Tag

ulubieńcy

Siedząc kilka lat w blogosferze niejednokrotnie przekonałam się, że nie trzeba wydać fortuny na produkty do makijażu aby być w 100% zadowolonym z efektów. Mogłabym wymieniać w nieskończoność niedrogie kosmetyki drogeryjne, które śmiało mogą równać się z tymi wysoko-półkowymi, których ceny przyprawiają o zawrót głowy. Na szczęście nie musicie kupować wszystkich produktów jak leci, bo od tego macie mnie – a na blogu zawsze pokazuję Wam te sprawdzone i godne polecenia! Dzisiaj nie będzie inaczej – mam dla Was bowiem trzy świetne pudry, które doskonale dopasują się do cery każdej z Was. Gotowe?
Linia kosmetyków AA Wings of Color  przyciąga już samym designem, który prezentuje się bardzo elegancko, wręcz luksusowo, a produkty nie kosztują wiele i co najważniejsze są łatwo dostępne – znajdziecie je w każdym Rossmannie. Dodatkowo opakowania są bardzo przemyślane o czym przekonacie się już za chwilę. Pod lupę wzięłam trzy pudry Dust Matt Loose Powder, każdy z nich ma inne właściwości, które sprawdzają się w konkretnych sytuacjach.  Opakowania kryją w sobie aż 8 gram produktu, co w połączeniu z niezwykłą wydajnością wystarczy na kilka miesięcy regularnego stosowania.
Warto przyjrzeć się temu minimalistycznemu opakowaniu, który jest wygląda niepozornie, ale kryje w sobie sprytny patent zapobiegający wysypywaniu się produktu na zewnątrz  np. w podróżnej kosmetyczce. W zakrętce znajduje się specjalny korek, który idealnie pokrywa niewielkie siteczko, a w efekcie puder po otwarciu jest na swoim miejscu. Kosmetyk równie łatwo wydobyć z opakowania delikatnie nim potrząsając. Puder najlepiej aplikuje się przy pomocy dużego puchatego pędzla zaczynając od środka twarzy kierując się ku zewnątrz. Warto dodać, że kosmetyki są całkowicie bezzapachowe i przebadane alergologiczne.

Trzy pudry o matowym wykończeniu dopasowane do moich potrzeb.

DUST MATT LOOSE POWDER 20 TRANSPARENT 

 
Puder doskonale sprawdza się do wykończenia codziennego makijażu. Jest bardzo drobniutko zmielony i absolutnie aksamitny w dotyku. Choć kolor w opakowaniu wskazuje na beż to na skórze jest on całkowicie transparentny ( jak sama nazwa wskazuje ).  Jest to doskonała propozycja dla osób, które są już zadowolone z efektu krycia jaki uzyskały przy pomocy podkładu i chcą całość utrwalić oraz odpowiednio wykończyć. Puder zapewnia odpowiedni mat, przy czym jest niewyczuwalny na skórze i nie tworzy efektu maski. Jeśli jednak jesteście fankami pudrów nadających kolor to  dostępne są również dwa odcienie: 21 ivory oraz 22 golden beige. Puder wzbogacony jest o ekstrakt z owoców acai i aloesu, dzięki czemu pełni również funkcję pielęgnacyjną. Zapewnia odpowiednie nawilżenie i miękkość skóry, a także poczucie komfortu przez cały dzień. Uwielbiam go stosować do dziennego, niebyt wymagającego makijażu. Puder mnie nie zapycha, ani nie powoduje nieporządanych wyprysków.
SKŁAD: TALC, ALUMINUM STARCH OCTENYLSUCCINATE, AQUA, MAGNESIUM STEARATE, P-ANISIC ACID, EUTERPE OLERACEA FRUIT OIL, CI 77492, CI 77491, CI 77499, ALOE BARBADENSIS LEAF JUICE POWDER.
 
 
Dla kogo? Każdy rodzaj cery;
Okazja?  Na co dzień.
 
