory – tylko 3 i to w różnych wersjach wykończeniowych. Jako trzeci i stosunkowo najnowszy w mojej kolekcji Missha M Perfect Cover, którego krycie oceniam nisko, podobnie jak skład, który niesamowicie mnie zapycha. Duży plus za przemyślane opakowanie oraz kolor ( no. 13 ), który naprawdę jest blady przez duże B. Jego cena w stosunku do pojemności jest przyzwoita, choć 50 ml produktu to według mnie zbyt dużo.

SZCZEGÓŁOWE RECENZJE:

 
MISSHA M PERFECT COVER RECENZJA ORAZ TEST NA ŻYWO

PODKŁADY JASNE TYLKO Z NAZWY?

Ostatnia grupa podkładów to głównie polskie marki, z wyjątkiem Catrice i Deborah. Łączy je również ograniczona dostępność stacjonarna, zwykle kupicie je tylko na firmowych stoiskach bądź przy odrobinie szczęścia – w drogerii Hebe. Od lewej: Deborah 24ORE Perfect ( 0 fair vanilla ), Paese Long Cover ( 01 porcelana ), Catrice HD Liquid ( 010 Light Beige), Pierre Rene Skin Balance ( Champagne ) oraz Pierre Rene Matte Active (02 Porcelain ).
Zacznijmy po kolei, podkład 24ORE Deborah to moja pierwsza styczność z marką i nie zrobił na mnie większego wrażenia, głównie przez odcień, który jest odrobinę zbyt różowy. Przy okazji nie wyróżnia się szczególnie ani trwałością ani kryciem więc nie sięgam po niego zbyt często. Podoba mi się za to efekt jaki daje na skórze – fajny mat i wygładzenie. Nie zbiera się również w załamaniach.

PODKŁADY DLA JASNEJ CERY – RECENZJE

Podkład Long Cover Paese testuję dopiero od kilku tygodni i muszę przyznać, że mimo trudnych warunków pogodowych całkiem daje radę. Zarówno odcień ( bardzo jasny ) jak i wykończenie jest fajne, krycie przy dwóch-trzech warstwach również przyzwoite. Bardzo pomysłowy aplikator w postaci szpatułki – wygodnie się z nim pracuje. Niestety ściera się niesamowicie szybko – choć przy tych temperaturach żaden podkład nie radzi sobie idealnie. Catrice HD Liquid to chyba najbardziej kultowy produkt ostatniego roku, którego jedni nienawidzą, drudzy uwielbiają. Ja początkowo średnio polubiłam się z jego lejącą się konsystencją i pipetą –  o czym już Wam pisałam, ale ostatnio wróciłam do niego i muszę go pochwalić za wytrzymałość – dał radę lepiej niż poprzednicy podczas gdy żar lał się z nieba. Podkład Skin Balance podobnie jak poprzednik odbił się sporym echem w blogosferze i tutaj w dużej mierze padały zachwyty. Na plus mogę ocenić jedynie odcień oraz ładne opakowanie. Niestety podkład ma tendencję do podkreślania suchych skórek, więc do suchej cery nie nadaje się kompletnie. Jestem posiadaczką przetłuszczającej się strefy T i niestety również w moim przypadku skóra wyglądała na przesuszoną. Nie odrzucam całkowicie tego produktu, napewno spróbuję do niego wrócić bliżej jesieni. Pierre Rene Matte Activ to jedyny podkład, którego nie testowałam na twarzy – dlaczego? Wystarczy spojrzeć na ten odcień, który z porcelaną niewiele ma wspólnego.
podkłady dla jasnej cery
Podsumowując – moim faworytem jest podkład SinSkin, którego używam ostatnio non stop. Nie zawiódł mnie na żadnej imprezie czy podczas mega upałów. Z zaufaniem sięgam również po Catrice HD Liquid oraz Long Cover Paese. Niestety żaden z podkładów nie ma typowo żółtych tonów i troszczkę mi tego brakuje w produktach drogeryjnych.
Jestem ciekawa, czy znacie któryś z zaprezentowanych kosmetyków oraz jakiego podkładu używacie aktualnie?
W azjatyckiej pielęgnacji cenię nie tylko skuteczność produktów ( jeszcze żaden mnie nie zawiódł ) ale również ich delikatność działania. Coraz śmielej sięgam po nowości i kosmetyki koreańskie powoli wypełniają całą moją pielęgnację. Jednym z moich ulubionych produktów jest peeling w żelu z ciemnym cukrem od Swanicoco. Wspominałam o nim już nie raz, pojawiał się w kilku postach, w tym w ulubieńcach roku. 