 

DUST MATT LOOSE POWDER NR 30 MAKE UP FIXER

Puder wzbogacony o proszek z tapioki doskonale matuje cerę, a także utrwala makijaż niczym fixer. Podobnie jak poprzednik jest bardzo drobniutko zmielony i daje bardzo aksamitne wykończenie – nie tworząc przy tym płaskiego matu. Doskonale utrzymuje makijaż i zapobiega ścieraniu się podkładu. Idealnie sprawdzi się na ważne wyjście, gdyż z całej trójki wyróżnia się wyjątkową trwałością.  W opakowaniu ma biały kolor, jednak w kontakcie ze skórą jest całkowicie bezbarwny. Nie wysusza skóry i jest wręcz niewyczuwalny na twarzy.
SKŁADALUMINIUM STARCH OCTENYLSUCCIANTE, TALC, AQUA, NYLON-12, POLYMETHYL METHACRYLATE, DIMETHICONE, TAPIOCA STRARCH, CI 77891.
 
Dla kogo? Każdy rodzaj cery;
Okazja?  Na wyjście, imprezę
 

DUST MATT LOOSE POWDER NR 31 SKIN FRESHER 

 
Puder, który zaskakuje swoim dość nieoczywistym kolorem w rzeczywistości pełni funkcję wyrównania i ujednolicenia kolorytu skóry, niwelując wszelkie niedoskonałości. Dodatkowo jak nazwa wskazuje jest produktem matującym. Sprawdza się nie tylko przy pełnym makijażu, ale również stosowany solo – po prostu na “gołą” skórę. Wyrównuje wówczas koloryt i daje bardzo delikatny i naturalny efekt zdrowej cery. Puder jest produktem uniwersalnym, bowiem dopasowuje się do każdego rodzaju czy odcienia skóry. Podobnie jak poprzednicy nie daje efektu maski i nie zapycha porów. Lubię stosować go na zaaplikowany wcześniej krem BB bądź bezpośrednio na oczyszczoną skórę twarzy. Cera wygląda promiennie i zdrowo, a dodatkowo nie świeci się w ciągu dnia.
SKŁAD: ALUMINIUM STARCH OCTENYLSUCCIANTE, TALC, AQUA, NYLON-12, POLYMETHYL METHACRYLATE, CI 77742, DIMETHICONE, MICA, CI 77891, ZEOLITE, CI 77491, CI 77499, CI 15850.
 
Dla kogo? Każdy rodzaj cery;
Okazja?  makijaż dzienny, bez makijażu
Każdy z pudrów zachwyca na swój sposób i co najważniejsze żaden z nich mnie nie zawiódł. Jestem również oczarowana designem i pomysłowością samego opakowania, które doskonale sprawdza się w mojej podróżnej kosmetyczce.  Wielki ukłon w stronę marki za stworzenie dobrego produktu w przystępnej cenie oraz łatwej dostępności. Jak wiecie wczoraj ruszyła promocja na kolorówkę w Rossmannie więc to doskonała okazja na zakup produktów serii AA Wings of Color w naprawdę rewelacyjnej cenie. Grzech nie skorzystać z takiej okazji!
Szykujecie się na zakupy podczas akcji -55% na kolorówkę w Rossmann?
Muszę Wam się przyznać, że wiosna to zdecydowanie moja ulubiona pora roku. Wszystko budzi się do życia, robi się kolorowo a ja czuję jakąś wewnętrzną dawkę motywacji. Po prostu lubię kiedy jest ciepło, ale nie zbyt gorąco. Pogoda w sam raz dla mnie. Dzisiaj zapraszam was na podsumowanie kwietnia w postaci ulubieńców. Jak co miesiąc prezentuję Wam zestawienie kosmetyków, których używałam najczęściej bądź zrobiły na mnie wyjątkowe wrażenie.



MAKIJAŻ 
Nie ukrywajmy, kwiecień pod względem produktów do makijażu należał do Rossmanna i promocji -55%. Co prawda nie poszalałam podczas wyprzedaży, ale kupiłam kilka ciekawych kosmetyków, z których aż dwa okazały się prawdziwymi hitami.

EVELINE VOLUMIX FIBERLAST


Maskara ze szczoteczką silikonową o bardzo nietypowym kształcie. Jest zaokrąglona i włoski ma tylko na jednej linii, przez co wydaje się być mała i bardzo nie winna. Nic bardziej mylnego, gdyż pięknie rozdziela rzęsy i bez problemu dociera w kąciki oka. Sam w sobie tusz nie skleja włosków i nie jest zbyt mokry, więc nie odbija się na powiece. Uwielbiam ją nie tylko za efekt jaki daje maskara, ale także jej cena sprawia, że to prawdziwa perełka.

LOVELY PEACH DESIRE

Ta niewielkich rozmiarów paletka o niestety dość kiepskim wykonaniu opakowania skrywa w sobie 7 doskonale skomponowanych cieni w ciepłych barwach. Kolory nie tylko są piękne, ale mają niesamowitą pigmentację i świetnie się nimi pracuje. Niestety niektóre z nich nieco się osypują, ale dla mnie to nie problem. Paletka kosztuje w granicach 20 złotych i doskonale sprawdza się w podróżnej kosmetyczce.

PIELĘGNACJA 


Jak zawsze w tej kategorii sporo się dzieje na moim blogu, więc nie mogło zabraknąć w zestawieniu kilku produktów, po które sięgałam najczęściej w ubiegłym miesiącu.

LOVE YOUR BODY PEELING
Moja skóra uwielbia kawę dlatego z przyjemnością sięgam po nią w kosmetykach. W tym przypadku oprócz rewelacyjnego działania mamy obłędny kokosowy zapach. To jest tak niesamowite połączenie, że gdybym mogła to używałabym go non stop! Co prawda wanna po kąpieli wygląda jak po jakiejś katastrofie, ale wygładzona i miękka skóra wynagradza wszystko.
VICHY MINERAL 89 

Ostatnio nie wyobrażam sobie mojej codziennej pielęgnacji bez serum, ale nie każde nadaje się pod makijaż, dlatego bardzo polubiłam się z nowością Vichy. Ma lekką wodnistą konsystencję i całkiem przyzwoity skład. Działa tak jak lubię – szybko i konkretnie. Najchętniej sięgam po niego rano po dokładnym oczyszczeniu twarzy. Ma sporą pojemność i jest niesamowicie wydajny, więc zdecydowanie warto w niego zainwestować.


BIOLOVE HAIR OIL

Olejowanie włosów przed myciem rozpoczęłam stosunkowo niedawno właśnie przy użyciu tego olejku i jestem niezwykle zadowolona z efektów. Kosmetyk nie tylko bajecznie pachnie, ale swietnie radzi sobie z moimi przesuszonymi włosami. Przede wszystkim końcówki są lepiej nawilżone i dzięki czemu fryzura lepiej się układa. Stosuję go dwa razy w tygodniu na 30 minut przed kąpielą.
BIELENDA MGIEŁKA KOKOS & ALOES



Wiosną i latem zamieniam ciężkie perfumy na lżejsze odpowiedniki. W tym przypadku mgiełka nie tylko ma piękny, świeży zapach, ale działa także odświeżająco i tonizująco. Uwielbiam sięgać po nią w trakcie upalnego dnia, bo daje fajne uczucie chłodzenia. Jestem ciekawa reszty produktów z linii hydra care. 
Jestem ciekawa jakie kosmetyki podbiły Wasze serca w minionym miesiącu, a może znacie któryś z moich ulubieńców? Czekam na Wasz komentarze!
Nie wiem jak wy, ale ja już jedną nogą weszłam w nową porę roku. Wiosenne zakupy poczynione, pozytywne nastawienie włączone, więc pozostaje tylko czekać aż pogoda nieco się poprawi. Aby umilić ten czas oczekiwania postanowiłam podsumować zimę i uhonorować kilka kosmetyków, które bardzo polubiłam w ostatnim czasie. Zapraszam więc na wpis – ulubieńcy zimy!

ULUBIEŃCY ZIMY: DOVE SHOWER FOAM

Bardzo przyjemna pianka do mycia ciała. Ma prześliczny zapach i jest bardzo delikatna dla skóry. Szata graficzna typowa dla Dove, która jak zawsze przypadła mi do gustu, a forma pompki to niezwykła wygoda.
 

BIELENDA KREM Z ALOESEM

 
 
O matko, jak pięknie pachnie ten krem. Dodatkowo ma przyzwoity skład i dobrze nawilża skórę. Jest multi-funkcyjny: jako krem do rąk, twarzy i ciała, choć ja potraktowałam go jako tradycyjny balsam o nieco gęstszej konsystencji. Jeśli lubicie aloesowy zapach to pokochacie ten produkt.