WARTO PRZECZYTAĆ: KOSMETYCZNE ODKRYCIA 2017.
Swanicoco soft and more blacksugar peeling gel to kosmetyk złuszczający typu gommage, a dzięki swojej delikatności nadaje się dla cery delikatnej, podrażnionej a nawet alergicznej. Niech Was nie zmyli jego żelowa postać, bo to kosmetyk który pozostawi waszą cerę niezwykle oczyszczoną i gładką. Po pierwszym użyciu peelingu nie mogłam przestać dotykać swojej twarzy, była niezwykle miękka i wygładzona. Z każdym kolejnym użyciem ( stosuję go 2 razy w tygodniu ) kosmetyk skradał moje serce coraz bardziej. 
Peeling zamknięty jest w tubce o pojemności 100 ml, a jego szata graficzna przypomina produkt medyczny co według mnie wywołuje zaufanie do produktu. Produkt ma żelową konsystencję o kolorze ciemnego cukru, a zapach to według mnie połączenie mięty i nuty cytrusów. Dość specyficzny, ale przyjemny. Peeling jest niezwykle wydajny – wystarczy kropla wielkości groszku na całą twarz.  Jego cena to 79 pln i dostępny jest w sklepie Skin79. 
Peeling nakładamy na twarz, a po dwóch minutach wykonujemy masaż twarzy. Produkt zaczyna się złuszczać, a wraz z nim roluje się martwy naskórek. Zabieg wygląda niewinnie, ale po przepłukaniu twarzy wodą efekt widać gołym okiem. 

SKŁAD I ANALIZA:

 Water, Cellulose (celuloza –  wspomaga złuszczanie naskórka ), Alcohol ( działa antybakteryjnie ), Steartrimonium Chloride ( substancja kondycjonująca ), Glycerin ( silnie hydrofilowa substancja nawilżająca ), 1,2-Hexanediol ( działa antybakteryjnie ), Caramel ( pigment mineralny ), Black Strap Powder, Black Sugar Extract (ekstrakt z ciemnego cukru – wygładza, ujędrnia i uelastycznia skórę, wyrównuje koloryt ),  Gluconolactone ( złuszczający kwas PHA ( deliatniejszy od AHA) ), Portulaca Oleracea Extract ( ekstrakt z portulaki – ma właściwości oczyszczające, zawiera witaminę A i C ), Centella Asiatica Extract ( wyciąg z wąkroty azjatyckiej – stymuluje syntezę kolagenu i działa przeciwzmarszczkowo ), Juglans Regia (Walnut) Seed Extract ( wyciąg z liści orzecha włoskiego – ma właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne, dzięki niemu peeling nadaje się do skóry wrażliwej i alergicznej ), Citrus Limon (Lemon) Fruit Extract ( ekstrakt z cytryny – działa antyoksydacyjnie, aktywuje procesy regeneracji skóry ), Chamaecyparis Obtusa Water ( woda z cyprusika japońskiego ), Sorbitol ( zamiennik cukru, utrzymuje odpowiedni poziom nawilżenia skóry ), Tripropylene Glycol ( ułatwia złuszczanie rogowej warstwy naskórka ), Allantoin ( Alantoina, substanacja aktywna, działa przeciwzapalnie ), Carbomer ( karbomer, stabilizuje emulsję ), PEG-60 Hydrogenated Castor Oil ( substancja oczyszczająca i odtłuszczająca ), Lavandula Hybrida Oil ( olejek lawendowy – ma działanie silnie odkażające, przeciwbakteryjnie ), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil ( olejek ze skórki pomarańczy – działa antyoksydacyjnie ), Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil ( olejek grejpfrutowy – hamuje wydzielanie łoju, normalizuje procesy rogowacenia ), Ethylhexyglycerin ( konserwant ).



W składzie co prawda znajduje się alkohol, jednak ma on działanie silnie antybakteryjnie, a produktu nie pozostawiamy na twarzy na zbyt długo dlatego nie ma on silnego wpływu na kondycję cery. 
To zdecydowanie najlepszy peeling jaki miałam okazję używać i bije na głowę również mojego poprzedniego ulubieńca Skin79 Crystal Peeling ( który również jest godny uwagi ). 
Znacie markę Swanicoco? 