DOUGLAS ESSENTIAL UNBELIEVABLE MAKE-UP REMOVER BALM

 
 
Bardzo ciekawy produkt o nietypowej konsystencji kremu, która po nałożeniu na suchą skórę zamienia się w delikatny olejek i przyjemnie oczyszcza twarz. Oprócz funkcji demakijażu nadaje się również jako maseczka.

CLINIQUE MOISTURE SURGE

Wszystkie trzy kosmetyki rewelacyjnie się u mnie sprawdzają – mają nieco żelową formułę, dzięki czemu fajnie nawilżają skórę i błyskawicznie się wchłaniają. Krem na dzień używam zamiennie z koncentratem – w zależności czy nakładam makijaż czy nie. Krem na noc / maska to świetnie nawilżający produkt 2w1.
 

ULUBIEŃCY ZIMY:WIBO EYEBROW POMADE 

 
 
Już dawno żaden produkt nie zachwycił mnie tak bardzo jak ta pomada do brwi. Wybrałam kolor soft brown i był to strzał w dziesiątke. Pomada ma gęstą konsytencję, piękne krycie i jest naprawdę bardzo trwała. Śmiało mogę powiedzieć, że jest lepsza od tej z Inglot.

DOUGLAS EXCEPTION EYES MASCARA

 
 
Ostatnio ciężko mi znaleźć tusz, na którego widok zrobię “wow”,  jednak ten w ostatnim czasie bardzo polubiłam. Co prawda nie daje zniewalającego efektu, ale bardzo fajnie rozczesuje rzęsy, odpowiednio je podkręca i wydłuża. Szczoteczka jest bardzo przyzwoita, a szata graficzna zachwyca.

MAYBELLINE INSTANT AGE REWIND

 
 
 
Przyzwoity korektor o dobrym kryciu, który nadaje się zarówno pod oczy jak i na całą twarz. Ma bardzo ciekawe opakowanie – przyjemną w użyciu gąbeczkę i próżniowe opakowanie, dzięki któremu produkt zużyję do ostatniej kropli. Mój kolor to Fair Clair i jest wystarczająco jasny dla takiego bladziocha jak ja.
Znacie któregoś z moich ulubieńców zimy? Ciekawa jestem, jakie kosmetyki podbiły Wasze serca zimą?
W poprzednim roku przetestowałam rekordową ilość kosmetyków i poznałam tyle nowości, które sprawdziły się lepiej lub gorzej, że ciężko wszystko zliczyć i podsumować. Zdecydowałam się jednak wybrać kilka najlepszych pozycji i uhonorować te kosmetyki, które podbiły moje serce w ubiegłym roku. Wiem, że czekaliście na to podsumowanie, dlatego bez zbędnych ceregieli zapraszam Was na moje kosmetyczne odkrycia 2017.  


MAKIJAŻ 



W tej kategorii najwięcej wartych uwagi kosmetyków poznałam pod koniec ubiegłego roku, dlatego postanowiłam, że opowiem o nich w ulubieńcach stycznia. Na zaszczytne “the best of 2017” w kolorówce zasłużyły jedynie 3 absolutne hity mojego makijażu. 
MAKEUP REVOLUTION FLAWLESS 4 

Pięknie skomponowana paleta, która skrywa wszystkie moje ulubione kolory cieni: ciepłe brązy, czerwienie, rudości i bardzo jasne perły. 
Przyznam się, że początkowo miała na tym miejscu stanąć Cocoa Blend od Zoeva, którą równie uwielbiam, jednak biorąc pod uwagę cenę i ilość odcieni zdecydowałam się na Flawless 4


Więcej o paletce: MAKEUP REVOLUTION: FLAWLESS 4

PUDER RYŻOWY ECOCERA



To absolutny niezbędnik w mojej kosmetyczce, każdy mój makijaż wykończam właśnie nim i jestem zachwycona efektem jaki uzyskuje. Cera jest wygładzona i odpowiednio zmatowiona. Nie muszę martwić się o poprawki i jestem pewna, że makijaż utrzymuje się w ryzach przez wiele godzin. Najczęściej stosuję go w wersji sypkiej, jednak ostatnio do mojej kolekcji dołączyła wersja prasowana. 

JOKO GLOW PRIMER


To mój pierwszy rozświetlacz w płynie i kosmetyk tej marki zarazem, a okazał się hitem w moim makijażu. Choć w tubce kolor wydaje się być intensywnie różowy, to po nałożeniu go na twarz staje się delikatny i wpadający bardziej w srebro. Produkt jest bardzo wydajny i niedrogi, co czyni go absolutnym hitem.


Warto przeczytać: 
6 ETAPÓW PIELĘGNACJI TWARZY – JAK POPRAWNIE ZADBAĆ O CERĘ WIECZOREM?

PIELĘGNACJA 



Dbanie o skórę oraz oczyszczanie i nawilżanie cery to absolutny priorytet w moim codziennym rytuale. Staram się dobierać kosmetyki w zależności od pory roku i potrzeb mojej skóry. Przez moje ręce przewinęło się mnóstwo produktów, jednak tylko cztery z nich zasługują na miano najlepszych. 


HOLIKA HOLIKA ALOE 99% SOOTHING GEL


Kosmetyki z dodatkiem aloesu zdecydowanie królowały w ubiegłym roku, jednak moje serce podbił żel wielofunkcyjny, który w 99 procentach składa się właśnie z tego cudownego składnika. Kosmetyk był niezastąpiony w ukojeniu spalonej słońcem skóry czy podrażnionej cery. Stosuję go również na włosy oraz jako lekki balsam. Jego możliwości i działanie gwarantują 100% zadowolenia, a cudowny zapach jest wisienką na torcie. 
SKIN79 PORE BUBBLE MASK



Moim ulubionym rytuałem pielęgnacyjnym są maseczki i jest naprawdę sporo takich, które wprost ubóstwiam. Na szczycie moich ulubieńców jest czarna maska, które nie tylko nawilża i wygładza cerę, zmniejsza pory, ale również wykonuje “bąbelkowy” masaż, dzięki czemu zabieg to istna rozkosz. Musicie koniecznie wypróbować tę przyjemność. 
BLACKSUGAR PEELING GEL SWANICOCO



Bardzo lubię peelingi wszelkiej maści, jednak ten w formie żelowej bije na głowę wszystkie inne. Jest niezwykle skuteczny i delikatny jednocześnie, dlatego może być stosowany również dla cery wrażliwej. Niebawem na blogu pojawi się jego pełna recenzja – wyczekujcie!



PEŁNA RECENZJA: SWANICOCO BLACKSUGAR PEELING GEL

ODKRYCIE ROKU
SZCZOTECZKA SONICZNA DERMOFUTURE 



Pielęgnacja i oczyszczanie twarzy przy użyciu tej maszynki stało się nie tylko dużo wygodniejsze, ale również bardziej skuteczne. Delikatne wibracje doskonale oczyszczają cerę, wykonując relaksujący masaż jednocześnie. 

Oto cała plejada moich ulubionych kosmetyków ubiegłego roku. 
Jestem ciekawa, czy znacie któryś z pokazanych dzisiaj produktów? 









Oczyszczanie twarzy to absolutna podstawa codziennej pielęgnacji, która ma bardzo duży wpływ na kondycję Naszej cery. Jeśli zaniedbamy ten element to żadne, nawet najdroższe kosmetyki nie są w stanie zdziałać cudu. Warto więc poświęcić na ten zabieg nieco czasu i wykonywać go dokładnie oraz co najważniejsze regularnie. Obecnie na rynku oprócz wszelkiej maści kosmetyków pielęgnacyjnych znajdziemy urządzenia, które nie tylko ułatwią, ale także umilą i udoskonalą codzienną rutynę pielęgnacyjną. 
Kiedy zaczęłam zastanawiać się nad zakupem szczoteczki sonicznej na myśl przyszła mi marka Foreo, jednak ceny produktów szybko ostudziły mój zapał. W najtańszej wersji mini ceny wahają się od 400 złotych wzwyż, a standardowych rozmiarów szczoteczka kosztuje nawet 1000 złotych. Kiedy tylko podniosłam szczękę z podłogi zaczęłam szukać tańszego zamiennika i o dziwo bardzo szybko znalazłam produkt, który bardzo mnie zainteresował. Tym oto sposobem w moje ręce trafiła szczoteczka DermoFuture, za którą zapłaciłam ok. 135 złotych razem z wysyłką. 