Maseczki to jeden z moich ulubionych etapów pielęgnacji i tupię nóżkami kiedy tylko przychodzi ten moment, gdy na 15 minut mogę całkowicie oddać się chwili.  Z wielką przyjemnością sięgam po nowości jak i wracam do moich ulubieńców. Od dłuższego czasu fascynuje mnie azjatycka pielęgnacja, a ze względu na coraz większą dostępność produktów mogę cieszyć się kosmetykami będącymi sekretem urody Koreanek.
Dzisiejszy wpis poświęcony jest serii Jeju Jelly Mask od Skin79, czyli czterem maskom w płacie, które nie tylko są przyjemne w użyciu, ale również odpowiadają na potrzeby naszej skóry. Każda z nich ma formę bawełnianej płachty dopasowanej do twarzy nasączonej żelową formułą. Obecnie na stronie oficjalnego dystrybutora SKIN79 dostępne są w cenie 4,90/szt. ( na hasło “LOVE” dodatkowe -20% ). 
JEJU CANOLA HONEY – SKIN GLOW 



Maseczka o działaniu rozświetlającym oraz wygładzającym. Po nałożeniu daje efekt delikatnego schłodzenia więc rewelacyjnie sprawdzi się przy porannej pielęgnacji. Dzięki wyciągowi z rzepaku oraz miodu nadaje skórze zdrowego blasku. Bardzo przyjemna w użyciu, a jej zapach bardzo delikatny – nie drażniący. Po zabiegu skóra stała się mięciutka, a wszelkie zaczerwienienia zniwelowane. Dobrze przygotowała buzię pod makijaż. 
JEJU SEAWEED – SKIN PURIFYING



Przyjemna maseczka o działaniu oczyszczającym. Za sprawą zawartych w produkcie wodorostów silnie regeneruje oraz nawilża szarą, zmęczoną cerę. Jej zadaniem jest również oczyszczenie z toksyn oraz wyrównanie kolorytu.To jedna z bardziej lubianych przeze mnie masek, bo bardzo dobrze działa na moją skórę. Cera po aplikacji jest bardzo mięciutka i pozostaje taka do dnia następnego. 
JEJU CACTUS – SKIN VITALITY 



Maseczka będąca bombą witaminową, dzięki zawartości wyciągowi z opuncji pobudza regenerację skóry, a także ją uelastycznia. Zapach delikatny, raczej nie przypominający kaktusa. To jedyna maseczka, po którą sięgnęłam kilkakrotnie i za każdym razem efekt był ten sam – miękka i gładka skóra. Polecam stosować ją z rana. 
JEJU ALOE – SKIN SOOTHING


Uwielbiam zawartość aloesu w kosmetykach, gdyż ma działanie kojące, łagodzące i przeciwzapalne. Za to pokochałam również tę maseczkę, choć jej zapach nie był tak intensywny jak bym sobie tego życzyła. Maska to idealny ratunek po długim dni, kiedy cera jest zmęczona i zanieczyszczona, więc rewelacyjnie sprawdzi się na wieczorny relaks. Skóra utrzymuje się w rewelacyjnej kondycji nawet kilka dni. 
Każda z maseczek miała na tyle dużą zawartość żelowej masy, że z pewnością mogłabym nasączyć nią kolejną czystą płachtą i ponownie zaaplikować. Maski bardzo dobrze przywierają, nie zsuwają się z twarzy. Po zdjęciu płachty pozostaje na skórze sporo esencji, którą warto zostawić do wchłonięcia się.  Całkiem przyjemne działanie w połączeniu z przystępną cenę sprawia, że są godne polecenia dla każdej kobiety lubiącej ten rodzaj pielęgnacji. 
Kto zna tę serię maseczek? 
Kto śledzi moje kanały social media doskonale wie, że jestem wielką fanką wszelkiego rodzaju maseczek. To mój ulubiony element codziennej pielęgnacji i czas, w którym przez kilkanaście minut odprężam się maksymalnie. Niestety przez moje zapominalstwo rzadko zachowuję opakowania, aby napisać dla Was recenzję. 
Przygotowania do tego wpisu trwały bardzo długo bowiem przetestowałam 6 masek uwielbianej przeze mnie marki Skin79. W dzisiejszym poście skupię się na moich dwóch ulubieńcach – Pore Bubble oraz Rice Bubble. Która z nich jest lepsza? 
Maseczki są do siebie bardzo podobne, obie mają działanie oczyszczające i w chwilę po nałożeniu zaczyna wytwarzać się piana, która dzięki uwalniającym się bąbelkom przyjemnie muska twarz. Ten delikatny masaż to tylko jeden z powodów, dla których pokochałam ten rodzaj maseczek. Bardzo lubię ich delikatny zapach i łatwość aplikacji, jednak po całej przyjemności na skórze pozostaje sporo piany, więc należy zmyć ją wodą i zaaplikować tonik.
Rice Bubble Cleansing Mask ( maska ryżowa ) poprzez występujący w ryżu kwas fitowy zwęża pory, zapobiega starzeniu się skóry oraz zwalcza przebarwienia.  Po użyciu maseczki efekty widoczne były dopiero nad ranem dnia kolejnego, skóra stała się promienna i lepiej się z nią “pracowało”. Wszelkie zaczerwienienia stały się niemal niewidoczne, a cera była bardzo przyjemna w dotyku. 
Pore Bubble Cleansing Mask ( czarna maska ) pobudza wytwarzanie nowych włókien kolagenowych, ma działanie regenerujące oraz uelastycznia cerę. Po ściągnięciu maski skóra sprawia wrażenie bardziej sprężystej, a koloryt ujednolicony. Efekt miękkiej i przyjemnej w dotyku cery utrzymuje się przez dłuższy czas, a pory są mniej widoczne. 