WYGLĄD I JAKOŚĆ WYKONANIA

W pudełku ( które u mnie przepadło podczas przeprowadzki ) znajdziemy instrukcję, gwarancję, kabelek do ładowania oraz samą szczoteczkę, która dostępna jest dwóch kolorach: różowym oraz miętowym. Wykonana jest z 100% wodoodpornego silikonu bardzo dobrej jakości, a jej wygląd jest zbliżony do znacznie droższego pierwowzoru.

Przód szczoteczki w znacznej części to specjalne wypustki do oczyszczania twarzy, okrągły przycisk startu a także + i – służące do ustawienia intensywności drgań. Kształt urządzenia dostosowany jest tak, aby dotrzeć w każde miejsce na twarzy i dokładnie ją oczyścić. 
Tył również zawiera wypuklenia służące tym razem do masażu twarzy. 

Na ogromny plus zasługuje żywotność akumulatora – urządzenie posiadam od ponad 4 miesięcy i jeszcze jej nie ładowałam ( stosuję regularnie, raz dziennie ). Spotkałam się także z opinią, że szczoteczkę ładuje się co pół roku. 
SPOSÓB UŻYCIA

Po wstępnym demakijażu nakładamy odrobinę żelu lub pianki do mycia na wilgotną cerę bądź bezpośrednio na wypustki szczoteczki i za pomocą przycisku start uruchamiamy urządzenie. Wykonujemy pulsacyjny masaż twarzy przez ok. 1 minutę, w tym czasie ruchami kulistymi oczyszczamy całą buzię.  Po zakończeniu zabiegu myjemy urządzenie pod bieżącą wodą. 
O tym jak poprawnie wykonać pełną wieczorną pielęgnację przeczytacie w oddzielnym wpisie:
EFEKTY REGULARNEGO STOSOWANIA

Warto zacząć od tego, że znaczącą różnicę zauważycie już przy pierwszym użyciu. Ja byłam bardzo pozytywnie zaskoczona i nie mogłam przestać dotykać buzi – była niesamowicie gładziutka. Obecnie nie wyobrażam sobie powrotu do mycia twarzy za pomocą dłoni. Regularne używanie szczoteczki sprawiło, że moja skóra jest bardziej sprężysta i napięta. Zauważyłam również, że kosmetyki lepiej się wchłaniają, a zabiegi wykonywane po oczyszczaniu twarzy są bardziej skuteczne. 
PODSUMOWANIE

Jak już wcześniej wspomniałam nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez szczoteczki sonicznej i uważam, że urządzenie z DermoFuture to najlepiej wydane pieniądze w tym roku. Przez kilka miesięcy jej stosowania zauważyłam zdecydowaną poprawę kondycji mojej twarzy, przy czym szczoteczka wygląda jak nowa, a jej szereg zalet tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to produkt na miarę ulubieńca roku. 
Miałyście kiedyś przyjemność używania szczoteczki do oczyszczania twarzy? Jakie są Wasze odczucia w tej kwestii? 


Nie wiem jak Wam, ale mnie ciężko jest przyzwyczaić się do myśli, że już mamy lato, tym bardziej, że pogoda płata figle niczym wczesną wiosną. Minął już miesiąc a ilość ciepłych dni możemy policzyć na palcach jednej ręki. Przy tych wahaniach temperatury naprawdę ciężko cokolwiek zaplanować, nawet ubiór. Odchodząc jednak od tematu pogody mam dla Was coś przyjemniejszego, jeden z bardziej lubianych wpisów na blogu czyli kosmetyczni ulubieńcy. Zebrałam kilka kosmetyków, których używałam najczęściej minionej wiosny i zapraszam Was na zbiorową recenzję. 



Na początek kolorowa petarda od Zoeva, którą mogę śmiało określić jako najlepiej skomponowaną paletę do makijażu. Cocoa Blend, zyskała miano ulubieńca na niezliczonej przeze mnie liczbie blogów, a ja dołączam do niemałego grona jej fanów. 10 kolorów zamkniętych w kartonowym opakowaniu łączy ze sobą zarówno matowe, dzienne odcienie brązu, jak również nieco mocniejsze akcenty z drobiną oraz w metalicznym wykończeniu burgundy. Każdy cień to aż 1,5 grama świetnie napigmentowanego koloru, którego wydajność jest imponująca. Początkowo miałam obawy co do tekturowego opakowania, jednak z czasem doceniłam jego wytrzymałość i niewielką wagę, szczególnie będąc w rozjazdach.  Jeśli do tej pory zastanawiałaś się czy warto ją kupić to mogę śmiało stwierdzić – nie wahaj się ani sekundy – warto!



Jeśli chodzi o rozświetlacze to nie jestem ich zagorzałą użytkowniczką, a kiedy już po nie sięgam to lubię naturalny i delikatny efekt, nie wpadający w złoto. Mała tubka od JOKO trafiła do mnie wraz z którymś pudełkiem niespodzianką i nie wywołała ona wielkiej euforii na mojej twarzy. Delikatny różowy odcień, kremowa konsystencja i drobiny. Z czasem zrobiłam kilka podejść i stwierdziłam, że bardzo podoba mi się jego wykończenie. Z razu na raz używałam go z coraz większą przyjemnością. Kolor jest dość intensywny więc nakładam go dosłownie odrobinkę dla naturalnego efektu. W sklepie rozświetlacz kosztuje niewiele, więc warto się mu przyjrzeć bliżej. 




Pierwszy raz w moim ulubieńcowym zestawieniu znajduje się antyperspirant, ale przyznam szczerze, że od dawien dawna nie byłam z żadnego zadowolona. Ten z DOVE ma konsystencję delikatnego kremu, który błyskawicznie się wchłania i bardzo przyjemnie pachnie. Pod względem skuteczności jestem umiarkowanie zadowolona, co w porówaniu do poprzedników jest sporym sukcesem. Nie jest to mój pierwszy antyperspirant w kremie, ale wcześniejszy – Garnier Neo był w formie tubki co przy połowie pojemności zaczynało utrudniać wydobywanie produktu. W przypadku klasyka Dove aplikacja jest bardzo wygodna.



Wszelkiego rodzaju maseczki do twarzy to mój ulubiony etap pielęgnacyjny. Lubię sięgać zarówno te żelowe, w glince jak i w płacie. Ostatnio moje serce skradła maska od L’oreal, o której huczy w całej blogosferze i to nie jest przypadek, bo sprawdza się naprawdę rewelacyjnie. Moim faworytem jest czysta glinka detoksująca, która ma również działanie rozświetlające. Mnie zachwyca idealnie gładka skóra po zabiegu, uwielbiam takie namacalne efekty. Co prawda w samej maseczce wyglądam jakbym wpadła w błoto, ale czuję się wyśmienicie, niczym w SPA. Glinka kosztuje całkiem sporo, ale biorąc pod uwagę, że wystarczy na 10 aplikacji to cena wydaje się atrakcyjniejsza. 



Na koniec kosmetyk, nad którego umieszczeniem w gronie ulubieńców długo się zastanawiałam. Ostatecznie uznałam, że chętnie po niego sięgam, więc zasługuje na to miano. Mowa tutaj o balsamie do ciała Palmers, który pokazywałam Wam już w mediach społecznościowych. Z jednej strony to najlepiej nawilżający balsam do ciała jaki kiedykolwiek miałam przyjemność używać, a z drugiej zaś nie koniecznie odpowiada mi zapach. Nie jestem fanką kokosowych nut zapachowych więc z początku nie chętnie używałam balsamu, jednak z czasem jakość nawilżania wzięła górę nad zmysłem węchu i tak kosmetyk stał się moim nieodłącznym wiosennym elementem pielęgnacji. 


Ok, za nami cała plejada moich wiosennych kosmetycznych gwiazd, a przede mną Wasza opinia. Z niecierpliwością czekam na Wasze opinie, koniecznie pochwalcie się jaki kosmetyk zachwycił Was w ostanim czasie. 

Udanego poniedziałku!