Z twych dwóch perełek zdecydowanie bardziej odpowiada mi czarna maska, gdyż zdecydowanie lepiej działa na moją skórę, jednak obie polecam Wam wypróbować. Jedynym minusem jest ich cena, która waha się w granicach 16-20 złotych, choć często można złapać je na promocji oszczędzając kilka złotych. Maski dostępne są na stronie sklepu Skin79
Kto miał okazję używać bąbelkowych maseczek
Krem pielęgnujący i podkład w jednym? Tak działają coraz popularniejsze kremy BB. Nie wiem jak wy, ale ja pokochałam ten rodzaj kosmetyku. Sięgam po nie bardzo często, szczególnie latem, kiedy jest bardzo ciepło, a zwykłe podkłady są zwyczajnie dla mnie za ciężkie. Ostatnio jednak intensywnie testuję bohatera dzisiejszego wpisu i śmiało mogę stwierdzić, że zimą szczególnie doceniam ich właściwości pielęgnacyjne. Zdecydowanie lepiej dopasowują się do skóry niż tradycyjne podkłady, a same w sobie mają całkiem przyzwoite krycie. Zapraszam na recenzję oraz swatche kremu rozjaśniającego Dark Panda BB marki Skin79. 
Dark Panda BB Cream od Skin79 to ( obok Angry Cat i Dry Panda ) jeden nowych kremów BB w ofercie marki. Oprócz połączenia podkładu z pielęgnującym kremem Panda posiada filtry chroniące skórę przed promieniami UV. Opakowanie to klasyczna tubka o pojemności 30ml, która ma przesłodką szatę graficzną. Na stronie marki cena kremu to obecnie 49 złotych. 
Poniżej skład wraz z tłumaczeniem oraz pełną analizą:
Water, Titanium Dioxide (ci 77891) – naturalny minerał, filtr, ethylhexyl methoxycinnamate- filtr  UVA, phenyl trimethicone – silikon bezpieczny dla skóry,  zinc oxide (CI 77947) – substancja matująca, filtr,  ethylhexyl salicylate – filtr UV, cyclopentasiloxane – emolient,  dipropylene glycol – hydrofilowa substancja nawilżająca,  hydrogenated polydecene – emolient, tworzy film na skórze, synthetic fluorphlogopite – mika syntetyczna, cyclohexasiloxane – emolient, wygładza, odżywia, cetyl peg/ppg-10/1 dimethicone – emulgator, wpływa na konsystencje, glycerin – gliceryna, niacinamide – witamina, pentylene glycol – humektant, pomaga w przenikaniu składników do skóry, dicaprylyl carbonate – emolient, polyglyceryl-4 isostearate – emolient, tworzy wygładzający film, iron oxides (CI 77492) – tlenek żelaza, disteardimonium hectorite – pochodzenie naturalne, zagęstnik, sorbitan isostearate – emulgator, magnesium sulfate – siarczan magnezu, działa oczyszczająco, antybakteryjnie, phenoxyethanol – konserwat,  aluminium hydroxide – barwnik, hexyl laurate – emolient zmiękczający skórę, methyl methacrylate crosspolymer – zagęstnik, tworzy film, trihydroxystearin – naturalny, środek zagęszczający i zmiękczający, mica (CI77019) – wypełniacz, stearic acid – emulgator W/O, umożliwia powstanie emulsji, triethoxycaprylylsilane – silikon, wiąże pigmenty, tribehenin – naturalny wosk, iron oxides (ci 77491) – tlenek żelaza czerwony, nadaje kolor,  dimethicone – emolient suchy, iron oxides (CI77499) – tlenek żelaza czarny, nawilża i regeneruje,  fragrance (parfum), ethylhexylglycerin – konserwant, wzmacnia działanie innych składników, disodium edta – konserwant, dimethicone crosspolymer – składnik wiążący,  adenosine – substancja o działaniu przeciwzmarszczkowym, hydrogenated castor oil isostearate – emolient tłusty, chroni przed czynnikami zewnętrznymi, butylene glycol – alkohol, konserwat,  bambusa vulgaris leaf extract – wyciąg z bambusa, nawilża, uelastycznia i działa przeciw przebarwieniom, saccharomyces ferment – substancja aktywna, przeciwzmarszczkowa 
Skład jest długi, ale zawiera wiele dobrze działających składników, emolientów czy filtrów. Dodatkowo znajdziemy w nim glicerynę, minerały oraz wyciąg z bambusa. 
Dark Panda mimo sugerujacej nazwie ma odcień jasnego beżu w tonacji żółtej. Kolorystycznie jest jaśniejsza od kultowego Orange BB Skin79 oraz Gold BB Cream Skin79 co widać na poniższych swatchach. Jak widać odcień stworzony dla bladziochów! 
Zdjęcie bez żadnej obróbki graficznej.


Podsumowując krem o przyjaznym składzie, dobrym nawilżeniu i odpowiednim kryciu. Stosuję go niemal codziennie i bardzo go polubiłam. Jedynym minusem jest odrobine zbyt gęsta konsystencja, więc produkt wydaje się być mniej wydajny. Odcień trafiony w 100% dlatego też dla mnie stał się numerem 1.  

W tym roku po raz drugi wzięłam udział w blogerskich mikołajkach. W akcji wzięło kilkanaście dziewczyn z całej Polski, a cała zabawa polega na przygotowaniu prezentu dla wylosowanej osoby.  Wartość zestawu nie powinna przekraczać kwoty 50 złotych. 
Dzisiaj pokażę Wam paczkę, którą otrzymałam w ramach akcji od Klaudii z bloga CzarnulkaaBlog . 

W mojej przesyłce znalazły się:
KOREKTOR AGE REWIND MAYBELLINE
Bardzo chciałam przetestować ten korektor, więc bardzo ucieszyłam się na jego widok. To chyba jeden z najlepiej ocenianych kosmetyków przez blogerki w ostatnim czasie. Moja cera ostatnio płata mi figle i  pojawia się wiele niedoskonałości na twarzy, więc od razu korektor poszedł w ruch. Niebawem opowiem o nim więcej. 
ŻEL POD PRYSZNIC BALEA 
Chętnie sięgam po tę markę, gdyż jej kosmetyki są naprawdę w porządku. W przypadku żelu przede wszystkich urzekł mnie kwiatowy zapach i przyjemna dla oka szata graficzna. Kosmetyk co prawda jest z limitowanej edycji, ale polecam wypróbować inne żele Balea, bo są coraz lepiej dostępne w drogeriach internetowych, a ich ceny są bardzo przystępne.

SKIN79 JELLY MASK
Kto śledzi bloga, ten wie, że jestem ogromną fanką wszelakich maseczek do twarzy i azjatyckiej pielęgnacji. Połączenie tych dwóch cech sprawia, że oczy same się cieszą. Miałam już przyjemność testować tę serię i z wielką chęcią do niej wrócę. 
W paczce znalazła się  również kartka świąteczna oraz czekoladowy mikołaj z milki, ale zdążyłam go zjeść zanim wzięłam się za robienie zdjęć. Mogę tylko powiedzieć, że był pyszny. 

Cała paczka sprawiła mi wiele radości, podobnie jak przygotowanie prezentu dla mojej adresatki.Uważam, że to świetna akcja i z wielką przyjemnością wezmę udział w przyszłym roku.